Gracz lutni

Średniozaawansowany
9 min odczyt
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

Dawno, dawno temu żyli sobie król i królowa, którzy żyli razem szczęśliwie i wygodnie. Bardzo się kochali i nic ich nie martwiło, ale w końcu król poczuł niepokój. Pragnął wyruszyć w świat, spróbować swoich sił w walce z jakimś wrogiem i zdobyć wszelkie honory i chwałę.

Zwołał więc swoją armię i wydał rozkaz wyruszenia do odległego kraju, gdzie rządził pogański król, który znęcał się i dręczył każdego, kogo tylko mógł dopaść. Następnie król wydał pożegnalne rozkazy i mądre rady swoim ministrom, pożegnał się czule z żoną i wyruszył ze swoją armią za morze.

Nie potrafię powiedzieć, czy podróż była krótka, czy długa; w końcu dotarł do kraju pogańskiego króla i ruszył dalej, pokonując wszystkich, którzy stanęli mu na drodze. Nie trwało to jednak długo, gdyż w końcu dotarł do górskiej przełęczy, gdzie czekała na niego liczna armia, która zmusiła swoich żołnierzy do ucieczki, a samego króla wzięła do niewoli.

Zabrano go do więzienia, gdzie pogański król trzymał swoich jeńców, i teraz nasz biedny przyjaciel przeżywał naprawdę ciężkie chwile. Całą noc więźniowie byli skuci łańcuchami, a rano zaprzęgnięci jak woły i musieli orać ziemię, aż zapadł zmrok.

Taki stan rzeczy trwał trzy lata, zanim król znalazł sposób, aby wysłać wieści o sobie swojej ukochanej królowej. W końcu udało mu się wysłać następujący list: „Sprzedaj wszystkie nasze zamki i pałace, zastaw wszystkie nasze skarby i przyjdź uwolnić mnie z tego strasznego więzienia”.

Królowa otrzymała list, przeczytała go i gorzko zapłakała, mówiąc sobie: „Jak mam uratować mojego najdroższego męża? Jeśli pójdę sama i zobaczy mnie pogański król, weźmie mnie za jedną ze swoich żon. Gdybym wysłała któregoś z ministrów! – ale nie wiem, czy mogę na nich polegać”.

Myślała i myślała, aż w końcu wpadł jej do głowy pewien pomysł.

Obcięła wszystkie swoje piękne, długie, brązowe włosy i ubrała się w chłopięce ubranie. Potem wzięła lutnię i, nie mówiąc nic nikomu, ruszyła w szeroki świat.

Przemierzyła wiele krain, zobaczyła wiele miast i przeszła przez wiele trudności, zanim dotarła do miasta, w którym mieszkał pogański król. Gdy tam dotarła, obeszła pałac dookoła, a z tyłu zobaczyła więzienie. Następnie weszła na wielki dziedziniec przed pałacem i, biorąc lutnię do ręki, zaczęła grać tak pięknie, że czuło się, jakby nigdy nie można było się nasycić.

Po pewnym czasie grania zaczęła śpiewać, a jej głos był słodszy od głosu skowronka:

„Przybyłem z dalekiej ojczyzny Do obcego kraju, Ze wszystkiego co posiadam, Zabieram w rękę Moją słodką lutnię.

'O! Któż mi podziękuje za moją pieśń, Nagrodzi moją prostą pieśń? Jak westchnienia kochanków, ona wciąż będzie się wznosić, By witać cię dzień po dniu.

'Śpiewam o kwitnących kwiatach, Osłodzonych słońcem i deszczem; O rozkoszy pierwszego pocałunku miłości i okrutnym bólu rozstania.

'O smutnym pragnieniu więźnia Za murami więzienia, O sercach, które wzdychają, gdy nikogo nie ma w pobliżu, Aby odpowiedzieć na ich wołanie.

'Moja pieśń błaga o twoją litość, i o dary z twojego sklepu, a kiedy gram moją łagodną piosenkę, zatrzymuję się przy twoich drzwiach.

'A jeśli usłyszysz mój śpiew W swym pałacu, panie, O! Daj, proszę, ten szczęśliwy dzień, Spełniając pragnienie mego serca.'

Zaledwie pogański król usłyszał tę wzruszającą pieśń śpiewaną tak pięknym głosem, kazał przyprowadzić śpiewaka przed siebie.

„Witaj, lutnisto” – powiedział. „Skąd przychodzisz?”

„Mój kraj, Panie, jest daleko stąd, za wieloma morzami. Od lat wędruję po świecie i zarabiam na życie muzyką”.

„Zostań tu jeszcze kilka dni, a kiedy zechcesz odejść, dam ci to, o co prosisz w swej pieśni, to, czego pragnie twoje serce”.

