Bogaty kupiec z Bagdadu zgromadził ogromny majątek i majątek. Miał żonę i syna. Pewnego dnia kupiec zachorował i czuł, że umiera. Na łożu śmierci zawołał syna, mówiąc:
„Widzisz, synu, zgromadziłem tak wielki majątek, że nawet książęta nie mają go tyle. Zapisuję ci wszystko w testamencie. Kontynuuj moje interesy i korzystaj ze swojego majątku, ale nigdy nie jedź do Tyflisu”.
Potem zawołał żonę, opowiedział jej tajemnicę swego bogactwa i dał jej klucz do swej tajnej komnaty, mówiąc:
„Jeśli mój syn roztrwoni cały mój majątek i zubożeje, możesz mu wyjawić moje sekrety”.
Kupiec zmarł, a jego syn, kontynuując interesy, pewnego dnia załadował towary na czterdzieści wielbłądów i wyruszył do miasta Erzerum. W karawanseraju, gdzie złożył swój towar w Erzerum, spotkał dwóch biedaków w łachmanach, wzdychających i bijących się w piersi.
„Co ci się stało?” zapytał młody kupiec.
„Och!” wykrzyknęli dwaj obdartusy. „To jest coś, czego nie da się opowiedzieć”.
Chłopiec okazał im wielkie współczucie i rzekł:
„Nie, panowie, opowiedzcie mi o waszych smutkach. Jestem gotów wydać dla was całe swoje bogactwo”.
Na koniec powiedzieli:
„Obyś nas nie spotkał, panie! Będziesz jak my”.
„Jak?” zapytał chłopak.
„Każdy z nas był bogatym kupcem, takim jak wy” – powiedzieli mężczyźni. „Pojechaliśmy do Tyflisu i tam dowiedzieliśmy się, że król ma córkę zwaną Pięknością Świata. Chcieliśmy ją zobaczyć, a oni zażądali od każdego z nas czterdziestu sztuk złota za oglądanie jej zza szklanej przegrody. Zakochaliśmy się w niej i od tamtej pory wydaliśmy cały nasz majątek, żeby ją oglądać bez końca. W ten sposób roztrwoniliśmy osiemdziesiąt wielbłądów pełnych towarów i dziś jesteśmy tak biedni, że nikt nie chce na nas patrzeć”.
Chłopiec dał im garść złotych monet, a następnego dnia załadował wielbłądy i wyruszył do Tyflisu. Dał czterdzieści złotych monet, by zobaczyć Piękno Świata zza lustra, a potem wydał cały swój majątek i towary dla niej. Wrócił do Bagdadu do matki, biednej jak Hiob, i opowiedział jej o swoim nieszczęściu. Zganiła go za nieposłuszeństwo wobec nakazu ojca. Ale chłopiec płakał i obiecał, że nie będzie już jeździł do Tyflisu, jeśli da mu z sekretnej komnaty ojca coś, czym mógłby zarabiać na życie i chronić reputację ojca. Matka dała mu pustą sakiewkę, mówiąc:
„Jeśli dziś włożysz do tej sakiewki czterdzieści monet, jutro zobaczysz, że zamieniły się w czterdzieści monet złotych. Po trzech latach złoto włożone do sakiewki zamienia się w miedź. To znaczy, raz na trzy lata talizman zmienia się w swoje przeciwieństwo”.
„To dobrze” – pomyślał chłopiec. „Mam teraz niewyczerpane źródło dochodu, na które nie trzeba pracować”.
Wkrótce zapomniał o obietnicy danej matce i pojechał pierwszą karawaną do Tyflisu. Płacił czterdzieści złotych monet dziennie za oglądanie Piękna Świata, a jego pieniądze się nie wyczerpały. Dziewczyna była zaskoczona i pewnego dnia zaprosiła go na ucztę z zamiarem okradzenia go.
„Ach! Bardzo cię kocham” – powiedziała mu przebiegle. „Z pewnością wyjdę za ciebie za mąż, jeśli zdradzisz mi sekret swojego bogactwa”.
