Dawno, dawno temu małpka Kee′ma i rekin Pa′pa zostali wielkimi przyjaciółmi.
Małpa mieszkała na ogromnym drzewie mkooyoo, które rosło nad brzegiem morza – połowa jego gałęzi znajdowała się nad wodą, a połowa nad lądem.
Każdego ranka, gdy małpka jadła na śniadanie orzechy kooyoo, pod drzewem pojawiał się rekin i wołał: „Rzuć mi trochę jedzenia, mój przyjacielu”. Na prośbę tę małpka bardzo chętnie reagowała.
Trwało to wiele miesięcy, aż pewnego dnia Tata powiedział: „Keema, wyświadczyłaś mi wiele dobroci. Chciałbym, żebyś poszła ze mną do domu, abym mógł ci się odwdzięczyć”.
„Jak mam iść?” zapytała małpa. „My, zwierzęta lądowe, nie potrafimy poruszać się w wodzie”.
„Nie przejmuj się tym” – odpowiedział rekin. „Poniosę cię. Ani kropla wody ci nie dosięgnie”.
„No dobrze” – powiedział pan Keema – „chodźmy”.
Gdy przebyli już połowę drogi, rekin zatrzymał się i powiedział: „Jesteś moim przyjacielem. Powiem ci prawdę”.
„Cóż tu jest do opowiedzenia?” zapytała zdziwiona małpa.
„No cóż, widzisz, faktem jest, że nasz sułtan jest bardzo chory i powiedziano nam, że jedynym lekarstwem, które mu pomoże, jest serce małpy”.
„Cóż” – wykrzyknął Keema – „byłeś bardzo głupi, że nie powiedziałeś mi tego, zanim zaczęliśmy!”
„Jak to?” zapytał Papa.
Lecz małpa była zajęta wymyślaniem jakiegoś sposobu na ratunek i nie odpowiedziała.
„No i co?” – zapytał rekin zaniepokojony. „Dlaczego nic nie mówisz?”
„Och, nie mam już nic do powiedzenia. Za późno. Ale gdybyś powiedział mi to, zanim zaczęliśmy, może zabrałbym ze sobą swoje serce”.
„Co? Nie masz tu serca?”
„Hę!” wykrzyknął Keema. „Nie wiesz o nas? Kiedy wychodzimy, zostawiamy serca w drzewach i chodzimy tylko z ciałami. Ale widzę, że mi nie wierzysz. Myślisz, że się boję. Chodź, chodźmy do twojego domu, gdzie możesz mnie zabić i szukać mojego serca na próżno”.
Rekin jednak mu uwierzył i krzyknął: „O nie! Wróćmy i zabierzmy twoje serce”.
„Rzeczywiście, nie” – zaprotestował Keema. „Chodźmy do twojego domu”.
Rekin jednak nalegał, żeby wrócili, zabrali serce i zaczęli wszystko od nowa.
W końcu, mimo wielkiej niechęci, małpa wyraziła zgodę, mrucząc ponuro na niepotrzebne kłopoty, jakie jej sprawiano.
Gdy wrócili do drzewa, wspiął się na nie w pośpiechu, wołając: „Poczekaj tam, tato, mój przyjacielu, aż znajdę swoje serce, a następnym razem zaczniemy jak należy”.
Gdy już znalazł się wysoko między gałęziami, usiadł i pozostał zupełnie nieruchomy.
Po odczekaniu czasu, który uznał za rozsądny, rekin zawołał: „Chodź, Keema!”. Ale Keema po prostu siedział nieruchomo i nic nie mówił.
Po chwili zawołał ponownie: „O, Keema! Chodźmy!”
Na to małpa wychyliła głowę spomiędzy górnych gałęzi i zapytała z wielkim zdziwieniem: „Idziesz? Dokąd?”
„Do mojego domu, oczywiście.”
„Czy ty oszalałeś?” zapytał Keema.
„Wściekły? Co masz na myśli?” – krzyknął Papa.
„Co ci jest?” zapytała małpa. „Czy bierzesz mnie za osła pracza?”
„Co jest szczególnego w osiołku pracza?”
„To stworzenie, które nie ma ani serca, ani uszu.”
Rekin, którego ciekawość wzięła górę nad pośpiechem, poprosił o opowiedzenie historii o osiołku pracza, którą małpa opowiedziała mu w następujący sposób:
„Pracownik miał osła, którego bardzo lubił. Pewnego dnia jednak uciekł i zamieszkał w lesie, gdzie wiódł leniwe życie i w rezultacie bardzo utył.
W końcu zając Soongoo′ra przypadkiem przechodził tamtędy i zobaczył osła Poon′dę.
