Pan Srebrnego Łuku

Jamesa Baldwina 6 kwietnia 2018 r.
grecki
Średniozaawansowany
21 min odczyt
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

Część I: Delos
Na długo zanim ty, ja lub ktokolwiek inny możemy pamiętać, na szczycie góry żyła z Potężnym Ludem piękna i łagodna dama o imieniu LetoByła tak piękna i łagodna, że ​​Jowisz pokochał ją i wziął za żonę. Lecz gdy Junona, królowa ziemi i nieba, o tym usłyszała, rozgniewała się bardzo i zepchnęła Leto z góry, nakazując wszystkim istotom, dużym i małym, aby odmówiły jej pomocy.Leto uciekała więc jak dziki jeleń z kraju do kraju i nie mogła znaleźć miejsca, gdzie mogłaby odpocząć. Nie mogła się zatrzymać, bo ziemia drżała jej pod stopami, a kamienie wołały: „Dalej! Dalej!”, a ptaki, zwierzęta, drzewa i ludzie dołączali do krzyku; i nikt w całym kraju nie miał nad nią litości.
 
Pewnego dnia dotarła do morza i biegnąc wzdłuż plaży, podniosła ręce i głośno zawołała do wielkiego Neptuna, aby jej pomógł.Neptun, król mórz, usłyszał ją i okazał jej łaskę. Wysłał ogromną rybę, zwaną delfinem, aby poniosła ją z okrutnej krainy; a ryba, na której szerokim grzbiecie siedział Leto, popłynęła przez fale do Delos, małej wyspy, która unosiła się na wodzie niczym łódź. Tam łagodna dama znalazła spokój i dom, gdyż miejsce to należało do Neptuna, a słów okrutnej Junony tam nie posłuchano. Neptun umieścił pod wyspą cztery marmurowe filary, aby wyspa mogła się na nich mocno oprzeć, a następnie przykuł ją wielkimi łańcuchami, które sięgały aż do dna morza, aby fale nie mogły jej poruszyć..
 
Wkrótce Leto na Delos urodziły się bliźnięta. Jedno było chłopcem, którego nazwała Apollo, a drugie dziewczynką, którą nazwała Artemidą lub Dianą. Kiedy wieść o ich narodzinach dotarła do został niesiony Do Jowisza i Potężnego Ludu na szczycie góry, cały świat się radował. Słońce tańczyło na wodach, a śpiewające łabędzie siedem razy okrążyły wyspę Delos. Księżyc pochylił się, by ucałować dzieci w kołysce, a Junona zapomniała o gniewie i nakazała wszystkim istotom na ziemi i niebie, by były łaskawe dla Leto..
 
Dwoje dzieci rosło bardzo szybko. Apollo stał się wysoki, silny i pełen wdzięku; jego twarz stała się jasna jak promienie słońca; wszędzie, gdzie się udał, nosił ze sobą radość i wesele. Jowisz podarował mu parę łabędzi i złoty rydwan, który niósł go po morzu i lądzie, dokądkolwiek chciał się udać; dał mu też lirę, na której grał najsłodszą muzykę, jaką kiedykolwiek słyszano, oraz srebrny łuk z ostrymi strzałami, które nigdy nie chybiały celu.. Gdy Apollo wyruszył w świat i ludzie dowiedzieli się o nim, został wezwany przez niektórzy Niosący Światło, inni Mistrz Pieśni, a jeszcze inni Pan Srebrnego Łuku.
 
Diana była wysoka, pełna wdzięku i bardzo przystojna. Lubiła wędrować po lesie ze swoimi służącymi, które zostali wezwani nimfy; troskliwie opiekowała się płochliwymi jeleniami i bezbronnymi stworzeniami, które żyją wśród drzew; uwielbiała polować na wilki, niedźwiedzie i inne dzikie zwierzęta, Ona był kochany i budziła strach w każdym kraju, a Jowisz uczynił ją królową zielonych lasów i polowań.
 
Część II: Delphi
 
„Gdzie jest centrum świata?”
 
To jest pytanie, które ktoś zadał Jowiszowi, gdy ten siedział w swojej złotej sali. Oczywiście potężny władca ziemi i nieba był zbyt mądry, aby być zdezorientowanym taka prosta rzecz, ale był zbyt zajęty, żeby od razu odpowiedziećWięc powiedział:
 
Przyjdź ponownie za rok, a pokażę ci dokładnie to miejsce.
 
Potem Jowisz wziął dwa szybkie orły, które mogły latać szybszy niż wiatr sztormowy i trenował je tak długo, aż prędkość jednego była taka sama jak drugiegoPod koniec roku powiedział do swoich sług:
 
„Zabierz tego orła na wschodni kraniec ziemi, gdzie słońce wschodzi z morza; i zanieś jego towarzysza na daleki zachód, gdzie ocean zgubiony w ciemności i nic poza nią nie leży. Następnie, kiedy dam ci znak, poluzuj oba w tym samym momencie.
 
Słudzy uczynili, jak im kazano, i zanieśli orły na najdalsze krańce świata. Wtedy Jowisz klasnął w dłonie. Błyskawica błysnęła, rozległ się grzmot i dwa szybkie ptaki zostały uwolnione. Jeden z nich poleciał prosto z powrotem na zachód, drugi prosto z powrotem na wschód; i żadna strzała nie wyleciała z łuku szybciej niż te dwa ptaki z rąk tych, którzy je trzymali..
 
Płynęli dalej i dalej niczym spadające gwiazdy, pędząc ku sobie, a Jowisz i cała jego potężna kompania siedzieli pośród chmur i obserwowali ich lot. Zbliżali się coraz bardziej, lecz nie zbaczali ani w prawo, ani w lewo. Coraz bliżej i bliżej – aż nagle, z hukiem przypominającym zderzenie dwóch statków na morzu, orły spotkały się w powietrzu i padły martwe na ziemię.
 
„Kto pytał, gdzie jest środek świata?” – zapytał Jowisz. „Miejsce, w którym spoczywają dwa orły – to jest środek świata”.
 
Spadli na szczyt góry w Grecji, którą ludzie od tamtej pory nazywają Parnasem.
 
„Jeśli to jest centrum świata” – powiedział młody Apollo – „to tam zamieszkam i zbuduję dom, aby moje światło mogło być widzianym we wszystkich krajach".
 
Apollo zszedł więc na Parnas i rozglądał się za miejscem, gdzie mógłby położyć fundamenty pod swój dom. Sama góra była dzika i dzika, a dolina u jej podnóża samotna i ciemna. Nieliczni mieszkańcy ukrywali się wśród skał, jakby w obawie przed jakimś wielkim niebezpieczeństwem. Powiedzieli Apollowi, że w pobliżu podnóża góry, gdzie strome urwisko zdawało się być podzielonym w dwóch żył ogromny wąż zwany pytonem. Wąż ten często porywał owce i bydło, a czasem nawet mężczyzn, kobiety i dzieci, i zabierał ich do swojej straszliwej jaskini, gdzie ich pożerał..
 
„Czy nikt nie może zabić tej bestii?” zapytał Apollo.
 
I powiedzieli: Nikt, a my i nasze dzieci, i nasze trzody powinien cała kolekcja zostać zabitym przez jego."
 
Wtedy Apollo ze srebrnym łukiem w dłoniach ruszył w stronę miejsca, gdzie leżał pyton. Potwór wydeptał szerokie ścieżki w trawie i między skałami, a jego legowisko nie było trudne do znalezienia. Gdy dostrzegł Apollina, wyprostował się i wyszedł mu na spotkanie. Jasny książę zobaczył błyszczące oczy stworzenia i krwistoczerwone usta, a także usłyszał, jak jego łuskowate ciało pędzi po kamieniachZałożył strzałę na łuk i stanął nieruchomo. Pyton zobaczył, że jego przeciwnik nie jest zwykłym człowiekiem i rzucił się do ucieczki. Wtedy strzała wystrzeliła z łuku – i potwór padł martwy.
 
„Tutaj zbuduję mój dom” – rzekł Apollo.
 
