Niedopałek

ScenariuszTay LaRoi

Dawno, dawno temu, w czasach innej ukochanej baśni, żył chłopiec o imieniu Ember. Jego rodzice omyłkowo nadali mu imię Emily, myśląc, że jest dziewczynką, ale gdy dorósł i mógł to naprawić, zmiana okazała się dość łatwa. Ember spędzał tyle czasu na dworze, brudząc się, przynosząc do domu żaby, walcząc na miecze z synami służby i pożyczając od nich ubrania, że ​​od jakiegoś czasu wydawało im się, że coś się z nim zmieniło.

Ale potem epidemia ogarnęła kraj, odbierając mu matkę. Z czasem jego ojciec spotkał kobietę, która również straciła męża i, litując się nad nią i jej dwiema córkami, poślubił ją.

Jego żona nie pochwalała Embra i jego uporczywego upierania się, że jest chłopcem, zwłaszcza że po śmierci matki zaczął nosić jeden z ulubionych kolczyków. Rodzina zgubiła drugi, kiedy pakowali rzeczy matki. Macocha uważała, że ​​Ember kpi z jej córek, bo on był całkiem przystojny, a jej córki dość brzydkie. Ich gorzkie, roszczeniowe usposobienie nie przyniosło im żadnych korzyści.

🎧
Posłuchaj tej historii — bezpłatnie w aplikacji 1 miesiąc za darmo · Bajki audio · Bez reklam
Pobierz w App Store Pobierz z Google Play

Mimo to rodzina żyła w spokojności, która przerodziła się w mroźny spokój, aż do śmierci ojca Ember z ręki rozbójnika podczas podróży służbowej. Zawsze zarządzał rodzinnymi pieniędzmi, ale teraz, gdy odpowiedzialność spadła na macochę, zdała sobie sprawę, że ich majątek topniał od lat. Jej córki były już za stare, by oddać je na praktyki, i miały niewiele talentów. Ich jedyną nadzieją było dobre wyjście za mąż.

Macocha oszczędzała, gdzie mogła, i dawała sobie radę bez, kiedy tylko mogła. Jedną z jej prób rozdysponowania majątku zmarłego męża było zwolnienie wszystkich zatrudnionych pracowników i pozostawienie obowiązków domowych Ember. Upierała się, że to dlatego, że był najstarszy, ale prawdę mówiąc, macocha nie chciała, żeby przeszkadzał jej córkom w przyszłości. Z pewnością, pomyślała, nikt nie chciałby poślubić kogoś, kto ma tak dziwne dziecko jak Ember.

Przez lata Ember pracował, szorując, cerując i gotując we własnym domu, starając się zachować choć odrobinę radości w sercu. Nadal miał co jeść, wiedział, że znajdzie pracę w innym domu, gdy ojcu w końcu skończą się pieniądze – bo wiedział, że tak się stanie – i nie musiał spędzać z przyrodnimi siostrami tyle czasu, odkąd ich matka nieustannie uczyła je, jak być porządnymi damami, tak często, jak tylko mogła.

Pewnego letniego dnia, tuż przed dziewiętnastymi urodzinami Ember, w całym królestwie rozeszła się wieść, że książę zamierza się ożenić. Tydzień po ogłoszeniu miał się odbyć bal, na który zaproszono wszystkie młode damy w wieku zamążpójścia.

Macocha nie zdążyła jeszcze przeczytać ogłoszenia na głos swoim córkom — i Ember, która akurat nalewała im herbatę — gdy wpadła w szał przeglądania sukienek, selekcjonowania biżuterii i poszukiwania ulubionej pary butów.

Macocha była tak zajęta uspokajaniem i porządkowaniem własnych córek, że nie zauważyła, jak Ember wymknął się na strych, żeby przejrzeć stare rzeczy ojca. Kilka jego najlepszych garniturów ledwo uniknęło czystki macochy, polegającej na sprzedaży wszystkiego, czego nie potrzebowały. Oszczędziła też parę jego najlepszych butów i ulubione spinki do mankietów.

Ale Ember był niższy od ojca, o smukłych ramionach, wąskich nadgarstkach i małych stopach matki. Serce mu zamarło na widok tego, jak bardzo ubrania ojca go przytłaczały.

Śmiech jego macochy, gdy poszła go szukać, również nie pomógł w rozwiązaniu sytuacji.

