Król miał córkę, która była piękna ponad wszelką miarę, ale przy tym tak dumna i wyniosła, że żaden adorator nie był dla niej wystarczająco dobry. Odprawiała jednego po drugim i wyśmiewała ich.
Pewnego razu król wydał wielką ucztę i zaprosił na nią, z bliska i daleka, wszystkich młodzieńców, którzy mieli się żenić. Wszyscy zostali ustawieni w szeregu według rangi i pozycji; najpierw szli królowie, potem wielcy książęta, potem książęta, hrabiowie, baronowie i szlachta. Następnie córka króla została poprowadzona przez szeregi, ale każdemu miała jakieś zastrzeżenia. Jedna była za gruba: „Beczka wina”, powiedziała. Inna była za wysoka: „Długa i chuda, ma mało w środku”.
Trzeci był za krótki. „Krótkie i grube nigdy nie jest szybkie”.
Czwarty był zbyt blady. „Blady jak śmierć”.
Piąty też czerwony, „Kogut bojowy”.
Szóste nie było wystarczająco proste: „Zielony klocek wysuszony za piecem”.
Miała więc coś do powiedzenia każdemu, ale szczególnie ucieszył ją dobry król, który stał dość wysoko w rzędzie i którego broda nieco się skrzywiła. „No cóż” – zawołała ze śmiechem – „on ma brodę jak dziób drozda!” i od tamtej pory zyskał przydomek Króla Drzobrodego.
Lecz stary król, widząc, że jego córka nic nie robi, tylko szydzi z ludu i gardzi wszystkimi zgromadzonymi tam zalotnikami, bardzo się rozgniewał i przysiągł, że weźmie za męża pierwszego żebraka, który pojawi się w jego drzwiach.
Kilka dni później przyszedł skrzypek i śpiewał pod oknami, próbując zarobić niewielką jałmużnę. Usłyszawszy go król, rzekł: „Pozwól mu wejść”. Wszedł więc skrzypek w brudnych, podartych szatach i zaśpiewał przed królem i jego córką, a kiedy skończył, poprosił o drobny podarunek. Król rzekł: „Twoja pieśń tak mi się spodobała, że oddam ci tam moją córkę za żonę”.
Córka króla zadrżała, ale król powiedział: „Złożyłem przysięgę, że wydam cię pierwszemu żebrakowi i dotrzymam słowa”. Wszystko, co mogła powiedzieć, było daremne; przyprowadzono kapłana, a ona musiała natychmiast dać się poślubić skrzypkowi. Kiedy to nastąpiło, król powiedział: „Nie wypada ci, żebraczce, dłużej przebywać w moim pałacu, możesz po prostu odejść z mężem”.

„Żebrak wziął ją za rękę i poprowadził”. Ilustracja Arthura Rackhama, opublikowana w książce Przebiśnieg i inne opowieści braci Grimm (1920), Dutton.
Żebrak wyprowadził ją za rękę i musiała odejść z nim pieszo. Gdy dotarli do rozległego lasu, zapytała: „Do kogo należy ten piękny las?”. „Należy do króla Drzobrodego; gdybyś go zabrał, byłby twój”. „Ach, nieszczęsna ze mnie dziewczyna, gdybym tylko zabrała króla Drzobrodego!”
Potem dotarli na łąkę, a ona zapytała ponownie: „Do kogo należy ta piękna zielona łąka?” „Należy do króla Drzobrodego; gdybyś go zabrała, byłaby twoja”. „Ach, nieszczęsna ze mnie dziewczyna, gdybym tylko zabrała króla Drzobrodego!”
Potem dotarli do dużego miasta, a ona zapytała ponownie: „Do kogo należy to piękne, duże miasto?” „Należy do króla Drzobrodego; gdybyś go zabrała, byłoby twoje”. „Ach, nieszczęsna ze mnie dziewczyna, gdybym tylko zabrała króla Drzobrodego!”
„Nie podoba mi się” – powiedział skrzypek – „słyszeć, że ciągle pragniesz innego męża; czyż nie jestem dla ciebie wystarczająco dobry?” W końcu dotarli do bardzo małej chatki, a ona powiedziała: „O mój Boże! Jaki mały domek! Do kogo należy ta nędzna, nędzna rudera?” Skrzypek odpowiedział: „To mój i twój dom, będziemy w nim mieszkać razem”.
Musiała się schylić, żeby wejść przez niskie drzwi. „Gdzie są służący?” zapytała córka króla. „Jaki służący?” odpowiedział żebrak; „sama musisz zrobić to, co chcesz, żeby zrobiono. Tylko rozpal natychmiast ogień i postaw wodę, żeby ugotować mi kolację, jestem bardzo zmęczony”. Ale córka króla nie wiedziała nic o rozpalaniu ognia ani gotowaniu, a żebrak musiał sam pomóc, żeby cokolwiek uczciwie zrobić. Kiedy skończyli swój skromny posiłek, poszli spać; ale on zmusił ją do wstania bardzo wcześnie rano, żeby zająć się domem.
