Historia kłopotów, które go spotkały
Dawno, dawno temu żył król, który lubił przechadzać się w przebraniu po ulicach miasta, podsłuchując pod drzwiami. Była to zresztą jego ulubiona rozrywka. Inni królowie tej krainy lubili wojnę, polowania, wędkarstwo czy gry, ale nigdy dotąd nie było takiego, który lubił podsłuchiwać pod drzwiami. Z tego powodu nazywano go „królem słuchającym”.
„To moja największa przyjemność” – często mawiał do swoich doradców. „Bycie królem byłoby głupim życiem, gdyby nie było jakiejś rozrywki”.
„Uważaj, żeby cię to nie wpędziło w kłopoty” – powiedzieli mędrcy. „Często słyszeliśmy, że podsłuchiwanie cudzych sekretów to niebezpieczna praktyka”.
„Tak czy inaczej, sprawiało mi to wyłącznie przyjemność” – odpowiadał król. Po czym dodawał: „Przynajmniej na razie”.
Czasami zabierał ze sobą jednego lub dwóch przyjaciół, a czasami szedł sam. Zwyczaj podsłuchiwania pod drzwiami stawał się dla niego coraz bardziej ulubionym z upływem miesięcy i lat.
W tym mieście żył człowiek z niskiego stanu, który miał trzy śliczne córki. Pewnego wieczoru król przechodził obok jego domu i zatrzymał się w drzwiach, aby posłuchać.
„Za kogo chciałabyś wyjść za mąż?” – zapytała jedna z dziewcząt. Okazało się, że to ta najmłodsza.
„Chciałabym poślubić królewskiego piekarza” – odpowiedziała najstarsza siostra.
„Dlaczego?” zapytał najmłodszy.
„Aby zawsze jeść świeży chleb” – padła odpowiedź.
„Kogo chciałabyś poślubić?” zapytała najmłodsza siostra średnią.
„Chciałabym poślubić królewskiego kucharza, abym zawsze mogła jeść mięso pieczone na miękko” – padła jej odpowiedź.
„Kogo chciałabyś poślubić?” zapytały równocześnie najstarsza i średnia siostra.
„Chciałabym poślubić samego króla, który nas słucha” – odpowiedziała ich najmłodsza siostra.
„Głupia! Głupia!” krzyknęły jej dwie siostry. „Może i my mamy szansę na spełnienie naszych życzeń, ale jaką masz szansę ty?”
„Jeśli ktoś nie pragnie niczego wspaniałego, nigdy niczego wspaniałego nie otrzyma” – odpowiedziała najmłodsza siostra, rumieniąc się, co sprawiło, że wydała się królowi bardzo urocza, gdy ten zaglądał przez dziurkę od klucza.
Król odszedł z przebiegłym uśmiechem na twarzy. Następnego dnia wezwał trzy siostry do pałacu. Były bardzo przestraszone.
„No więc” – rzekł król do najstarszej dziewczyny – „czy chcesz wyjść za mąż za królewskiego piekarza?”
„Tak, Wasza Wysokość” – odpowiedziała. „Nie mam żadnych zastrzeżeń”.
Król zwrócił się do jej siostry.
„Jak ci się podoba?” zapytał. „Co powiesz na ślub z królewską kucharką?”
„Będę bardzo szczęśliwa, mogąc go poślubić, Wasza Wysokość” – odpowiedziała.
Najmłodsza dziewczyna zarumieniła się jak róża, a serce waliło jej tak mocno, że ledwo mogła oddychać. Król uśmiechnął się, widząc jej jasną głowę pochyloną na piersi.
„Czy chciałabyś poślubić słuchającego króla?” zapytał ją łagodnie.
„Tak, Wasza Wysokość” – odpowiedziała tak cicho, że król ledwo mógł ją usłyszeć.
„Dobrze” – powiedział król. „Każemy celebrować wszystkie te śluby naraz”.
Tak więc dwie najstarsze siostry spełniły swoje życzenia i poślubiły królewskiego piekarza i królewskiego kucharza, a najmłodsza poślubiła samego słuchającego króla. Pozostałe były bardzo rozgniewane jej losem, a ich serca przepełniała zazdrość.
„Dlaczego nie chciałyśmy być królowymi, a przynajmniej księżniczkami?” – zapytała jedna druga. „Równie łatwo byłoby spełnić nasze życzenia!”
„Czemu nie! Czemu nie! Jacy byliśmy głupi!” krzyknął drugi.
Spędzali czas na spiskowaniu przeciwko swojej najmłodszej siostrze, królowej.
Minął rok i królewskiej parze narodzili się synowie bliźniacy. Mieli złote gwiazdy na czołach. Całe królestwo wypełniła radość. A słuchający król był tak szczęśliwy, że zapomniał podsłuchiwać pod drzwiami.
Jedynymi osobami w całym kraju, które nie były zadowolone, były dwie zazdrosne siostry. Wykradły maleńkie niemowlęta z pałacu i wrzuciły je do rzeki.
„Kłopoty w końcu dosięgnęły naszego słuchającego króla” – powiedzieli mędrcy, gdy odkryto stratę.
Koszyk, w którym umieszczono bliźnięta, odpłynął z nurtem rzeki. Znalazł go młynarz.
„Co my tu mamy?” zapytał żonę, gdy razem zdejmowali pokrywę z koszyka.
„Chyba to coś dobrego do jedzenia” – powiedziała jego żona. „Jak myślisz, co to jest?”
„Myślę, że to biedny szczeniak, którego ktoś chciał utopić” – odpowiedział młynarz.
Potem zdjęli pokrywkę z kosza. Dwoje niemowląt otworzyło oczy i uśmiechnęło się. Młynarz i jego żona byli najbardziej zaskoczonymi i zarazem najszczęśliwszymi ludźmi w całym kraju.
