Trzy psy

Klara Stroebe August 6, 2015
szwedzki
Średniozaawansowany
28 min odczyt
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

Dawno, dawno temu żył król, który wyruszył w świat i przyprowadził piękną królową. A gdy po pewnym czasie byli małżeństwem, Bóg dał im małą córeczkę. Wtedy zapanowała wielka radość w mieście i w całym kraju, bo ludzie życzyli swemu królowi wszystkiego najlepszego, ponieważ był dobry i sprawiedliwy. Podczas gdy dziecko leżało w kołysce, do komnaty weszła dziwnie wyglądająca staruszka i nikt nie wiedział, kim ona jest ani skąd pochodzi. Staruszka wygłosiła wiersz nad dzieckiem i powiedziała, że ​​nie wolno jej wypuszczać na otwarte niebo, dopóki nie osiągnie pełnego piętnastego roku życia, ponieważ w przeciwnym razie górski troll ją zabierze. Kiedy król to usłyszał, wziął sobie jej słowa do serca i postawił straże, aby pilnowały małej księżniczki, żeby nie wyszła na otwarte niebo.

Po pewnym czasie Bóg dał królewskiej parze kolejną córeczkę i znów całe królestwo się radowało. Lecz mądra staruszka raz jeszcze się pojawiła i ostrzegła króla, aby nie wypuszczał księżniczki pod gołe niebo, dopóki nie osiągnie pełnego piętnastego roku życia. A potem, po pewnym czasie, Bóg dał królewskiej parze trzecią córkę. Tym razem również pojawiła się staruszka i powtórzyła to, co już dwa razy powiedziała. Wtedy król bardzo się zasmucił, bo kochał swoje dzieci ponad wszystko na świecie. Dlatego wydał surowy rozkaz, aby trzy księżniczki zawsze przebywały pod dachem zamku i aby nikt nie ośmielił się sprzeciwić temu rozkazowi.

Minęło sporo czasu, a córki króla dorosły i stały się najpiękniejszymi pannami, o jakich kiedykolwiek słyszano. Wtedy wybuchła wojna i król, ich ojciec, musiał je opuścić. Pewnego dnia, gdy był na wojnie, trzy księżniczki siedziały w oknie i patrzyły, jak słońce świeci na małe kwiatki w ogrodzie. Poczuły wielką ochotę, by pobawić się tymi pięknymi kwiatami i błagały strażników, aby pozwolili im na chwilę wyjść do ogrodu. Ale strażnicy nie chcieli na to pozwolić, bo bali się gniewu króla. Córki króla błagały jednak tak słodko, że nie mogły odmówić ich prośbom i pozwoliły im postawić na swoim. Księżniczki nie miały jednak dużo czasu na spacer, bo ledwie znalazły się pod gołym niebem, nagle spadła chmura i porwała je, a wszelkie próby odzyskania ich spełzły na niczym; choć poszukiwania prowadzono wszędzie.

Wtedy całe królestwo pogrążyło się w żałobie i żalu, i można sobie wyobrazić, że król był daleki od szczęścia, gdy wrócił do domu i dowiedział się o wszystkim, co się wydarzyło. Jednak tego, co się stało, nie da się cofnąć i w końcu musieli się z tym pogodzić. A ponieważ król nie znał innego sposobu, by sobie pomóc, ogłosił w całym królestwie, że ten, kto uwolni jego trzy córki z mocy górskiego trolla, otrzyma jedną z nich za żonę, a wraz z nią połowę królestwa. Gdy wiadomość ta rozeszła się po obcych krajach, wielu młodzieńców z końmi i towarzyszami wyruszyło na poszukiwanie księżniczek. Na dworze królewskim przebywało dwóch książąt, którzy również wyruszyli, by sprawdzić, czy los im sprzyja. Uzbroili się w najlepszy możliwy sposób w kolczugi i kosztowną broń, i przechwalali się, że nie wrócą, dopóki nie spełnią swojego zamiaru.

