Jak Raven przyniósł ogień Indianom

Średniozaawansowany
13 min odczyt
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

Wiele wieków temu, gdy świat był jeszcze młody, Raven i White Sea-gull mieszkali blisko siebie w Kanadzie, daleko na północy, nad brzegami Wielkiej Wody na zachodzie. Byli bardzo dobrymi przyjaciółmi i zawsze pracowali w harmonii, mieli dużo jedzenia i wielu wspólnych służących. White Sea-gull nie znał podstępu; zawsze był bardzo otwarty, szczery i uczciwy w kontaktach z innymi. Raven był jednak przebiegłym człowiekiem i niekiedy nie brakowało mu zdrady i podstępu. Mewa jednak go nie podejrzewała i zawsze żyli w bardzo przyjaznych stosunkach. W tych odległych czasach na północy cały świat był pogrążony w ciemnościach i nie było światła poza światłem gwiazd. Mewa posiadała całe światło dzienne, ale była bardzo skąpa i zawsze trzymała je zamknięte w pudełku. Nie dawał go nikomu innemu i nigdy nie wypuszczał go z pudełka, chyba że potrzebował trochę, aby się najeść podczas dalekich podróży.

Po pewnym czasie Raven zaczął zazdrościć Mewie tego, co posiadała. I powiedział: „To niesprawiedliwe, że Mewa trzyma światło dzienne tylko dla siebie, zamknięte w pudełku. Było ono przeznaczone dla całego świata, a nie tylko dla niego, i byłoby dla nas wszystkich bardzo cenne, gdyby czasami puścił trochę światła”. Poszedł więc do Mewy i powiedział: „Daj mi trochę swojego światła dziennego. Nie potrzebujesz go całego, a ja mogę wykorzystać część z niego z korzyścią”. Ale Mewa odpowiedziała: „Nie. Chcę go całego dla siebie. Co ty możesz zrobić ze światłem dziennym, ty, w swoim płaszczu czarnym jak noc?” i nie dał mu nic. Więc Raven postanowił, że będzie musiał zdobyć trochę światła dziennego od Mewy ukradkiem.

Wkrótce potem Raven zebrał kilka kłujących cierni i łopianu i rozrzucił je na ziemi między domem Mewy a plażą, gdzie leżały łodzie. Następnie podszedł do okna Mewy i zawołał głośno: „Nasze łodzie dryfują na falach. Pójdź szybko i pomóż mi je uratować”. Mewa wyskoczyła z łóżka i pobiegła półprzytomna na bosych stopach. Ale gdy biegł na plażę, ciernie wbiły mu się w nagie ciało, a on zawył z bólu. Doczołgał się z powrotem do domu, mówiąc: „Moja łódź może dryfować, jeśli zechce; nie mogę chodzić z powodu drzazg w stopach”.

Raven zaśmiał się pod nosem i odszedł, udając, że idzie na plażę, żeby wyciągnąć kajaki. Potem wszedł do domu Mewy. Mewa wciąż wyła z bólu; siedział i płakał na brzegu łóżka, próbując jak najlepiej wyciągnąć ciernie ze stóp.

„Pomogę ci” – powiedział Raven – „bo już to robiłem. Jestem bardzo dobrym lekarzem”. Wziął więc szydło z fiszbiny i chwycił Mewę za stopę, udając, że usuwa kolce. Ale zamiast je wyjąć, wbijał je jeszcze głębiej, aż biedna Mewa zawyła jeszcze głośniej.

A Raven powiedział: „Jest tak ciemno, że nie widzę, żeby wyciągnąć te ciernie z twoich stóp. Daj mi trochę światła, a wkrótce cię wyleczę. Lekarz zawsze musi mieć trochę światła”. Wtedy Mewa otworzyła pudełko i uniosła pokrywę, aż pojawił się słaby promyk światła.

