Zaczarowany zamek w morzu

Elsie Spicer Eells 3 stycznia 2017 r.
hiszpański
Łatwo
13 min odczyt
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

Dawno temu w pewnym mieście w Hiszpanii żył młodzieniec, który nie miał zamiłowania do pracy, ale za to ogromną ochotę na zadłużanie się. Głupi chłopak wyczerpał cały swój majątek. Nie zostało mu nic, czym mógłby spłacić stertę długów, które szybko narastały.

Pewnego dnia w jego drzwiach pojawił się nieznajomy, który zaproponował uregulowanie wszystkich długów pod warunkiem, że młody człowiek wykona dla niego jeden dzień pracy. Młodzieniec z wdzięcznością przyjął ofertę, ponieważ uważał, że przynajmniej jeden dzień pracy mu wystarczy, niezależnie od tego, jak ciężka będzie.

„Bądź gotowy jutro rano o piątej” – powiedział nieznajomy, płacąc długi.

Następnego ranka, punktualnie o piątej rano, młodzieniec zastał nieznajomego w swoich drzwiach. Dosiadł pięknego, karego konia, a ze sobą miał jeszcze jednego gniadego, na którym chłopiec miał jechać. Jechali szybko pod górę i w dół, przez żyzne doliny i wąskie leśne ścieżki, aż w końcu dotarli do morza.

Wtedy nieznajomy, jadący przodem, zwrócił się do chłopca i powiedział: „Daleko na morzu jest zamek wysadzany złotem i srebrem. Masz mi tam towarzyszyć i pomóc mi napełnić worki, które zaniosę do domu. Chodź!”

Młodzieniec spojrzał z przerażeniem na wzburzone fale. „Dobrze, panie” – odpowiedział – „proszę jechać dalej”.

„Wkrótce przed nimi wzniósł się potężny zamek na wysokich skałach”. Ilustracja Maud i Miski Petersham. Opublikowano „Opowieści o czarach z Hiszpanii” (1920). Harcourt, Brace and Company.

„Wkrótce przed nimi wzniósł się potężny zamek na wysokich skałach”. Ilustracja Maud i Miski Petersham. Opublikowano „Opowieści o czarach z Hiszpanii” (1920). Harcourt, Brace and Company.

Nieznajomy popędził pięknego, czarnego konia w stronę wzburzonego morza, a przestraszony młodzieniec nie miał innego wyjścia, jak tylko podążyć za gniadym koniem. Konie szybko płynęły przez fale, a wkrótce przed nimi wyrósł potężny zamek na wysokich skałach.

Kiedy wyszli z wody na skały, nieznajomy powiedział: „Twoim zadaniem jest wejść do zamku i napełnić te dwa worki, jeden złotem, a drugi srebrem. Jak tylko je napełnisz, rzuć je do mnie”.

Młodzieniec spojrzał w górę na wysoki zamek, który spoglądał na nich z góry, ze szczytu stromych skał. „Nie widzę żadnej drogi do zamku” – powiedział.

Wtedy nieznajomy wyjął z kieszeni małą książeczkę i otworzył ją. Młodzieniec poczuł, że nagle unosi się nad ziemię. Krzyknął ze strachu, powoli wspinając się na szczyt skały, a potem do małego okienka wysoko w murze zamkowym. Wpełzł do okna i napełnił dwa worki, jeden złotem, a drugi srebrem. Zdumiał się widokiem ogromnych stosów srebra i złota, jakie znajdowały się w zamku.

Wyrzucił torby przez okno i przygotował się do zejścia; lecz ku jego zaskoczeniu, nieznajomy załadował obie torby na gniadego konia, sam wsiadł na czarnego konia i szybko pojechał w morze, prowadząc gniadego konia za sobą. Młodzieniec krzyczał na próżno. Mężczyzna nie odwrócił głowy, by choćby spojrzeć na niego.

Biedny chłopiec był w rozpaczy. „Co ja mam zrobić!” – krzyknął. „Oto jestem wyrzucony na brzeg na tej skale pośród morza! W tym zamku nie ma nic do jedzenia ani picia, tylko srebro i złoto! Co ja mam zrobić! O, głupi chłopcze, że pozwoliłem sobie na taką sytuację!”

Wędrował po zamku, lecz nigdzie nie zobaczył niczego oprócz wielkich stosów srebra i złota.

„O matko mojej duszy!” – krzyknął. „Moim przeznaczeniem jest umrzeć tutaj, w tym opuszczonym miejscu, otoczonym zewsząd przez wzburzone fale! Nie mogę jeść złota i pić srebra”.

Głód rósł z czasem, a pragnienie było jeszcze trudniejsze do zniesienia niż głód. W końcu zauważył wilgotną plamę na jednym z murów zamku. „Może będę miał szczęście i znajdę źródło wody” – powiedział, z zapałem kopiąc rękami.

Kopał i kopał długo, aż osłabł i zemdlał. Nie znalazł wody. Odkrył jedynie szczura w murze. Odpoczął, a potem kopał dalej i w końcu dotarł do ciężkich drzwi.

Z niepokojem otworzył drzwi, bo nie wiedział, co może się za nimi kryć. Zobaczył wąskie, kamienne schody prowadzące w głąb ziemi.

Chłopiec oddał duszę aniołom i diabłom i zszedł po schodach. U stóp
Ze schodów znalazł kolejne drzwi. Otwierały się na wielką salę. Ku jego radości na środku pomieszczenia znajdowała się fontanna z wodą. Obok fontanny stał stół zastawiony bogatymi potrawami.

Pierwszą rzeczą, jaką zrobił, było napicie się wody z fontanny. Potem zaczął smakować jedzenie.

„Mogę umrzeć, ale przynajmniej umrę z pełnym żołądkiem” – zauważył. „Co się stanie dalej, tylko dobry Bóg wie”.

Pod koniec posiłku młodzieniec przechadzał się po wielkiej sali. Potem otworzył drzwi do kuchni. W kuchni stała stara Murzynka. Była bardzo stara, bardzo gruba i bardzo czarna. Upuściła talerz, gdy zobaczyła chłopca, tak bardzo była zdumiona jego obecnością.

„Biedny chłopcze! Jaki okrutny człowiek życzył ci takiego zła, że ​​przyprowadził cię do tego miejsca?” – krzyknęła.

Chłopiec opowiedział jej całą historię. Skinęła głową z namysłem.

„Twoja kara jest większa, niż na to zasługujesz” – powiedziała. „Ale jeśli będziesz cichym i posłusznym chłopcem, możesz mieszkać dalej w zamku. Nie będziesz widywał nikogo oprócz mnie”.

Młodzieniec spędził wiele dni w zamku. Było tam co prawda mnóstwo jedzenia i picia, ale panowała tam wielka samotność. Czasami wspinał się po schodach na górną wieżę zamku i wyglądał przez małe okienko wysoko w wieży. Patrzył i patrzył na wzburzone morze, rozbijające się z wściekłością o skały, i tęsknił za swoim dawnym życiem w krainie, która leżała daleko za falami.

Często wypytywał staruszkę w kuchni i w końcu odkrył, że w murze zamku są tajne drzwi prowadzące do lochu, w którym przetrzymywana była piękna księżniczka.

„Nigdy nie znajdziesz drzwi” – ​​powiedziała stara Murzynka. „A nawet gdybyś je znalazł, nigdy nie dotarłbyś do księżniczki. Musiałbyś minąć dwa dzikie lwy, stale obracające się kamienie młyńskie i jadowitego węża. Lwy rozszarpałyby cię na strzępy. Jeśli im uciekniesz, kamienie młyńskie zmielą cię na proch. Jeśli uciekniesz kamieniom młyńskim, wąż owinie się wokół ciebie i wypełni twoje żyły jadem. Dotarcie do księżniczki jest całkowicie niemożliwe”.

Młodzieniec myślał tylko o uwięzionej księżniczce. „Znalazłem drzwi, które prowadziły mnie do jedzenia i picia” – powiedział. „Dlaczego nie mogę znaleźć drzwi, które prowadzą do pięknej uwięzionej księżniczki? Chciałbym chociaż zajrzeć przez drzwi?”

Pewnego dnia szczur przebiegł po podłodze i szybko zniknął w szczelinie w ścianie. Młodzieniec zaczął kopać głębiej w szczelinę i w końcu odkrył drzwi. Tej nocy odpoczął, choć był tak podekscytowany, że nie mógł zmrużyć oka. Gdy tylko zrobiło się jasno, zaczął kopać ponownie i wkrótce udało mu się otworzyć drzwi, tak że otworzyły się na oścież. Szybko odsunął zasuwę i otworzył je na oścież.

Dwa lwy, które czaiły się, gotowe do skoku, były większe i jeszcze groźniejsze, niż się spodziewał. Szybko ściągnął kurtkę i rzucił im ją. Oba lwy rzuciły się na kurtkę i walczyły o jej zdobycie. Młodzieniec przebiegł obok nich i przez strzeżone przez nich drzwi.

Ciężkie kamienie młyńskie obracały się gwałtownie i nie zatrzymały się ani na chwilę.
Chłopiec rzucił w nich koszulą. Koła młyńskie się zablokowały i szybko przebiegł obok.

Przed nim pojawił się ogromny wąż. Zasyczał na niego gniewnie. Szybko rzucił w niego butem, a jego śmiercionośne kły wbiły się w but. Chłopiec uciekł obok węża i przez drzwi, których strzegł. Nie miał na sobie kurtki ani koszuli, a but miał tylko na jednej nodze, ale był bezpieczny.

Znalazł się w pokoju wyłożonym lśniącym złotem. Był on ozdobiony perłami, diamentami i drogocennymi kamieniami z każdego zakątka ziemi. Na bogato rzeźbionej sofie leżała najpiękniejsza dziewczyna na świecie. Na jej ustach malował się słodki uśmiech, ale spała twardo. Powoli otworzyła swoje piękne, ciemne oczy. Uśmiechnęły się do chłopca.

„Dziękuję, że przyszedłeś mnie obudzić” – powiedziała. „Gdybyś mnie obudził, spałabym tysiąc lat”.
Nie przyjdę. Przykro mi, że nie mogę z tobą zostać. Dam ci to, żebym mogła cię ponownie rozpoznać”. Z tymi słowami wręczyła młodzieńcowi delikatną chusteczkę z cienkiego lnu. W rogu chusteczki widniał diadem wyszyty kunsztownym haftem.

Nagle piękna księżniczka, bogato rzeźbiona sofa, pokój wyściełany złotem, ozdobiony perłami, diamentami i drogocennymi kamieniami z każdego zakątka ziemi, tajemniczy zamek, wysokie skały pośród fal – wszystko zniknęło. Nie pozostał po nich ślad. Chłopiec znalazł się nad brzegiem morza w pewnym dobrze znanym mu hiszpańskim miasteczku. Trzymał w dłoni delikatną chusteczkę z wyszytą w rogu koroną.

Młodzieniec nie mógł myśleć o niczym innym niż o pięknych, ciemnych oczach zaczarowanej księżniczki i jej słodkim uśmiechu. Szukał jej w każdym mieście, w każdym kraju. Stracił nadzieję, że kiedykolwiek ją jeszcze zobaczy, ale…
Z wielką troską strzegł chusteczki. W końcu wrócił do swojego miasta. Szukając księżniczki, był już wszędzie, ale jeszcze nie odwiedził znanych mu miejsc z dzieciństwa. Postanowił pozostać tam przez jakiś czas, a potem wznowić poszukiwania. Wiedział, że nie zazna spokoju, dopóki nie spojrzy ponownie w piękne, ciemne oczy zaczarowanej księżniczki.

Zbliżając się do swojego miasta, zobaczył, że jest ono udekorowane w odświętne stroje. Wszędzie wisiały transparenty i kwiaty.

„Co to za uczta?” zapytał pierwszego napotkanego mężczyznę.

„Dlaczego nie wiesz?” zapytał mężczyzna, z którym rozmawiał. „Gdzie byłeś, że nie wiesz, że to dzień ślubu naszej pięknej księżniczki?”

Nie było czasu na dalszą rozmowę, bo właśnie w tej chwili pojawił się orszak weselny. Młodzieniec spojrzał na pannę młodą i serce mu zamarło. Ponownie spojrzał w twarz pięknej, zaczarowanej księżniczki, którą obudził w zamku na morzu.

Przemknął jak wiatr przez tłum. Rozpychał wszystkich, którzy stanęli mu na drodze. Był jak szaleniec. Mimo to dotarł do schodów kościoła na długo przed orszakiem weselnym.

Gdy panna młoda weszła po schodach, pomachał jej przed oczami delikatną chusteczką z najdelikatniejszego lnu z wyszytym w rogu królewskim koroną. Twarz pięknej księżniczki zbladła, a potem przybrała barwę głębokiego różu. Jej ciemne oczy błyszczały wielką radością, która napełniała jej serce.

W kościele rozległ się wyraźny głos księżniczki, która dumnie oznajmiła: „Poślubię tylko młodzieńca, który ma w rogu wyszytą moją chusteczkę z koroną”.

Goście weselni spojrzeli po sobie ze zdumieniem. Pan młody nerwowo przeszukał wszystkie kieszenie. W żadnej nie znalazł chusteczki z koroną księżniczki w kącie.

Księżniczka zwróciła się do ojca. „Wyślijcie ludzi, żeby go szukali!” – krzyknęła. „Był przebrany za żebraka i siedział na schodach kościoła! To on przyszedł do mnie w zaczarowanym pałacu na morzu. To on wyrwał mnie z zaklęcia. Dałam mu chusteczkę z wyhaftowaną w rogu koroną. Poślubię go, i to tylko jego!”

Szybko rozpoczęto poszukiwania. Na schodach kościoła wciąż siedział młodzieniec o uśmiechniętych oczach, młodzieniec ubrany w nędzne, zakurzone szaty niczym żebrak. W dłoni trzymał delikatną chusteczkę z najdelikatniejszego lnu z wyszytą w rogu królewską koroną.

Były pan młody odszedł pogrążony w smutku i rozczarowaniu, a wesele świętowano z wielką radością.