„Co ty, do cholery, robisz, dziecko?” – zachichotała. „Wyglądasz idiotycznie. Zdejmij te ubrania. Powiedz mi szczerze, myślałaś o pójściu na bal?”

Twarz Embera płonęła ze wstydu, gdy zaczął rozsznurowywać buty. „Myślałem, że mogę iść z tobą. Książę szuka żony, prawda? Nie przeszkadzałbym”.

„Ale nie masz się w co ubrać. Wściekasz się, jeśli myślisz, że pozwolę ci nas zawstydzić, odchodząc w ten sposób”.

„Jeśli uda mi się naprawić jeden z garniturów przy piłce, czy mogę iść?”

Macocha głęboko się nad tym zastanowiła. Nie chciała, żeby chłopak zbliżał się do jej córek, próbując znaleźć męża – jeśli nie księcia, to brata którejś z dziewcząt zabiegających o jego względy – ale powiedzenie mu wprost „nie” tylko sprowokowałoby go do kłótni.

„Jeśli uda ci się naprawić jeden z garniturów w tydzień, możesz z nami pójść”. Zanim zdążył się uśmiechnąć, dodała: „Ale najpierw musisz skończyć wszystkie swoje obowiązki”.

Mimo to Ember zgodził się, nieświadomy, jak bardzo wzrosną jego obowiązki w nadchodzącym tygodniu. Sukienki jego przyrodnich sióstr wymagały cerowania, buty i biżuteria wypolerowania. Musiał kupować na targu herbaty i kremy, które pielęgnują urodę. Dom musiał być czystszy niż kiedykolwiek, aby przyszli zięciowie mogli go odwiedzić. Zanim skończył pracę, miał tylko kilka godzin na uszycie garnituru ojca. I każdej nocy, gdy do niego wracał, większość szwów, które założył poprzedniego wieczoru, w tajemniczy sposób się pruła.

Rankiem w dniu balu obudził się i zastał wszystko w strzępach. Nie dość, że nie miał w co się ubrać na bal, to jeszcze najlepszy garnitur jego ojca, ostatnia pamiątka po nim, jaką Ember po nim miała, leżał teraz w strzępach.

Macocha udała zdziwienie, gdy Ember podawała im śniadanie. „Jaka szkoda. Wygląda na to, że jednak nie będziecie mogli pójść z nami dziś wieczorem na bal”.

Młody mężczyzna nic nie odpowiedział, a jego przyrodnie siostry zachichotały. Co miał do powiedzenia? Jego rodzina zastępcza wygrała. Pozwolił im zrujnować pozew ojca, choć nie miał twardych dowodów na to, kto to zrobił. Spędzi noc samotnie, jak każdą inną od śmierci rodziców. Gdyby miał wypowiedzieć którąkolwiek ze swoich myśli, wiedział, że się załamie, a jedyną rzeczą, którą wciąż kontrolował, była możliwość odmowy im tej satysfakcji.

Przynajmniej do momentu, aż wszyscy trzej wyszli na bal.

Gdy dom był pusty, a obowiązki domowe wykonane, Ember wymknął się do labiryntu chwastów i winorośli, który kiedyś był ogrodem jego matki. Ogrodnicy, którzy się nim zajmowali, jako pierwsi zostali zwolnieni, a Ember nie miał czasu, by się nim zająć, więc ogród zwiędł i zwiędł lata temu.

Kiedy Ember zdał sobie sprawę, że czuje się jak ogród, padł na kolana i rozpłakał się.

Pierwsze łzy spadły jak każde inne, bezszelestnie, nie zostawiając prawie cienia na popielatej ziemi, ale jedna po drugiej zaczęły się zmieniać. Spadając, zamieniały się w kryształy, które roztrzaskiwały się w zetknięciu z ziemią, wydając z siebie chrupiącą, cichą melodię.
Ember był tak zdezorientowany dźwiękiem, że usiadł i rozejrzał się dookoła, bo kto by uwierzył, że spadające łzy mogą tworzyć muzykę? Zerwał się na równe nogi, gdy dostrzegł za sobą wysoką, smukłą postać.

Stała równie wygodnie w martwym ogrodzie, jak we własnym domu, i uśmiechała się do Embera, jakby znała go od lat. Jej czysta biała suknia lśniła w świetle księżyca, podobnie jak niebieskawe kryształy zwisające z jej spiczastych uszu. Jej śmiech brzmiał dla Embera jak deszcz po suszy. „Czas najwyższy, żebyś do mnie zadzwonił, dziecko. Z tą twoją sztywną górną wargą i niechęcią do zerwania, myślałam, że nigdy cię nie poznam”.