„Jakie piękne dzieci!” krzyknął młynarz.
„Zachowajmy je!” krzyknęła jego żona.
„Oczywiście, że je zachowamy” – odpowiedział młynarz. „Sam dobry Bóg musiał nam je zesłać w odpowiedzi na nasze modlitwy”.
Właśnie wtedy żona młynarza zauważyła złote gwiazdy na ich czołach.
„Co to znaczy?” zapytała.
„Nie wiem” – odpowiedział jej mąż, uważnie je oglądając. „Może to po prostu znak, że naprawdę są darem od Boga”.
Młynarz i jego żona opiekowali się dwójką dzieci jak własnymi. Mieszkali tak daleko od pałacu, że nigdy nie dowiedzieli się o zaginięciu królewskich dzieci.
W miarę jak chłopcy dorastali, stali się najprzystojniejszymi i najmądrzejszymi chłopcami w całym królestwie. Złote gwiazdy lśniły i migotały na ich czołach. W końcu żona młynarza uszyła im czapeczki, żeby zasłonić gwiazdy. Były one zbyt rzucające się w oczy.
Pewnego smutnego lata kraj nawiedziła zaraza, a dobry młynarz i jego żona zmarli. Dwoje dzieci zostało same na świecie. Usłyszawszy to, król nakazał, aby wszystkie sieroty z królestwa zostały sprowadzone do królewskiego miasta, gdzie będą nakarmione i otoczone opieką. Dwoje sierot młynarza poszło z pozostałymi, a niegodziwe bratowe króla je zobaczyły. Rozpoznały je od razu po złotych gwiazdach na ich czołach.
„Musimy uknuć nowy spisek, żeby zniszczyć królewskie dzieci” – powiedziała jedna siostra do drugiej. „I musimy się spieszyć, bo inaczej król lub królowa ich zobaczy i rozpozna po złotych gwiazdach”.
„Jesteś pewna, że to te dwa królewskie dzieci, które wrzuciliśmy do rzeki?” – zapytała z powątpiewaniem druga siostra. „Trochę trudno mi uwierzyć, że dzieci naszej siostry mogą być tak przystojne”.
„Jestem tego absolutnie pewna” – zapewniła jej siostra. „Nikt poza królewskimi dziećmi nie mógłby mieć tych złotych gwiazd”.
Podczas gdy niegodziwe siostry knuły, dwójka dzieci dotarła do królewskich ogrodów. W środku ogrodu mieszkała piękna papuga o zielono-złotych piórach.
„Złapię tego ptaka” – powiedział jeden z braci. „Poczekaj tu, aż wejdę za bramę”.
Nie udało mu się złapać papugi i zawołał brata, żeby mu pomógł. Razem im się udało; i trzymając kurczowo piękną zielono-złotą papugę, próbowali wymknąć się za bramę królewskich ogrodów.
Gdy już byli prawie na zewnątrz, wielkie bramy szybko się zamknęły i porwały ich ubrania.
„Złapali nas! Złapali nas!” krzyczały dzieci. „Jak uda nam się otworzyć bramy!”
Na dźwięk ich okrzyków na ratunek przybyli królewscy ogrodnicy, dworzanie, a także sam słuchający król.
Kiedy król zobaczył złote gwiazdy na ich czołach, oparł się o najbliższe drzewo, aby znaleźć oparcie.
„Co to za dzieci?” zapytał drżącym głosem.
„Nigdy wcześniej ich nie widziałem” – odpowiedział główny ogrodnik. „Myślę, że to jedne z sierot, które dzięki wielkiemu miłosierdziu i łaskawości Waszej Królewskiej Mości zostały uratowane przed zarazą”.
„Kim są wasi rodzice, moje dzieci?” zapytał jeden z dworzan.
„Jesteśmy dziećmi dobrego młynarza i jego żony” – odpowiedzieli. „Nasi życzliwi przybrani rodzice zginęli z powodu zarazy”.
„Gdzie cię znaleźli ten młynarz i jego żona?” – zapytał z ciekawością król.
Potem dzieci opowiedziały historię o tym, jak młynarz znalazł je w koszyku w rzece. Znały ją dobrze, bo była to ich ulubiona historia ze wszystkich, które opowiedziała im żona młynarza.
Dworzanie spojrzeli na siebie ze zdumieniem. Wszyscy zauważyli jasne gwiazdy świecące na czołach dzieci.
„Myślę, że to wy jesteście tymi dwoma kochanymi dziećmi, które zaginęły w tym pałacu!” krzyknął król, biorąc je w ramiona.
„Kto umieścił je w tym koszu?” – zapytali doradcy króla.
„Gdybym wiedział, możesz być pewien, że spotka ich odpowiednia kara!” krzyknął król.
Piękna zielono-złota papuga wyrwała się z objęć dzieci i pofrunęła z powrotem na drzewo u bram ogrodów królewskich. Nagle usłyszano jej głos.
„Idź i znajdź bratowe króla” – rzekł.
Bratowe króla szybko zostały sprowadzone do ogrodu. Spojrzenie na ich winne miny przekonało wszystkich, że to one umieściły królewskie niemowlęta w koszyku i wrzuciły je do rzeki.
„Teraz spotka was kara, na którą tak bardzo zasłużyliście!” – krzyknął król, patrząc na nich surowo i marszcząc brwi.
„Gdzie jest dobra królowa?” – ktoś zapytał.
Królowa spała w swoich komnatach i nie słyszała hałasu w ogrodzie. Kiedy dworzanie ją tam zaprowadzili i zobaczyła dwóch przystojnych chłopców z jasnymi gwiazdami świecącymi na czołach, zemdlała z radości.