Bobino

Średniozaawansowany
9 min odczyt
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

Dawno, dawno temu żył bogaty kupiec, który miał jedynego syna o imieniu Bobino. Chłopiec był bystry i miał wielkie pragnienie wiedzy, więc ojciec wysłał go pod opiekę mistrza, od którego, jak sądził, nauczy się mówić wieloma językami obcymi. Po kilku latach u tego mistrza Bobino wrócił do domu.

Pewnego wieczoru, gdy on i jego ojciec spacerowali po ogrodzie, wróble na drzewach nad ich głowami zaczęły tak ćwierkać, że nie mogli się dosłyszeć. To bardzo zirytowało kupca, więc aby go uspokoić, Bobino zapytał: „Czy chcesz, żebym ci wyjaśnił, co wróble do siebie mówią?”

Kupiec spojrzał na syna ze zdziwieniem i odpowiedział: „Co masz na myśli? Jak wyjaśnisz, co mówią wróble? Uważasz się za wróżbitę czy magika?”

„Nie jestem ani wróżbitą, ani magikiem” – odpowiedział Bobino – „ale mój pan nauczył mnie języka wszystkich zwierząt”.

„Ach! Za moje dobre pieniądze!” – wykrzyknął kupiec. „Pan z pewnością źle zrozumiał moje intencje. Oczywiście chciałem, żebyś nauczył się języków, którymi mówią ludzie, a nie języka zwierząt”.

„Bądź cierpliwy” – odpowiedział syn. „Mój pan uznał, że najlepiej zacząć od języka zwierząt, a później uczyć się języka ludzi”.

Gdy wchodzili do domu, pies wybiegł im na spotkanie, wściekle szczekając.

„Co się dzieje z tym zwierzęciem?” zapytał kupiec. „Dlaczego tak na mnie szczeka, skoro zna mnie tak dobrze?”

„Czy mam ci wyjaśnić, co on mówi?” zapytał Bobino.

„Zostaw mnie w spokoju i nie zawracaj mi głowy swoimi bzdurami” – powiedział kupiec dość gniewnie. „Jakże zmarnowałem pieniądze!”

Chwilę później, gdy zasiedli do kolacji, żaby w sąsiednim stawie zaczęły rechotać tak głośno, jak nigdy dotąd. Hałas tak rozdrażnił kupca, że ​​stracił panowanie nad sobą i wykrzyknął: „Chciałem tylko dolać ostatniej kropli do mojego niepokoju i rozczarowania”.

„Czy mam ci to wyjaśnić?” zaczął Bobino.

„Czy będziesz trzymał język za zębami i nie będziesz tłumaczył się?” krzyknął kupiec. „Idź spać i nie pokazuj mi się więcej!”

Bobino poszedł więc spać i spał twardo. Ale jego ojciec, nie mogąc otrząsnąć się z rozczarowania marnotrawstwem pieniędzy, był tak zły, że wezwał dwóch służących i wydał im rozkazy, które mieli wykonać następnego dnia.

Następnego ranka jeden ze służących obudził Bobina wcześnie i kazał mu wsiąść do czekającego na niego powozu. Służący usiadł obok niego, podczas gdy drugi jechał obok powozu jako eskorta. Bobino nie mógł zrozumieć, co z nim zrobią ani dokąd go zabiorą; zauważył jednak, że siedzący obok niego służący wyglądał na bardzo smutnego, a jego oczy były opuchnięte od płaczu.

Ciekaw byłem powodu, więc zapytał go: „Czemu jesteś taki smutny? I dokąd mnie zabierasz?”

Ale sługa nic nie powiedział. W końcu, poruszony prośbami Bobina, powiedział: „Mój biedny chłopcze, prowadzę cię na śmierć, a co gorsza, robię to z rozkazu twojego ojca”.

„Ale dlaczego” – zawołał Bobino – „chce, żebym umarł? Cóż złego mu wyrządziłem albo jaką popełniłem winę, że pragnie mojej śmierci?”

„Nie wyrządziłeś mu żadnej krzywdy” – odpowiedział sługa – „ani nie popełniłeś żadnego błędu; ale on jest na wpół oszalały z gniewu, bo przez te wszystkie lata nauki nauczyłeś się tylko języka zwierząt. Spodziewał się po tobie czegoś zupełnie innego, dlatego postanowił, że umrzesz”.

„Jeśli tak, zabij mnie natychmiast” – powiedział Bobino. „Po co czekać, skoro trzeba to zrobić?”

„Nie mam serca tego robić” – odpowiedział służący. „Wolałbym pomyśleć o jakimś sposobie, żeby uratować ci życie, a jednocześnie uchronić się przed gniewem twojego ojca. Na szczęście pies nas śledził. Zabijemy go, wyrwiemy mu serce i zaniesiemy twojemu ojcu. Uwierzy, że należy do ciebie, a ty tymczasem uciekniesz”.

Gdy dotarli do najgęstszej części lasu, Bobino wysiadł z powozu i pożegnawszy się ze służbą, ruszył w dalszą drogę.

Szedł i szedł, aż w końcu, późnym wieczorem, dotarł do domu, w którym mieszkali pasterze. Zapukał do drzwi i poprosił o nocleg. Pasterze, widząc, jak łagodnym młodzieńcem się wydawał, przyjęli go i zaprosili do wspólnego posiłku.

Podczas gdy jedli, pies na podwórzu zaczął szczekać. Bobino podszedł do okna, przez chwilę uważnie nasłuchiwał, a potem, zwracając się do pasterzy, powiedział: „Poślijcie natychmiast żony i córki do łóżek i uzbrójcie się jak najlepiej, bo o północy banda rabusiów napadnie na ten dom”.