Ember stała oszołomiona i mrugała, nieprzekonana, że ​​kobieta może być prawdziwa. „Precz z tobą, duchu. Po prostu straciłam odwagę, nie rozum”.

Kobieta znów się roześmiała, jej ramiona drżały, a w kącikach oczu zbierały się łzy. „Ty głupi chłopcze, jestem twoją wróżką chrzestną, a nie duchem”. Zmarszczyła brwi, gdy Ember wciąż patrzyła na nią z rezerwą. „Twoi rodzice nigdy ci nie powiedzieli, prawda?”

„Powiedz mi co?”

Z westchnieniem rozczarowania kobieta usiadła na zniszczonej kamiennej ławce i poklepała pustą stronę, pozwalając Emberowi do niej dołączyć. Po chwili sceptycyzmu zgodził się. Jeśli była duchem, to przynajmniej dobrym. Ale jaki duch mógłby wziąć dłonie chłopca w swoje i ogrzać je jak matka?

„Nigdy jej nie znałeś, ale twoja babcia była jedną z moich rodaków, wróżką. Zrezygnowała z nieśmiertelności, by być z twoim dziadkiem i choć takie związki często są lekceważone, nikt z nas nie mógł znaleźć w nim żadnej wady. Para była tak kochana, że ​​na ich ślubie zaoferowałem jej w prezencie wszystko, czego zapragnie. Powiedziała mi: »Wiem, że ludzkie krainy są zimne i ponure. Nie troszczą się o siebie nawzajem z honorem i sprawiedliwością. Jeśli któryś z moich zmarłych uroni łzę z powodu złośliwości lub okrucieństwa, wyjdź i okaż mu życzliwość, aby poznał mój lud i mógł się uleczyć«”.

Ember pokręcił głową i pomasował skroń, próbując opanować zamęt w głowie. „Matka nigdy mi nie powiedziała. Czy mój ojciec w ogóle wiedział?”

Jego matka chrzestna wzruszyła ramionami i wstała. „Kto wie? Może przeżyła tak błogosławione życie, że nigdy nie musiała o tym myśleć. To by wyjaśniało bałagan, w jakim się teraz znajdujesz. Takie błogosławieństwa rzadko trwają długo”.

Ember spojrzał na swoje zniszczone buty, zawstydzony tym, że nie zrobił nic, by poprawić swoją sytuację.

Wróżka uniosła brodę. „Nie martw się, dziecko. Długo i ciężko walczyłaś, żeby trzymać głowę wysoko w obliczu przeciwności losu, dlatego musiałam do ciebie przyjść. A teraz zrelaksujmy się i trochę zabawmy, dobrze? Rozumiem, że masz bal, na który chcesz pójść, prawda?”

Ember opadła z sił. „To dla księcia, który chce znaleźć żonę. Nie mam żadnych odpowiednich dziewczyn, z którymi mogłabym pójść, więc wątpię, żeby mnie w ogóle przyjęli. Moje przyrodnie siostry ledwo się zakwalifikowały, ale sprawdziły się całkiem nieźle”.

Wróżka zachichotała i obróciła Embera za ramiona, przyglądając się jego sylwetce i ubraniu. „Widzę, że masz usta jak babcia. Nie martw się. Dostaniesz się bez problemu. A teraz zobaczmy… Zamknij oczy i wyobraź sobie jak najmocniej wejście na tę salę balową. Wyprostuj się. Jak wyglądasz?”

Ember zrobił, jak mu kazano, z mocno zaciśniętymi powiekami. Wyobraził sobie, jak wkracza do pokoju z wysoko uniesioną głową, szerokimi ramionami, wysokim wzrostem, mocną szczęką i lekko potarganymi włosami. Jego strój stanowił nieco większe wyzwanie. Wyobraził sobie każdego przystojnego arystokratę, jakiego kiedykolwiek widział na targu, i wybrał swoje ulubione elementy każdego z ich garniturów, pamiętając, że kolczyk jego matki musi pozostać częścią stroju.

Kiedy otworzył oczy, jego wróżka chrzestna uśmiechnęła się do niego z lusterkiem w dłoni. „Nieźle, jeśli mogę tak powiedzieć. Spójrz.”

