Historia Wasilisy ze złotymi włosami i Iwana Ziarnka Grochu
Wiele lat temu żył bardzo sławny car. Miał dwóch synów i piękną córkę. Córka ta mieszkała w wysokiej wieży do dwudziestego roku życia. Była wielce ukochana przez cara i carycę, a także wielką faworytą niań i dam dworu. Jednak żaden książę ani rycerz jej nie widział, ponieważ nigdy nie wolno jej było opuszczać wieży ani zaczerpnąć powietrza wolności. Nazywała się Wasylisa ze Złotymi Warkoczami.
Wasilisa miała wiele pięknych sukien i bogatych klejnotów, ale miała ich dość; wieża była ciasna, a smutna i przygnębiona, westchnęła z ulgą, pragnąc odmiany. Miała długie, gęste włosy o złocistym odcieniu, splecione w pojedynczy warkocz sięgający jej do stóp: stąd nazywano ją Wasilisą o Złotych Warkoczach.
Wieści szybko rozchodzą się po całym świecie. Wielu carów, słysząc o urodzie księżniczki, wysyłało ambasadorów do jej ojca z propozycjami małżeństwa. Car nie spieszył się; ale gdy nadszedł właściwy czas, wysłał posłańców po całym świecie z wiadomością, że księżniczka Wasylisa wybierze sobie męża, i zaprosił carów i książąt na swój dwór. Następnie udał się do wieży i opowiedział pięknej Wasylisie o swoim zamiarze.
Księżniczka była bardzo zadowolona i patrząc przez złote kraty swojej komnaty na piękny ogród pełen kwiatów, poprosiła o pozwolenie, aby pójść tam ze swoimi służącymi i się pobawić.
„Ojcze” – powiedziała – „nigdy nie widziałam świata Bożego, ani nie chodziłam po trawie, ani wśród kwiatów; ani nigdy nie widziałam twojego królewskiego pałacu. Pozwól mi bawić się w ogrodzie z moimi niańkami i pokojówkami”.
Car natychmiast dał pozwolenie. Piękna Wasilisa zeszła z wysokiej wieży i weszła na dziedziniec; drzwi się otworzyły i księżniczka znalazła się na zielonej łące, która stopniowo wznosiła się ku stromemu wzgórzu; wzgórze było porośnięte drzewami, a łąka wielobarwnymi kwiatami. Księżniczka zrywała piękne kwiaty, idąc dalej, i biegła trochę przed swoją świtą. Nagle zerwał się silny wiatr, taki, jakiego nie znano ani o jakim nie słyszano wcześniej, taki wiatr, jakiego najstarsi ludzie nigdy nie pamiętali – zerwał prawdziwy huragan. W jednej chwili wiatr uniósł księżniczkę i porwał ją w dal. Służące krzyczały; niektórzy uciekali w przerażeniu, inni bezradnie rozglądali się wokół i widzieli, jak wiatr unosi piękną Wasilisę ze Złotym Warkoczem z ich oczu. Poniósł ją przez wiele krajów i głębokich rzek, przez trzy królestwa do czwartego, należącego do straszliwego smoka.
Kobiety wbiegły do pałacu i padając na kolana przed carem, żałośnie wołały:
„Zmiłuj się i nie karz nas! Wiatr porwał nasze światło – piękną Wasilisę ze złotymi warkoczami – nie wiemy dokąd!” I opowiedzieli mu wszystko, co się wydarzyło. Car był na nich bardzo zły i głęboko zasmucony stratą córki; niemniej jednak przebaczył im wszystkim. Następnego ranka przybyli obcy książęta i widząc, jaki smutek malował się na twarzy cara, zapytali o jego przyczynę.
„Biada mi!” krzyknął nieszczęsny car, „wiatr porwał moją drogą córkę Wasilisę ze złotymi warkoczami i nie wiem, dokąd poszła!” I opowiedział im wszystko, co się wydarzyło.
Kiedy książęta usłyszeli tę historię, pomyśleli, że car zmienił zdanie i nie chce już, by jego córka wyszła za mąż. Pospieszyli więc do wieży, w której dawniej mieszkała księżniczka, i szukali wszędzie, lecz nie mogli jej znaleźć.