Lutnik pozostał więc w pałacu, śpiewał i grał niemal cały dzień królowi, który nigdy nie mógł się znudzić słuchaniem i prawie zapominał o jedzeniu, piciu i dręczeniu ludzi.

Nie obchodziła go nic poza muzyką i skinął głową, mówiąc: „To coś w rodzaju grania i śpiewania. Czuję się, jakby jakaś delikatna dłoń zdjęła ze mnie wszelkie troski i smutki”.

Po trzech dniach lutnik przybył, aby pożegnać się z królem.

„Cóż”, rzekł król, „jaka nagroda cię czeka?”

„Panie, daj mi jednego ze swoich więźniów. Masz ich tak wielu w więzieniu i byłbym rad z towarzysza w moich podróżach. Kiedy usłyszę jego radosny głos w drodze, pomyślę o tobie i podziękuję”.

„Chodź więc” – rzekł król – „wybierz, kogo chcesz”. I osobiście przeprowadził lutnistę przez więzienie.

Królowa przechadzała się wśród więźniów i w końcu wybrała męża i zabrała go ze sobą w podróż. Długo jechali, ale on nigdy się nie dowiedział, kim ona jest, i prowadziła go coraz bliżej jego ojczyzny.

Gdy dotarli do granicy, więzień powiedział:

„Puść mnie teraz, dobry chłopcze; nie jestem zwykłym więźniem, tylko królem tego kraju. Pozwól mi odejść i zażądać, czego chcesz w nagrodę”.

„Nie mów o nagrodzie” – odpowiedział lutnista. „Idź w pokoju”.

„Więc chodź ze mną, drogi chłopcze, i bądź moim gościem.”

„Kiedy nadejdzie właściwy czas, będę w twoim pałacu” – padła odpowiedź i rozstali się.

Królowa pokonała krótką drogę do domu, dotarła tam przed królem i zmieniła suknię.

Godzinę później wszyscy ludzie w pałacu biegali tam i z powrotem, wołając: „Nasz król powrócił! Nasz król wrócił do nas!”

Król witał wszystkich bardzo życzliwie, lecz nie chciał nawet spojrzeć na królową.

Potem zwołał całą swoją radę i ministrów i rzekł do nich:

„Zobacz, jaką mam żonę. Oto ona rzuca mi się na szyję, ale kiedy cierpiałem w więzieniu i wysłałem jej wiadomość, nie zrobiła nic, żeby mi pomóc”.

A jego rada odpowiedziała jednym głosem: „Panie, kiedy przyniosłeś wieści, królowa zniknęła i nikt nie wiedział, dokąd poszła. Wróciła dopiero dziś”.

Wtedy król bardzo się rozgniewał i zawołał: Osądźcie moją niewierną żonę!

Nigdy więcej nie zobaczyłbyś swojego króla, gdyby nie młody lutnik, który go uwolnił. Będę go wspominał z miłością i wdzięcznością do końca życia.

Podczas gdy król siedział z radą, królowa znalazła czas, by się przebrać. Wzięła lutnię i wślizgnąwszy się na dziedziniec przed pałacem, zaśpiewała czysto i słodko:

„Śpiewam tęsknotę więźnia W murach jego więzienia, Serc, które wzdychają, gdy nikogo nie ma w pobliżu, Aby odpowiedzieć na ich wezwanie.

'Moja pieśń błaga o twoją litość, i o dary z twojego sklepu, a kiedy gram moją łagodną piosenkę, zatrzymuję się przy twoich drzwiach.

'A jeśli usłyszysz mój śpiew W swym pałacu, panie, O! Daj, proszę, ten szczęśliwy dzień, Spełniając pragnienie mego serca.'

Gdy tylko król usłyszał tę pieśń, wybiegł naprzeciw lutniście, wziął go za rękę i zaprowadził do pałacu.

„Oto” – zawołał – „chłopiec, który uwolnił mnie z więzienia. A teraz, mój prawdziwy przyjacielu, spełnię twoje pragnienie”.

Jestem pewien, że nie będziesz mniej hojny niż pogański król, panie. Proszę cię o to, o co prosiłem i co otrzymałem od niego. Ale tym razem nie zamierzam rezygnować z tego, co dostaję. Chcę CIEBIE – ciebie samego!

Mówiąc to, zrzuciła swój długi płaszcz i wszyscy zobaczyli, że to była królowa.

Kto może powiedzieć, jak szczęśliwy był król? W wielkiej radości serca wydał wielką ucztę dla całego świata, a cały świat przybył i radował się z nim przez cały tydzień.

Ja też tam byłem i jadłem i piłem wiele pyszności. Nie zapomnę tej uczty do końca życia.