Ember o mało nie upuścił lustra, gdy zajrzał do środka. Mężczyzna patrzący na niego był wszystkim, co sobie wyobrażał, a nawet więcej. Po raz pierwszy dostrzegł w sobie ojca. To wystarczyło, by po raz drugi wzruszyć go do łez, ale uznał, że jedna dobra wróżka wystarczy.

Nie mógł się powstrzymać, żeby nie obrócić się kilka razy, podziwiając swój garnitur, klasyczny jak u ojca, ale czarujący dzięki nowoczesnym kolorom i wzorom na kamizelce. Złote spinki do mankietów ojca zdobiły jego nadgarstki.

„Możesz podziwiać moje dzieło po drodze” – powiedziała wróżka. „Musimy ruszać w drogę. Masz tylko czas do północy, żeby tam wrócić”.

Serce Ember trochę zamarło. „Północ?”

Wróżka uśmiechnęła się do niego smutno, machając rękami, zmieniając stary krzak w powóz, kępy winorośli w smukłe, piękne konie, a anioła na szczycie wyschniętej fontanny w jeźdźca. „Twój ludzki świat może tylko przez pewien czas podtrzymywać magię. Przepraszam, dziecko”.

Ember zignorował jego niewdzięczność i promieniał, wskakując do powozu. „To więcej, niż mógłbym sobie wymarzyć. Dziękuję”. Zanim zamknęła za nim drzwi, jego wróżka chrzestna zniknęła.

Anielski jeździec dowiózł Ember na bal w rekordowym czasie, głównie dlatego, że nikt nie chciał kwestionować tak dziwnego powozu ani walczyć z nim o miejsce na drodze. Jeden mężczyzna nawet lamentował, że zbliża się koniec świata.

Służba pałacowa pozwoliła mu wejść, tak samo jak ktokolwiek inny, bojąc się stanąć na drodze tak groźnemu słudze, a Ember wkroczył do sali balowej z wysoko uniesioną głową i wypiętą piersią.

Aż przypomniał sobie, że chodzenie na bale oznacza rozmawianie z dziewczynami, a jego macocha zadbała o to, żeby nie miał w tym żadnego wprawy.

Stał z boku, obserwując pogawędki i szepty, gdy książę tańczył z każdą dziewczyną w pokoju. Nawet te, z którymi już tańczył, poświęcały mu całą swoją uwagę. Dopiero gdy Ember zauważyła dziwną zasłonę przy oknie wykuszowym, miał swoją szansę.

Spod zasłony wystawała para kapci.
Serce Embera zamarło w chwili, gdy odsunął zasłonę. Dziewczyna, do której należały kapcie, spojrzała na niego z gniewem. Jej promienne niebieskie oczy przypominały sztylety, a oszałamiające brązowe włosy przypominały fale czekolady. Ember nigdy w życiu nie był niczego tak pewien, dopóki nie dowiedział się, że ta dziewczyna będzie miała najpiękniejszy uśmiech na świecie.

„Przeszkadza ci to?” – warknęła, przewracając stronę książki, którą trzymała w dłoni. „Próbuję być niewidzialna”.

Ember opuściła kurtynę. „Przepraszam panią”. Widząc, że była jedyną dziewczyną, z którą rozmawiał przez cały wieczór, postanowił sprawdzić, czy będzie chciała z nim jeszcze rozmawiać. „Dobra książka?”

„Moje ulubione” – powiedziała przez zasłonę. „Zbiór bajek z dzieciństwa”.

Ember zaśmiał się pod nosem. „Zawsze dobra opcja”. Przez chwilę postukał palcami u stóp. Nikt inny nie zdawał się nawet zauważać obecności kogokolwiek poza księciem, zwłaszcza że ten najwyraźniej tańczył z dziwnym, tajemniczym gościem, którego nikt nie rozpoznał. Kobiety szeptały raczej z zakłopotania niż z goryczy, tak bardzo zaskoczył je taki obrót spraw.

„Czy mogę zapytać, dlaczego próbujesz stać się niewidzialny?” zapytała Ember.

Dziewczyna westchnęła. „Nie chciałam tu przychodzić, ale reszta mojej rodziny jest tutaj. Zmusili mnie do przyjścia. Zamiast tego chciałam pójść na festyn na rynku. Wszyscy są o wiele zabawniejsi, kiedy nie martwią się o to, że książę wybierze sobie żonę”.