Car pożegnał gości z należnymi im honorami i obdarował każdego z nich bogatym podarunkiem; wsiedli na konie i wrócili do swoich krajów.
Dwaj młodzi książęta, bracia Wasihsy, widząc łzy ojca i matki, rzekli do nich:
„Ojcze, a ty, matko, dajcie nam swoje błogosławieństwo i pozwólcie nam wyruszyć na poszukiwanie waszej córki i naszej siostry”.
„Moi drodzy synowie” – zawołał zrozpaczony car – „dokąd pójdziecie?”
„Pójdziemy, ojcze, w każdym kierunku; dokądkolwiek poprowadzi nas droga – gdzie ptaki latają, a nasze oczy nas poprowadzą. Może ją znajdziemy.”
Car pobłogosławił ich, a caryca przygotowała wszystko do podróży; wszyscy płakali na pożegnanie, a potem książęta wyruszyli na poszukiwania. Książęta nie wiedzieli jednak, czy będą musieli podróżować blisko, czy daleko; czy na długo, czy krótko.
Podróżowali przez rok, podróżowali przez dwa lata i przeszli przez trzy królestwa. Potem, w oddali, ujrzeli ciemne, wysokie góry, a pośród nich piaszczystą dzicz, będącą krainą Smoka. Książęta pytali wszędzie tych, którzy ich mijali:
„Czy słyszeliście lub widzieliście, gdzie jest księżniczka Wasilisa ze złotymi włosami?” Ludzie wszędzie odpowiadali: „Ani nie widzieliśmy, ani nie słyszeliśmy, gdzie ona jest”. Po tych słowach ruszyli w dalszą drogę.
Książęta zbliżyli się do dużego miasta; po drodze dostrzegli starego, kulawego mężczyznę o kulach, niosącego sakiewkę, który poprosił ich o jałmużnę. Książęta zatrzymali się, dali mu trochę srebrnych monet i zapytali, czy widział lub słyszał o księżniczce Wasylisie, Odsłoniętej Piękności o Złotych Warkoczach.
„Młodzi przyjaciele” – odpowiedział starzec – „widzę, że jesteście wędrowcami z obcego kraju. Nasz car, Smok, zabronił nam rozmawiać z obcymi. Nie wolno nam nikomu mówić, że wiatr przywiózł do tego miasta piękną księżniczkę”.
Gdy książęta usłyszeli, że ich siostra jest tak blisko, spięli ostrogami omdlałe rumaki i pogalopowali do pałacu. To był prawdziwy pałac! Stał na pojedynczej srebrnej kolumnie, cały z czystego złota; dach, który go pokrywał, był z drogocennych kamieni. Schody prowadzące do drzwi wejściowych rozpościerały się jak dwa skrzydła, ale na górze łączyły się w jedno; były z rzadkich pereł. W tej chwili piękna Wasilisa wyglądała przez okno ze złotymi kratami i rozpoznawszy swoich braci, krzyknęła z radości. Następnie nakazała im potajemnie wejść. Na szczęście Smoka nie było, gdyż księżniczka bardzo się bała, że ich zobaczy; ale zaledwie książęta weszli, srebrna kolumna zaczęła jęczeć, schody się rozstąpiły, dach zabłysnął, a cały zamek zadrżał i zatoczył się.
„Smok nadchodzi!” krzyknęła przerażona księżniczka. „Na jego widok pałac obraca się w kółko. Ukryjcie się, bracia, ukryjcie się!”
Nie zdążyła wypowiedzieć tych słów, gdy wpadł Smok sycząc i zapytał przerażającym głosem: „Kto tu jest?”
„Jesteśmy tutaj!” odpowiedzieli książęta bez lęku. „Przyszliśmy po naszą siostrę Wasilisę”.
„O-ho!” krzyknął Smok, trzepocząc skrzydłami. „Skoro przybyliście, by zabrać siostrę, nie będzie na darmo, jeśli was zabiję. Lecz choć jesteście braćmi Wasylisy, nie jesteście zbyt groźnymi rycerzami”. I sycząc i rycząc, chwycił jednego z braci skrzydłami i cisnął nim o drugiego. Dworzanie nadbiegli, podnieśli martwych książąt i wrzucili ich do głębokiego rowu.