U stóp stromego klifu i pod miejscem, gdzie spadły orły Jowisza, położył fundamenty; wkrótce tam, gdzie była kryjówka Pytona, wśród skał wyrosły białe ściany świątyni Apollina. Wtedy przybyli biedni ludzie z tej krainy i zbudowali swoje domy w pobliżu, a Apollo mieszkał wśród nich przez wiele lat, nauczył ich łagodności i mądrości i pokazał im, jak być szczęśliwymi. Góra nie była już dzika i dzika, lecz miejscem muzyki i pieśni; dolina nie była już ciemna i samotna, lecz był wypełniony z pięknem i światłem.
 
"Co powinien „Jak nazywamy nasze miasto?” – pytali ludzie.
 
„Nazwij go Delfami albo Delfinem” – rzekł Apollo – „bo to delfin przeniósł moją matkę przez morze”.
 
Część III: Daphne
 
W Dolinie Tempe, położonej daleko na północ od Delf, żyła młoda dziewczyna o imieniu Daphne. Była to dziwna dziewczyna, dzika i płochliwa jak jelonek, a zarazem zwinna jak jelenie żerujące na równinach. Była jednak piękna i grzeczna jak czerwcowy dzień i nikt nie mógł jej poznać, nie kochając jej.
 
Daphne spędzała większość czasu na polach i w lesie, wśród ptaków, kwiatów i drzew, a najbardziej lubiła spacerować brzegami rzeki Peneus i słuchać plusku wody płynącej przez trzciny lub po błyszczących kamykach.. Bardzo często śpiewała i rozmawiała z rzeką, jakby była żywą istotą i mogła ją słyszeć. Wydawało jej się, że rzeka rozumie, co mówi, i że w zamian szepcze jej wiele cudownych tajemnic.Dobrzy ludzie, którzy znali ją najlepiej, powiedzieli:
 
„Ona jest dzieckiem rzeki”.
 
„Tak, droga rzeko” – powiedziała – „pozwól mi być twoim dzieckiem”.
 
Rzeka uśmiechnęła się i odpowiedziała jej w sposób, który tylko ona mogła zrozumieć; i zawsze potem nazywała ją „Ojcem Peneusem”".
 
Pewnego dnia, gdy świeciło słońce, było ciepło, a powietrze było był wypełniony zapachem kwiatów Daphne oddaliła się od rzeki bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Przeszła przez zacieniony las i wspięła się na wzgórze, z którego szczytu mogła zobaczyć Ojca Peneusa leżącego białego, czystego i uśmiechniętego w dolinie poniżej. Za nią rozciągały się kolejne wzgórza, a dalej zielone zbocza i zalesiony szczyt wielkiej góry Ossa. Ach, gdyby tylko udało jej się wspiąć na szczyt Ossy, mogłaby zobaczyć morze i pobliskie góry, a także dwa szczyty Parnasu, daleko, daleko na południu!
 
„Do widzenia, Ojcze Peneusie” – powiedziała. „Idę wspiąć się na górę, ale wkrótce wrócę”.
 
Rzeka się uśmiechnęła, a Daphne biegła dalej, wspinając się na kolejne wzgórza i zastanawiając się, dlaczego wielka góra wciąż wydaje się tak odległa. Po chwili dotarła do podnóża zalesionego zbocza, gdzie znajdował się ładny wodospad i ziemia był ozdobiony z tysiącami pięknych kwiatów; i usiadła tam na chwilę, żeby odpocząć. Wtedy z gaju na szczycie wzgórza nad nią dobiegł dźwięk najpiękniejszej muzyki, jaką kiedykolwiek słyszała. Wstała i słuchała. Ktoś grał na lirze, a ktoś śpiewał. był przestraszony; a muzyka była tak czarująca, że ​​nie mogła uciec.
 
Nagle dźwięk ucichł, a młody mężczyzna, wysoki i jasnowłosy, z twarzą jasną jak poranne słońce, zszedł ze zbocza wzgórza w jej stronę..
 
„Daphne!” – powiedział, ale ona nie zatrzymała się, żeby posłuchać. Odwróciła się i uciekła jak spłoszony jeleń, z powrotem w kierunku Doliny Tempe.
 
„Daphne!” krzyknął młody mężczyzna. Nie wiedziała, że ​​to Apollo, Pan Srebrnego Łuku; wiedziała tylko, że nieznajomy podąża za nią i pobiegła tak szybko, jak tylko mogły ją nieść jej zwinne nogi.Żaden młody mężczyzna nigdy wcześniej do niej nie przemówił, a dźwięk jego głosu napełnił jej serce strachem.
 
