Widmo w Fjelkinge

Klara Stroebe August 6, 2015
szwedzki
Zaawansowany
3 min odczyt
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

W pierwszej połowie XVIII wieku kilka rozległych majątków w Schonen należało do rodziny Barnekow, a raczej do jej najwybitniejszej przedstawicielki tamtych czasów, Małgorzaty Barnekow, córki słynnego kapitana i gubernatora generalnego hrabiego Rutgera z Aschenbergu, żony pułkownika Kjella Kristofera Barnekowa. Wdowa w wieku dwudziestu dziewięciu lat sama przejęła zarządzanie swoimi rozległymi majątkami, dając w nich dowody niezłomnej odwagi, niewyczerpanej zdolności do pracy i niestrudzonej troski o wszystkich swoich licznych podopiecznych i służących.

Podróżując po swoich posiadłościach, Madame Margaret pewnego wieczoru zawitała do tawerny w Fjelkinge i została zakwaterowana na noc w pokoju, który nazywano nawiedzonym. Kilka lat wcześniej w tym samym pokoju leżał podróżny i prawdopodobnie został zamordowany: w każdym razie sam mężczyzna i cały jego dobytek zniknęli bez śladu, a tajemnica nigdy nie została wyjaśniona. Od tamtej pory pokój był nawiedzony, a ci, którzy o tym wiedzieli, woleli podróżować dalej, w ciemności, o jeden dworzec pocztowy, niż spędzić noc w tym pokoju. Ale Margaret Barnekow tego nie zrobiła. Wykazała się już większą odwagą w trudniejszych sytuacjach i wybrała ten właśnie pokój, aby spać bez strachu.

Pozwoliła lampie zapalić się i zasnęła, odmówiwszy modlitwę wieczorną. Obudziła się o dwunastej, akurat gdy deski w podłodze się podniosły; i nagle pojawił się krwawiący widmo z rozciętą głową, zwisającą mu na ramieniu.

„Szlachetna pani” – wyszeptał widmo – „przygotuj grób w poświęconej ziemi dla zamordowanego człowieka i oddaj jego mordercę na należny mu sąd!”

Bogobojna i nieustraszona, Madame Margaret skinęła na widmo, by podeszło bliżej, a on powiedział jej, że już skierował tę samą modlitwę do wielu innych osób, ale nikt nie miał odwagi jej spełnić. Wtedy Madame Margaret zdjęła z palca złoty pierścień, położyła go na ziejącej ranie i zawiązała głowę zamordowanego mężczyzny chustką. Z niewypowiedzianą wdzięcznością w oczach podał jej imię mordercy i zniknął pod podłogą bezszelestnie.

Następnego ranka Madame Margaret wezwała szeryfa okręgu, aby przybył do tawerny z kilkoma ludźmi, poinformowała go o tym, co ją spotkało w nocy, i nakazała obecnym zdemolować podłogę. Znaleziono tam, zakopane w ziemi, szczątki ciała, a w ranie na głowie pierścień hrabiny i zawiązaną na głowie chustkę. Jeden z przechodniów zbladł na ten widok i padł nieprzytomny na ziemię. Kiedy się ocknął, przyznał się, że zamordował podróżnego i ograbił go z rzeczy osobistych. Został skazany na śmierć za tę zbrodnię, a ciało zamordowanego pochowano na cmentarzu przykościelnym.

Pierścień o osobliwym kształcie, oprawiony w duży szary kamień, wciąż znajduje się w rodzinie Barnekowów i przypisuje mu się magiczne właściwości w przypadku chorób, pożarów i innych nieszczęść. Podobno, gdy któryś z Barnekowów umiera, na kamieniu pojawia się czerwona plama, niczym kropla krwi.