Jak łatwo prosty młodzieniec może dać się oszukać przebiegłej kobiecie! Chłopak wpadł w pułapkę i pokazał jej magiczny sakwę. Dziewczyna upiła go zatrutym winem, a zabierając sakwę, wypędziła go z domu. Wrócił do matki, opłakując stratę. Płakał i obiecał, że nie wróci już do Tyflisu, jeśli da mu coś jeszcze z tajnej komnaty ojca, co pozwoli mu zarobić na życie. Serce matki jest czułe; nie potrafiła oprzeć się jego natarczywości i w końcu przyniosła mu z tajnej komnaty czapkę, mówiąc:
„To magiczna czapka. Gdy założysz ją na głowę, będziesz widzieć innych, sam nie będąc widzianym.”
To było coś, co najbardziej odpowiadało chłopcu. Gdy tylko stał się właścicielem czapki, zapomniał o uroczystych obietnicach złożonych matce i od razu wyruszył do Tyflisu. Wszedł do domu dziewczyny i przyglądał się jej, ile chciał, nie będąc zaczepianym. Dziewczyna i domownicy wyczuli, że ktoś jest w domu, ale nie mogli go dostrzec, mimo wielokrotnych prób. Pewnego dnia dziewczyna pomyślała, że to może być młodzieniec z Bagdadu, który płata mu figle, i zawołała go po imieniu, mówiąc:
„Ujawnij się, a na pewno cię poślubię”.
Chłopiec zdjął czapkę z głowy i ukazał się dziewczynie.
„O, mój drogi panie” – rzekła przebiegła dziewczyna – „płonęłam żądzą twojej miłości. Odkąd odszedłeś, nie wypowiedziałam żadnego innego imienia poza twoim i nadal będę twoja, jeśli zdradzisz mi swój sekret”.
Chłopiec, zwiedziony jej przebiegłymi słowami, zdradził jej sekret czapki. Wydano na niego ucztę, podano mu zatrute wino, a po odebraniu mu czapki został zhańbiony i wygnany z domu. Wrócił do Bagdadu, błagając o drogę. Nie miał serca, by ponownie udać się do matki. Błagał o interwencję przyjaciół i krewnych, którzy przekonali matkę i pogodzili ją z synem marnotrawnym. Błagał matkę o trzecią tajemnicę z komnaty ojca.
„Ale jeden sekret pozostał” – powiedziała. „Jeśli i ten stracisz, będziemy głodni, nadzy i biedni”.
Dała chłopcu róg i kazała mu w niego zadąć. Chłopiec zadął i oto góry i równiny zaroiły się od żołnierzy.
„Teraz” – powiedziała – „dmuchnij z drugiego końca”.
Uczynił tak i oto armia zniknęła.
„Mamo” – powiedział chłopiec – „teraz pozwól mi iść, walcz z moimi wrogami i odzyskaj wszystko, co straciłem”.
Tak mówiąc, ruszył w drogę, nie czekając na odpowiedź. Gdy tylko dotarł do Tyflisu, stanął na szczycie wzgórza w pobliżu miasta i zadął w róg. W mgnieniu oka miasto zostało oblężone przez armię tak liczną, że żołnierze nie mieli gdzie stanąć. W mieście wybuchła nagła panika; wszyscy mieszkańcy byli przerażeni. Król wysłał posłańców do chłopca z pytaniem, czego chce.
„Wojna! Wojna!” – krzyknął chłopak. „Za kogo mnie masz?”
Rozpoznali go i zobaczyli, że to młodzieniec z Bagdadu. Wtedy król zawołał córkę i powiedział:
„Ty jesteś przyczyną tego kłopotu. Idź do chłopca i ugaś ten ogień, zanim obaj zginiemy”.
