Parasol zadowolenia

Dawno, dawno temu żył sobie człowiek imieniem Yang-Tsu. Był ulicznym handlarzem i z tego powodu włóczył się po ulicach całymi dniami, z tacą z towarem zawieszoną na szyi przed sobą. Wykrzykując swoje towary, jego oczy chłonęły wszystkie cuda bogatego i wspaniałego miasta. Widział mandarynów w jedwabnych szatach z ich wspaniałymi eskortami. Widział potężnych wojowników, których twarze przyćmiewały cienie odległych przygód. A z wyszywanych złotem, zasłoniętych lektyk unosił się na jego spoconą twarz migdałowy zapach niewidzialnych piękności.

Wszystko to napełniało jego duszę niezadowoleniem, zazdrością i tęsknotą, a gdy wieczorem wracał do domu,
Zawsze kłócił się z Yu-Nu, swoją żoną, bo był niespokojny i podekscytowany. A potem przez pół nocy płakał i lamentował.

Pewnego ranka, gdy Yu-Nu obudziła się ponownie i patrząc w lustro, zobaczyła małe czerwone żyłki w swoich oczach, powiedziała do Yang-Tsu: „Idź i kup parasol!”

🎧
Posłuchaj tej historii — bezpłatnie w aplikacji 1 miesiąc za darmo · Bajki audio · Bez reklam
Pobierz w App Store Pobierz z Google Play

„Po co miałbym kupować parasol?” – zapytał jej mąż. „Bo to wszystko przez upał słońca. Silne promienie słoneczne tak cię podniecają, że nie możesz się powstrzymać od kłótni. Dlatego żyjemy nieszczęśliwie, a w moich oczach pojawiają się czerwone żyły”.

Yang-Tsu kontynuował swoją codzienną pracę, nie odpowiadając, ponieważ nie był złym człowiekiem i myślał,
nad tym, co powiedziała jego żona. Idąc ulicą, zauważył, że słońce świeci z taką mocą,
że promienie słońca wznosiły się prosto z chodnika, niczym lśniąca złota kratownica. „Może ma rację”
pomyślał Yang-Tsu i skierował się w stronę dzielnicy rzemieślników.

W tej dzielnicy panował wielki hałas i krzyki, bo każdy kupiec siedział przed swoim sklepem na macie i zachwalał oferowane towary. Nagle Yang-Tsu usłyszał przenikliwy głos, wznoszący się ponad pozostałe:
który krzyczał: „Kupcie parasole! Nieograniczony wybór! Każdy może rozpostarł nad głową niebo, które kocha najbardziej!”

Yang-Tsu był bardzo zaskoczony tymi dziwnymi słowami i podszedł do wytwórcy parasoli. Ten ostatni był rosłym, poważnym mężczyzną. Usiadł na bruku, a wokół niego leżały parasole. „Co ty ciągle wołasz, najczcigodniejszy wytwórco parasoli?” – zapytał go Yang-Tsu. „Czy powiedziałeś, że te parasole mogłyby rozpostarł niebo nad moją głową? Przyznaję, że są piękne, ale nie mogę dostrzec, żeby różniły się od innych, które widziałem”.

Producent parasoli odpowiedział z poważnym uśmiechem: „Te parasole wyglądają podobnie tylko z zewnątrz, większość
Szanowny pytający, proszę zechciej otworzyć jeden z nich.”

Yang-Tsu podniósł parasol z ziemi i otworzył go, i był bardzo zaskoczony. Wewnętrzna strona parasola była bowiem pomalowana w taki sposób, że przedstawiała letnie niebo wypełnione najczulszą,
kręcone, małe, białe chmurki, a obraz został namalowany tak kunsztownie, że sprawiał wrażenie, jakby pod nimi ktoś przechodził.

„Widzisz, najczcigodniejszy pytający” – powiedział twórca parasoli – „dopóki nosisz ten parasol,
promienne letnie niebo nad twoją głową nigdy nie zgaśnie, a pod jego wpływem twoja dusza zawsze
będzie wesoło.”

Yang-Tsu był zachwycony tą wiadomością, ale ostrożnie odparł: „To prawda, że ​​muszę kupić parasol, bo co noc kłócę się z moją żoną Yu-Nu. Ale to przez upał. Dlatego nie sądzę, żeby ciepłe letnie niebo nad moją głową mnie uspokoiło”.

„W takim razie wybierz inne niebo” – odpowiedział twórca parasoli. „Mam największy wybór nieb na świecie”.
„Miasto”. Otworzył drugi parasol. Ukazywał matowe, mgliste, zimowe niebo, niczym lśniący szary jedwab.
Dym z odległych wiosek unosił się na horyzoncie. „To niebo czułej melancholii” – powiedział wytwórca parasoli. „W tej melancholii możesz żyć długo i spokojnie, jakbyś był otulony najdelikatniejszą wełną”.

