W samym sercu dżungli rosło bardzo stare drzewo. Było starsze niż jakiekolwiek inne drzewo w okolicy i widziało wiele cudownych rzeczy. Było też bardzo mądre i znało wiele sekretów.
Każdej wiosny wypuszczała świeże, zielone liście i śliczne białe kwiaty, ale pewnego roku kwiaty były piękniejsze niż kiedykolwiek, a pośród nich, na jednej z dolnych gałęzi, wyrósł pączek, który wisiał niczym srebrna kula pośród zielonych liści.
„Zastanawiam się, dlaczego ten pąk jest taki większy od pozostałych” – powiedział krzew różanej jabłoni, który wykazał ogromną ciekawość.
„On skrywa tajemnicę” – odpowiedziało drzewo figowe, które było prawdziwym plotkarzem i uwielbiało rozmawiać z innymi drzewami.
„Ale kiedy poznamy tajemnicę?” zapytało drzewo różane.
„W środku nocy rozpęta się burza, a potem pączek się otworzy. Zobaczysz to po błyskawicy.”
Ale gdy nadeszła burza, grzmiało i błyskało, różane drzewo jabłoniowe przestraszyło się i nie odważyło się spojrzeć w górę. Figowiec natomiast obserwował, jak wielkie, stare drzewo dzielnie wyciąga gałęzie ku burzy i w samym środku burzy zobaczył pękający biały pąk, gdy trzecia gałąź delikatnie położyła go na ziemi.
W środku kwiatu leżało najpiękniejsze maleństwo, jakie kiedykolwiek widziano, zwinięte w kłębek, jakby spało, samo w sobie śliczne jak kwiat, a potem otworzyło oczy i uśmiechnęło się do nieba, obserwując przelatujące po nim niebiesko-białe błyskawice.
A gdy nastał ranek i wszystko wokół stało się jasne, spokojne i ciche, dziecko wyciągnęło swą maleńką rączkę i zaczęło bawić się kwiatami.
„To musi być cudowne dziecko” – powiedział figowiec. „Spójrz na jego białą jedwabną koszulkę; jest dokładnie w kolorze kwiatu, w którym się urodził, i spójrz, ma diament lśniący na czole!”
„Być może to gwiazda, a nie diament” – rzekła różana jabłoń, lecz z powodu jej blasku nie mogła stwierdzić, co to jest.
Wtedy kolibry, papugi, małpy i szakale przyszły popatrzeć na dziecko. „Byłoby mu lepiej, gdyby miał skrzydła takie jak moje” – powiedział koliber.
„Albo gdyby miał takie upierzenie jak ja” – powiedziała papuga.
„O wiele lepiej sprawdziłoby się u niego takie futro jak moje” – dodał szakal; wszyscy jednak zgodzili się, że jest on cudownym dzieckiem, w przeciwnym razie nie miałby gwiazdki na czole.
Po chwili dziecko zaczęło trochę płakać, bo było głodne, ale drzewo figowe wygięło gałąź i wrzuciło mu miód do ust, po czym znów się uśmiechnął.
A potem, gdy nadszedł zachód słońca, tygrysica cicho podkradła się do dziecka.
„Przyprowadzę tu moje młode” – powiedziała sobie. „On wystarczy im na kolację”. Ale kwiaty i trawy go zakryły, więc nie mogła go znaleźć, kiedy wróciła.
„Nie pozwolimy, by stała mu się krzywda” – powiedziały kwiaty i trawy. „To nasze dziecko”.
„Jak go nazwiemy?” zapytały drzewa, a stare drzewo, które wydało piękny pąk, odpowiedziało: „Nazywa się Nazim i wszyscy musicie się nim opiekować i nauczyć go sekretów dżungli”.
I tak, gdy Nazim dorastał, drzewa, dzikie kwiaty i wszystkie stworzenia dżungli uczyły go wszystkiego, co wiedział. Małpy nauczyły go wspinać się na drzewa, a Dame, wielki żółw, który mieszkał w rzece, nauczył go pływać.
Kolibry pokazały mu, gdzie rosną dzikie owoce i które kwiaty mają miód w swoich pucharach; dowiedział się też, jakie zioła leczą siniaki, jak odpędzać węże dżungli i wiele innych rzeczy, o których dzieci mieszkające w domach nigdy nie wiedzą.
Wczesnym rankiem kąpał się w rzece, susząc białą jedwabną koszulę na drzewie, a w nocy spał w hamaku pod drzewem figowym, które kwiaty tworzyły dla niego ze swoich wijących się wąsów.
Wyrósł na wysokiego i pięknego chłopca, równie dobrego i łagodnego, co silnego i nieustraszonego, a jeśli chodzi o ubranie, jego biała jedwabna koszula rosła wraz z nim i nigdy się nie zużyła ani nie wymagała cerowania. Wszystkie zwierzęta w dżungli go kochały, nawet tygrysica, która chciała, żeby jej młode go zjadły, gdy był niemowlęciem.
Pewnego dnia Nazim powiedział do starego drzewa: „Jest mnóstwo papug, szakali i małp. Czy nie ma innych takich jak ja? Czy jest tylko jeden Nazim?”
A stare drzewo zapytało: „Dlaczego chcesz to wiedzieć?” A Nazim odpowiedział ze smutkiem: „Chciałbym je zobaczyć”.
Wtedy stare drzewo rzekło: „Wejdź na moją najwyższą gałąź i powiedz mi, co widzisz”. A gdy Nazim to uczynił, zawołał: „Widzę wzgórze z bardzo ostrym końcem”.
„Na szczycie tego wzgórza, które ma kształt igły, rośnie drzewo pokryte jasnoróżowymi kwiatami. Nazywa się Kidsadita” – powiedziało stare drzewo. „Podejdź do niego, powąchaj kwiaty i zapytaj, gdzie są Czterej Bracia”.
Więc przez dżunglę Nazim pobiegł do wzgórza w kształcie igły, gdzie rosła Kidsadita, drzewo o różowych kwiatach. „Gdzie są Czterej Bracia?” zapytał, wdychając zapach kwiatów.
„Po drugiej stronie wzgórza” – powiedziała Kidsadita. „Przygotowują kolację”.
Potem Nazim ruszył dalej, okrążając wzgórze, a tam czterech rosłych mężczyzn ćwiartowało upolowanego jelenia. Gdy podszedł bliżej, pomyśleli, że nigdy nie widzieli tak pięknego chłopca i wybiegli mu na spotkanie. Był to rzeczywiście piękny chłopiec, ubrany cały na biało, z gwiazdą świecącą na czole i wyrazem łagodnej miłości na twarzy.
„Jesteśmy czterema braćmi; czy będziesz piątym?” – zapytali Nazima. „Czy będziesz jednym z nas?”
„Będę twoim bratem” – odpowiedział Nazim – „bo właśnie po to przyszedłem. Wszystkie stworzenia w dżungli miały braci i siostry, a ja nie miałem nikogo. Chciałem znaleźć jakichś braci”.
Wtedy Chimo, najmłodszy brat, powiedział, że pragną dwóch rzeczy. Jedną z nich był ogień do pieczenia mięsa, ponieważ musieli jeść surowe mięso jelenia, a drugą żona dla każdego z nich.
Wtedy jeden z pozostałych braci powiedział, że olbrzym Rikal Gouree miał ogień w palenisku i cztery córki, które pragnęły wyjść za mąż. Wiedzieli, że mieszka niedaleko, ale nigdy nie udało im się znaleźć jego domu, więc wciąż nie mieli żon ani pochodni, by rozpalić drewno i upiec upolowane jelenie.
„Jeśli dasz mi sitowie” – powiedział Nazim – „pokażę ci drogę do jego domu”. Chimo przyniósł mu więc sitowie, a Nazim naciągnął je na cięciwę łuku; po czym napiął łuk, pozwalając sitowiu polecieć prosto do pałacu Rikala Gouree. „Podążaj za moją strzałą” – zawołał Nazim. „Oczyściła ci drogę, a znajdziesz to, czego szukasz”.
Następnie Czterej Bracia podążyli ścieżką wyznaczoną przez strzałę Nazima, ale Chimo, który był najszybszym biegaczem, pierwszy dotarł do pałacu olbrzyma.
Rikal Gouree spał przy ogniu w ogromnym pokoju, gdzie kanapy miały dwadzieścia stóp długości i osiem stóp wysokości. Kominek wyglądał jak ogromna, czerwona, żarząca się jaskinia, w której płonęły całe pnie drzew zamiast polan, a sufit był tak wysoki, że Chimo ledwo go widział.