A teraz pozwólmy synom królewskim wyruszyć w podróż po świecie, by wyruszyć na wyprawę, podczas gdy my zwrócimy się ku innym ludziom. Daleko, daleko w dzikim lesie żyła biedna wdowa, która miała jedynego syna, który codziennie wypędzał świnie swojej matki na pastwisko. Przemierzając pola, wystrugał sobie flet i bawił się grą na nim. A grał tak słodko, że rozgrzewał serca wszystkich, którzy go słuchali.

„Stary człowiek miał ze sobą dużego, silnego psa”. Ilustracja autorstwa nieznanego ilustratora, udostępniona na podstawie licencji Creative Commons.

„Stary człowiek miał ze sobą dużego, silnego psa”. Ilustracja autorstwa nieznanego ilustratora, udostępniona na podstawie licencji Creative Commons.

Zdarzyło się, że młody pasterz świń siedział kiedyś w lesie, grając na flecie, podczas gdy jego trzy świnie grzebały pod korzeniami sosen. I nadszedł stary, bardzo stary człowiek z brodą tak długą i szeroką, że sięgała mu aż pod pas. Starzec miał ze sobą dużego, silnego psa. Kiedy młodzieniec zobaczył wielkiego psa, pomyślał sobie: „Gdyby ktoś miał takiego psa, żeby dotrzymywał mu towarzystwa tutaj na pustkowiu, mógłby uważać się za szczęściarza”. A kiedy starzec to zauważył, zaczął: „Właśnie dlatego przyszedłem, bo chcę wymienić mojego psa na jedną z twoich świń”. Młodzieniec natychmiast się zgodził i dobił targu. Przyjął wielkiego psa, a w zamian oddał szarą świnię. Potem starzec odszedł. Ale odchodząc, powiedział: „Masz powód, by być zadowolonym z naszej wymiany, bo ten pies nie jest taki jak inne psy. Ma na imię „Trzymaj!”. i cokolwiek mu każesz, żeby się tego chwycił, to on to zrobi, nawet jeśli to będzie najgorszy troll”. Po czym się rozstali, a młodzieniec pomyślał, że los rzeczywiście mu sprzyja.

Wieczorem zawołał psa i popędził świnie do domu. Ale kiedy jego stara matka usłyszała, że ​​oddał szarą świnię za psa, rozgniewała się ponad miarę i spuściła synowi porządne lanie. Młodzieniec kazał jej się uspokoić; ale wszystko na próżno, im dłużej to trwało, tym bardziej się wściekała. Wtedy, nie wiedząc, co innego zrobić, zawołał do psa: „Trzymaj!”. Pies natychmiast podbiegł, chwycił starą matkę i trzymał ją tak mocno, że nie mogła się ruszyć. Ale poza tym nie zrobił jej nic złego. A teraz musiała obiecać synowi, że zrobi wszystko, co w jej mocy, i znów zostali przyjaciółmi.

Następnego dnia młodzieniec ponownie udał się do lasu ze swoim psem i dwiema świniami. Po chwili usiadł i jak zwykle grał na flecie, a pies tańczył do jego gry z taką wprawą, że graniczyło to z cudem. A gdy tak siedział, z lasu wyszedł starzec z siwą brodą, a wraz z nim kolejny pies, nie mniejszy od pierwszego. Widząc piękne zwierzę, młodzieniec pomyślał sobie: „Gdyby ktoś miał takiego psa do towarzystwa tutaj, gdzie jest tak samotnie, nie miałby się czego bać”. Zauważywszy to starzec, zaczął: „Właśnie dlatego przyszedłem, bo chcę wymienić mojego psa na jedną z twoich świń”. Młodzieniec nie tracił czasu i zgodził się sfinalizować transakcję. Otrzymał wspaniałego psa, a w zamian za niego oddał jedną ze swoich świń. Potem starzec odszedł. Zanim jednak odszedł, dodał: „Masz powód, by być zadowolonym ze swojego zakupu, bo ten pies nie jest taki jak inne psy. Ma na imię Łza!” a jeśli dasz mu coś do rozdarcia, rozszarpie to na strzępy, nawet gdyby to był najgorszy z trolli”. Potem się rozstali. Ale młodzieniec był szczęśliwy z myśli, że dokonał wielkiej wymiany; chociaż wiedział, że jego stara matka nie będzie z tego zadowolona. A gdy nadszedł wieczór i młodzieniec wrócił do domu, jego stara matka nie była mniej zła niż poprzednio. Ale tym razem nie odważyła się bić syna, ponieważ bała się wielkich psów. Jednak, jak to zwykle bywa, gdy kobiety wystarczająco długo besztają, przestają z własnej woli — i tak właśnie stało się w tym przypadku. Młodzieniec i jego matka pogodzili się ze sobą; chociaż matka pomyślała sobie, że wyrządzonej szkody nie da się naprawić.