„To najpiękniejsza dziewczyna, jaką kiedykolwiek widziałem” – powiedział sobie Apollo. „Gdybym tylko mógł znów spojrzeć jej w twarz i z nią porozmawiać, jakże byłbym szczęśliwy”.
 
Przez zarośla, przez ciernie, przez skały i pnie powalonych drzew, w dół po nierównych zboczach, przez górskie strumienie, skacząc, latając, dysząc, Daphne biegła. Nie obejrzała się ani razu za siebie, lecz słyszała szybkie kroki Apollina, który zbliżał się coraz bardziej; słyszała brzęk srebrnego łuku, który wisiał na jego ramionach; słyszała jego oddech, był tak blisko niej.. W końcu znalazła się w dolinie, gdzie ziemia była równa i bieganie było łatwiejsze, ale jej siły szybko ją opuszczały.Tuż przed nią, jednak, rzeka płynęła, biała i uśmiechnięta w blasku słońca. Wyciągnęła ramiona i zawołała:
 
„Ojcze Peneusie, ratuj mnie!”
 
Wtedy zdawało się, że rzeka podniosła się, by ją spotkać. Powietrze był wypełniony Oślepiająca mgła. Na chwilę Apollo stracił z oczu uciekającą dziewczynę. Potem zobaczył ją tuż przy brzegu rzeki, tak blisko, że jej długie włosy, powiewające za nią, musnęły jego policzek. Pomyślał, że zaraz skoczy do rwącej, rwącej wody i wyciągnął ręce, by ją uratować. Ale to nie była piękna, nieśmiała Daphne, którą złapał w ramiona; to był pień drzewa laurowego, którego zielone liście drżały na wietrze.
 
„O Dafne! Dafne!” krzyknął. „Czy to w ten sposób rzeka cię ratuje? Czy ojciec Peneus zamienia cię w drzewo, żeby cię ode mnie oddzielić?”
 
Czy Daphne miała naprawdę został przemieniony na drzewo, nie wiem; i nie ma to teraz znaczenia, to było tak dawno temu. Lecz Apollo uwierzył, że tak jest, i dlatego uplótł wieniec z liści laurowych i włożył go sobie na głowę jak koronę, i powiedział, że będzie go nosił zawsze na pamiątkę pięknej dziewczyny.. I odtąd wawrzyn był ulubionym drzewem Apollina, a po dziś dzień poeci i muzycy są koronowani z liśćmi.
 
Część IV: Oszukani
 
Apollo nie chciał spędzać zbyt wiele czasu ze swoimi potężnymi krewnymi na szczycie góry. Wolał podróżować z miejsca na miejsce i z kraju do kraju, obserwując ludzi przy pracy i czyniąc ich życie szczęśliwym. Kiedy ludzie po raz pierwszy zobaczyli jego jasną, chłopięcą twarz i miękkie, białe dłonie, szydzili i mówili, że jest tylko leniwym, nicponiem. Lecz gdy usłyszeli, jak przemawia, byli tak oczarowani, że stali jak zaczarowani, aby słuchać; i odtąd jego słowa stały się dla nich prawem. Dziwili się, skąd bierze się jego mądrość, bo wydawało im się, że nic nie robi, tylko przechadza się, gra na swojej cudownej lirze i ogląda drzewa, kwiaty, ptaki i pszczoły.. Ale gdy któryś z nich był chory, przychodzili do niego, a on mówił im, co znaleźć w roślinach, kamieniach lub strumieniach, co ich uzdrowi i przywróci im siłę. Zauważyli, że nie starzał się jak inni, ale zawsze był młody i piękny; i nawet po jego odejściu – nie wiedzieli jak i dokąd – wydawało im się, że ziemia stała się jaśniejszym i przyjemniejszym miejscem do życia niż przed jego przyjściem.
 