Dziewica wysłała posłańca do chłopca z tą wiadomością:
„Przyjdę do ciebie, moja miłości, i pójdziemy prosto do kościoła, żeby wziąć ślub, a potem wrócimy do domu. Ale, kochanie, rozprosz swoje wojsko, żebym mógł do ciebie przyjść”.
Wkrótce po otrzymaniu wiadomości pojawiła się sama dziewczyna. Chłopak zadął w róg z drugiej strony i armia zniknęła. Dziewczyna podeszła do chłopaka, przeprosiła za przeszłość i wylała z siebie cały swój zasób słodkich i fascynujących słów. Przyniosła również list od ojca, zatwierdzający ich małżeństwo. Chłopak wyjawił dziewczynie sekret rogu, ale tym razem jej go nie wyjawił.
„No to” – powiedziała dziewczyna – „włóż róg do kufra, zamknij go i zapieczętuj, a my odeślemy go do domu. Nie można iść do kościoła z rogiem w kieszeni; to grzech. Po ślubie wrócimy do domu, sprawdzimy pieczęć kufra i go otworzymy. Nikt ci rogu nie ukradnie”.
Chłopak wyraził zgodę, włożył róg do pudełka, zapieczętował je i odesłał do domu panny. Gdy dotarli do drzwi kościoła, panna nagle zawołała:
„O mój Boże! Zapomniałem ucałować rękę ojca i matki. Pozwól mi odejść i pożegnać się z nimi, a potem przyjdę i ślub się odbędzie”.
Chłopak jej uwierzył i pozwolił jej odejść. Przybywszy do domu, kazała sługom rozbić kufer. Wyjęła róg, wysłała człowieka do chłopaka i z hańbą wypędziła go z miasta. Chłopak był teraz kompletnie zagubiony. Nie miał już nadziei w matce ani łaski w oczach rodaków. Przez jakiś czas błąkał się tu i tam, a potem postanowił wypłynąć w morze.
„Puść mnie” – pomyślał – „na koniec świata, do nieznanego kraju, gdzie nikt mnie nie pozna”.
Został przyjęty jako służący na statku. Wkrótce po wypłynięciu rozpętała się gwałtowna burza i statek rozbił się. Chłopiec uratował się dzięki kawałkowi deski i został wyrzucony na bezludną wyspę, gdzie żył, żywiąc się dzikimi jagodami. Pewnego dnia zobaczył dwie jabłonie rosnące blisko siebie; owoce jednej były podobnej wielkości, ale owoce drugiej były wielkości głowy człowieka i bardzo kuszące do zjedzenia.
„Jaki piękny owoc!” pomyślał chłopiec i zjadł jedno z dużych jabłek. Gdy tylko go skosztował, oto stał się osłem, z ogonem i bardzo długimi uszami. Jako czworonożne zwierzę, przez jakiś czas pasł się w okolicy; tylko że był świadomy, że jest człowiekiem i stał się osłem. Pewnego dnia, pasąc się w pobliżu dwóch jabłoni, zjadł jedno z małych jabłek, które spadły z drzewa i oto stał się człowiekiem, jak przedtem.
„To dobrze” – pomyślał chłopiec – „mogę dobrze wykorzystać te wspaniałe owoce”.
Zebrał sporo jabłek obu rodzajów. Pewnego dnia zobaczył statek płynący w oddali. Dał sygnał i statek dopłynął do wyspy. Wszedł na pokład, zabierając ze sobą oba rodzaje jabłek. Marynarze zlitowali się nad nim i zabrali go z powrotem do Tyflisu za darmo. Chłopak przebrał się i przybrał postać handlarza, udał się w okolice domu córki króla, aby sprzedać jego duże jabłka. Dziewica była wielce zadowolona z wyglądu owoców i płacąc dwadzieścia sztuk złota, kupiła dwa duże jabłka. Ona i jej czterdzieści służących zjadły kawałki jabłek, a wszystkie nagle zamieniły się w osły i wyszły na podwórze rycząc. Mówi się, że jako osioł Piękność Świata była wspaniała. Król przybył ze swoimi rówieśnikami, którzy widząc, co się stało, byli wielce zaskoczeni i zasmuceni. W tym czasie chłopak znów się przebrał, przybierając postać lekarza i nazywając siebie Doktorem Karabobo. Słudzy królewscy wezwali wszystkich lekarzy miasta, ale bezskutecznie. W końcu powiedzieli królowi, że pozostał tylko pewien doktor Karabobo, cudzoziemiec.