Trzeciego dnia młodzieniec ponownie udał się do lasu ze swoją świnią i dwoma psami. Czuł się bardzo szczęśliwy, usiadł na pniu drzewa i jak zwykle grał na flecie. Psy tańczyły do ​​jego gry z taką wprawą, że z przyjemnością się na nie patrzyło. Gdy młodzieniec siedział tam w ciszy i spokoju, stary siwobrody ponownie wyszedł z lasu. Tym razem miał ze sobą trzeciego psa, równie dużego jak obaj pozostali. Widząc piękne zwierzę, młodzieniec nie mógł powstrzymać się od myśli: „Gdyby ktoś miał takiego psa do towarzystwa na pustkowiu, nie miałby powodu do narzekań”. Starzec natychmiast zaczął: „Właśnie dlatego przyszedłem, żeby sprzedać mojego psa, bo widzę, że chciałbyś go mieć”. Młodzieniec natychmiast wyraził chęć i zgodził się sfinalizować transakcję. Przyjął więc wspaniałego psa i oddał w zamian za niego ostatnią świnię. Potem starzec odszedł w swoją stronę. Zanim jednak odszedł, powiedział: „Będziesz zadowolony ze swojej wymiany, bo ten pies nie jest jak inne psy. Wabi się „Słuchaj!”, a jego słuch jest tak ostry, że słyszy wszystko, co się dzieje, choćby działo się wiele mil stąd. Słyszy nawet trawę i drzewa, jak rosną”. Potem rozstali się w najżyczliwszej atmosferze. Lecz młodzieniec był szczęśliwy, myśląc, że teraz nie musi się niczego obawiać. A potem, gdy nadszedł wieczór i pasterz świń wrócił do domu, jego matka była bardzo zasmucona, myśląc, że jej syn sprzedał cały ich dobytek. Lecz młodzieniec powiedział jej, żeby była dobrej myśli, bo dopilnuje, żeby nie cierpieli niedostatku. A gdy przemówił do niej w tak radosny sposób, znów poczuła się zadowolona i uznała, że ​​przemówił mądrze i po męsku. Potem, gdy nastał dzień, młodzieniec poszedł na polowanie ze swoimi psami i wrócił wieczorem z taką ilością zwierzyny, jaką tylko mógł unieść. I tak polował przez jakiś czas, aż spiżarnia jego starej matki była dobrze zaopatrzona w mięso i wszelkiego rodzaju dobra. Wtedy pożegnał się z matką, zwołał psy i powiedział, że wyrusza w świat, by spróbować szczęścia.

I powędrował przez góry i splątane ścieżki, i dotarł do serca ponurego lasu. Tam spotkał siwobrodego, o którym już wam opowiadałem. A gdy go spotkał, młodzieniec bardzo się ucieszył i rzekł: „Dzień dobry, dziadku, i dziękuję za ostatni raz!” A starzec odpowiedział: „Dzień dobry, a dokąd?” Młodzieniec odrzekł: „Wędruję w świat, aby zobaczyć, co los mi przyniesie”. Wtedy starzec rzekł: „Idź prosto, aż dojdziesz do królewskiego zamku, a tam twój los się odmieni”. I na tym się rozstali. Młodzieniec posłuchał rady starca i przez jakiś czas wędrował prosto przed siebie. Gdy dotarł do karczmy, grał na flecie i pozwalał swoim psom tańczyć i nigdy nie brakowało mu noclegu, wyżywienia i czegokolwiek innego, czego mógłby zapragnąć.

