Cudowny pług

Średniozaawansowany
8 min odczyt
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

Uwaga autora: Ta historia pochodzi z wyspy Rugia

Był sobie raz rolnik, który był mistrzem jednego z małych czarnych krasnoludków, czyli kowali i płatnerzy, i złapał go w bardzo dziwny sposób. Na drodze prowadzącej do gospodarstwa tego rolnika stał kamienny krzyż i każdego ranka, idąc do pracy, zatrzymywał się, klękał przed nim i modlił się przez kilka minut.

Pewnego razu zauważył na krzyżu pięknego, jaskrawego owada o tak jaskrawym kolorze, że nie przypominał sobie, by kiedykolwiek widział coś podobnego u owada. Zdziwiło go to bardzo, ale nadal go nie niepokoił. Owad nie zamilkł długo, lecz bez przerwy biegał tam i z powrotem po krzyżu, jakby cierpiał i chciał uciec.

Następnego ranka rolnik ponownie zobaczył tego samego owada, który znów biegał tam i z powrotem w tym samym niepokoju. Rolnik zaczął teraz mieć co do niego pewne podejrzenia i pomyślał:

„Czy to teraz będzie jeden z tych małych czarnych czarowników? Krąży jak ktoś z nieczystym sumieniem, jak ktoś, kto chce, ale nie może uciec”.

Przez jego głowę przechodziły najróżniejsze myśli i domysły, i przypomniało mu się to, co często słyszał od ojca i innych starych ludzi, że gdy któryś z podziemnych ludzi dotknie czegoś świętego, jest mocno trzymany i nie może odejść, dlatego bardzo uważają, żeby unikać takich rzeczy.

„Ale” – pomyślał – „możesz być kimś jeszcze, a ja popełniłbym chyba grzech, zabierając ci tego małego owada”.

Więc pozwolił mu pozostać tam, gdzie był.

Kiedy jednak znalazł go jeszcze dwa razy w tym samym miejscu i wciąż biegał z tymi samymi oznakami niepokoju, powiedział:

„Nie, nie jest to w porządku, więc teraz, w imię Boga”.

Chwycił owada, który stawiał opór i mocno przywarł do kamienia; jednak trzymał go mocno i oderwał siłą, i o dziwo! Wtedy odkrył, że trzyma za głowę małego, brzydkiego, czarnego stworzonka, długiego na jakieś piętnaście centymetrów, który wrzeszczał i wierzgał wściekle.

Rolnik był wielce zdumiony tą nagłą przemianą. Nadal trzymał swoją zdobycz mocno i nie przestawał go wołać, jednocześnie wymierzając mu kilka mocnych klapsów –

„Cicho, cicho, mój mały! Gdyby płacz załatwił sprawę, moglibyśmy poszukać bohaterów w pieluszkach. Zabierzemy cię ze sobą na chwilę i zobaczymy, do czego się nadajesz”.

Mały chłopiec zaczął drżeć i trząść się na całym ciele, po czym zaczął żałośnie skomleć i błagać farmera, żeby go puścił.

„Nie, mój chłopcze” – odpowiedział rolnik – „nie puszczę cię, dopóki nie powiesz mi, kim jesteś, jak się tu znalazłeś i jaki znasz zawód, który pozwoli ci zarobić na chleb na tym świecie”.

Na to mały człowieczek uśmiechnął się i pokręcił głową, ale nie odpowiedział ani słowem, tylko błagał i modlił się jeszcze bardziej, żeby się uwolnić. Rolnik pomyślał, że musi go teraz błagać, żeby wydobył z niego jakieś informacje. Ale wszystko na próżno. Wtedy przyjął odwrotną metodę i zaczął go chłostać i ciąć, ale równie mało skutecznie. Mały, czarny stwór pozostał niemy jak grób, bo ten gatunek jest najbardziej złośliwy i uparty ze wszystkich podziemnych istot.

Rolnik wpadł w złość i powiedział:

„Tylko bądź cicho, moje dziecko. Byłbym głupcem, gdybym wdawał się w namiętność z takim małym bachorem. Nie bój się, wkrótce cię wystarczająco oswoję”.