Księżniczka wybuchnęła płaczem. Wasilisa nie chciała ani jeść, ani pić, ani patrzeć na otaczający ją piękny świat. Minęły trzy dni; ale ponieważ nie umarła, jej postanowienie ją zawiodło i postanowiła żyć; żałowała utraty urody; posłuchała wołania głodu i czwartego dnia zjadła trochę jedzenia.
Księżniczka zaczęła się teraz zastanawiać, jak mogłaby uciec przed Smokiem. Pewnego dnia powiedziała mu namawiająco:
„Drogi Smoku, twoja siła jest wielka, twoje skrzydła są szeroko rozpostarte i potężne; nikt nie może ci się oprzeć?”
„Mój czas jeszcze nie nadszedł” – powiedział Smok. „W chwili moich narodzin napisano, że jedyną istotą, która może mi się przeciwstawić, będzie Iwan Groszek, wyrosły z ziarnka grochu”.
Smok roześmiał się, mówiąc to, nie spodziewając się takiego przeciwnika. Silni pokładają ufność w swojej sile; ale to, co żartem powiedziane, czasem staje się prawdą.
Tymczasem caryca opłakiwała stratę córki i dwóch synów. Pewnego dnia poszła z damami dworu do ogrodu, aby spróbować się rozerwać. Było gorąco i caryca poczuła wielkie pragnienie. W ogrodzie znajdowała się piękna studnia ze źródlaną wodą, spływającą do białej marmurowej misy. Caryca zanurzyła złoty puchar w misie i, pijąc szybko, połknęła groszek z wodą. Z czasem caryca urodziła syna, którego nazwano Iwanem Groszkiem. Rosł nie latami, ale godzinami. Był to przystojny chłopiec – silny i pulchny, pełen ducha i radości, wiecznie śmiejący się i skaczący po piasku, z dnia na dzień przybierający na sile.
W wieku dziesięciu lat Iwan Groszek był wysokim, potężnym rycerzem. Zapytał, czy ma siostry lub braci; a usłyszawszy, że jego siostra Wasylisa została porwana przez wiatr, a dwaj bracia, którzy wyruszyli jej szukać, nigdy nie wrócili, błagał rodziców, aby pozwolili mu również wyruszyć na poszukiwanie ich wszystkich.
„Mój drogi synu!” krzyknęli car i caryca. „Jesteś jeszcze za młody. Twoi bracia odeszli i nigdy nie wrócili; jeśli nas opuścisz, ty też będziesz zgubiony”.
„Nie” – odpowiedział Iwan Groszek. „Nie zginę. Pragnę przede wszystkim odnaleźć moich braci i siostrę”.
Rodzice próbowali odwieść go od wyjazdu, ale na próżno. W końcu wyrazili zgodę, pobłogosławili go ze łzami w oczach i pożegnali.
Iwan Groszek wyruszył w podróż. Podróżował jeden dzień, podróżował dwa; pod wieczór wszedł do mrocznego lasu. W lesie tym stała chatka na kurzych nogach, chwiejąca się na wietrze i obracająca się w kółko. Zgodnie ze starym zwyczajem i tradycją szkółkarską, Iwan dmuchnął w nią, mówiąc:
„Hut, hut, odwróć się, tyłem do lasu, a przodem do mnie.”
Chata natychmiast obróciła się przodem do niego. Staruszka wyglądała przez okno i zapytała: „Kogo tu mamy?”
Iwan skłonił się jej i zapytał, czy zauważyła, w którą stronę wiatr zwyczajowo unosi piękne dziewczyny.
„Ach, synu” – rzekła staruszka, kaszląc i patrząc przenikliwie na Iwana – „wiatr strasznie mnie męczy. Minęło już sto dwadzieścia lat, odkąd mieszkam w tej chacie, ani razu jej nie opuszczając; pewnego dnia mnie zabije. Musisz jednak wiedzieć, że to nie wiatr jest winien, ale Smok”.
„Którędy do niego idziemy?”
Uważaj, bo Smok cię pochłonie.
„Zobaczymy.”
„Uważaj na swoją głowę, dobry rycerzu” – ciągnęła staruszka, potrząsając bezzębnymi dziąsłami – „i obiecaj mi, że jeśli wrócisz cały i zdrowy, przyniesiesz mi trochę wody z pałacu Smoka, w której, jeśli się wykąpię, znów stanę się młoda”.
Obiecuję, że przyniosę ci trochę wody, babciu.
„Wierzę ci na słowo. A teraz, mój drogi synu, idź w stronę zachodu słońca; po roku wędrówki dotrzesz do Góry Lisa; a potem zapytaj o drogę do Królestwa Smoka”.
„Żegnaj, babciu.”
„Żegnaj, mój synu.”
Iwan ruszył w stronę zachodzącego słońca. Historia szybko się rozeszła, ale trudne dzieło nie tak szybko dobiegło końca. Przemierzywszy trzy królestwa, dotarł do włości Smoka. Przed bramami miasta ujrzał starego, ślepego i kulawego żebraka z sakiewką. Dając żebrakowi jałmużnę, Iwan Groszek zapytał go, czy w tym mieście nie mieszka młoda księżniczka o imieniu Wasylisa o Złotych Warkoczach?
„Tak” – odpowiedział żebrak – „ale nie wolno nam o tym mówić”.
Słysząc, że jego siostra rzeczywiście tam jest, Iwan natychmiast udał się do pałacu. W tej chwili piękna Wasilisa ze Złotym Warkoczem wypatrywała przez okno nadejścia Smoka. Widząc zbliżającego się młodego rycerza, posłała do niego potajemnie, aby dowiedzieć się, jak ma na imię i czy nie przysłał go jej ojciec lub matka. Gdy usłyszała, że to Iwan, jej najmłodszy brat, którego nigdy wcześniej nie widziała, księżniczka wybiegła z pałacu i zawołała do niego ze łzami w oczach:
„Uciekaj, najdroższy bracie! Uciekaj stąd. Smok wkrótce tu będzie i cię zabije!”
„Najdroższa siostro, nie boję się Smoka ani jego siły”.
„Czy jesteś Groszkiem i czy możesz mu się przeciwstawić?”
„Poczekaj chwilę, siostro. Daj mi najpierw coś do picia.”
„A co będziesz pił, bracie?”
„Wiadro miodu pitnego.”
Wasilisa kazała przynieść wiadro miodu pitnego, a Iwan wypił je jednym haustem, nie zatrzymując się nawet na chwilę, by zaczerpnąć oddechu; po czym poprosił o więcej. Zaskoczona księżniczka kazała przynieść jeszcze trochę miodu.
„No więc, bracie” – powiedziała – „sądzę, że jesteś Iwanem Groszkiem”.
„Daj mi coś do jedzenia, droga siostro, a potem pozwól mi odpocząć po podróży”.
Księżniczka poleciła wtedy swoim sługom przynieść solidne krzesło. Iwan usiadł na nim, a ono natychmiast roztrzaskało się na kawałki. Służba przyniosła kolejne krzesło, jeszcze mocniejsze, przykryte i skręcone żelazem. Kiedy Iwan usiadł, zatrzeszczało i ugięło się pod nim.
„O, bracie!” krzyknęła księżniczka, „to jest siedziba Smoka”.
„Wydaje się więc” – powiedział Iwan z uśmiechem – „że jestem od niego cięższy”.
Wstał więc, udał się do starego mędrca, kowala dworskiego, i rozkazał wykonać żelazny kij, który ważył pięćset pudów (pud to 40 funtów). Kowale zabrali się do pracy; kuli żelazo dniem i nocą wśród deszczu rozżarzonych iskier i w ciągu czterdziestu godzin ukończyli kij. Dotarcie do zamku wymagało wspólnej siły pięćdziesięciu ludzi. Iwan Groszek uniósł go jedną ręką i rzucił w powietrze. Powietrze zagwizdało, gdy kij przeleciał przez niego: zniknął w chmurach.
Mieszkańcy w panice uciekali z miejsca na miejsce; bali się, że laska, spadając ponownie, zniszczy ich miasto, a następnie stoczy się do morza, które ich zaleje i utopi.