Po długiej i dalekiej wędrówce dotarł w końcu do wielkiego miasta, którego ulice były pełne ludzi. Młodzieniec zastanawiał się, co to wszystko znaczy i w końcu dotarł do miejsca, gdzie przy dźwięku dzwonu rozbrzmiewał królewski obwieszczenie – że ten, kto uwolni trzy księżniczki z mocy trolla, otrzyma jedną z nich i połowę królestwa. Teraz zrozumiał, co miał na myśli starzec. Zawołał swoje psy i udał się do zamku króla. Ale wszędzie panował smutek i żałoba od dnia, w którym zniknęły córki króla. A spośród nich wszystkich król i królowa byli najbardziej zasmuceni. Wtedy młodzieniec udał się do odźwiernego i zapytał go, czy mógłby się bawić i pokazać swoje psy przed królem. Dworzanie byli chętni, ponieważ mieli nadzieję, że to poprawi mu humor. Został więc wpuszczony i pozwolono mu pokazać swoje sztuczki. A gdy król usłyszał jego grę i zobaczył kunsztowne tańce jego psów, bardzo się rozweselił i nikt nie widział go tak szczęśliwego przez wszystkie siedem długich lat, które minęły, odkąd stracił swoje córki.

Kiedy taniec dobiegł końca, król zapytał młodzieńca, o co prosi w nagrodę za sprawienie mu takiej przyjemności. Młodzieniec odpowiedział: „Mój panie królu, nie przybyłem do ciebie po złoto i rynsztunek. Ale mam jeszcze jedną prośbę: pozwól mi wyruszyć i poszukać twoich trzech córek, porwanych przez górskiego trolla”. Kiedy król to usłyszał, jego myśli znów stały się ponure i odrzekł: „Nie musisz nawet myśleć o uwolnieniu moich córek. To nie jest dziecinna zabawa, a twoi przełożeni już próbowali tego na próżno. Jeśli jednak rzeczywiście uda ci się uwolnić jedną z księżniczek, możesz być pewien, że nie złamię słowa”. Pożegnał się więc z królem i wyruszył w drogę. I postanowił nie odpoczywać, dopóki nie znajdzie tego, czego szukał.

Teraz przemierzył wiele rozległych królestw nie spotykając żadnych szczególnych przygód. I gdziekolwiek poszedł, jego psy podążały za nim. „Słuchaj!” biegały i nasłuchiwały, czy coś wartego usłyszenia nie rozbrzmiewa wokół nich; „Trzymaj się!” niósł plecak swego pana, a „Rozerwij!”, który był najsilniejszy, niósł swego pana, gdy ten był zmęczony. Pewnego dnia „Słuchaj!” przybiegł pospiesznie i powiedział swemu panu, że udał się na wysoką górę i słyszał królewską córkę, która siedziała w jej wnętrzu i że trolla nie ma w domu. To wielce ucieszyło młodzieńca i pospieszył w kierunku góry wraz ze swoimi trzema psami. Gdy tam dotarli „Słuchaj!” powiedział: „Nie ma czasu do stracenia. Troll jest tylko dziesięć mil stąd, a już słyszę złote podkowy jego rumaka dzwoniące o kamienie”. Młodzieniec rozkazał teraz swoim psom wyważyć drzwi do góry i tak też zrobiły. A gdy wstąpił na górę, ujrzał piękną dziewczynę siedzącą w górskiej sali, nawijającą złotą nić na złote wrzeciono. Młodzieniec podszedł i powitał piękną dziewczynę. Wtedy królewska córka była bardzo zdziwiona i rzekła: „Kim jesteś, że ośmielasz się zapuszczać do sali olbrzyma? Przez wszystkie siedem długich lat, które tu siedzę w górze, nigdy nie widziałam ludzkiej istoty”. I dodała: „Na litość boską, pospiesz się, zanim troll wróci do domu, inaczej twoje życie będzie stracone!”. Ale młodzieniec nie bał się i powiedział, że będzie czekał na powrót olbrzyma bez lęku.

