Siedząc w swojej upiornej celi, Apollonowi kręciło się w głowie. Ukraść rydwan słoneczny? Rydwan słoneczny APOLLO? Jak miał to zrobić? Kiedy ojciec sprowadził go na ciemne schody krypty, pomyślał, że czeka go kolejna kazanie. „Nie jesteś wystarczająco zły” albo „bądź bardziej jak siostra”.
Bycie synem „Hadesa, boga podziemi i pana duchów” było trudne, a jeszcze bardziej utrudniała to jego siostra, poprawka, jego siostra „bliźniaczka”, „Wielka Melinoe, bogini duchów i siostra koszmarów, przepraszam, DOSTARCZYCIELKA koszmarów”. Fuj, popisywał się.
Oto jak przebiegała rozmowa:
„Apollon” Hades zaczął: „Jak dobrze wiesz, Lenaea nadejdzie za pięć dni, a ja, jeśli zajdzie taka potrzeba, udam się na Olimp, aby obejrzeć straszne popisy ludzi”.
Najlepszy dzień w roku, pomyślał Apollon i na głos powiedział: „I co z tego?”, popijając ciemnofioletową lemoniadę.
„Chcę, żebyś w tym roku zajął moje miejsce jako 'reprezentant' świata przestępczego.”
„Co!” wykrztusił Apollon, próbując przełknąć lemoniadę. „Dlaczego chcesz, żebym tam poszedł? Olimp jest lżejszy niż górny świat, a poza tym pełen atrakcji. Nigdy nie chciałeś, żebym brał w tym udział! Musi być jakiś haczyk” – Apollon przerwał – „prawdopodobnie?”
„Ach, przynajmniej jesteś na tyle mądry, żeby to zrozumieć” – mruknął ojciec. „Znasz mnie za dobrze, Apollonie, ale zapewniam cię, nie wierz we wszystkie te historie, które tu opowiadasz. Masz oczywiście rację, chcę, żebyś ukradł słoneczny rydwan Apollina”.
Apollon znieruchomiał. „Przepraszam?”
„Ukradnij. Apollo. Słońce. Rydwan”. Niecierpliwie wymówił Hades: „Chcę, żeby słońce nigdy nie wzeszło nad ziemią i pogrążyło się w ciemności. Wiem, że to mało prawdopodobne z Tobą, powinienem wysłać Twoją siostrę”.
Powinienem był przewidzieć, że Bóg Podziemia to powie, pomyślał Apollon, zanim wbiegł po schodach.
Tej nocy śnił mu się gniew, jaki ześle na niego bogowie Olimpu, jeśli spróbuje ukraść rydwan słoneczny i mu się nie uda. Rano obudził się w nieskończonej ciemności podziemnego świata.
Trzy dni później Apollon spakował walizki i wszedł po schodach. Po drodze, jak zwykle, duchy próbowały go szarpać, daremnie usiłując wciągnąć go na zawsze w otchłań duszy. „Apollonie” – wyszeptał głos. Apollon zignorował głos i szedł dalej. „Apollonie” – wyszeptał głos coraz bardziej natarczywie. Westchnąwszy, odwrócił się i zobaczył Eurydykę. Eurydyka była duchem i jego sekretną przyjaciółką, odkąd nauczył się chodzić. Właściwie była jego JEDYNĄ przyjaciółką, nie mieli przed sobą tajemnic.
„Przyszedłem cię ostrzec, Apollonie. Dlaczego zignorowałeś moje prośby?”
„Muszę się skupić, muszę uszczęśliwić ojca” – Apollon wziął głęboki oddech – „muszę ukraść rydwan słoneczny”.
Eurydyka spojrzała w dół, zawstydzona. „Wiem” – powiedziała po chwili milczenia.
„Och” mruknął Apollon. „Oczywiście, że wie”.
„Nie musisz tego robić, Apollonie” błagała Eurydyka. „Nie znasz konsekwencji”.
„Chyba potrafię zgadnąć” – powiedział Apollon bez ogródek, zanim odszedł. Odwrócił się. „Eurydyko, na wypadek gdybym nie wrócił” – przerwał. „Jesteś moją najlepszą przyjaciółką”. Ruszył przed siebie, odwrócił się po raz drugi i powiedział: „Dziękuję”, zanim skręcił za róg.
Apollon wsiadł do dymnego rydwanu Hadesa, ale zanim zdążył, jego ojciec złapał go za ramię, „Jeśli ci się nie uda, wiesz, co się stanie”. Apollon sztywno skinął głową i wyrwał ramię z mocnego uścisku Hadesa. Kiedy rydwan wzbił się w powietrze, Apollon zerknął przez okno. Jego ojciec już wyszedł, ale zastąpiła go Persefona. Jego matka miała na sobie jedną ze swoich najbardziej kolorowych sukni, jego ulubioną, była pokryta wiosennymi kwiatami i zawierała wszystkie kolory tęczy. W każdym razie Persefona stała na ziemi, patrząc na rydwan ze smutnym, pełnym żalu spojrzeniem w swoich jasnych, błękitnych oczach. Pojedyncza łza spłynęła po policzku Apollona, gdy mgła się zamknęła i stracił z oczu osobę, którą kochał najbardziej.
Gdy dotarł na Olimp, rozejrzał się wokół ze zdumieniem. Jak coś może być tak jasne? I, jakby na myśl o tym, Bolały mnie oczy. Nagle osunął się na czworaka w szoku. „O mój Boże! Tak mi przykro! Pozwól, że ci pomogę”. Wstał z pomocą. „Tak mi przykro” – powiedziała ponownie dziewczyna, z którą teraz się zmierzył. „To było moje jedyne zadanie, zanieść babeczkę do rydwanu”. Wskazała gestem ciasto rozrzucone na ziemi. Jej ramiona opadły. Apollon wybuchnął śmiechem, biorąc pod uwagę okoliczności, dziewczyna uśmiechnęła się z wdzięcznością. „Jestem Amara, córka Afrodyty” – powiedziała Amara, prostując się i wyciągając rękę. „A ty jesteś?…”
„Apollonie, synu Hadesa, ale lubię myśleć, że odziedziczyłem cechy po matce” – uścisnęła jej dłoń
„Też tak myślę. To znaczy, moja matka, nie twoja” – Amara się zarumieniła. „Przepraszam, kazano mi mówić jak najmniej, skoro jesteś synem Hadesa, a ja tu szlocham jak idiotka. Ups, przepraszam, nie miałam tego powiedzieć, przepraszam.”
„W porządku, spodziewałem się, że ludzie będą tacy, skoro reprezentujemy Hade'a” – powiedział sztywno Apollon.
Amara położyła mu dłoń na ramieniu. „Wszystko w porządku? Nie możesz być jak Hades, już to widzę. Bo po pierwsze. Masz niebieskie oczy i po drugie. Jeszcze na mnie nie nakrzyczałeś! Mogę ci powiedzieć i będziemy przyjaciółmi”.
Apollon oniemiał, nie spodziewał się czegoś takiego, zwłaszcza po Olimpijczykach. „Spotkałeś mojego ojca?”
„O tak. Co roku witam rydwan z podziemia, on chyba za dużo nie mówi, prawda?”
Teraz.."
„Dz-dziękuję, Amara” – wyjąkał.
„Z przyjemnością. Zanim będziemy musieli wcisnąć się do sali bogów, naprawdę muszę ci pokazać twój pokój”.
„Mój pokój?” powiedział zdezorientowany Apollon „Tak, głuptasie, gdzie indziej będziesz nocować?” zachichotała Amara
„Nie pomyślałam o tym” – przyznał Apollon. „Zazwyczaj to pierwsza rzecz, o której myślę, kiedy wyjeżdżam, w każdym razie chodź ze mną”. I pobiegła, biorąc Apollona za rękę, przez tłum. Apollon musiał biec sprintem, żeby dotrzymać mu kroku. Mijali wiele cudownych rzeczy, biegnąc przez Olimp. Złote posągi bogów, pozłacane fontanny, ale gdziekolwiek spojrzał, nie mógł znaleźć niczego smutnego, mrocznego ani samotnego w tym miejscu. Gdyby ojciec postawił na swoim, wszyscy pogrążylibyśmy się w ciemności. Pomyślał, zanim wbiegli do budynku.
Następnego dnia postanowił wykonać swoje zadanie. Słoneczny rydwan Apollina był pilnie strzeżony w sali bogów. Apollon nie spał całą noc, planując wejście i wyjście. Studiował mapę, którą dała mu Amara, gdy zabrała go na wycieczkę po Olimpie drugiego dnia. Amara utrudniała mu to zadanie jeszcze bardziej, niż powinno być. Była wspaniałą przyjaciółką i naprawdę interesowała się jego punktem widzenia, podczas gdy jego ojciec nigdy nie okazywał synowi żadnego zainteresowania.