W górskiej wiosce za doliną Tempe mieszkała piękna dama o imieniu Koronis. Kiedy Apollo ją ujrzał, pokochał ją i pojął za żonę; i przez długi czas żyli razem, szczęśliwie. Wkrótce urodziło im się dziecko – chłopiec o najcudowniejszych oczach, jakie ktokolwiek widział – i nazwali go Eskulap. Potem góry i lasy były nadziane przy dźwiękach liry Apollina, a nawet Potężny Lud na szczycie góry był rad.
 
Pewnego dnia Apollo opuścił Koronis i jej dziecko i wyruszył w podróż, aby odwiedzić swój ulubiony dom na górze Parnas.
 
" powinien „Słyszę od ciebie każdego dnia” – powiedział na pożegnanie. „Wrona będzie latać szybko każdego ranka na Parnas i powiedz mi, czy ty i dziecko macie się dobrze i co robicie, gdy mnie nie ma".
 
Apollo miał bowiem kruka, który był bardzo mądry i umiał mówić. Ptak ten nie był czarny jak kruki, które widzieliście, lecz biały jak śnieg. Ludzie mówią, że do tego czasu wszystkie kruki były białe, ale wątpię, czy ktokolwiek to wie.
 
Kruk Apollina był wielkim plotkarzem i nie zawsze mówił prawdę. Widział początek czegoś, a potem, nie czekając, aż dowie się o tym czegoś więcej, spieszył się i wymyślał na ten temat wspaniałą historię. Ale nie było nikogo innego, kto mógłby zanieść wieści z Koronis do Apollo, bo jak wiadomo, w tamtych czasach nie było listonoszy i nie było na całym świecie drutu telegraficznego.
 
Wszystko szło dobrze przez kilka dni. Każdego ranka biały ptak przelatywał nad wzgórzami, równinami, rzekami i lasami, aż znalazł Apollina – albo w gajach na szczycie Parnasu, albo w jego własnym domu w Delfach. Potem siadało mu na ramieniu i mówiło: „Koronis ma się dobrze! Koronis ma się dobrze!”
 
Pewnego dnia, jednak, miało inną historię. Nadeszło znacznie wcześniej niż kiedykolwiek wcześniej i wydawało się, że nastąpiło w wielkim pośpiechu.
 
„Cor-Cor-Cor!” krzyknęło, lecz było tak zdyszane, że nie mogło wypowiedzieć jej imienia.
 
„Co się stało?” krzyknął Apollo z przerażeniem. „Coś się stało Koronisowi? Mów! Powiedz mi prawdę!”
 
„Ona cię nie kocha! Ona cię nie kocha!” krzyknęła wrona. „Widziałem człowieka – widziałem człowieka –” – i wtedy, nie zatrzymując się, by zaczerpnąć oddechu lub dokończyć opowieść, wzbiło się w powietrze i pospiesznie wróciło do domu.
 
Apollo, który zawsze był tak mądry, był teraz niemal tak głupi jak jego kruk. Wyobrażał sobie, że Koronis… naprawdę porzuciła go dla innego mężczyzny i jego umysłu był wypełniony Z żalem i wściekłością. Z srebrnym łukiem w dłoniach natychmiast ruszył do domu. Nie zatrzymał się, by z nikim porozmawiać; postanowił sam poznać prawdę. Jego zaprzęg łabędzi i złoty rydwan nie były pod ręką – bo teraz, gdy żył wśród ludzi, musiał podróżować jak ludzie. Podróż musiała być zrobionym pieszo, a nie była to krótka podróż w tamtych czasach, gdy nie było dróg. Ale po pewnym czasie dotarł do wioski, w której mieszkał szczęśliwie przez tyle lat i wkrótce zobaczył swój własny dom, częściowo ukryty wśród ciemnolistnych drzew oliwnychZa chwilę będzie wiedział, czy wrona powiedziała mu prawdę.
 
Usłyszał kroki kogoś biegnącego przez gaj. Dostrzegł białą szatę między drzewami. Był pewien, że to ten człowiek, którego widziała wrona i że próbuje uciec. Założył strzałę na łuk. szybkoNaciągnął cięciwę. Brzdęk! I strzała, która nigdy nie chybiła, pomknęła niczym błysk światła przez powietrze.
 