Podczas gdy rozmawiali, nadjechał olbrzym na swoim ośle podkutym złotem. Gdy ujrzał otwartą bramę, wpadł we wściekłość i krzyknął, aż cała góra zatrzęsła się: „Kto wyważył moje górskie wrota?” Młodzieniec śmiało odpowiedział: „Wyważyłem, a teraz złamię i ciebie! „Trzymaj!”, złap go! „Rozdzieraj!” i „Słuchaj!”, rozszarp go na tysiąc kawałków”. Ledwie to powiedział, psy rzuciły się na olbrzyma i rozszarpały go na niezliczone kawałki. Wtedy księżniczka ucieszyła się niezmiernie i rzekła: „Chwała Bogu, teraz jestem uwolniona!” I rzuciła się młodzieńcowi na szyję i dała mu pocałunek. Lecz on nie chciał tam dłużej zostać, osiodłał oślę olbrzyma, obładował je całym złotem i sprzętem, jaki znalazł na górze, i pospiesznie odszedł z piękną córką króla.

Przeszli razem długą drogę. Aż pewnego dnia „Słuchaj!”, który zawsze biegł naprzód, zwiadując, szybko wrócił do swego pana i powiedział mu, że był w pobliżu wysokiej góry i słyszał, jak druga córka króla siedziała w niej i nawijała złotą przędzę, a że sam troll nie był w domu. Była to bardzo miła wiadomość dla młodzieńca i pospieszył ku górze ze swoimi wiernymi psami. Teraz, gdy się zbliżyli, „Słuchaj!” powiedział: „Nie ma czasu do stracenia. Olbrzym jest tylko osiem mil stąd, a już słyszę, jak złote podkowy jego rumaka dzwonią o kamienie”. Młodzieniec natychmiast rozkazał swym psom wyważyć drzwi do góry, obojętnie, w którą stronę. A gdy wszedł do wnętrza góry, zobaczył piękną dziewczynę siedzącą w górskiej sali i nawijającą złotą przędzę na złoty kołowrót. Młodzieniec podszedł i pozdrowił piękną dziewczynę. Córka króla była bardzo zdziwiona i rzekła: „Kim jesteś, że ośmielasz się zapuszczać do sali olbrzyma? Przez siedem lat, które spędziłam w tej górze, nigdy nie widziałam człowieka”. I dodała: „Na litość boską, spiesz się, bo jeśli troll nadejdzie, stracisz życie!”. Młodzieniec jednak wyjaśnił jej, po co przyszedł, i obiecał, że będzie czekał na powrót trolla w spokoju.

Gdy jeszcze rozmawiali, nadjechał olbrzym na rumaku podkutym złotem i zatrzymał się przed górą. Gdy zauważył, że wielkie wrota są otwarte, wpadł we wściekłość i krzyczał, aż góra zadrżała aż do korzeni. Zapytał: „Kto wyważył moje górskie wrota?” Młodzieniec śmiało odpowiedział: „Wyważyłem, a teraz złamię i ciebie! „Trzymajcie się!”, pochwyćcie go! „Rozerwijcie!” i „Słuchajcie!”, rozerwijcie go na tysiąc kawałków!” Psy natychmiast rzuciły się na olbrzyma i rozszarpały go na tyle kawałków, ile spadają liście jesienią. Wtedy królewna była niezmiernie szczęśliwa i krzyknęła: „Chwała Bogu, teraz jestem uwolniona!”, po czym rzuciła się młodzieńcowi na szyję i pocałowała go. On jednak zaprowadził księżniczkę do jej siostry i można sobie wyobrazić, jak bardzo się ucieszyli, że znów się widzą. Młodzieniec spakował wszystkie skarby, które znalazł w górskiej sali, załadował je na rumaka olbrzyma i ruszył w drogę z dwiema córkami króla. I wędrowali długo. Aż pewnego dnia „Słuchajcie!”, który zawsze biegł naprzód na zwiady, pospieszył do swego pana i powiedział mu, że był w pobliżu wysokiej góry i słyszał, jak trzecia córka króla siedzi w środku i tka złotą sieć, a trolla nie ma w domu. Była to bardzo dobra wiadomość dla młodzieńca i pospieszył ku górze, za nim podążały jego trzy psy. Gdy się zbliżył, „Słuchajcie!” powiedział: „Nie ma czasu do stracenia, bo olbrzym jest zaledwie pięć mil stąd. Już słyszę, jak złote podkowy jego rumaka dzwonią o kamienie”. Wtedy młodzieniec natychmiast rozkazał swoim psom wyważyć drzwi do góry, nie przebierając w środkach. A gdy wszedł do góry, zobaczył dziewczynę siedzącą w górskiej sali i tkającą złotą sieć. Ale ta dziewczyna była piękna ponad wszelką miarę, z urodą przewyższającą wszystko, co młodzieniec kiedykolwiek mógł znaleźć na ziemi. Podszedł więc i powitał piękną dziewczynę. Wtedy córka króla była bardzo zdziwiona i rzekła: „Kim jesteś, że ośmielasz się zapuszczać do sali olbrzyma? Przez wszystkie siedem długich lat, które przesiedziałam tutaj w górze, nigdy nie widziałam ludzkiej istoty”. I dodała: „Na litość boską, spiesz się, zanim nadejdzie troll, bo inaczej twoje życie będzie stracone!”. Ale młodzieniec był pełen ufności i powiedział, że chętnie zaryzykuje życie dla pięknej córki króla.

Gdy jeszcze rozmawiali, nadjechał olbrzym na ośle podkutym złotem i zatrzymał się u podnóża góry. Wchodząc, zobaczył, że przybyli nieproszeni goście i bardzo się przestraszył; dobrze bowiem znał los, jaki spotkał jego braci. Uznał więc za stosowne uciec się do przebiegłości i zdrady, gdyż nie odważył się na otwartą walkę. Dlatego wygłosił wiele pięknych przemówień i był bardzo przyjazny i uprzejmy wobec młodzieńca. Następnie polecił córce króla przygotować posiłek, aby okazać gościowi wszelką gościnność.

A ponieważ troll tak dobrze umiał mówić, młodzieniec dał się zwieść jego gładkim słowom i zapomniał o czujności. Usiadł do stołu z olbrzymem; ale królewna płakała skrycie, a psy były bardzo niespokojne, choć nikt nie zwracał na nie uwagi.

Gdy olbrzym i jego gość skończyli posiłek, młodzieniec rzekł: „Skoro zaspokoiłem głód, dajcie mi coś, co ugasi moje pragnienie!” Olbrzym odpowiedział: „Na szczycie góry jest źródło, w którym bulgocze najczystsze wino; ale nie mam nikogo, kto by je przyniósł”. Młodzieniec odparł: „Jeśli to wszystko, czego brakuje, jeden z moich psów może wejść na górę”. Wtedy olbrzym roześmiał się w swoim fałszywym sercu, bo nic nie odpowiadało mu bardziej niż to, by młodzieniec odesłał swoje psy. Młodzieniec rozkazał „Trzymaj się!”, aby poszedł do źródła, a olbrzym podał mu wielki kufel. Pies poszedł; jednak łatwo było zauważyć, że nie poszedł z własnej woli; a czas mijał i mijał, a on nie wracał.

Po chwili olbrzym powiedział: „Zastanawiam się, dlaczego twój pies tak długo znika? Może puścisz innego psa i pomożesz mu, bo droga jest długa, a kufel ciężki”. Młodzieniec nie podejrzewał podstępu i zgodził się. Powiedział „Łeź!”, żeby poszedł i zobaczył, dlaczego „Trzymaj się!” jeszcze nie nadeszło. Pies merdał ogonem i nie chciał opuścić swego pana. Lecz młodzieniec tego nie zauważył i sam go odpędził. Wtedy olbrzym roześmiał się serdecznie, a królewska córka płakała, lecz młodzieniec nie zwracał na to uwagi; był wesoły i swobodny, bawił się mieczem i nie śnił o żadnym niebezpieczeństwie.

