Ferdynand Wierny

Średniozaawansowany
11 min odczyt
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

Dawno, dawno temu żyli sobie mężczyzna i kobieta, którzy dopóki byli bogaci, nie mieli dzieci, ale kiedy stali się biedni, urodził im się synek. Nie mogli jednak znaleźć dla niego ojca chrzestnego, więc mężczyzna powiedział, że po prostu pójdzie gdzie indziej, żeby zobaczyć, czy tam go znajdzie. W drodze spotkał biedaka, który zapytał go, dokąd idzie. Powiedział, że idzie zobaczyć, czy znajdzie ojca chrzestnego, bo jest biedny, więc nikt nie będzie chciał zostać jego ojcem chrzestnym. „Och” – powiedział biedak – „jesteś biedny, a ja jestem biedny; będę twoim ojcem chrzestnym, ale jestem tak biedny, że nie mogę dać dziecku nic. Idź do domu i powiedz pielęgniarce, żeby poszła z dzieckiem do kościoła”.

Gdy wszyscy dotarli do kościoła, żebrak już tam był i nadał dziecku imię Ferdynand Wierny.

Kiedy wychodził z kościoła, żebrak powiedział: „Idź teraz do domu, nic ci nie mogę dać, a ty też nie powinieneś mi nic dać”. Dał jednak klucz piastunkie i powiedział jej, że po powrocie do domu ma go oddać ojcu, który ma się nim opiekować, dopóki dziecko nie skończy czternastu lat, a potem ma pójść na wrzosowisko, gdzie jest zamek, do którego pasuje klucz, i że wszystko, co się w nim znajduje, ma należeć do niego. Gdy dziecko miało siedem lat i bardzo urosło, pewnego razu poszło bawić się z innymi chłopcami i każdy z nich chwalił się, że dostał od ojca chrzestnego więcej niż drugi; ale dziecko nie mogło nic powiedzieć, było rozgniewane, więc wróciło do domu i powiedziało ojcu: „Czyżbym w ogóle nic nie dostał od ojca chrzestnego?”. „O tak”, powiedział ojciec, „miałeś klucz – jeśli na wrzosowisku stoi zamek, po prostu podejdź do niego i otwórz”. Chłopiec poszedł tam, lecz nie było widać żadnego zamku ani o nim słychać.

Po kolejnych siedmiu latach, mając czternaście lat, ponownie tam poszedł, a tam stał zamek. Kiedy go otworzył, nie było w nim nic oprócz konia – białego. Chłopiec tak się uradował, że ma konia, że ​​wsiadł na niego i pogalopował z powrotem do ojca. „Mam teraz białego konia i będę jechał” – powiedział. Wyruszył więc w drogę, a gdy był w drodze, na drodze leżał długopis. Z początku pomyślał, że go podniesie, ale potem pomyślał sobie: „Powinieneś go tam zostawić; z łatwością znajdziesz długopis tam, dokąd idziesz, jeśli go potrzebujesz”.

Gdy tak odjeżdżał, rozległ się za nim głos: „Ferdynandzie Wierny, zabierz go ze sobą”. Rozejrzał się, ale nikogo nie zobaczył, po czym zawrócił i podniósł rybę. Gdy przejechał kawałek dalej, minął jezioro, a na brzegu leżała ryba, dysząca i dysząca. Powiedział więc: „Czekaj, moja droga rybo, pomogę ci wejść do wody”, po czym chwycił ją za ogon i wrzucił do jeziora.

Wtedy ryba wychyliła głowę z wody i rzekła: „Skoro pomogłeś mi wydostać się z mułu, dam ci flet; kiedy będziesz w potrzebie, graj na nim, a wtedy ci pomogę. A jeśli kiedykolwiek coś wpadnie ci do wody, po prostu graj, a ja to do ciebie wyciągnę”.

Potem odjechał i podszedł do niego człowiek, który zapytał go, dokąd idzie. „O, do następnego miejsca”.

A jak on się nazywał? „Ferdynand Wierny”.

„No więc mamy prawie to samo imię, ja nazywam się Ferdynand Niewierny.”

I obaj udali się do pobliskiej gospody. Na nieszczęście Ferdynand Niewierny wiedział wszystko, co ten drugi kiedykolwiek myślał i co zamierzał zrobić; dowiedział się tego za pomocą wszelkich podstępnych sztuczek. W gospodzie była jednak uczciwa dziewczyna, która miała promienną twarz i zachowywała się bardzo ładnie. Zakochała się w Ferdynandzie Wiernym, bo był przystojnym mężczyzną, i zapytała go, dokąd idzie. „Och, ja tylko podróżuję w okolicy” – powiedział.

Wtedy powiedziała, że ​​powinien tam zostać, bo król tego kraju potrzebuje sługi albo jeźdźca, a on powinien mu służyć. Odpowiedział, że nie może pójść do nikogo w ten sposób i zaoferować siebie. Wtedy dziewczyna rzekła: „Och, ale wkrótce to dla ciebie zrobię”.

Poszła więc prosto do króla i powiedziała mu, że zna dla niego znakomitego sługę. Ucieszyło go to i kazał przyprowadzić Ferdynanda Wiernego, chcąc uczynić go swoim sługą. On jednak wolał być jeźdźcem, bo tam, gdzie był jego koń, tam i on chciał być, więc król uczynił go jeźdźcem. Kiedy Ferdynand Niewierny się o tym dowiedział, powiedział do dziewczyny: „Co! Czy ty pomagasz jemu, a nie mnie?” „Och” – odparła dziewczyna – „ja też ci pomogę”.

Pomyślała: „Muszę pozostać w przyjaźni z tym człowiekiem, bo nie można mu ufać”. Poszła do króla i zaoferowała go jako sługę, a król był chętny. Teraz, kiedy król spotykał się rano ze swoimi panami, zawsze lamentował i mówił: „Och, gdybym miał przy sobie tylko moją miłość”. Ferdynand Niewierny był jednak zawsze wrogo nastawiony do Ferdynanda Wiernego. Więc pewnego razu, gdy król tak się skarżył, powiedział: „Masz zwiadowcę, wyślij go po nią, a jeśli tego nie zrobi, trzeba mu ściąć głowę”. Wtedy król wezwał Ferdynanda Wiernego i powiedział mu, że w tym miejscu lub w tamtym miejscu jest dziewczyna, którą kocha, i że ma ją do siebie przyprowadzić, a jeśli tego nie zrobi, umrze.

Ferdynand Wierny wszedł do stajni do swego białego konia i skarżył się i lamentował: „Och, jakiż ze mnie nieszczęśliwy człowiek!”. Wtedy ktoś za nim zawołał: „Ferdynandzie Wierny, czemu płaczesz?”. Rozejrzał się, ale nikogo nie dostrzegł i dalej lamentował: „Och, mój drogi, mały, biały koniu, teraz muszę cię opuścić; teraz muszę umrzeć”. Wtedy ktoś zawołał ponownie: „Ferdynandzie Wierny, czemu płaczesz?”. Wtedy po raz pierwszy uświadomił sobie, że to jego mały, biały koniu zadaje to pytanie. „Czy mówisz, mój mały, biały koniu; czy potrafisz to zrobić?”. I znowu rzekł: „Mam pójść tu i tam, i przyprowadzić pannę młodą; czy możesz mi powiedzieć, jak mam się do tego zabrać?”. Wtedy odpowiedział mały biały koń: „Idź do króla i powiedz, że jeśli da ci to, czego potrzebujesz, dostaniesz ją dla niego. Jeśli da ci statek pełen mięsa i statek pełen chleba, uda ci się. Wielcy olbrzymy mieszkają na jeziorze i jeśli nie weźmiesz ze sobą mięsa dla nich, rozszarpią cię na strzępy, a są tam wielkie ptaki, które wydłubałyby ci oczy z głowy, gdybyś nie miał dla nich chleba”. Wtedy król kazał wszystkim rzeźnikom w kraju zabić, a wszystkim piekarzom upiec, aby statki mogły się napełnić. Kiedy się napełniły, mały biały koń powiedział do Ferdynanda Wiernego: „Teraz wsiądź na mnie i idź ze mną na statek, a potem, gdy przyjdą olbrzymy, powiedz:

„Pokój, pokój, moje drogie małe olbrzymy,
Myślałem o tobie,
Coś, co dla ciebie przyniosłem;

a gdy przylecą ptaki, znowu powiesz:

„Pokój, pokój, moje kochane ptaszki,
Myślałem o tobie,
Coś, co dla ciebie przyniosłem;

Wtedy nic ci nie zrobią, a kiedy dotrzesz do zamku, olbrzymy ci pomogą. Wtedy idź do zamku i zabierz ze sobą parę olbrzymów. Księżniczka tam śpi; nie możesz jej jednak budzić, lecz olbrzymy muszą ją podnieść i zanieść w łóżku na statek”. I oto wszystko potoczyło się tak, jak przepowiedział mały biały koń, a Ferdynand Wierny dał olbrzymom i ptakom to, co dla nich przyniósł, co skłoniło olbrzymów do przybycia i zanieśli księżniczkę w łóżku do króla.

A kiedy przybyła do króla, powiedziała, że ​​nie może żyć, musi zabrać swoje pisma, które zostały w jej zamku. Wtedy, za namową Ferdynanda Niewiernego, wezwano Ferdynanda Wiernego, a król powiedział mu, że musi przynieść pisma z zamku, bo inaczej umrze. Potem ponownie wszedł do stajni i ubolewał, mówiąc: „Och, mój drogi, mały, biały koniku, teraz znowu mam wyjechać, jak mam to zrobić?”

Wtedy mały biały koń powiedział, że ma tylko ponownie załadować statki. I stało się tak, jak poprzednio, a olbrzymy i ptaki były zadowolone i uspokojone mięsem. Kiedy dotarli do zamku, biały koń powiedział Ferdynandowi Wiernemu, że musi wejść, i że na stole w sypialni księżniczki leżą pisma. I Ferdynand Wierny wszedł i je przyniósł. Kiedy byli na jeziorze, upuścił pióro do wody; wtedy biały koń powiedział: „Teraz nie mogę ci w niczym pomóc”. Ale przypomniał sobie o swoim flecie i zaczął na nim grać, a ryba przyszła z piórem w pysku i dała mu je. Więc zabrał pisma do zamku, gdzie odbywało się wesele.

Królowa jednak nie kochała króla za brak nosa, ale bardzo chciała kochać Ferdynanda Wiernego. Pewnego razu, gdy wszyscy panowie dworu byli razem, królowa powiedziała, że ​​potrafi dokonać magicznych sztuczek, że może każdemu odciąć głowę i założyć ją z powrotem, i że jeden z nich powinien tego spróbować. Ale żaden z nich nie chciał być pierwszy, więc Ferdynand Wierny, znów za namową Ferdynanda Niewiernego, podjął się tego zadania i odcięła mu głowę, i założyła mu ją z powrotem, a rana natychmiast się zagoiła, tak że wyglądała, jakby miał czerwoną nić wokół szyi.

Wtedy król rzekł do niej: „Moje dziecko, a gdzie się tego nauczyłaś?” „Tak” – odpowiedziała – „umiem tę sztukę; czy mam wypróbować ją również na tobie?” „O tak” – odparł. Lecz ona odcięła mu głowę i nie włożyła jej z powrotem; udawała, że ​​nie potrafi jej założyć i że nie chce się przykleić. Potem król został pochowany, a ona poślubiła Ferdynanda Wiernego.

On jednak zawsze jechał na swoim białym koniu i pewnego razu, gdy na nim siedział, koń powiedział mu, że ma iść na znane mu wrzosowisko i okrążyć je trzy razy. A gdy to uczynił, biały koń stanął na tylnych nogach i przemienił się w syna królewskiego.