Daleko, w północnej części Kanady, mieszkał starzec z żoną i dziećmi. Mieszkali z dala od ludzi, ale nigdy nie byli samotni, bo mieli mnóstwo pracy. Starzec był świetnym myśliwym, a latem on, jego żona i dzieci żywili się rybami i zwierzyną, którą upolował zimą. Wiosną zbierał sok z klonów, z którego robił syrop klonowy i cukier klonowy, aby słodzić im jedzenie. Pewnego letniego dnia znalazł trzy małe niedźwiedzie, które zjadały jego zapasy cukru. Kiedy je znalazł, cukier się skończył i był bardzo zły. Mocną maczugą zabił małe niedźwiedzie, obdarł je ze skóry i wysuszył mięso. Ale jego żona powiedziała: „Nic dobrego z tego nie wyniknie. Nie powinieneś był zabijać tych trzech małych niedźwiedzi, bo były za młode na ubój”.
Następnego dnia nadszedł stary Niedźwiedź, szukając swoich zaginionych dzieci. Kiedy zobaczył ich skóry wiszące do suszenia, wiedział, że zostały zabite przez myśliwego. Był bardzo smutny i zły, i zawołał do myśliwego: „Zabiłeś moje małe, osierocone przez matkę szczenięta, a w zamian za tę niegodziwość, pewnej nocy, gdy nie będziesz czujny, zabiję twoje dzieci, a potem zabiję ciebie i twoją żonę i pożrę całe twoje jedzenie”. Starzec strzelał do niego strzałami, ale strzały mu nie zaszkodziły, bo był Brązowym Niedźwiedziem o Kamiennym Sercu i nie mógł zostać zabity przez człowieka. Przez wiele nocy i dni starzec próbował go złapać, ale bezskutecznie. I każdego dnia widział, jak jego zapasy żywności kurczą się, bo Niedźwiedź o Kamiennym Sercu zawsze je podkradał w nocy. I pomyślał: „Na pewno wszyscy umrzemy z głodu, zanim nadejdzie zima, a zwierzyny znów będzie pod dostatkiem”.
Pewnego dnia, pogrążony w rozpaczy, postanowił rozejrzeć się za kimś, kto podpowie mu, jak zabić Niedźwiedzia. Udał się nad brzeg rzeki, usiadł tam zamyślony i długo palił fajkę. Zawołał Boga Rzeki: „O, Boże Rzeki, pomóż mi utopić Niedźwiedzia, kiedy przyjdzie po ryby”. Rzeka wypływała z krainy wapiennych skał, daleko w głębi, i płynęła wartko do morza.
A Bóg Rzeki powiedział: „Moja woda nie może się zalegać. Miliony ostryg czekają na brzegu oceanu na muszle, a ja spieszę się tam z wapnem, żeby je zrobić” i szybko minął mnie.
Wtedy starzec zawołał Ducha Wiatru i rzekł: „O, Duchu Wiatru, zostań tu ze mną na noc i pomóż mi zabić Niedźwiedzia o Kamiennym Sercu. Możesz powalić mu na plecy wielkie drzewa i zmiażdżyć go o ziemię”.
Lecz Duch Wiatru powiedział: „Nie mogę się ociągać. Wiele statków z bogatymi ładunkami stoi cicho na oceanie, czekając na wypłynięcie, a ja muszę śpieszyć się z mocą, by je popędzić”. I niczym Bóg Rzeki pospieszył w swoją drogę.
Wtedy starzec zawołał do Burzowej Chmury, która właśnie przelatywała nad jego głową, i powiedział: „O, Duchu Burzowej Chmury, zostań tu ze mną na noc i pomóż mi zabić Niedźwiedzia o Kamiennym Sercu, bo on pragnie zniszczyć moje dzieci. Możesz zesłać pioruny i grzmoty, żeby go zabić”.
Ale Chmura Burzowa rzekła: „Nie mogę się ociągać. Daleko stąd miliony źdźbeł zboża i trawy umierają z pragnienia w letnim upale, bo widzę fale upałów nadciągające na ziemię i spieszę tam z deszczem, aby je uratować”. I niczym Bóg Rzeki i Duch Wiatru śpieszył do swoich spraw. Biedny starzec był pogrążony w wielkim smutku, bo wydawało się, że nikt nie pomoże mu uwolnić krainy od Niedźwiedzia z Kamiennego Serca.
Gdy siedział, zastanawiając się, co zrobić, nadeszła staruszka. Powiedziała: „Jestem bardzo głodna i zmęczona, bo przebyłam długą drogę. Czy dasz mi jeść i pozwolisz mi tu trochę odpocząć?”. A on rzekł: „Mamy bardzo mało jedzenia, bo Niedźwiedź o Kamiennym Sercu kradnie nam je co noc, ale możesz podzielić się z nami tym odrobiną, którą mamy”. Poszedł więc i przyniósł jej dobry, tłusty posiłek. Gdy jadła obiad, opowiedział jej o swoich kłopotach z Niedźwiedziem i dodał, że nikt nie pomoże mu pozbyć się szkodnika i że Niedźwiedzia nie da się zabić.
