Leśne ścieżki prowadziły go w górę i na zbocze góry. W końcu dotarł do szczytu: Hindfell, gdzie drzewa ustępowały miejsca, odsłaniając przestrzeń otwartą na niebo i wiatry. Na Hindfell znajdował się Dom Płomienia. Sigurd zobaczył czarne i wysokie mury, a wokół nich pierścień ognia.
Podjeżdżając bliżej, usłyszał ryk wsiadających koni i krążący ogień. Usiadł na Grani, swoim dumnym koniu, i długo patrzył na czarne mury i płomień, który krążył wokół nich.
Potem pojechał na Grani do ognia. Inny koń by się przestraszył, ale Grani dzielnie trzymał się pod Sigurdem. Dotarli do ściany ognia, a Sigurd, który nie znał strachu, przejechał przez nią.
Teraz był na dziedzińcu sali. Nie było żadnego ruchu, ani człowieka, ani psa, ani konia. Sigurd zsiadł z konia i nakazał Graniemu, żeby się uspokoił. Otworzył drzwi i ujrzał komnatę z zasłonami, na których wyszyto wzór wielkiego drzewa, drzewa o trzech korzeniach, a wzór ten przeniesiono z jednej ściany na drugą. Na sofie pośrodku komnaty ktoś spał. Na głowie miał hełm, a na piersi napierśnik. Sigurd zdjął hełm z głowy. Wtedy na sofę spadł stos kobiecych włosów – cudownych, lśniących włosów. To była ta dziewczyna, o której opowiadały mu ptaki.
Przeciął mieczem zapięcia napierśnika i długo się jej przyglądał. Piękna była jej twarz, lecz surowa; jak twarz kogoś, kto poskramia, lecz nie daje się poskromić. Piękne i silne były jej ramiona i dłonie. Usta miała dumne, a nad zamkniętymi oczami rosły mocne i piękne brwi.
Otworzyła oczy, odwróciła je i spojrzała prosto na Sigurda. „Kim jesteś, że mnie obudziłeś?” zapytała.
„Jestem Sigurd, syn Sigmunda, z rodu Volsung” – odpowiedział.
„I przejechałeś przez pierścień ognia do mnie?”
„Tak właśnie zrobiłem.”
Uklękła na kanapie i wyciągnęła ramiona w stronę, gdzie lśniło światło. „Witaj, Dniu” – zawołała – „i witaj, promienie, które jesteś synami Dnia. O Nocy i o córko Nocy, obyście spojrzały na nas oczami, które błogosławią. Witajcie, o Asyrze i o Asyniurze! Witajcie, rozległe pola Midgardu! Obdarzcie nas mądrością, mądrą mową i mocą uzdrawiania, i sprawcie, by nic nieprawdziwego ani nieodważnego nie zbliżyło się do nas!”
Wszystko to wykrzykiwała z szeroko otwartymi oczami; były to oczy, które miały w sobie cały błękit, jaki Sigurd kiedykolwiek widział: błękit kwiatów, błękit nieba, błękit bojowych ostrzy. Zwróciła na niego te wielkie oczy i rzekła: „Jestem Brynhild, niegdyś Walkirią, a teraz śmiertelną dziewicą, tą, która pozna śmierć i wszystkie smutki, jakie znają śmiertelniczki. Ale są rzeczy, których mogę nie wiedzieć, rzeczy fałszywe i pozbawione odwagi”.
Była najdzielniejszą, najmądrzejszą i najpiękniejszą panną na świecie: Sigurd wiedział, że tak jest. Położył swój miecz Gram u jej stóp i wypowiedział jej imię: „Brynhilda”. Opowiedział jej, jak zabił Smoka i jak słyszał, jak ptaki o niej opowiadały. Wstała z sofy i związała swoje cudowne włosy na głowie. Z zachwytem obserwował ją. Kiedy się poruszyła, zdawało się, że unosi się nad ziemią.
Usiedli razem, a ona opowiedziała mu o cudownych i tajemniczych rzeczach. Opowiedziała mu również, jak Odyn wysłał ją z Asgardu, by wybrała poległych do jego pałacu Walhalli i dała zwycięstwo tym, których zechce. Opowiedziała też, jak sprzeciwiła się woli Wszechojca i jak za to została wygnana z Asgardu. Odyn wbił w jej ciało cierń Drzewa Snu, by mogła pozostać we śnie, dopóki nie obudzi jej najdzielniejszy ze śmiertelników. Ktokolwiek rozerwie zapięcia napierśnika, wyrwie Cierń Snu. „Odyn dał mi to” – powiedziała – „że jako śmiertelna panna nie poślubię nikogo oprócz najdzielniejszego na świecie. I żeby nikt inny oprócz niego do mnie nie przyszedł, Wszechojciec otoczył mnie ogniem, gdzie drzemałam. I to ty, Sigurdzie, synu Zygmunta, przybyłeś do mnie. Jesteś najdzielniejszy i myślę, że jesteś też najpiękniejszy; jak Tyr, Bóg władający mieczem”.
Powiedziała mu, że ktokolwiek przejedzie przez ogień i uzna ją za swoją żonę, tego musi poślubić.
Rozmawiali ze sobą czule i dzień płynął im jak z bicza strzelił. Wtedy Sigurd usłyszał, jak Grani, jego koń, rży mu raz po raz. Zawołał do Brynhildy: „Pozwól mi zniknąć z oczu twoich. Jestem tym, który ma mieć najwspanialsze imię na świecie. Jeszcze nie uczyniłem swojego imienia tak wielkim, jak mój ojciec i ojciec mojego ojca uczynili swoje imiona wielkimi. Pokonałem króla Lygniego i zabiłem smoka Fafnira, ale to niewiele. Uczyniłbym moje imię najwspanialszym na świecie i zniósł wszystko, co trzeba znieść, aby je takim uczynić. Potem wrócę do ciebie do Domu Płomienia”.
Brynhilda rzekła do niego: „Dobrze mówisz. Uczyń swoje imię sławnym i znieś to, co musisz znieść, aby je takim uczynić. Będę na ciebie czekać, wiedząc, że nikt poza Sigurdem nie zdoła zwyciężyć w ogniu, który strzeże miejsca, gdzie przebywam”.
Długo na siebie patrzyli, ale niewiele więcej mówili. Potem pożegnali się, trzymając się za ręce i przysięgając sobie wierność, że nie wezmą sobie za towarzysza życia innego mężczyzny ani panny. A na znak wierności Sigurd zdjął pierścień, który miał na palcu, i włożył go na palec Brynhildy – był to pierścień Andwariego.