„To lepiej” – powiedział Kruk. Ale zamiast wyciągać kolce, wbijał je w siebie, jak to robił poprzednio, aż Mewa zawyła i kopnęła z bólu. „Czemu tak skąpo używasz światła?” – warknął Kruk. „Myślisz, że jestem sową i widzę w ciemności na tyle dobrze, żeby uleczyć twoje stopy? Otwórz szeroko pudełko, a wkrótce cię uzdrowię”.

To powiedziawszy, celowo upadł ciężko na Mewę i strącił pudełko na podłogę. Pokrywa rozwarła się, a światło dzienne wydostało się i szybko rozprzestrzeniło po całym świecie. Biedna Mewa próbowała zwabić ją z powrotem do pudełka, ale jego wysiłki okazały się bezowocne, bo zniknęła na zawsze. Kruk powiedział, że bardzo żałuje wypadku, ale po tym, jak pozbył się wszystkich kolców ze stóp Mewy, wrócił do domu, śmiejąc się do siebie i bardzo zadowolony z sukcesu swojej sztuczki.

Wkrótce światło zalało cały świat. Lecz Raven nie widział zbyt dobrze, bo światło było zbyt jaskrawe, a jego oczy nie były do ​​niego przyzwyczajone. Przez chwilę siedział, patrząc na wschód, ale nie dostrzegł tam niczego interesującego. Następnego dnia zobaczył nieco dalej, bo przyzwyczajał się już do nowych warunków. Trzeciego dnia wyraźnie dostrzegł linię wzgórz daleko na wschodzie, wznoszącą się na tle nieba i spowitą błękitną mgłą. Długo wpatrywał się w ten dziwny widok. Potem zobaczył w oddali, w kierunku wzgórza, cienką kolumnę dymu unoszącą się ku niebu. Nigdy wcześniej nie widział dymu, ale często słyszał o nim od podróżników w dziwnych miejscach. „To musi być ta kraina, o której mi opowiadano” – powiedział. „W tej krainie mieszkają ludzie, którzy jako jedyni posiadają Ogień. Szukaliśmy go przez wiele wieków i teraz myślę, że go znaleźliśmy”. Potem pomyślał: „Mamy teraz światło dzienne i jakże wspaniale byłoby, gdybyśmy mogli również mieć Ogień” – i postanowił wyruszyć, aby go znaleźć.

Następnego dnia zwołał sługi i opowiedział im o swoich planach. Powiedział: „Wyruszymy natychmiast, bo droga jest daleka”. I poprosił trzech swoich najlepszych sług, Robina, Kreta i Pchłę, aby poszli z nim. Pchła wyprowadziła swój mały wózek i wszyscy próbowali do niego wsiąść, ale był o wiele za mały, aby ich pomieścić. Potem spróbowali powozu Kreta, ale był o wiele za słaby i ledwo ruszył, gdy się zepsuł i wszyscy wypadli na kupę. Potem spróbowali powozu Robina, ale był o wiele za wysoki i przewrócił się pod ciężarem, rzucając ich wszystkich na ziemię. Wtedy Kruk ukradł duży, mocny wózek Mewy, ponieważ Mewa spała, i spisał się bardzo dobrze, i ruszyli w swoją podróż, na zmianę pchając wózek wzdłuż drągiem po płaskiej równinie.

Po dziwnej podróży przez osobliwe miejsca dotarli do krainy ludzi, którzy posiadali Ogień, prowadzeni przez cienką kolumnę dymu. Ludzie ci nie byli ludźmi z ziemi. Niektórzy mówią, że byli ludźmi Ryb, ale nikt nie wie. Siedzieli w dużym kręgu z Ogniem pośród siebie, ponieważ była jesień, a dni i noce były chłodne. A Ogień był w wielu miejscach. Kruk obserwował ich przez chwilę z daleka, obmyślając najlepszy plan zdobycia Ognia. Potem rzekł do Robina: „Potrafisz poruszać się szybciej niż ktokolwiek z nas. Musisz ukraść Ogień. Możesz szybko przylecieć, nabrać go w dziób i zanieść nam, a ludzie cię nie zobaczą ani nie usłyszą”.