Ember wzruszyła ramionami. „Cóż, mnie osobiście nie zależy na tym, żeby znalazł żonę”.

Dziewczyna wychyliła głowę zza zasłony. „Nie?”

„Dlaczego miałbym to zrobić?”

„Nie chcesz, żeby twoje siostry, kuzynki czy ktokolwiek inny zostały wydane za mąż za szlachciców?”

Ember zmarszczyła brwi. „Mogliby poślubić ropuchy, jak mnie to obchodzi. Chciałem tylko mieć szansę wyjść z domu i poznać ładną dziewczynę taką jak ty”. Zdając sobie sprawę, jak zalotnie zabrzmiały jego słowa, Ember dodała chytry uśmieszek. „To, że lubisz czytać, sprawia, że ​​czuję się prawdziwym szczęściarzem”.

Policzki dziewczynki poczerwieniały i zamknęła książkę. „Moja rodzina mówi, że ta książka jest dla dzieci”.

„Bajki są dla każdego, kto potrzebuje odrobiny jaśniejszego momentu w ciągu dnia, a wygląda na to, że przydałoby ci się ich więcej niż kilka”. Serce waliło mu w piersi, gdy wyciągnął rękę. „Czy mógłbym dodać jeszcze jedną, proszę pani?”

Dziewczyna chciała odmówić. Nie chciała się bawić, choćby po to, żeby zrobić na złość rodzinie, ale ten dziwny mężczyzna, który pojawił się znikąd, sprawił, że całkowicie o nich zapomniała w chwili, gdy tylko wzięła go za rękę i pozwoliła mu porwać się na parkiet.

Jedyne, czemu mogła zaprotestować, to sposób, w jaki zwracał się do niej per „pani”. „Mam na imię Autumn i masz się do mnie zwracać w ten sposób”.

Najwyraźniej nigdy wcześniej nie tańczył. Przynajmniej nie formalnie, ale roześmiał się z własnej niezręczności i braku umiejętności i nie zaprotestował, gdy na chwilę przejęła inicjatywę, by pokazać mu kroki. Zapytał o jej ulubione bajki i o to, co lubi robić poza czytaniem. Nie mogła się oprzeć, gdy jego oczy rozbłysły z ekscytacji, gdy powiedziała, że ​​uwielbia ogrodnictwo, mimo że brudzi sobie przy tym ręce.

„Moja matka uwielbiała ogrodnictwo, zanim umarła” – wyjaśnił, obracając ją pod pachą. „Umarła, zanim zdążyła mnie tego nauczyć, a ja sam mam niewiele czasu, żeby się tego nauczyć”.

„Chętnie bym cię nauczyła”. Słowa te wyszły z ust Autumn, zanim zdążyła się nad nimi zastanowić, ale były prawdziwe. Nie pragnęła niczego bardziej niż dowiedzieć się wszystkiego o tym dziwnym chłopcu, mimo że tak mało mówił o swoim życiu. Był sierotą i mieszkał z rodziną zastępczą. Sądząc po tym, jak zwiędł na samą myśl o nich, domyśliła się, że nie traktowali go dobrze, co sprawiło, że serce jej zamarło.

Kto mógłby być nieuprzejmy dla tak łagodnej duszy?

Zanim zdążyła go zapytać, dzwon wybił dwunastą i zamarł na parkiecie. Kiedy spojrzał na zegar na dzwonnicy za oknem, zbladł. „Muszę iść”.

Te słowa złamały serce Autumn. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że ten nieznajomy znalazł w nim miejsce.

„Dlaczego? Co się dzieje?”

„Muszę już iść do domu. Przepraszam. Nie mam czasu na wyjaśnienia.”

Ember zniknął w tłumie tak szybko, jak się pojawił, zostawiając Autumn, by goniła ducha korytarzami i na schodach. Wystarczył jej srebrny kolczyk upuszczony na schody, by przekonać ją, że sobie go nie wyobraziła.

Ember z kolei nie myślał o Autumn, dopóki nie znalazł się bezpiecznie w domu. Jego ubranie znów było w nieładzie, a stopy pokryte pęcherzami od konieczności powrotu do domu przez połowę miasta, gdyż magia nie trwała długo po jego ucieczce.