Pasterze byli zupełnie zaskoczeni i pomyśleli, że młodzieniec stracił rozum.

„Skąd możesz wiedzieć”, mówili, „że banda rabusiów chce nas zaatakować? Kto ci to powiedział?”

„Wiem to po szczekaniu psa” – odpowiedział Bobino. „Rozumiem jego język i gdyby mnie tu nie było, to biedne zwierzę marnowałoby swój oddech na próżno. Lepiej posłuchajcie mojej rady, jeśli chcecie ocalić swoje życie i mienie”.

Pasterze byli coraz bardziej zdumieni, ale postanowili postąpić zgodnie z radą Bobina. Wysłali żony i córki na górę, a następnie, uzbrojeni, zajęli pozycje za żywopłotem, czekając na północ.

Gdy zegar wybił dwunastą, usłyszeli odgłos zbliżających się kroków i banda rabusiów ostrożnie zbliżała się do domu. Pasterze jednak byli czujni; rzucili się na rabusiów zza żywopłotu i uderzeniami pałek zmusili ich do ucieczki.

Możesz sobie wyobrazić, jak wdzięczni byli Bobino, którego wczesnemu ostrzeżeniu zawdzięczali swoje bezpieczeństwo. Błagali go, aby został i zamieszkał u nich; ale ponieważ chciał zobaczyć więcej świata, serdecznie podziękował im za gościnność i wyruszył ponownie na wędrówkę. Cały dzień wędrował, a wieczorem dotarł do domu chłopa. Podczas gdy zastanawiał się, czy zapukać i poprosić o nocleg, usłyszał głośne rechotanie żab w rowie za domem. Podchodząc do tyłu, zobaczył bardzo dziwny widok. Cztery żaby rzucały małą butelką z jednej do drugiej, głośno rechocząc. Bobino nasłuchiwał przez kilka minut, a potem zapukał do drzwi domu. Otworzył je chłop, który zaprosił go do środka na kolację.

Po skończonym posiłku gospodarz powiedział mu, że mają poważne kłopoty, ponieważ jego najstarsza córka jest tak chora, że ​​obawiają się, iż nie wyzdrowieje. Znany lekarz, który przejeżdżał tamtędy jakiś czas temu, obiecał jej przysłać lekarstwo, które by ją uzdrowiło, ale służący, któremu powierzył lekarstwo, zostawił je w drodze powrotnej i teraz wydawało się, że nie ma już dla dziewczyny żadnej nadziei.

Wtedy Bobino opowiedział ojcu o buteleczce, którą widział, jak bawią się żaby, i że wie, iż to lekarstwo, które lekarz przysłał dziewczynce. Chłop zapytał go, skąd może mieć taką pewność, a Bobino wyjaśnił mu, że rozumie mowę zwierząt i słyszał, co mówią żaby, rzucając butelką. Chłop wyciągnął więc butelkę z rowu i podał lekarstwo córce. Rano córka czuła się o wiele lepiej, a wdzięczny ojciec nie wiedział, jak wystarczająco podziękować Bobino. Bobino jednak nie przyjął od niego niczego i pożegnawszy się, wyruszył ponownie na wędrówkę.

Pewnego dnia, wkrótce potem, natknął się na dwóch mężczyzn odpoczywających pod drzewem w upale dnia. Zmęczony, położył się na ziemi w niewielkiej odległości od nich i wkrótce wszyscy trzej zaczęli ze sobą rozmawiać. W trakcie rozmowy Bobino zapytał mężczyzn, dokąd idą; odpowiedzieli, że zmierzają do sąsiedniego miasta, gdzie tego dnia lud miał wybrać nowego władcę.

Gdy jeszcze rozmawiali, kilka wróbli usiadło na drzewie, pod którym leżeli. Bobino milczał i zdawał się uważnie słuchać. Po kilku minutach powiedział do swoich towarzyszy: „Czy wiecie, co mówią te wróble? Mówią, że dziś jeden z nas zostanie wybrany na władcę tego miasta”.

Mężczyźni nic nie powiedzieli, tylko spojrzeli na siebie. Kilka minut później, widząc, że Bobino zasnął, wymknęli się i pospiesznie udali się do miasta, gdzie miały się odbyć wybory nowego władcy.

Orzeł przedni siedzi dumnie.

„Orzeł”. Ilustracja nieznanego artysty, opublikowana w książce „Birds of Prey” autorstwa Normana A. Calkinsa i pani A. M. Diaz (1878), wydawnictwo L. Prang and Company.

Wielki tłum zebrał się na rynku, oczekując na godzinę, kiedy orzeł zostanie wypuszczony z klatki, gdyż postanowiono, że właściciel domu, na którego wyląduje orzeł, zostanie władcą miasta. W końcu nadeszła ta godzina; orzeł został wypuszczony na wolność, a wszystkie oczy wytężały się, by zobaczyć, gdzie wyląduje. Lecz krążąc nad głowami tłumu, poleciał prosto w kierunku młodego mężczyzny, który właśnie wkraczał do miasta. Był to nikt inny, jak Bobino, który obudził się wkrótce po tym, jak jego towarzysze go opuścili i podążył ich śladami. Wszyscy ludzie krzyczeli i obwieszczali, że to on jest ich przyszłym władcą, a wielki tłum poprowadził go do domu gubernatora, który miał w przyszłości stać się jego domem. I tu żył szczęśliwie i mądrze rządził ludem.