Robin wybrał więc miejsce, gdzie było niewiele ludzi, rzucił się tam szybko, złapał ogień w mgnieniu oka i poleciał z powrotem nietknięty w stronę swoich towarzyszy. Ale zabrał tylko jego niewielką cząstkę. Gdy dotarł do połowy drogi powrotnej do swoich przyjaciół, Ogień był tak gorący w jego dziobie, że sprawił mu dziwny ból i musiał go upuścić na ziemię. Spadł na ziemię z hukiem, a był tak mały, że słabo migotał. Robin zawołał swoich towarzyszy, aby przyprowadzili powóz. Następnie stanął nad Ogniem i wachlował go skrzydłami, aby utrzymać go przy życiu. Był bardzo gorący, ale dzielnie trwał przy swoim zadaniu, aż jego pierś została poważnie przypalona i musiał się oddalić. Jego wysiłki, aby uratować Ogień, były daremne i zanim jego towarzysze do niego dotarli, Ogień zgasł, a pozostał tylko czarny węgielek. A pierś biednego Robina była przypalona i do dziś piersi jego potomków mają czerwonobrązowy kolor, ponieważ został przypalony, próbując ukraść Ogień wieki temu.

Wtedy Raven poprosiła Pchłę, żeby spróbowała ukraść Ogień. Ale Pchła odpowiedziała: „Jestem za mała. Upał by mnie usmażył na śmierć; a co więcej, mogłabym źle oszacować odległość i wskoczyć w ogień”.

Wtedy Raven poprosił Kreta, żeby spróbował, ale Kret powiedział: „O nie, lepiej nadaję się do innej pracy. Całe moje futro byłoby spalone jak pierś Robina”. Raven bardzo uważał, żeby nie pójść sam, bo był wielkim tchórzem.

Powiedział więc: „Jest lepszy i łatwiejszy sposób. Ukradniemy dziecko Wodza i weźmiemy je dla okupu. Może dadzą nam Ogień w zamian za niego” i wszyscy uznali to za bardzo dobry pomysł. Raven zapytał: „Kto zgłosi się na ochotnika, żeby ukraść dziecko?”, bo zawsze kazał innym wykonywać całą robotę.

Pchła powiedziała: „Pójdę. Jednym skokiem znajdę się w domu, a drugim wyskoczę, bo potrafię skakać na dużą odległość”. Ale inni się roześmiali i powiedzieli: „Nie mogłeś nieść dziecka; jesteś za mały”.

Kret powiedział: „Pójdę. Mogę bardzo cicho wykopać tunel pod domem, aż do kołyski dziecka. Mogę wtedy ukraść dziecko i nikt mnie nie usłyszy ani nie zobaczy”. Uzgodniono więc, że Kret pójdzie. Po kilku minutach Kret wykopał swój tunel i wkrótce wrócił z dzieckiem. Wsiedli do powozu i pospieszyli do domu ze swoją zdobyczą.

Kiedy Wódz Ognia odkrył stratę swojego dziecka, bardzo się rozgniewał. I w całej krainie zapanował wielki smutek, ponieważ dziedzic Wodza, nadzieja plemienia, odszedł. A matka dziecka i jej kobiety płakały tak gorzko, że ich łzy spadały jak deszcz na całą krainę. Wódz powiedział, że oddałby wszystko, co posiada, aby odnaleźć swoje dziecko. Ale chociaż jego ludzie szukali daleko i blisko, nie mogli znaleźć dziecka. Po wielu dniach wędrowiec, który przybył daleko od Wielkiej Wody na zachodzie, przyniósł im wiadomość, że obce dziecko mieszka daleko na zachodzie, w wiosce nad morzem. Powiedział: „On nie jest z ich plemienia. Wygląda jak dzieci z waszej wioski” i poradził im, aby poszli i sami go odnaleźli. Więc Wódz wysłał swoich ludzi, aby ich szukali pod przewodnictwem wędrowca.