„Przyprowadźcie go tutaj” – rozkazał Król.
W tym czasie wszyscy wyznawcy tajemnych sztuk zgromadzili się wokół pałacu królewskiego. Kapłani, mnisi, astrologowie, astronomowie, magowie, czarownicy, czarownice, czarnoksiężnicy, nekromanci, zaklinacze ptaków, myszy, węży, wróżbici mierzący rozpiętością, rzucający fasolami lub niebieskimi kamykami, wróżbici wpatrujący się w kubki z wodą i wszelkiego rodzaju zaklinacze, mężczyźni i kobiety, starzy i młodzi, byli tam, praktykując swoje sztuki, ale żaden nie potrafił zrozumieć sekretu ani wymyślić lekarstwa. Wszyscy jednak jednogłośnie oświadczyli, że to kara zesłana z niebios, by ukarać Piękność Świata za jej samowolne okrucieństwa. Wówczas wszedł dr Karabobo i rzekł do króla:
„Mogę ponownie przemienić te osły w ludzi, ale tylko pod dwoma warunkami. Po pierwsze, musisz mi dać swoją córkę za żonę, a po drugie, musisz mi dać wszystko, czego zapragnę”.
„Zgadzam się” – odpowiedział Król.
Umowa została spisana, podpisana i opieczętowana przez króla i jego dwunastu parów. Chłopak wziął dokument i włożywszy go do kieszeni, powiedział:
„Najpierw chcę, żebyś przywiózł tu osiemdziesiąt wielbłądów pełnych towaru, który twoja córka ukradła dwóm kupcom.”
Król wydał rozkaz i je przyprowadzono.
„A teraz przynieście” – dodał – „czterdzieści ładunków, które zabrano młodzieńcowi z Bagdadu; przynieście jego magiczną sakiewkę, czapkę i róg, a także złote monety, które w ostatnich latach zabierano z magicznej sakiewki w tempie czterdziestu złotych monet dziennie”.
Król i jego panowie byli zaskoczeni, że wiedział o tym wszystkim, ale zgodnie z umową musieli przynieść to, o co prosił. Król błagał go jedynie, by nie żądał złota, które trzymał w sakiewce, ponieważ w królewskim skarbcu nie było go wystarczająco dużo, by skompletować tak dużą sumę. Doktor Karabobo był jednak nieugięty; trzymał róg w gotowości, by w razie potrzeby wezwać armię. Następnie wyjął z kieszeni małe jabłka i dał po kawałku każdemu osłu, po czym osły przemieniły się w ludzi. Potem powiedział im, kim jest. Zabrał dziewicę i wszystko, co do niego należało, i wyruszył do Bagdadu. Zadął w róg, a towarzyszyła mu ogromna armia. Tak więc z książęcym orszakiem dotarł do Erzurum, gdzie odnalazł dwóch byłych kupców i zwrócił im ich majątek. Następnie wkroczył do Bagdadu z wielką pompą i powiedział do matki, która wyszła mu na spotkanie:
„Matko, oto cały mój dobytek, a oto dziewczyna, która tak katowała twojego syna. Musiałem stać się osłem, zanim nauczyłem się ją traktować, i ona musiała stać się osłem, zanim przestała być podstępną jędzą. Teraz jest człowiekiem i obiecuje zostać posłuszną synową”.
Panna ucałowała wówczas obie dłonie staruszki na znak posłuszeństwa. Przez czterdzieści dni świętowali swoje zaślubiny, po czym udali się do kościoła i wzięli ślub.