Książę Iwan rozkazał, aby ludzie dali mu znać, gdy żelazna laska ponownie spadnie na ziemię, po czym cicho wszedł do pałacu. Przerażeni ludzie uciekli z głównego placu. Niektórzy wyglądali przez drzwi i okna, aby sprawdzić, czy żelazna belka zaraz opadnie. Czekali jedną, czekali dwie godziny; pod koniec trzeciej do pałacu dotarła wiadomość, że laska spada. Iwan Groszek wbiegł na plac, wyciągnął rękę i złapał laskę, gdy ta spadała. Spadła z taką siłą, że zgięła się w jego dłoni. Książę wyprostował ją na kolanie, a następnie wrócił do zamku.
Nagle rozległ się przeraźliwy syk; nadciągał Smok. Jego koń, wiatr, leciał z szybkością strzały, ziejąc płomieniami. Na pierwszy rzut oka Smok wyglądał jak rycerz; ale jego głowa była smocza. Zwykle na jego widok, nawet jeśli był oddalony o mile, pałac drżał i kołysał się z miejsca na miejsce; teraz Smok zauważył po raz pierwszy, że się nie porusza. Musiał być w środku ktoś obcy. Smok zatrzymał się na chwilę – syknął i zaryczał; jego koń, wiatr, potrząsnął czarną grzywą i rozpostarł monstrualne skrzydła. Smok rzucił się do pałacu, a pałac nie poruszył się ani o cal.
„O-ho!” ryknął Smok, „muszę mieć do czynienia z wrogiem; być może jest to Groszek”.
Wkrótce pojawił się książę Iwan.
„Włożę cię w dłoń jednej ręki, drugą klepnę i roztrzaskam na atomy!” krzyknął Smok.
„Zobaczymy” – rzekł Iwan, podchodząc z laską.
„Wynoś się z mojego zamku!” ryknął Smok w furii.
„Idź precz!” odpowiedział Iwan, podnosząc swój kij.
Smok wzbił się w powietrze, by uderzyć księcia Iwana i przebić go włócznią, ale chybił. Książę odskoczył i, wołając: „Teraz moja kolej!”, rzucił w Smoka laską z taką siłą, że cios roztrzaskał się i rozsypał na tysiące kawałków. Laska przebiła ziemię i przeszła przez dwa królestwa do trzeciego.
Ludzie z radością podnieśli czapki i wybrali Iwana na cara. Lecz Iwan, w nagrodę za mądrego kowala, który w tak krótkim czasie wykuł mu taką laskę, kazał przywołać starca i rzekł do ludu:
„Oto twój car. Słuchaj go w dobrych sprawach, tak jak kiedyś słuchałeś Smoka w złych sprawach”.
Wtedy Iwan wziął trochę wody śmierci i wody życia i pokropił nimi ciała swoich braci. Młodzieńcy wstali i przecierając oczy, zawołali:
„Niebo wie, jak długo spaliśmy!”
„Moi drodzy bracia” – powiedział Iwan, czule ich obejmując – „bez mojej pomocy spalibyście długo”.
Wtedy Iwan wziął trochę wody ze Smoka, kazał zbudować statek i płynąc rzeką Łabędź, z piękną Wasylisą o Złotym Warkoczu, przepłynął przez trzy królestwa do czwartego – swojego kraju. Przypomniał sobie o staruszce w chacie i dał jej trochę wody. Kiedy staruszka się w niej wykąpała, odmłodniała; śpiewała i tańczyła z radości i towarzyszyła księciu Iwanowi w jego podróży.
Car i caryca przyjęli syna Iwana z wielką radością i honorem. Wysłali posłańców na cały świat, ogłaszając, że ich córka, piękna Wasylisa o Złotych Warkoczach, bezpiecznie wróciła do domu. Zapanowała wielka radość: dzwony dzwoniły radośnie, trąby grały, bębny biły, strzelano z armat. Wasylisa poślubił księcia Iwana, a on jego żonę. Na uczcie weselnej były góry mięsa i rzeki miodu pitnego. Kazali wykonać cztery korony i od razu świętowali dwa wesela.
Byli tam pradziadowie naszych pradziadów; pili miód pitny i zostawiali nam trochę, ale nigdy go nie spróbowaliśmy. Słyszeliśmy jednak, że po śmierci cara na tron wstąpił Iwan Groszek; rządził ludem z wielką chwałą; a sława cara Groszka była pamiętana z pokolenia na pokolenie.