Kiedy dotarli do wioski Raven, powiedziano im, że rzeczywiście jest tam dziwne dziecko; dziecko zostało im opisane, ale trzymano je w ukryciu, a Raven nie chciał powiedzieć, jak się tu znalazło. Raven zapytał: „Skąd mam wiedzieć, że to syn waszego wodza? Ludzie opowiadają dziwne kłamstwa w dzisiejszych czasach. Jeśli go chcecie, możecie za niego zapłacić, bo narobił nam wiele kłopotów i wydatków”.

Posłańcy wrócili więc i donieśli wodzowi, co usłyszeli. Z opisu wódz wiedział, że dziecko jest jego, więc dał posłańcom bardzo cenne dary pereł i bogatych szat i odesłał je z powrotem, aby wykupić swojego chłopca. Ale Kruk, gdy zobaczył dary, powiedział: „Nie, nie chcę tych darów; nie płacą mi za mój trud” i nie chciał rozstać się z dzieckiem. Posłańcy ponownie donieśli wodzowi, co się stało. Wtedy wódz dał im jeszcze bogatsze dary, najlepsze, jakie miał w całej swojej krainie i odesłał je z powrotem. Ale Kruk znowu powiedział: „Nie, wasze dary są nic nie warte w porównaniu z moim trudem i wydatkami. Powiedz to swojemu wodzowi”.

Kiedy wódz usłyszał to od swoich posłańców, był głęboko zmieszany, bo zaoferował wszystko, co miał najlepszego, i myślał, że wyczerpał już swoje możliwości. Powiedział więc: „Wróćcie i poproście ludzi, aby zażądali tego, czego chcą w zamian za mojego chłopca, a jeśli to możliwe, to przyjmą”. Posłańcy wrócili więc do Raven i przemówili, jak im rozkazano.

A Raven powiedział: „Tylko jedna rzecz może opłacić dziecko, a jest nią Ogień. Daj mi Ogień, a weźmiesz dziecko”. Posłaniec roześmiał się i rzekł: „Czemu nie powiedziałeś tego od razu i nie oszczędziłeś nam tego kłopotu i zmartwień? Ogień jest najobficiej występującą rzeczą w naszym królestwie, a my nie cenimy go”. Wrócili więc szczęśliwi do Wodza. Ten odesłał mnóstwo Ognia i w zamian otrzymał od Raven swoje dziecko całe i zdrowe. Posłał też Ravenowi dwa małe kamienie, których posłańcy nauczyli go używać.

I powiedzieli: „Jeśli kiedykolwiek stracisz Ogień lub jeśli umrze z braku pożywienia, zawsze możesz go przywrócić do życia za pomocą tych dwóch małych kamyków”. Następnie pokazali mu, jak stworzyć Ogień za pomocą dwóch małych kamyków i zwiędłej trawy, kory brzozowej i suchej sosny, a Raven pomyślał, że to bardzo proste. I poczuł się bardzo dumny, ponieważ sprowadził Ogień i Światło na ziemię. Zachował Ogień dla siebie na długi czas i chociaż ludzie głośno o niego krzyczeli, nie chciał go oddać. Wkrótce jednak postanowił sprzedać jego ilość, ponieważ teraz miał moc jego tworzenia. Więc powiedział sobie: „To dobry sposób na zdobycie wielu żon” i ogłosił, że sprzeda tylko część swojego Ognia w zamian za żonę.

Wiele rodzin kupiło mu ogień, a w zamian otrzymał wiele żon. I do dziś ma wiele żon i wciąż przemieszcza się z miejsca na miejsce, mając wokół siebie stado żon. Lecz Indianie, kiedy przybyli, zabrali mu ogień. Tak oto ogień trafił do Indian w dawnych czasach. A kiedy wygasł, co często się zdarza, nadal czasami używają krzemienia kruczego, aby go przywrócić do życia.