Leżąc w łóżku, wyczerpany, spocony i błogi, myślał o Autumn i o tym, jak jeden wieczór z nią był wart wszystkich lat samotności. Modlił się do swojej wróżki chrzestnej, aby jej wspomnienie było wystarczająco silne, by uszczęśliwić go do końca życia, bo przecież nie chciałaby, żeby go widziała bez magii: smukłego, drobnego i kobiecego.

Nie wiedział jednak, że młoda kobieta z drugiego końca miasta została obdarzona podobną magiczną nocą i wpadła w oko księciu. Zamiast kolczyka zostawiła jednak na schodach szklany pantofelek, który książę miał znaleźć.

Kiedy książę przysiągł odnaleźć dziewczynę, do której należał szklany pantofelek, jego siostra, księżniczka Autumn, przyrzekła odnaleźć chłopca, który nosił kolczyk. Miała już dość tego, że uważał go za centrum królestwa, niezależnie od tego, czy był koronowanym księciem, czy nie. Dlatego też dwójka postanowiła ścigać się, by odnaleźć tajemniczych nieznajomych, w których zakochali się na balu. Zdobyli swoje królestwo, od najwyższego rangą członka dworu po najnędzniejszego chłopa.

Minął tydzień i księżniczka Autumn przysięgała, że ​​pokonała brata, bo przeszukała niemal każdy dom w poszukiwaniu swojego młodzieńca, ale gdy nadeszła sobota, zaczęła się martwić. Jej brat mógł mieć więcej młodych dam do przeszukania, ale skończyły jej się domy z młodymi mężczyznami, a jej miłości nigdzie nie było.

Rozpoczęła więc poszukiwania od nowa, odwiedzając każdy dom, w którym były dzieci w odpowiednim wieku, zadając pytania, zastanawiając się, czy wysłali któregoś ze swoich synów. Jej brat wygrał, znajdując dziewczynę o imieniu Kopciuszek, pracującą jako służąca w domu jej rodziny, a mimo to Autumn szukała dalej.

Zmęczona, znikającą nadzieją i bliska łez ze strachu przed utratą młodego mężczyzny, Autumn osobiście zapukała do drzwi macochy, zbyt niecierpliwa, by czekać, aż służba odpowiednio ją zaanonsuje.

Ember usłyszał pukanie do drzwi z kuchni i zawołał macochę. Zabroniono mu otwierać drzwi, ale macocha i przyrodnie siostry nigdy nie odpowiedziały. Wszyscy byli zamknięci w gabinecie na lekcji muzyki – a przynajmniej tak nazywali ten hałas dochodzący ze strun głosowych przyrodnich sióstr – a pukanie brzmiało natarczywie.

Więc Ember sam otworzył drzwi i stanął w progu jak sparaliżowany.

„Hm, witaj” – powiedziała Autumn, zaskoczona, że ​​pani domu pozwoliła jednemu ze służących otworzyć drzwi w tak podniszczonym stanie, ale nie chcąc być nieuprzejma. „Czy twoja pani jest w domu? Muszę z nią porozmawiać. To sprawa korony. Powiedz jej, że księżniczka Autumn musi z nią natychmiast porozmawiać”.

„Księżniczko?” Ember cofnęła się o kilka kroków, otrząsając się z szoku. „Oczywiście. Przyprowadzę ją dla ciebie”. Odwrócił się i rzucił do ucieczki, mając nadzieję, że Autumn go nie rozpozna, ale zawołała go, gdy tylko jego stopy dotknęły schodów.

"Czekać."

Posłuchał i powoli się odwrócił.

Autumn weszła do domu i przyjrzała się twarzy Ember, doskonale wiedząc, że zna te miłe oczy, wyraziste usta i niesforne, ale urocze włosy. „Czy my się znamy?”

„Oczywiście, że nie, proszę pani. Mam na myśli Waszą Wysokość.”

Autumn ruszyła w stronę schodów, nie zważając na to, jak Ember drgnęła, stawiając stopę na pierwszym stopniu. „Nie kłam swojej księżniczce. Powiedz mi prawdę. Czy my się już kiedyś spotkałyśmy?”

Ember wziął głęboki oddech i przełknął ślinę, mimo suchości w ustach. „Tak, Wasza Wysokość.”