Tak minął długi czas; ale nic nie słyszano o winie ani o psach. Wtedy olbrzym rzekł: „Widzę, że twoje psy nie robią, co im każesz, inaczej nie musielibyśmy tu siedzieć i pragnąć. Myślę, że dobrze by było, gdybyś pozwolił „Hark!” wejść na górę i zobaczyć, dlaczego nie wracają”. Młodzieniec zgodził się i kazał swojemu trzeciemu psu pospieszyć do źródła. Ale „Hark!” nie chciał i zamiast tego podpełzł skomląc do stóp swego pana. Wtedy młodzieniec rozgniewał się i siłą go wypędził. A gdy dotarł na szczyt góry, podzielił los pozostałych, wokół niego wyrósł wysoki mur, a on sam został uwięziony przez magiczną moc olbrzyma.

Teraz, gdy wszystkie trzy psy zniknęły, olbrzym wstał i nagle wyglądał zupełnie inaczej. Zdjął długi miecz ze ściany i powiedział: „Teraz zrobię to, czego nie zrobili moi bracia, a ty musisz natychmiast umrzeć, bo jesteś w mojej mocy!”. Młodzieniec przestraszył się i pożałował, że pozwolił psom odejść. Powiedział: „Nie proszę o życie, bo i tak nadejdzie czas, kiedy będę musiał umrzeć. Chciałbym jednak powtórzyć Modlitwę Pańską i zagrać psalm na flecie, bo taki jest zwyczaj w moim kraju”. Olbrzym spełnił jego prośbę, ale powiedział, że nie będzie długo czekał. Młodzieniec uklęknął i zaczął dąć w flet, aż dźwięk poniósł się po wzgórzach i dolinach. I w tej samej chwili magiczny mur pękł, a psy zostały uwolnione. Pędziły jak wicher i rzuciły się na górskiego trolla. Młodzieniec natychmiast wstał i krzyknął: „Trzymaj!”, chwytaj go! „Rwij!” i „Słuchaj!”. Rozerwij go na tysiąc kawałków!” Wtedy psy rzuciły się na olbrzyma i rozszarpały go na niezliczone kawałki. Wtedy młodzieniec zebrał wszystkie skarby leżące w górze, zaprzęgnął konie olbrzyma do pozłacanego wozu i odjechał tak szybko, jak tylko mógł.

Gdy córki królewskie spotkały się ponownie, zapanowała wielka radość, jak można sobie wyobrazić, i wszystkie dziękowały młodzieńcowi za wyzwolenie z mocy górskich trolli. Młodzieniec jednak zakochał się głęboko w najmłodszej księżniczce i przyrzekli sobie wierność. Córki królewskie ruszyły więc w drogę, przy muzyce i wszelkiego rodzaju wesołości, a młodzieniec służył im z całym szacunkiem i kurtuazją należną dziewicom szlachetnego rodu. A gdy szły, księżniczki bawiły się włosami młodzieńca i każda z nich wpięła swój złoty pierścień w jego loki na pamiątkę.

Pewnego dnia, gdy byli jeszcze w drodze, spotkali dwóch wędrowców, którzy podróżowali tą samą drogą. Ubrania dwóch nieznajomych były podarte, ich stopy obolałe, a cały ich wygląd zdradzał, że mają za sobą długą podróż. Młodzieniec zatrzymał wóz i zapytał ich, kim są i skąd przybywają. Nieznajomi odpowiedzieli, że są dwoma książętami i wyruszyli na poszukiwanie trzech dziewcząt w górach. Ale los im nie sprzyjał; i teraz musieli wrócić do domu bardziej jak czeladnicy niż synowie królewscy. Kiedy młodzieniec to usłyszał, zrobiło mu się żal dwóch wędrowców i zapytał, czy zechcą jechać z nim w jego pięknym wozie. Książęta gorąco podziękowali mu za tę propozycję. Pojechali dalej razem i dotarli do królestwa, w którym panował ojciec księżniczek.