Przez kilka dni żyli tak, jak mogli, i skończyli wszystkie swoje zapasy. Wtedy mężczyzna powiedział: „Żono, nie możemy już tu jeść, pić i nic nie zarabiać. Musisz wyplatać koszyki”. Wyszedł, ściął kilka wiklin i przyniósł je do domu. Wtedy zaczęła wyplatać, ale twarde wiklinowe gałęzie raniły jej delikatne dłonie.
„Widzę, że to się nie uda” – powiedział mężczyzna – „lepiej przędź, może potrafisz to robić lepiej”. Usiadła i spróbowała prząść, ale twarda nić wkrótce przecięła jej miękkie palce, tak że krew pociekła. „Widzisz” – powiedział mężczyzna – „do żadnej pracy się nie nadajesz; zawarłem z tobą złą umowę. Teraz spróbuję zarobić na garnkach i glinianych naczyniach; musisz siedzieć na rynku i sprzedawać te naczynia”. „Ach” – pomyślała – „jeśli ktoś z królestwa mojego ojca przyjdzie na rynek i zobaczy mnie tam siedzącą i sprzedającą, jak będą ze mnie kpić?” Ale to na nic się zdało, musiała ustąpić, chyba że wolałaby umrzeć z głodu.
Po raz pierwszy dobrze jej się powiodło, bo ludzie chętnie kupowali towary tej kobiety, bo była ładna, i płacili jej, ile zażądała; wielu nawet dawało jej pieniądze i zostawiało garnki. Żyli więc z tego, co zarobiła, dopóki starczyło, potem mąż kupił mnóstwo nowej ceramiki. Z nią usiadła na rogu targowiska i rozłożyła ją wokół siebie, gotową do sprzedaży. Ale nagle nadjechał pijany huzar i wjechał prosto między garnki, tak że wszystkie roztrzaskały się na tysiąc kawałków. Zaczęła płakać i teraz nie wiedziała, co robić ze strachu. „Ach! Co się ze mną stanie?” krzyknęła; „Co na to powie mój mąż?”
Pobiegła do domu i opowiedziała mu o nieszczęściu. „Kto by usiadł na rogu targowiska z naczyniami?” – zapytał mężczyzna. „Przestań płakać, widzę doskonale, że nie potrafisz wykonywać żadnej zwykłej pracy, więc byłem w pałacu naszego króla i zapytałem, czy nie znaleźliby miejsca dla kucharki, a oni obiecali, że cię przyjmą; w ten sposób dostaniesz jedzenie za darmo”.
Córka króla została teraz kucharką i musiała być na każde skinienie kucharza, wykonując najbrudniejszą robotę. W obu kieszeniach miała schowany mały słoik, do którego zabierała do domu swoją porcję resztek, i z tego się żywili.
Zdarzyło się, że miał się odbyć ślub najstarszego syna króla, więc biedna kobieta podeszła i stanęła przy drzwiach sali, by się temu przyjrzeć. Kiedy wszystkie świece zostały zapalone, a ludzie, jeden piękniejszy od drugiego, weszli do środka, a wszystko nabrało przepychu i splendoru, ze smutkiem pomyślała o swoim losie i przeklęła dumę i wyniosłość, które ją upokorzyły i doprowadziły do tak wielkiej nędzy.
Docierał do niej zapach pysznych potraw, które wnoszono i wynoszono, i od czasu do czasu służący rzucali jej kilka kęsów; wkładała je do słoików, aby zabrać do domu.
Nagle wszedł syn królewski, odziany w aksamit i jedwab, ze złotymi łańcuchami na szyi. A gdy ujrzał piękną kobietę stojącą przy drzwiach, chwycił ją za rękę i chciał z nią zatańczyć; ale ona odmówiła i skurczyła się ze strachu, bo zobaczyła, że to Król Drobrody, jej adorator, którego z pogardą odepchnęła. Jej wysiłki były daremne, wciągnął ją do sali; lecz sznurek, na którym wisiały jej kieszenie, zerwał się, garnki pospadały, zupa się wylała, a resztki rozsypały się dookoła. A gdy ludzie to zobaczyli, wybuchnął powszechny śmiech i drwiny, a ona tak się zawstydziła, że wolałaby być tysiąc sążni pod ziemią. Skoczyła do drzwi i chciała uciec, ale na schodach jakiś mężczyzna ją złapał i przyprowadził z powrotem; a gdy na niego spojrzała, znów był to Król Drobrody. Powiedział jej życzliwie: „Nie bój się, ja i skrzypek, który mieszkał z tobą w tej nędznej norze, jesteśmy jednym. Z miłości do ciebie przebrałem się w ten sposób; i byłem też huzarem, który przejechał przez twoją ceramikę. Wszystko to po to, by upokorzyć twojego dumnego ducha i ukarać cię za bezczelność, z jaką ze mnie kpiłeś”.
Wtedy gorzko zapłakała i rzekła: „Zrobiłam wielką krzywdę i nie jestem godna zostać twoją żoną”. On zaś rzekł: „Bądź pocieszona, złe dni minęły; teraz będziemy świętować nasze wesele”. Wtedy przyszły dworki i ubrały ją w najwspanialsze szaty, a jej ojciec i cały jego dwór przyszli i życzyli jej szczęścia w małżeństwie z królem Drzobrodym, i radość zaczęła się na dobre. Szkoda, że nie było nas tam.