Ale Yang-Tsu uznał to niebo za zbyt ponure i otworzył trzeci, a potem czwarty parasol i inne
Obok. Było poranne niebo przed wschodem słońca, w którym wszystkie wydarzenia dnia wciąż jaśniały czystością, zanim opadły na zakurzoną ziemię. Było takie, które pokazywało błękit przez dzicz wyprostowanych traw, jakby leżało się na plecach na łące, patrząc rozmarzony w niebo. Pod tym parasolem można było zabrać ze sobą głęboki spokój samotności przez najgłośniejsze ulice. Był też inny parasol z nocnym niebem, oświetlonym pełnią księżyca, a z tego nieba wszystkie pieśni kochanków zwisały niczym grona winogron. Był też parasol ze szklistym niebem nad ośnieżonymi szczytami gór, gdzie żaden znak życia nie mącił spokoju duszy.

Yang-Tsu wybrał nocne niebo z pełnią księżyca i odszedł. Ale parasol nie przyniósł spokoju jego domowi. Pieśni kochanków spływały z księżyca do jego duszy, a ich namiętność dręczyła go tak samo jak poprzednio. Trzeciego dnia Yang-Tsu przyniósł parasol z nocnym niebem i zamienił go na parasol z cichą samotnością łąki. Jednak i ten mu nie pomógł. Zbyt często zapominał zająć się swoją pracą, a gdy żona do niego przemówiła, po prostu zerwał się jak ze snu, smutny. Ten parasol Yang-Tsu przyniósł również trzeciego dnia. Tak więc wymieniał jeden parasol na drugi, aż w końcu wypróbował je wszystkie.

Wtedy wytwórca parasoli powiedział do Yang-Tsu: „Skoro wypróbowałeś już wszystkie niebiosa i żadne nie przyniosło ukojenia twojej duszy, możesz więc żyć w pokoju z żoną, został mi jeden parasol. Może los zechce, żeby ci się przydał!”

„Przez niego przelatywały dzikie gęsi, tworząc kształt długiego klina”. Ilustracja autorstwa Da Loria Normana, opublikowana w książce Wonder Tales from Far Away autorstwa Fredericka H. Martensa (1924), Roberta M. McBride’a i spółki.
„Przelatywały po nim dzikie gęsi, tworząc kształt długiego klina”. Ilustracja autorstwa Da Loria Normana, opublikowana w książce Wonder Tales from Far Away autorstwa Fredericka H. Martensa (1924), Roberta M. McBride’a i spółki.

Wytwórca parasoli przycisnął dłonie do kolan i wstał, dysząc, bo był bardzo grubym mężczyzną.
Wszedł do pracowni i wrócił z parasolem, który wydawał się znacznie mniej atrakcyjny niż pozostałe. Yang-Tsu otworzył go i zobaczył piękne, szare, jesienne niebo z różową linią horyzontu. Po nim dzikie gęsi przelatywały w kształcie długiego klina. Bolesna tęsknota opanowała serce, gdy wzrok śledził lot tych dzikich gęsi. Była to tęsknota za nieznanymi, nieosiągalnymi odległościami. I Yang-Tsu wziął ze sobą parasol, bo nie miał już wyboru.

Z jesiennym wieczornym niebem nad głową i niejasną, odległą, niepewną tęsknotą w sercu,
Wędrował więc ulicami miasta i ujrzał splendor bogaczy, lśniących mandarynów, potężnych wojowników i złocone lektyki. Lecz nic z tego nie zdołało teraz poruszyć jego duszy, gdyż jego wzrok podążał za lecącymi gęsiami w nieznane dal. A kiedy wieczorem wracał do domu do żony, choć nastrój miał lekko melancholijny, rozmawiał z nią spokojnie i przyjaźnie.

Od tego dnia Yang-Tsu żył w pokoju i zadowoleniu ze swoją żoną Yu-Nu. To prawda, że ​​podobnie jak
jak każda inna istota ludzka, jej serce również czasami było przepełnione bolesnym niepokojem, który wydawał się zbyt
W jej małym domku było wspaniale pomieścić się to miejsce. Potem otwierała parasol, a jej oczy podążały za wędrującymi dzikimi gęsiami w ich locie. A jej niepokój odlatywał wraz z nimi w tęsknocie, tak jak dym unosił się z komina i nie zatruwał już powietrza w pokoju. Wkrótce Yu-Nu nie dostrzegła czerwonych żyłek w oczach, bo, podobnie jak jej mąż, w ostatnim parasolu twórcy parasoli odnalazła niebo, które dawało spokój i zadowolenie.

🎧 Chcesz usłyszeć tę historię?

Pobierz audiobooki w naszej aplikacji — bez reklam, pierwszy miesiąc gratis.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *