Kawałki światła dziennego

Średniozaawansowany
6 min odczyt
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

W północnej części kontynentu, w krainie słońca o północy, gdzie w długie letnie dni słońce o północy ledwo chowa się za północnym horyzontem i natychmiast wschodzi, a w długie zimowe noce prawie w ogóle nie ma dnia, nic dziwnego, że legendy ludu często mówią o świetle dziennym, a zwłaszcza o ciemności. Długie noce stają się uciążliwe, a ludzie mają różne teorie na temat przyczyn tego zjawiska, które wplatają w legendy, takie jak ta poniżej.

W czasach, gdy Ziemia była dzieckiem, słońce i księżyc świeciły tak jak teraz. Potem słońce i księżyc zostały zabrane, a ludzie przez długi czas nie mieli światła poza blaskiem gwiazd. Szamani, czyli kapłani, rzucali swoje najsilniejsze zaklęcia na próżno, bo noc trwała w ciemności.

W wiosce w dolnym Jukonie mieszkał chłopiec-sierota, który zawsze siadał na ławce ze skromnymi ludźmi, nad wejściem do kashim, czyli domu zgromadzeń. Inni uważali go za głupca, a wszyscy go pogardzali i źle traktowali. Po tym, jak szamani z wielkim trudem przywrócili słońce i księżyc, a im się to nie udało, chłopiec zaczął ich wyśmiewać.

„Jakimiż wspaniałymi szamanami musicie być, że nie potraficie przywrócić światła, skoro nawet ja to potrafię” – powiedział drwiąco.

Na to szamani bardzo się rozgniewali, pobili go i wypędzili z kaszim. Sierota był jak każdy inny chłopiec, dopóki nie założył czarnego płaszcza, który miał na sobie, po czym zmienił się w kruka i pozostał w tej postaci, dopóki go nie zdjął. Kiedy szamani go wypędzili, udał się do domu swojej ciotki we wsi i opowiedział jej, co powiedział, i jak szamani go pobili i wypędzili z kaszim.

„Powiedz mi, dokąd podziały się słońce i księżyc, bo idę za nimi” – rzekł.

„Są gdzieś ukryte, ale nie wiem gdzie” – odpowiedziała.

„Jestem pewien, że wiesz, gdzie one są, bo spójrz, jaki starannie uszyty płaszcz nosisz. Nie byłbyś w stanie tego zrobić, gdybyś nie wiedział, gdzie jest światło”.

Po długich namowach ciotka rzekła: „Cóż, jeśli chcesz znaleźć światło, musisz wziąć rakiety śnieżne i udać się daleko, daleko na południe, do miejsca, które poznasz, gdy tam dotrzesz”.

Chłopiec włożył czarny płaszcz, wziął rakiety śnieżne i natychmiast ruszył na południe. Podróżował przez wiele dni, a ciemność zawsze była taka sama. Gdy zaszedł już bardzo daleko, zobaczył przed sobą pojedynczy promień światła, co dodało mu otuchy i otuchy.

Gdy pędził dalej, światło znów stało się wyraźniejsze niż poprzednio, a potem zniknęło; i tak pojawiało się i znikało co jakiś czas. W końcu dotarł do dużego wzgórza, którego jedna strona była jasno oświetlona, ​​a druga pogrążona w mroku nocy. Przed sobą, blisko wzgórza, zobaczył chatę z mężczyzną, który odgarniał z niej śnieg.

Mężczyzna podrzucał śnieg wysoko w powietrze, a za każdym razem, gdy to robił, światło było zasłaniane, powodując zmiany z jasności w ciemność, które chłopiec zauważył, gdy się zbliżył. Tuż obok domu zobaczył wielką, płonącą kulę ognia – światło, którego szukał.

Chłopiec zatrzymał się i zaczął planować, jak zabezpieczyć przed mężczyzną lampę i łopatę. Po chwili podszedł do mężczyzny i zapytał: „Dlaczego rzucasz śniegiem i zasłaniasz światło przed naszą wioską?”

Mężczyzna przerwał pracę, spojrzał w górę i powiedział: „Ja tylko odśnieżam drzwi. Nie chowam światła. Ale kim pan jest i skąd pan przychodzi?”

„W naszej wiosce jest tak ciemno, że nie chciałem tam mieszkać, więc przyszedłem tutaj, żeby zamieszkać z tobą” – powiedział chłopiec.

„Co? Będziesz tu cały czas?” – zapytał zaskoczony mężczyzna.

„Tak” – odpowiedział chłopiec.

„Dobrze. Chodź ze mną do domu” – rzekł mężczyzna.

Rzucił łopatę na ziemię i schyliwszy się, poszedł podziemnym przejściem do domu, opuszczając przy tym zasłonę przed drzwiami, bo myślał, że chłopiec jest tuż za nim.

„Założył swój magiczny płaszcz, przeobraził się w kruka i poleciał tak szybko, jak pozwalały mu na to skrzydła”. Ilustracja George’a Carlsona, opublikowana w książce „A Treasury of Eskimo Tales” autorstwa Clary Kern Bayliss (1922), Thomas Y. Crowell Company.

„Założył swój magiczny płaszcz, zmienił się w kruka i poleciał tak szybko, jak pozwalały mu na to skrzydła”. Ilustracja George’a Carlsona, opublikowana w książce „A Treasury of Eskimo Tales” autorstwa Clary Kern Bayliss (1922), Thomas Y. Crowell Company.

W chwili, gdy klapa drzwi opadła za mężczyzną, gdy ten wchodził, chłopiec złapał kulę światła i włożył ją w podwiniętą klapę futra z przodu. Chwytając łopatę w jedną rękę, pobiegł na północ, aż zmęczyły mu się nogi. Wtedy zarzucił na siebie magiczny płaszcz, przemienił się w kruka i poleciał tak szybko, jak pozwalały mu na to skrzydła. Za sobą usłyszał przeraźliwe krzyki i wrzaski starca, który biegł za nim w pogoni.

Kiedy starzec zdał sobie sprawę, że nie uda mu się dogonić kruka, zawołał do niego: „Nie przejmuj się. Możesz zatrzymać światło, ale daj mi łopatę”.

„Nie; przez ciebie w naszej wiosce zrobiło się ciemno i nie możesz wziąć łopaty” – krzyknął kruk i poleciał szybciej, zostawiając mężczyznę daleko z tyłu.

Gdy kruczy chłopiec wracał do domu, oderwał kawałek kuli świetlnej i odrzucił go, tworząc w ten sposób dzień. Następnie przeszedł długą drogę w ciemności i wyrzucił kolejny kawałek światła, ponownie tworząc dzień. Kontynuował to w pewnych odstępach czasu, aż dotarł do kaszim w swojej wiosce, gdzie upuścił resztę kuli.

Następnie udał się do kashim i powiedział: „A teraz wy, niegodni szamani, widzicie, że przywróciłem światło, a odtąd będzie raz jasno, raz ciemno, tworząc dzień, raz noc”.

A szamani nie potrafili odpowiedzieć.