Serce Autumn waliło jak młotem, ale starała się tego nie okazywać. Wciąż mogła się mylić. „Kiedy ostatnio się spotkaliśmy, o czymś zapomniałaś. O czym? I zabraniam ci znowu kłamać”.

Ember sięgnęła do ucha, zanim zdążył pomyśleć. To była cała odpowiedź, jakiej Autumn potrzebowała, ale mimo to powiedział: „Pojedynczy srebrny kolczyk, który należał do mojej matki”.

Autumn zrobiła jeszcze kilka kroków, a Ember zrobiła kilka kroków w tym samym kierunku, oddalając się od niej.

„Wasza Wysokość, pozwól mi wyjaśnić” – wyjąkał. „Było zaklęcie i wróżka chrzestna, o której istnieniu nie wiedziałem. Nie chciałem cię okłamywać. Przepraszam, że tak naprawdę wyglądam, po prostu…

„Jesteś nim, prawda? Jesteś tym chłopakiem, którego poznałam na balu.”

„…Tak, Wasza Wysokość.”

„Mówiłam ci, żebyś nazywał mnie Autumn, prawda?” – warknęła. „Twoją pokutą za to, że mnie okłamałeś i że nie zauważyłeś, jaka jesteś piękna, jest jeden pocałunek”.

Ember mogła tylko mrugać, zamarła w bezruchu, więc Autumn wzięła na siebie zadanie zamknięcia przestrzeni między nimi i zebrania pokuty. Ember rozpłynął się w jej ustach, zatracając się w świadomości, że to ona będzie jedyną osobą, którą będzie chciał całować do końca życia.

To była niezwykle wzruszająca chwila, aż do momentu, gdy macocha wyszła z krzykiem na nich oboje. Natychmiast przestała i poczerwieniała ze wstydu, gdy zdała sobie sprawę, na kogo krzyczy. Żadne przeprosiny nie były w stanie powstrzymać języka Księżniczki Autumn, która ganiła kobietę za to, jak traktowano Ember przez te wszystkie lata. Tylko dłoń jej ukochanego na ramieniu mogła ją uspokoić.

„Zostaw ją i moje przyrodnie siostry w spokoju, kochanie” – powiedziała Ember. „Niech gorycz i nienawiść, które kipią w ich sercach, będą wystarczającą karą. To ich zżera bardziej niż jakikolwiek rozkaz, jaki mogłabyś im wydać”.

Autumn niechętnie się zgodziła i odwróciła się, by odejść, trzymając dłoń Ember w swojej. Zatrzymał się na chwilę w drzwiach, by rozejrzeć się po domu, który kiedyś był pełen miłości, zanim został skażony płytkością i nienawiścią. Zmiana uderzyła go tak bardzo, że złożył propozycję macosze.

„Kiedy skończą się pieniądze, przyjdźcie do mnie. Nie pozwolę wam głodować, ale też nie pozwolę, żebyście we troje pozostali tak wyniośli i źli. Zawsze znajdą się dla was trzy wolne miejsca wśród służby pałacowej. Mam nadzieję, że lekcja pokory i miłosierdzia nakarmi wasze dusze, podczas gdy my będziemy was karmić i zapewniać wam dach nad głową”.

Oboje zostawili macochę stojącą na schodach z opadniętą szczęką i bez słowa.

Gdy Autumn wciągnęła Embera do swego powozu, znów go pocałowała, szalejąc ze szczęścia, że ​​go odnalazła i że wszystko, co w nim wspaniałe, pozostało nienaruszone, choć odrobinę inne.

Nieźle. Nieźle. Po prostu inaczej.

Wciąż nieśmiały i skrępowany, jak zawsze, Ember odsunął się, gdy poczuł na sobie i swojej ukochanej wzrok. Na zewnątrz stała Wróżka Chrzestna, uśmiechając się i machając, gdy oboje odjeżdżali.

„Znasz tę kobietę?” zapytała księżniczka Autumn, machając w odpowiedzi razem z Ember.

„Tak. Zaprowadziła mnie do ciebie i obdarzyła największą dobrocią, jakiej doświadczyłam od śmierci rodziców”. Ember złożyła czuły pocałunek na włosach Autumn, gdy powóz skręcił za róg. „To czyni ją najwspanialszą rodziną, jaką znam od tamtej pory”.

KONIEC

🎧 Chcesz usłyszeć tę historię?

Pobierz audiobooki w naszej aplikacji — bez reklam, pierwszy miesiąc gratis.