A staruszka rzekła: „Jest małe zwierzątko, które może zabić Niedźwiedzia o Kamiennym Sercu. Tylko ono może cię uratować. Dobrze mi zrobiłeś. Oto różdżka, którą ci dam. Idź spać tutaj, wkrótce, na brzegu rzeki. Pomachaj tą różdżką przed snem i powiedz, czego cię nauczę, a kiedy się obudzisz, przywołaj pierwsze zwierzę, które ujrzysz po otwarciu oczu. To będzie zwierzę, o którym mówię, i ono uwolni cię od Niedźwiedzia”. Nauczyła go krótkiej rymowanki i dała mu różdżkę, którą wyjęła z koszyka na ramieniu; po czym odeszła, kulejąc, a staruszek wiedział, że to dziwna kobieta z Wróżkowej Błękitnej Góry, o której często słyszał. Bardzo się zdziwił, ale postanowił zrobić, jak mu powiedziała.
Gdy staruszka odeszła, mężczyzna machnął różdżką trzy razy i zawołał:
„Zwierzę, zwierzę, wyjdź ze swojej kryjówki, Pomóż mi zabić starego niedźwiedzia brunatnego! Uczyń moją magią małą białą strzałkę, By przebić w środku Kamienne Serce starego niedźwiedzia!”
Powtórzył wierszyk trzy razy. Potem poczuł, że ogarnia go senność i wkrótce ogarnął go sen. Spał krótko, gdy obudził go upał, bo prażyło go gorące słońce. Przetarł oczy i rozejrzał się dookoła. Zza drzewa obserwowało go małe zwierzątko o kudłatym brązowym futrze. Starzec pomyślał: „Z pewnością ta dziwna wróżka z Gór Błękitnych spłatała mi figla. To chuderlawe zwierzątko w brudnym futrze nie może zabić Niedźwiedzia”. Postanowił jednak sprawdzić jej słowa. Powtórzył wierszyk jeszcze raz, a małe zwierzątko szybko podbiegło do niego.
„Kim jesteś?” zapytał mężczyzna.
„Jestem gronostajem” – powiedziało małe zwierzątko.
„Czy jesteś zwierzęciem, o którym opowiadała mi wróżka z Blue Hills?” zapytał mężczyzna.
„Rzeczywiście jestem taki sam” – powiedziała Gronostaj. „Zostałem do ciebie wysłany, żebyś zabił Niedźwiedzia, a oto małe strzałki, które nabrały mocy dzięki twojej magicznej różdżce”. Wskazał na usta i pokazał starcowi ostre, białe zęby. „A teraz do dzieła” – powiedział starzec w dobrym humorze. „Och, nie tak szybko” – powiedziała Gronostaj – „musisz mi najpierw zapłacić za moją pracę”.
„Co mogę dla ciebie zrobić?” zapytał mężczyzna.
„Wstydzę się mojego brudnego, brązowego płaszcza, który noszę od dawna” – powiedziało zwierzę. „Masz wielką magię z różdżki, którą dostałeś od wróżki z Błękitnych Wzgórz. Chcę lśniącego, białego płaszcza, który będę mógł nosić zawsze, bo chcę być czysty”.
Mężczyzna ponownie machnął różdżką i zapragnął tego, o co prosiło go zwierzę, i natychmiast kudłata, brązowa sierść Gronostaju ustąpiła miejsca lśniącej, białej, nieskazitelnej niczym świeży śnieg zimą. Wtedy zwierzę rzekło: „Mam ci jeszcze jeden warunek. Musisz obiecać, że nigdy nie zabijesz młodych niedźwiedzi, gdy latem podążają za matką. Musisz dać im szansę nabrać sił, aby mogły walczyć o własne życie”. I mężczyzna obiecał, kładąc dłoń na różdżce, by złożyć przysięgę. Potem, gdy spojrzał ponownie, różdżka zniknęła z jego dłoni. Poleciała z powrotem w powietrze do wróżki z Błękitnych Wzgórz.
Wtedy Gronostaj wyruszył na poszukiwanie Niedźwiedzia. Popołudnie było bardzo gorące, las cichy, nie poruszał się ani jeden liść, ani źdźbło trawy, a na strumieniu nie było najmniejszej zmarszczki. Cały świat pogrążył się w senności w suchym letnim upale. Ale Gronostaj nie czuł upału, był w tak dobrym humorze dzięki swojemu nowemu białemu płaszczowi. Wkrótce natknął się na Niedźwiedzia, wyciągniętego na brzegu rzeki, ucinającego sobie popołudniową drzemkę, jak to miał w zwyczaju po obfitym południowym posiłku. Leżał na plecach z szeroko otwartą paszczą i chrapał głośno jak wodospad.
„To twój ostatni sen” – rzekła Gronostaj, cicho podkradając się do niego – „bo jesteś niebezpiecznym złodziejem; nie będziesz już chrapał”. I jednym susem wskoczył Niedźwiedziowi do gardła, w jednej chwili przebijając zębami jego mocne, kamienne serce, którego strzały Indian nie mogły dosięgnąć. Wtedy, tak szybko, jak wszedł do paszczy Niedźwiedzia, Gronostaj wyskoczył z powrotem i uciekł. Niedźwiedź przestał chrapać; był zupełnie martwy, a kraj uwolnił się od jego kradzieży i strachu.
Wtedy Gronostaj wrócił do starca i oznajmił mu, że czyn został dokonany; tej nocy w domu starca odbyła się wielka uczta. Od tamtej pory Gronostaj w Krainie Północy nosi lśniący biały płaszcz, nieskazitelny jak świeży śnieg zimą. I do dziś myśliwi na dalekiej północy nie zabijają, jeśli tylko mogą, młodych niedźwiedziąt, gdy te wciąż podążają za matkami przez las. Dają im szansę, by urosły i nabrały sił, aby mogły walczyć o własne życie, tak jak prosiła wróżka z Błękitnych Wzgórz.