Tej nocy, gdy wszyscy oglądali pokazy ludzi, skradał się korytarzem w kierunku pokoju/lądowiska, gdzie przechowywany był rydwan. Strażnicy stanowili największy problem. Apollon obserwował ich i badał przez ostatnie dwa dni. Nazywali siebie „Karmazynowymi Pelerynami”. Było ich w sumie kilkunastu, a połowa z nich została stworzona do pilnowania rydwanu ze względu na jego znaczenie. Każdy z Karmazynowych Peleryn nosił, jak można się domyślić, karmazynowe peleryny, wszystkie haftowane złotą nicią, sygnałem bogów (samotna góra z zarysem świątyni na szczycie, unosząca się nad świątynią, była błyskawicą Zeusa, króla bogów). Przed rozpoczęciem ceremonii Apollon włamał się do zbrojowni po drugiej stronie Olimpu i ukradł flet, który grał przejmującą melodię, która sprawiała, że wszyscy, którzy ją słyszeli, tracili przytomność. Wspiął się po framudze drzwi pokoju rydwanów i wycelował w Karmazynowe Peleryny. Strzelał do nich po kolei, natychmiast ich usypiając środkami uspokajającymi. Nie zdążyli nawet podnieść alarmu.
Zszedł z powrotem na dół i wszedł do środka. Kilku Crimson Capes jęczało, ale nie zamierzało wstać w najbliższym czasie.
Włączył kilka przełączników i uruchomił powóz, gdy za nim otworzyły się drzwi i ktoś westchnął.
„Apollonie? C… co ty robisz?” – wyjąkał głos. Apollon rozpoznałby go wszędzie. Odwrócił się i zobaczył Amarę, mocno trzymającą dłonie przy piersi.
„Amara, co tu robisz?” zapytał Apollon.
„Szukam cię. Zniknąłeś z sali i chciałam wiedzieć, dokąd poszedłeś” – powiedziała cicho.
Apollon zerknął za siebie. „Amara, to nie to, na co wygląda”.
„Wygląda na to, że próbujesz ukraść rydwan słońca! To jednak niemożliwe”. Apollon zasmucił się, słysząc determinację i pewność w jej głosie.
„Ok, tak to wygląda, ale mogę to wyjaśnić…
„Dlaczego? Czy to był twój ojciec? Czy to ja? Czy to był Olimp? Czy…” Amara zaczęła zadawać setki pytań na minutę.
„Czy pozwolisz mi ci powiedzieć? Nie mam dużo czasu.”
"Tak oczywiście."
„Dobrze” – powiedział Apollon, siadając po turecku na ziemi. Amara siedziała naprzeciwko niego, czekając. „Ja… mój ojciec wezwał mnie do swojej krypty, pięć dni temu, i powiedział, że muszę zająć jego miejsce na tej uroczystości. Powiedział, że muszę ukraść rydwan słońca, żeby go uszczęśliwić. Nie sądziłam, że spotkam kogoś wyjątkowego. Myślałam, że to będzie łatwe, sytuacja bez wyjścia, że mnie nie złapią. Nie wiedziałam, że spotkam przyjaciółkę, Amarę. Kogoś, z kim będę mogła porozmawiać, kogoś takiego jak ty”.
Amara wyglądała, jakby przez chwilę nic nie mówiła, ale potem powiedziała: „Wiesz, nie musisz. Twój ojciec nie może cię tu tknąć, może próbować, ale zgodnie z prawem nie będzie mógł cię przyjąć z powrotem bez twojej zgody”.
„Nie wiedziałem o tym” – powiedział zamyślony Apollon.
„No i co? Zostaniesz? Proszę. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostaniesz” – powiedziała nieśmiało Amara.
Apollon zawahał się. „Czy byłbym mile widziany? Czy ktokolwiek by mnie zaakceptował po tym, co zamierzałem zrobić? Czy inni bogowie by mnie zaakceptowali?”
„To byłby nasz mały sekret, nikt by się o tym nie dowiedział” – powiedziała.
„Jesteś pewien? Naprawdę chcesz mieć takiego przyjaciela jak ja? Kto próbował ukraść najważniejszy przedmiot na Olimpie?”
„Tak, oczywiście. Bardzo cię polubiłem w ostatnich dniach, Apollonie, i uwielbiam być twoim przyjacielem.”
„W takim razie zostanę, oczywiście, że zostanę.” Po czym pochylili się i objęli się.
Apollon został i nigdy więcej nie ujrzał Hadesu. Zeus pozwolił Apollonowi przejść do podziemi, aby mógł odwiedzić matkę i Eurydykę. Apollon spędził wieczność na Olimpie i poślubił Amarę.
Apollon zmienił swoje imię na Charalampos, co oznacza „Lśniące szczęście”.