Jack Hannaford

Józef Jacobs 16 marca 2015 r.
Angielski
Łatwo
4 min odczyt
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

Był sobie stary żołnierz, który długo służył na wojnie – tak długo, że był zupełnie bezbronny i nie wiedział, gdzie szukać środków do życia. Wędrował więc w górę wrzosowisk, w dół dolin, aż w końcu dotarł do farmy, z której poczciwy człowiek wyjechał na targ. Żona farmera była bardzo głupią kobietą, która była wdową, kiedy się z nią ożenił; farmer również był dość głupi i trudno powiedzieć, który z nich był głupszy. Kiedy wysłuchacie mojej opowieści, sami będziecie mogli zdecydować.

Zanim rolnik poszedł na targ, powiedział do żony: „Oto dziesięć funtów w złocie, pilnuj ich, dopóki nie wrócę do domu”. Gdyby nie był głupi, nigdy nie dałby pieniędzy żonie na przechowanie. Pojechał więc wozem na targ, a żona pomyślała sobie: „Ukryję te dziesięć funtów przed złodziejami”, więc zawiązała je w szmatę i włożyła szmatę do komina w salonie.

„No cóż” – powiedziała – „już żaden złodziej nie znajdzie tego na pewno”.

Jack Hannaford, stary żołnierz, przyszedł i zapukał do drzwi.

„Kto tam?” zapytała żona.

„Jack Hannaford.”

„Skąd pochodzisz?”

"Raj."

„Boże, zmiłuj się! Może widziałaś tam mojego starego” – nawiązała do swojego byłego męża.

"Tak, mam."

„A jak mu poszło?” zapytała słodkość.

„Ale przeciętnie; skleca stare buty, a za pożywienie ma tylko kapustę.”

„Ojej!” wykrzyknęła kobieta. „Czy on nie przysłał mi wiadomości?”

„Tak, powiedział” – odpowiedział Jack Hannaford. „Powiedział, że skończyła mu się skóra i że ma puste kieszenie, więc miałeś mu wysłać kilka szylingów, żeby kupił nową partię skóry”.

„Będzie je miał, niech go Bóg błogosławi!” I żona poszła do komina w salonie, wyciągnęła z komina szmatę z dziesięcioma funtami i dała całą sumę żołnierzowi, mówiąc mu, że jej stary ma wziąć tyle, ile zechce, a resztę odesłać.

Jack nie czekał długo po otrzymaniu pieniędzy i odszedł tak szybko, jak tylko mógł.

Wkrótce rolnik wrócił do domu i zażądał pieniędzy. Żona powiedziała mu, że wysłała je przez żołnierza swojemu byłemu mężowi do Raju, aby kupił mu skórę do podkuwania butów świętych i aniołów niebieskich. Rolnik bardzo się rozgniewał i przysiągł, że nigdy nie spotkał takiego głupca jak jego żona. Żona jednak stwierdziła, że ​​jej mąż jest jeszcze większym głupcem, skoro pozwolił jej wziąć te pieniądze.

Nie było czasu na marnowanie słów; farmer dosiadł konia i ruszył za Jackiem Hannafordem. Stary żołnierz usłyszał stukot kopyt konia na drodze za sobą, więc wiedział, że to farmer go ściga. Położył się na ziemi i osłaniając oczy jedną ręką, spojrzał w niebo, a drugą wskazał je.

„Co tam robisz?” zapytał rolnik, zatrzymując się.

„Panie, ratuj!” wykrzyknął Jack. „Widziałem rzadki widok”.

"Co to było?"

„Człowiek idący prosto w niebo, jakby szedł drogą.”

„Czy nadal go widzisz?”

„Tak, mogę.”

"Gdzie?"

„Zejdź z konia i połóż się.”

„Jeśli przytrzymasz konia.”

Jack uczynił to chętnie.

„Nie mogę go zobaczyć” – powiedział rolnik.

„Zasłoń oczy dłonią, a wkrótce zobaczysz człowieka odlatującego od ciebie.”

I rzeczywiście tak zrobił, bo Jack wskoczył na konia i odjechał. Rolnik wrócił do domu bez konia.

„Jesteś większym głupcem ode mnie” – rzekła żona – „bo ja zrobiłam tylko jedną głupotę, a ty dwie”.