„Zając jest najprzebieglejszym ze wszystkich zwierząt. Jeśli przyjrzysz się jego pyskowi, zobaczysz, że ciągle rozmawia sam ze sobą o wszystkim.
„Kiedy więc Soongoora zobaczył Poondę, powiedział sobie: 'O, ależ ten osioł jest gruby!' Potem poszedł i powiedział o tym Simbie, lwu.
„Simba właśnie wracał do zdrowia po ciężkiej chorobie, więc był nadal tak słaby, że nie mógł iść na polowanie. W rezultacie był bardzo głodny.
„Pan Soongoora powiedział: »Jutro przyniosę wystarczająco dużo mięsa, żebyśmy oboje mogli zjeść wielką ucztę, ale to ty będziesz musiał zabić«.
„W porządku, dobry przyjacielu” – zawołał radośnie Simba. „Jesteś bardzo miły”.
„Więc zając pobiegł do lasu, znalazł osła i rzekł do niego w swoim najbardziej dworskim tonie: 'Panno Poonda, zostałem wysłany, aby poprosić o twoją rękę.'
„Przez kogo?” zapytał osioł z politowaniem.
„Na Simbę, lwa.”
Osioł był tym bardzo uradowany i wykrzyknął: „Chodźmy natychmiast. To oferta pierwszorzędna”.
Wkrótce dotarli do lwiej zagrody, zostali serdecznie zaproszeni i usiedli. Soongoora dał Simbie znak brwią, że to obiecana uczta i że poczeka na zewnątrz. Potem powiedział do Poondy: „Muszę cię na chwilę zostawić, żebyś zajął się prywatnymi sprawami. Zostań tutaj i porozmawiaj z przyszłym mężem”.
Gdy tylko Soongoora wyszła na zewnątrz, lew rzucił się na Poondę i stoczyli zaciętą walkę. Simba został mocno kopnięty i uderzył pazurami tak mocno, jak pozwalało mu na to jego słabe zdrowie. W końcu osioł powalił lwa i uciekł do swojego domu w lesie.
„Wkrótce potem zając wrócił i zawołał: 'Haya! Simba! Masz to?'
„Nie mam jej” – warknął lew. „Kopnęła mnie i uciekła, ale zapewniam cię, że bardzo ją to bolało, chociaż nie jestem silny”.
„No cóż” – zauważyła Soongoora – „nie wysilaj się zbytnio”.
„Wtedy Soongoora czekał wiele dni, aż lew i osioł wyzdrowieli i byli silni, kiedy powiedział: „Co teraz myślisz, Simbo? Czy mam ci przynieść mięso?”
„Tak” – warknął lew groźnie – „przynieście mi go. Rozerwę go na pół!”
„Więc zając poszedł do lasu, gdzie osioł go przyjął i zapytał o nowiny.
„Zapraszam cię, abyś odwiedziła nas ponownie i zobaczyła swojego ukochanego” – powiedziała Soongoora.
„Ojej!” krzyknęła Poonda. „Tego dnia, kiedy mnie do niego zabrałaś, strasznie mnie podrapał. Teraz boję się do niego zbliżać”.
„Ach, pshaw!” powiedziała Soongoora. „To nic. To tylko sposób Simby na pieszczoty”.
„No cóż” – powiedział osioł – „chodźmy”.
„Więc ruszyli dalej; lecz gdy tylko lew dostrzegł Poondę, rzucił się na nią i rozdarł ją na dwie części.
„Kiedy zając podszedł, Simba powiedział do niego: »Weź to mięso i upiecz je. Ja chcę tylko serca i uszu«.
„Dzięki” – powiedział Soongoora. Potem odszedł i upiekł mięso w miejscu, gdzie lew nie mógł go zobaczyć, wziął serce i uszy i schował je. Potem zjadł całe mięso, którego potrzebował, a resztę schował.
„Wtedy lew przyszedł do niego i powiedział: «Przynieś mi serce i uszy».
„Gdzie oni są?” zapytał zając.
„Co to znaczy?” warknął Simba.
„A nie wiedziałeś, że to osioł pracza?'
„No i co to ma wspólnego z tym, że nie ma serca ani uszu?'
„Na litość boską, Simbo, czy nie jesteś wystarczająco stary, żeby wiedzieć, że gdyby ta bestia miała serce i uszy, nie wróciłaby drugi raz?”
„Oczywiście lew musiał przyznać, że to, co powiedział zając Soongoora, było prawdą.
„A teraz” – powiedział Keema do rekina – „chcesz zrobić ze mnie pracza. Wynoś się stamtąd i wracaj sam do domu. Już mnie nie dostaniesz, a nasza przyjaźń dobiegła końca. Żegnaj, tato”.