Ojcobójca Wissahickon

Karola Skinnera 28 marca 2015 r.
North American
Średniozaawansowany
3 min odczyt
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

Farmer Derwent i jego czterej krzepcy synowie wyruszają jesienną nocą na spotkanie patriotów w domu nad rzeką Wissahickon – spotkanie, które nie wróży dobrze Brytyjczykom obozującym w Filadelfii, niech czerwone kurtki śmieją się do woli z tej zbieraniny i włóczęgów, którzy dołączają do armii pana Washingtona na pustkowiach Skippack. Farmer wzdycha, myśląc, że tylko jego młodszy syn powinien zniknąć z kompanii, i po raz tysięczny zastanawia się, co stało się z chłopcem. Siadają przy skale wystającej z drogi, by oświetlić latarnię, i podczas rozmowy zaskakuje ich okrzyk. To Ellen, adoptowana córka Derwenta i narzeczona jego zaginionego syna. Tej nocy, gdy chłopiec wymknął się z domu ojca, poprosił ją, by spotkała się z nim w tym miejscu za rok, a rok dobiegł końca tej nocy.

Ale nie na spotkanie z nim śpieszy teraz: usłyszała, że ​​Brytyjczycy dowiedzieli się o zgromadzeniu patriotów i będą próbowali wziąć kompanię do niewoli. Właśnie gdy o tym opowiada, z południa dobiega jakiś dźwięk: kolumna maszeruje. Oczy farmera płoną gniewem i nienawiścią. „Chłopcy” – mówi – „tam nadchodzą ci, którzy zamierzają nas zabić. Niech zakosztują własnej wojny. Stańcie tu w cieniu i strzelajcie, gdy będą mijać tę skałę”.

Żołnierze jadą dalej, chichocząc z pewnego sukcesu, gdy nagle rozlega się huk karabinów i czterech czerwonych kurtek leży w kurzu. Ocaleni, choć zaskoczeni, dowodzą swej odwagi, zatrzymując się, by odpowiedzieć na salwę, a jeden z nich zeskakuje z siodła, chwyta Derwenta i wbija mu nóż w gardło. Buntownik upada. Krew tworzy się wokół niego w kałuży. Brytyjczycy odnoszą sukces, gdyż dwóch młodych mężczyzn jest związanych, a dwóch z nich leży na ziemi. Rozlega się okrzyk zwycięstwa, ale żołnierz z nożem w dłoni nie podnosi głosu. Pochyla się nad farmerem nieruchomo jak martwy, dopóki dowódca nie klepie go po ramieniu. Gdy wstaje, więźniowie zdumiewają się, bo twarz, którą widzą w świetle latarni, to twarz ich brata, a jednak dziwna w swej wychudłości i plamie krwi na policzku. Dziewczyna z krzykiem wybiega z kryjówki, ale staje z przerażeniem, gdy jej stopa dotyka krwawej kałuży na drodze. Żołnierz rozpina płaszcz i podaje jej medalion. Zawiera jej zdjęcie, które nosił nad sercem od roku, ale ona pozwala mu spaść i osuwa się, jęcząc. Żołnierz zrywa czerwony płaszcz, tratując go w kurzu, po czym wskakuje na siodło, wpada do rzeki, przechodzi przez nią w bród i przedziera się przez zarośla po drugiej stronie. Po kilku minutach dociera do szczytu skały wznoszącej się prawie trzydzieści metrów nad strumieniem. Koń zatrzymuje się na krawędzi, ale po gwałtownym pchnięciu ostrogą w bok wykonuje skok. Z rozpaczliwym okrzykiem zdrajca i ojcobójca odchodzi w wieczność.