Chimo zerknął ukradkiem na śpiącego olbrzyma, po czym chwycił żagiew i pobiegł do drzwi. Ale gdy mijał śpiącego olbrzyma, iskra z żagiewa zapaliła się na dłoni Rikala Gouree.
Olbrzym zerwał się z krzykiem bólu i rzucił się z domu za Chimo, ale nie zdołał go dogonić. W locie Chimo upuścił ognistą pochodnię i wrócił do braci, nie okazując nic poza silnym strachem.
„Chcemy zostawić Rikala Gouree w spokoju” – powiedział im. „Wolę jeść surowe mięso przez całe życie, niż jeszcze raz zbliżyć się do tego potwora”.
Stwierdziwszy, że nie może złapać Chimo, olbrzym wrócił do domu i wszedł do pokoju, w którym przebywała jego żona i cztery córki. Był bardzo zły, bo nie spał, a oparzenie na dłoni dawało mu się we znaki.
Gdy tylko rzucił się na swój wielki fotel, jego najstarsza córka zapytała go: „Czy znalazłeś już dla nas mężów?”. Codziennie któraś z jego córek zadawała mu to pytanie, a nadąsany starzec odpowiadał: „Nie! Kto może znaleźć mężów dla czterech córek naraz?”
Wtedy najmłodsza córka zapytała ojca, kim był młody mężczyzna, którego widziała uciekającego z domu. Opowiedział jej, że kiedy spał, przyszedł młody mężczyzna i ukradł pochodnię.
„Myślę, że bardzo źle postąpiłaś, odsyłając go” – powiedziała żona olbrzyma. „W każdym razie byłby jednym mężem, a córki olbrzymów niełatwo znaleźć męża. Oto strzała, która wpadła do pokoju dziś rano, co było znakiem, że wkrótce mężczyźni za nią pójdą. Postąpiłaś bardzo głupio i prawdopodobnie poniesiemy za to karę”.
Niektóre żony olbrzymów boją się swoich mężów, ale ta taka nie była i tak go zrugała, że Rikal Gouree był rad, że może wreszcie pójść spać przy ognisku.
Po chwili olbrzyma obudziła piękna muzyka dochodząca z drzewa rosnącego tuż przy murze pałacu. Leżał nieruchomo, rozkoszując się słodkimi dźwiękami, ale wkrótce zdawały się wzywać go na zewnątrz. Spojrzał w górę i zobaczył Nazima siedzącego na jednej z gałęzi drzewa i grającego na lutni.
Pod drzewem psy, koty i wszystkie inne należące do niego zwierzęta słuchały muzyki, a gałęzie były pokryte ptakami, które również słuchały. Wkrótce muzyka stała się tak wesoła, że Rikal Gouree uniósł spódnice i zaczął tańczyć.
„Jaki z ciebie głupi staruszek!” krzyknęła jego żona, wychodząc z domu i widząc, co robi. „Ty głupi staruszku!” Ale po kilku minutach ona też tańczyła, trzymając sari jedną ręką jak młoda dziewczyna, a jej bransoletki i bransoletki na kostkach dzwoniły wesoło.
Wtedy olbrzym zawołał do Nazima: „Zejdź z drzewa, młodzieńcze, a dam ci wszystko, czego zapragniesz”.
„W takim razie musisz mi dać swoje cztery córki” – powiedział Nazim. „Każdy z moich czterech braci chce żony, a ty musisz nam dać, oprócz tego, pochodnię z twojego ogniska domowego”.
„Wiedziałam, że strzała to prawdziwy omen” – krzyknęła żona olbrzyma, a wtedy jego córki podeszły i wręczyły Nazimowi strzałę, którą bardzo starannie przechowywały. Ucieszyły się tak bardzo, że pożegnały ojca i matkę, po czym, zabierając tyle ubrań i klejnotów, ile mogły unieść na głowach, wyruszywszy z Nazimem.
Szli dalej, aż dotarli do wzgórza w kształcie igły, na którym rosło różowo kwitnące drzewo Kidsadita. Tam wzięli ślub z Czterema Braćmi i żyli razem bardzo szczęśliwie.
Nazim nie chciał się żenić, a ponieważ był lepszy i mądrzejszy od nich, Czterej Bracia uczynili go swoim królem. Córki olbrzyma utkały mu koronę ze swoich klejnotów, ale żaden klejnot nie był tak jasny jak gwiazda na jego czole, która przyćmiewała wszystkie inne.