To powiedziawszy, pobiegł z nim do domu i wsadził go do czarnego, okopconego żelaznego garnka, przykrył go żelazną pokrywką i położył na niej wielki, ciężki kamień. Następnie umieścił garnek w ciemnym, zimnym pokoju, a wychodząc, rzekł do niego:

„Zostań tam teraz i zamarznij, aż zczerniejesz! Obiecuję, że w końcu odpowiesz mi cywilnie”.

Dwa razy w tygodniu farmer regularnie wchodził do pokoju i pytał swojego małego, czarnego więźnia, czy teraz mu odpowie, ale maluch wciąż uparcie milczał. Farmer, bezskutecznie, kontynuował tę praktykę przez sześć tygodni, po których to czasie więzień w końcu dał za wygraną. Pewnego dnia, gdy farmer otwierał drzwi pokoju, z własnej woli poprosił go, aby wyszedł i wyprowadził go z brudnego, ponurego lochu, obiecując, że teraz z radością zrobi wszystko, czego od niego zażądają.

Rolnik najpierw kazał mu opowiedzieć swoją historię. Czarny odpowiedział:

„Mój drogi przyjacielu, wiesz o tym równie dobrze jak ja, inaczej nigdy byś mnie tu nie miał. Widzisz, przypadkiem podszedłem za blisko krzyża, czego my, mali ludzie, nie możemy zrobić, a potem zostałem przytrzymany i natychmiast zmuszony do ukazania mojego ciała. Aby mnie nie rozpoznano, przemieniłem się w robaka. Ale ty mnie odkryłeś. Kiedy przywiązujemy się do rzeczy świętych lub konsekrowanych, nigdy nie możemy się od nich uwolnić, chyba że ktoś nas od nich oderwie. To jednak nie dzieje się bez plagi i przykrości; choć, prawdę mówiąc, trwanie tam nie jest zbyt przyjemne. Tak więc i ja walczyłem z tobą, bo mamy naturalną niechęć do dawania się brać w ręce człowieka”.

„Ho, ho! Czy to ta melodia?” krzyknął rolnik. „Masz wrodzoną awersję, prawda? Wierz mi, mój zasmolony przyjacielu, mam dla ciebie dokładnie to samo, więc wyjedziesz bez chwili zwłoki i nie będziemy tracić czasu na zawarcie umowy. Ale najpierw musisz mi coś podarować”.

„Wystarczy poprosić o wszystko”, powiedział maluch, „srebro, złoto, drogie kamienie i kosztowne meble. Wszystko to będzie twoje w mgnieniu oka”.

„Srebra, złota, drogich kamieni i wszystkich innych tak błyszczących, pięknych rzeczy, nie chcę” – powiedział rolnik. „Niejednemu już złamały serce i złamały kark, a niewielu jest takich, którym życie czynią szczęśliwym. Wiem, że jesteście zręcznymi kowalami i macie ze sobą wiele dziwnych rzeczy, o których inni kowale nie wiedzą. Więc chodź, przysięgnij mi, że zrobisz mi żelazny pług, taki, że najmniejszy źrebak będzie mógł go ciągnąć bez zmęczenia, a potem uciekniesz z tobą tak szybko, jak cię poniosą nogi”. Więc czarny zaklął, a wtedy rolnik krzyknął:

„Teraz, w imię Boga. Jesteś wolny” – powiedział i maluch zniknął jak błyskawica.

Następnego ranka, zanim wzeszło słońce, na podwórzu farmera stał nowy żelazny pług, do którego zaprzęgał on swojego psa, Watera; i choć pług był wielkości zwykłego pługa, Water z łatwością ciągnął go przez najcięższe gliny, wyżłobiając ogromne bruzdy. Farmer używał tego pługa przez wiele lat, a najmniejszy źrebak lub najchudszy konik potrafiły przeciągnąć go przez ziemię, ku zdumieniu każdego, kto go widział, nie ruszając przy tym ani włosa.

Pług ten uczynił rolnika bogatym człowiekiem, gdyż nie kosztował go ani grosza, a dzięki niemu wiódł radosne i zadowolone życie.

Widzimy więc, że umiarkowanie sprawdza się najdłużej i że nie warto pożądać zbyt wiele.