Cudgel, ruszaj się!

Zaawansowany
9 min odczyt
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

Szewc zajęty był w sobotę cerowaniem starych butów, aby móc pójść do kościoła w niedzielę. Pracował do późnego wieczora, a skończywszy pracę, wczesnym rankiem ubierał się i zabierał książkę do nabożeństwa. W kościele usłyszał naukę, że jeśli ktoś poświęci swój majątek kościołowi, Bóg wynagrodzi go stokrotnie w innej formie. A ponieważ był biedny, postanowił sprzedać swój domek i majątek, a całą kwotę zanieść księdzu w kościele. Poszedł do domu i opowiedział żonie o swoich zamiarach; i po kilku dniach pieniądze były w rękach proboszcza.

Ale dzień mijał za dniem, a nic nie było widać o nagrodzie. W końcu, gdy głód dokuczył szewcowi, ubrał się jak stary żebrak i poszedł szukać Pana Boga. Po kilku dniach tułaczki spotkał starego pasterza, który pasł duże stado jagniąt. A ponieważ był bardzo głodny, postanowił pójść do starego pasterza i poprosić go, aby dał mu trochę jedzenia z koszyka obiadowego. Podczas posiłku opowiedział wszystko, co zrobił i jak mu się teraz powodzi.

Stary pasterz ulitował się nad biednym szewcem i dał mu jagnię, które rozsypywało dukaty na każde zawołanie: „Baranku, otrząśnij się!”, ale dał mu je pod warunkiem, że w pewnej wsi, przez którą musiał przejechać, nie wolno mu będzie wchodzić do domu jego starego plotkarza. Z wielką radością włożył jagnię na ramię, podziękował za nie starcowi i ruszył spiesznie do domu, by uradować żonę i dzieci. Gdy znalazł się za wzgórzem, zaczął wątpić w słowa starego pasterza, bo nie mógł sobie wyobrazić, że zwykły baranek rozsypie dukaty. Pragnąc więc upewnić się co do ich prawdziwości, położył jagnię na ziemi i wypowiedział słowa starca: „Baranku, otrząśnij się!”, a gdy w tej samej chwili dostrzegł dukaty u stóp jagnięciny, uznał się za najszczęśliwszego człowieka na świecie.

Bez zwłoki włożył jagnię na grzbiet i ruszył w stronę domu. Lecz gdy minął karczmę swojej plotkarki, ta błagała go, by ją odwiedził, bo nie widzieli się od bardzo dawna. Szewc początkowo wahał się trochę, lecz chcąc pokazać, że ma w kieszeni dukaty i że spotkało go takie szczęście, wszedł do karczmy; i po oddaniu jej najpierw daru od starca, mówiąc: „Ale nie mów mu: »Baranku, otrząśnij się!«, podszedł do stołu i wypił kufel wódki. Lecz jego plotkarka, łobuzerska staruszka, od razu pomyślała, że ​​w tych słowach musi kryć się jakaś tajemnica. Zabrała więc jagnię do drugiego pokoju i gdy była tam sama, rzekła do jagnięcia: »Baranku, otrząśnij się!«, a widząc, że rozsypał dukaty, zaczęła się zastanawiać, jak oszukać swoją plotkarkę.

Po krótkim czasie postanowiła upić szewca, zatrzymać go na noc u siebie, a następnego dnia rano dać mu zamiast jagnięcia inną, podobną z własnego stada; co też uczyniła zgodnie z jej intencją. Otóż wczesnym rankiem szewc wziął jagnię na ramiona i pospieszył prosto do żony i dzieci, rzucając im, gdy płakały, parę dukatów, żeby żona mogła przygotować porządny posiłek. Żona nie mogła się nadziwić, skąd jej mały mąż ma tyle pieniędzy, ale nie odważyła się go o to pytać. Po posiłku szewc postawił jagnię na stole, zawołał dzieci, żeby mogły razem z nim cieszyć się turlającymi się dukatami, i krzyknął: „Baranku, otrząśnij się!”. Lecz jagnię stało jak z drewna i nawet nie poruszyło głową. Dzieci, które najadły się do syta, zaczęły się śmiać, a żona pomyślała, że ​​jej mężowi coś się pomieszało w głowie. Szewc, rozgniewany, że jego życzenie się nie spełniło, powtórzył raz jeszcze słowa starca, lecz tym razem bezskutecznie, dlatego zepchnął jagnię ze stołu. Dopóki dukaty się ostały, w domu panowała satysfakcja; lecz gdy tylko zaczęło ich brakować w chacie, żona zaczęła ganić męża za to, że nic nie robi i nie dba o środki do życia.