Apollo usłyszał ostry, dziki krzyk bólu i pobiegł naprzód przez gaj. Tam, rozciągnięty i umierający na trawie, zobaczył swoją ukochaną Koronis. Widziała go nadchodzącego i biegła. ochoczo Powitać go, gdy okrutna strzała przeszyła jej serce. Apollo pogrążył się w żalu. Wziął ją w ramiona i próbował przywrócić do życia. Ale wszystko na próżno. Mogła tylko wyszeptać jego imię, a potem umarła.
 
Chwilę później wrona usiadła na jednym z pobliskich drzew. „Cor-Cor-Cor” – zaczęła, bo chciała dokończyć swoją opowieść. Lecz Apollo kazał jej odejść.
 
„Przeklęty ptaku” – krzyknął – „ty powinien Nigdy nie mów ani jednego słowa innego niż „Cor-Cor-Cor!” przez całe swoje życie; i pióra, z których jesteś tak dumny powinien nie będzie już biały, lecz czarny jak północ.”
 
I od tego czasu aż do dziś, jak dobrze wiesz, wszystkie wrony były czarne i latać od jednego martwego drzewa do drugiego, ciągle wołając: „Cor-cor-cor”! "
 
Część V: Zhańbiony
 
Niedługo potem Apollo wziął małego Eskulapa na ręce i zaniósł go do mądrego starego nauczyciela o imieniu Cheiron, który mieszkał w jaskini pod szarymi klifami góry niedaleko morza.
 
„Weź to dziecko” – powiedział – „i naucz je całej wiedzy o górach, lasach i polach. Naucz go tego, co najbardziej potrzebuje wiedzieć”. w celu czynić wielkie dobro swoim bliźnim.”
 
A Eskulap okazał się mądrym dzieckiem, łagodnym, słodkim i podatnym na naukę; spośród wszystkich uczniów Cheirona był najbardziej lubiany. Poznał wiedzę o górach, lasach i polach. Odkrył, jaką cnotę mają zioła, kwiaty i bezmyślne kamienie; studiował także zwyczaje ptaków, zwierząt i ludzi. Ale przede wszystkim stał się biegły w opatrywaniu ran i leczeniu chorób; do dziś lekarze wspominają go i czczą jako pierwszego i największego w swoim fachu. Kiedy dorósł do wieku męskiego, jego imię było słychać w każdym kraju, a ludzie błogosławili go, bo był przyjacielem życia i wrogiem śmierci.
 
Z biegiem czasu Eskulap wyleczył tak wielu ludzi i uratował tak wiele istnień, że Pluton, blady król Dolnego Świata, zaniepokoił się.
 
" powinien „Wkrótce nie będę miał nic do roboty” – powiedział – „jeśli ten lekarz nie przestanie trzymać ludzi z dala od mojego królestwa”.
 
I wysłał wiadomość do swego brata Jowisza i poskarżył się, że Eskulap oszukuje go, pozbawiając go tego, co mu się należało.. Wielki Jowisz wysłuchał jego skargi, stanął pośród burzowych chmur i ciskał piorunami w Eskulapa, aż wielki lekarz został uśmiercony. okrutnie zabity. Potem cały świat był wypełniony z żalem, a nawet zwierzęta, drzewa i kamienie płakały, bo przyjaciela życia już nie było.
 
Gdy Apollo dowiedział się o śmierci syna, ogarnął go straszny smutek i gniew. Nie mógł nic zrobić przeciwko Jowiszowi i Plutonowi, bo byli od niego silniejsi, ale zszedł do kuźni Wulkana, pod dymiącymi górami i zabił olbrzymich kowali, którzy stworzyli śmiercionośne pioruny..
 
Wtedy Jowisz ze swej strony wpadł w gniew i rozkazał Apollowi, aby przybył przed nim i zostać ukaranym za to co zrobił. Zabrał mu łuk, strzały, cudowną lirę i całe piękno jego postaci i rysów twarzy. Potem Jowisz ubrał go w łachmany żebraka i zepchnął z góry, mówiąc mu, że nigdy nie wróci i nie będzie sobą, dopóki nie przepracuje całego roku jako niewolnik..
 
I tak Apollo wyruszył w świat, sam i bez przyjaciół; i nikt, kto by go zobaczył, nie pomyślałby, że kiedyś był on jasnym jak słońce panem Srebrnego Łuku.