Gdy książęta dowiedzieli się, że młodzieniec uwolnił trzy córki króla, ogarnęła ich wielka zazdrość i pomyśleli o tym, jak źle im się powiodło w ich własnym przedsięwzięciu. Naradzili się więc, jak pokonać młodzieńca i zdobyć dla siebie władzę i chwałę. Ukrywali jednak swój nikczemny plan, dopóki nie nadarzyła się ku temu sprzyjająca okazja. Wtedy nagle rzucili się na swego towarzysza, chwycili go za gardło i udusili. A potem zagrozili, że zabiją księżniczki, jeśli nie przyrzekną milczenia. A ponieważ córki króla były pod władzą książąt, nie odważyli się odmówić. Ale bardzo im było żal młodzieńca, który oddał za nie życie, a najmłodsza księżniczka opłakiwała go z całego serca, a całe jej szczęście dobiegło końca.

Po tej wielkiej krzywdzie książęta pojechali do zamku królewskiego i można sobie wyobrazić, jak szczęśliwy był król, odzyskując swoje trzy córki. Tymczasem biedny młodzieniec leżał martwy w leśnym wąwozie. Jednak nie był całkiem martwy, a jego wierne psy leżały wokół niego, ogrzewały go i lizały rany. I nie przestawały, dopóki ich pan nie ożył. Gdy odzyskał siły i zdrowie, ruszył w drogę i po wielu trudach dotarł do zamku królewskiego, w którym mieszkały księżniczki.

Kiedy wszedł, cały dwór ogarnęła radość i wesołość, a z sali królewskiej dobiegły odgłosy tańców i muzyki smyczkowej. To go bardzo zdziwiło i zapytał, co to wszystko znaczy. Służący odpowiedział: „Musisz przybyć z daleka, skoro nie wiesz, że król odzyskał córki, które były w mocy górskiego trolla. To dzień ślubu najstarszej księżniczki”.

Młodzieniec zapytał wtedy o najmłodszą księżniczkę i o to, kiedy ma wyjść za mąż. Ale służący odpowiedział, że nie chce męża i płakała przez cały dzień, choć nikt nie wiedział dlaczego. Wtedy młodzieniec znów poczuł się szczęśliwy; wiedział bowiem, że ona go kocha i dochowała mu wierności.

Młodzieniec udał się do odźwiernego i kazał mu oznajmić królowi, że przybył gość, który uświetni wesele, pokazując swoje psy. Królowi się to spodobało i nakazał, by nieznajomy otrzymał jak najlepsze traktowanie. A gdy młodzieniec wszedł do sali, całe towarzystwo weselne było zdumione jego kunsztem i męską postawą, i wszyscy zgodzili się, że tak przystojny młodzieniec rzadko się widuje. Lecz zaledwie trzy córki królewskie go rozpoznały, zerwały się od stołu i rzuciły mu się na szyję. Wtedy książęta uznali, że najlepiej będzie się oddalić. Córki królewskie opowiedziały jednak, jak młodzieniec je uwolnił, i opowiedziały o reszcie ich przygód; i aby mieć pewność, poszukały swoich pierścieni wśród jego zamków.

Gdy król usłyszał o podstępie i zdradzie dwóch obcych książąt, wpadł w wielki gniew i kazał ich haniebnie wygnać z zamku. Przyjął jednak dzielnego młodzieńca z wielkimi honorami, na jakie zasługiwał, i tego samego dnia poślubił najmłodszą córkę króla. Po śmierci króla młodzieniec został wybrany na króla całej krainy i był królem dzielnym. I tam mieszka ze swoją piękną królową i szczęśliwie panuje do dziś. I to wszystko, co mnie z tym łączy.