Szewcowi pozostało więc tylko z kijem w ręku pójść szukać starca. Wiedział doskonale, jak źle go powita, ale cóż miał zrobić? Starzec jednak zlitował się nad biedną rodziną i tym razem podarował mu obrus, który na każde zawołanie: „Obrusie, rozłóż się!” rozłożył się sam, a na nim stanęło najwyborniejsze jedzenie i napój; pod warunkiem jednak, że nie wejdzie do domu swojej plotkarki. Szewc, zadowolony z prezentu, podziękował starcowi i ruszył w stronę domu. Wkrótce znalazł się za wzgórzem, usiadł na ziemi i nie z ciekawości, lecz z głodu, wydał rozkaz obrusowi, żeby się rozłożył; bo w jego wnętrzu rechotało.

Gdy najadłszy się do syta, minął karczmę, przed drzwiami czekała na niego stara plotkara; błagała go najuprzejmiej, by nie przechodził obok jej karczmy, dodając przysłowie: „Kto przechodzi obok karczmy, nogę sobie zwichnie”. Szewc długo się wahał, ale w końcu wszedł i powierzył jej obrus, mówiąc: „Droga plotkarko, nie mów: «Obrusie, rozłóż się!»”.

Sprytna kobieta poczęstowała go brandy na powitanie, nie za pieniądze; jej plotkarz rzucał więc łeb za łebkiem, aż mu się w głowie zakręciło. Wtedy jego plotkarz zrobił z obrusem to samo, co z jagnięciną. Szewc podszedł do żony i dzieci, położył obrus na stole i zawołał: „Obrusie, rozłóż się!”. Lecz obrus ani drgnął, a szewc zaczął rozpaczać i lżyć staruszkę, swoją plotkarę. Wrócił do starca, błagając go na kolanach o wybaczenie, że tym razem nie spełnił warunku, i błagając go mimo wszystko, aby się nad nim zlitował i znów był jego obrońcą. Starzec długo odmawiał, ale w końcu dał mu pałkę ze srebrną oprawą, wysadzaną drogimi kamieniami, i nakazał mu tym razem odwiedzić swoją plotkarę i zapamiętać te słowa: „Pałko, rozłóż się!”. Szewc, przepełniony nową radością, podziękował staruszkowi sto razy i tym spieszniej ruszył w stronę żony i dzieci. Mimo to, gdy znalazł się za wzgórzem, był ciekaw, co oznacza ta pałka, i chcąc się upewnić, rzekł: „Pałko, rusz się!”

W jednej chwili stanęło przed nim dwóch tęgich rzemieślników, którzy zaczęli go bezlitośnie bić. Szewc, sparaliżowany okrutnym strachem, nie wiedział, jak im nakazać, żeby przestali go bić; w końcu, gdy już został solidnie pobity, krzyknął: „Pałko, zostaw!”. Natychmiast rzemieślnicy zniknęli, a pałka stanęła przed nim. „Dobrze ci idzie, dobrze ci idzie!” powiedział szewc, podnosząc się z ziemi. „Pomożesz mi odzyskać te dawne dary”.

Gdy dotarł do wsi, gdzie mieszkała jego plotkara, wstąpił do jej domu i rozgościł się jak u starego znajomego. Ucieszyła się na jego widok, bo myślała, że ​​znów dobrze zarobi, dobrze go ugościła, a potem zaczęła wypytywać, czy nie ma dla niej czegoś do załatwienia. Wtedy szewc oddał jej swoją pałkę z prośbą, by nie mówiła: „Pałko, rusz się!”. Staruszka zaśmiała się w duchu z prostaczka, myśląc sobie: „Nie powie mi bez powodu, czego nie wolno mi mówić!”. Natychmiast poszła z pałką do drugiego pokoju i ledwo przekroczyła próg, gdy krzyknęła niecierpliwie: „Pałko, rusz się!”. Natychmiast dwaj towarzysze z pałkami zaczęli ją bić, a ona straciła panowanie nad sobą. Na jej przenikliwy krzyk gospodarz rzucił się jej na pomoc, ale – hej ho! – i on dostał.

Szewc bez przerwy wołał: „Dawaj, pałko! Dawaj! Aż mi dadzą baranka i obrus!”. Wtedy nie pozostało mu nic innego, jak tylko oddać mu swój majątek. Kazała przynieść baranka i obrus. Gdy tylko szewc upewnił się, że to rzeczywiście uczyniono, krzyknął: „Pałko, daj spokój!” i pobiegł z trzema darami tak szybko, jak mógł, do żony i dzieci. Zapanowała wtedy wielka radość, bo pieniędzy i żywności mieli pod dostatkiem; nie zapominając jednak o Bogu i bliźnich, lecz wspierając każdego biednego.