Mąż, który miał pilnować domu

Asbjørnsen & Moe 1 lutego 2015 r.
norweski
Zaawansowany
5 min odczyt
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

Dawno, dawno temu żył sobie pewien mężczyzna, tak opryskliwy i zrzędliwy, że nigdy nie sądził, że jego żona robi cokolwiek dobrze w domu. Więc pewnego wieczoru, w porze sianokosów, wrócił do domu, łajając i przeklinając, pokazując zęby i robiąc kurz.

„Kochana, nie gniewaj się tak; jest tu dobry człowiek” – powiedział jego słodziak. „Jutro zmieńmy pracę. Pójdę z kosiarkami i skoszę, a ty zajmiesz się domem w domu”.

Tak! Mąż uważał, że to będzie bardzo dobre. Powiedział, że jest bardzo chętny.

Więc wczesnym rankiem następnego dnia jego kochanka wzięła kosę do ręki i poszła z kosiarkami na pole, żeby kosić; mężczyzna zaś miał zająć się domem i wykonać pracę w domu.

Przede wszystkim chciał ubić masło; ale kiedy ubił już trochę czasu, poczuł pragnienie i zszedł do piwnicy, aby odkręcić beczkę piwa. Tak więc, gdy tylko zapukał w korek i zakręcał kurek w beczce, usłyszał nad głową, że świnia wchodzi do kuchni. Wtedy pobiegł po schodach piwnicy, z kurkiem w ręku, tak szybko, jak mógł, aby pilnować świni, aby nie przewróciła maselnicy; ale gdy wstał i zobaczył, że świnia już przewróciła maselnicę i stała tam, turlając się i chrząkając wśród śmietany, która rozlewała się po całej podłodze, wpadł w taką furię, że zupełnie zapomniał o beczce piwa i pobiegł za świnią tak mocno, jak mógł. Złapał ją również, gdy wybiegała za drzwi, i kopnął ją tak mocno, że prosiaczek padł martwy na miejscu. Wtedy nagle przypomniał sobie, że miał kurek w ręku; ale gdy zszedł do piwnicy, okazało się, że z beczki wypłynęła już cała kropla piwa.

Potem poszedł do mleczarni i znalazł jeszcze trochę śmietany, żeby znów napełnić maselnicę, więc zaczął ubijać, żeby mieć masło, które musieli zjeść na obiad. Kiedy trochę ubił, przypomniał sobie, że ich dojna krowa wciąż jest zamknięta w oborze i nie miała nic do jedzenia ani kropli do picia przez cały ranek, chociaż słońce było wysoko. Wtedy nagle pomyślał, że to za daleko, żeby ją zanieść na łąkę, więc po prostu przeniesie ją na dach domu – bo dom, musisz wiedzieć, był kryty strzechą z darni i rósł tam piękny źdźbło trawy. Teraz dom stał tuż przy stromym zboczu i pomyślał, że jeśli położy deskę na strzechę z tyłu, z łatwością wyniesie krowę.

Ale wciąż nie mógł zostawić maselnicy, bo po podłodze pełzało jego maleństwo i „jeśli ją zostawię” – pomyślał – „dziecko może ją wywrócić”. Wziął więc maselnicę na plecy i wyszedł z nią; ale potem pomyślał, że najpierw musi napoić krowę, zanim wypuści ją na strzechę; wziął więc wiadro, żeby nabrać wody ze studni; ale gdy pochylił się nad brzegiem studni, cała śmietana wylała mu się z maselnicy na ramiona i wpadła do studni.

Zbliżała się pora obiadowa, a on nawet nie miał jeszcze masła; pomyślał więc, że najlepiej będzie ugotować owsiankę, napełnić garnek wodą i powiesić go nad ogniem. Kiedy to zrobił, pomyślał, że krowa może spaść ze strzechy i złamać sobie nogi albo kark. Wszedł więc na dom, żeby ją związać. Jeden koniec sznura przywiązał do szyi krowy, a drugi zsunął przez komin i przywiązał sobie do uda; musiał się spieszyć, bo woda zaczęła się gotować w garnku, a on musiał jeszcze zmielić owsiankę.

Zaczął więc mielenie; ale gdy tak się starał, krowa w końcu spadła z dachu, a spadając, wciągnęła mężczyznę za linę na komin. Tam utknął; a krowa zawisła w połowie muru, huśtając się między niebem a ziemią, bo nie mogła ani zejść, ani wspiąć się.

I oto ślicznotka czekała siedem długości i siedem szerokości, aż jej mąż zawoła je do domu na obiad; ale nigdy nie zaprosili. W końcu pomyślała, że ​​czekała już wystarczająco długo i wróciła do domu. Ale kiedy tam dotarła i zobaczyła krowę wiszącą w tak brzydkim miejscu, podbiegła i przecięła linę kosą. Ale gdy to zrobiła, jej mąż wypadł z komina; i tak, gdy jego stara weszła do kuchni, zastała go tam stojącego na głowie w garnku z owsianką.