Ostatni z Thunderbirdów

Średniozaawansowany
5 min odczyt
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

W starożytności w górach żyło mnóstwo olbrzymich orłów, zwanych też ptakami gromu; ale w późniejszych latach wszystkie wyginęły, z wyjątkiem jednej pary, która zamieszkała na szczycie góry z widokiem na Jukon w pobliżu Sabotnisky. Szczyt tej góry był okrągły, a orły wydrążyły na nim wielką kotlinę, w której uwiły gniazdo. Wokół niej znajdowała się skalista krawędź, z której mogły widzieć daleko w poprzek szerokiej rzeki lub spoglądać w dół na wioskę u podnóża góry, nad brzegiem wody.

Ze swojego miejsca na tej skalnej ścianie te wielkie ptaki wzbijały się w powietrze, wyglądając niczym chmura na niebie, by porwać renifera z przelatującego stada i przynieść go swoim młodym. Albo też krążyły z hałasem przypominającym grzmot z drżących skrzydeł i spadały na rybaka w kajaku na rzece, niosącego człowieka i łódź na szczyt góry. Tam człowiek był pożarty przez młode ptaki gromu, a kajak leżał bielejąc wśród kości i innych śmieci rozrzuconych wzdłuż granicy gniazda. Każdej jesieni młode ptaki odlatywały na północ, podczas gdy stare zostawały przy górze.

Po tym, jak wielu rybaków zostało porwanych przez ptaki, nadszedł czas, gdy tylko najodważniejsi odważyli się na wypłynięcie na rzekę. Pewnego letniego dnia dzielny młody myśliwy, wyruszając, by obejrzeć swoje pułapki na ryby, powiedział do żony: „Nie wychodź z domu, gdy mnie nie będzie, z obawy przed ptakami”.

Po jego odejściu zauważyła, że ​​beczka z wodą jest pusta i wzięła wiadro, by pójść do rzeki po wodę. Gdy pochyliła się, by napełnić naczynie, rozległ się ryk przypominający grzmot, a jeden z ptaków rzucił się w dół i schwytał ją w szpony. Mieszkańcy wioski zobaczyli ptaka spadającego w dół i zawyli głośno z żalu i przerażenia, patrząc, jak ptak unosi się w powietrzu na szczyt góry.

Łowca wrócił do domu, a wieśniacy zebrali się wokół, lamentując. „Och, żałosne! żałosne! Twoją piękną żonę porwały ptaki gromu! Jaka szkoda! Jaka szkoda! Do tego czasu została rozszarpana na strzępy i rzucona na pożarcie młodym demonom!”

Mąż nie wypowiedział ani jednego słowa. Wszedłszy do pustego domu, zdjął łuk i kołczan ze strzałami wojennymi i ruszył w stronę góry.

„Nie odchodź! Nie odchodź!” krzyczeli wieśniacy. „Po co to wszystko? Ona już nie żyje i została pożarta. Tylko dodasz im kolejną ofiarę”.

Myśliwy nie odpowiedział ani słowem. Kroczył i szedł, a oni patrzyli, jak wspina się coraz wyżej po zboczu góry, aż zniknął im z oczu. W końcu dotarł do krawędzi gniazda i zajrzał do środka. Stare ptaki odleciały, ale młode, dzikie orły powitały go przenikliwym krzykiem i płonącymi, błyszczącymi oczami. Serce myśliwego przepełnił gniew i szybko napiął łuk, wypuszczając strzały bojowe jedna po drugiej, aż ostatni z tych wstrętnych ptaków padł martwy w gnieździe.

Z sercem wciąż płonącym żądzą zemsty, myśliwy ukrył się obok wielkiej skały w pobliżu gniazda i czekał na rodzicielki. Przybyły. Zobaczyły swoje młode leżące martwe i zakrwawione w gnieździe, a ich wściekłe okrzyki rozbrzmiały echem od klifów po drugiej stronie wielkiej rzeki. Wzbiły się w powietrze, szukając tego, kto zabił ich młode. Szybko dostrzegły dzielnego myśliwego obok wielkiego kamienia, a matka ptaków opadła na niego, a jej skrzydła huczały jak wichura w świerkowym lesie. Szybko naciągając strzałę na cięciwę, gdy orzeł sfrunął w dół, myśliwy wbił ją głęboko w jej gardło. Z ochrypłym krzykiem odwróciła się i odleciała ponad wzgórzami daleko na północy.

Ptak-ojciec krążył nad głowami i z rykiem spadł na myśliwego, który w odpowiednim momencie przykucnął tuż przy ziemi za kamieniem, a ostre pazury orła uderzyły tylko w twardą skałę. Gdy ptak zerwał się do lotu, chętny do ponownego opadnięcia, myśliwy zerwał się ze schronienia i wbił głęboko pod jego skrzydło dwie ciężkie strzały bojowe. Wydając ochrypłe okrzyki wściekłości i rozpościerając szerokie skrzydła, ptak-gromowładca odleciał niczym chmura po niebie, daleko w północną krainę i nigdy więcej go nie widziano.

Dokonawszy krwawej zemsty, myśliwy zszedł do gniazda, gdzie wśród żeber starych łodzi i innych kości znalazł fragmenty ciała swojej żony. Zaniósł je nad brzeg wody, rozpalił ogień i złożył ofiary z pożywienia oraz z wody, które miały zadowolić jej ducha.