(Opowieść ta jest przerobioną opowieścią zaczerpniętą ze szwedzkiego folkloru.)
Lussi uniosła długą białą szatę, tak nieskazitelną, jak zawsze w przypadku trollich tkanin. Czuła jednak, jak cienkie nici magii są gotowe do rozerwania – niczym wełna zjedzona przez mole. Jej ostatnia podróż przez linie uskoków była tak koszmarna, że od tamtej pory nie odważyła się tam przejść. Z tego powodu magia siódmego królestwa trolli była teraz na wyczerpaniu.
Lussi musiała zebrać się na odwagę, by ponownie wyruszyć do krainy ludzi i przynieść dary magii. Siódme królestwo trolli zależało od tego; ciężar spoczywał na jej starych barkach.
Z westchnieniem frustracji Lussi powiesił białą szatę na drewnianym bujanym fotelu przy kominku. Zioła wisiały nad nią w równych rzędach, wysuszone i pełne szeptów.
Jej dom był skromny, schowany pod starym dębem, a sufit oplatał baldachim korzeni. Ściany wzmocniono wzorami z zebranych przez nią kamieni. Oprócz salonu znajdowała się tam sypialnia pełna zaczarowanych roślin. Słupki łóżka tworzyły splecione korzenie, a u stóp łóżka rósł miękki mech. Z sufitu zwisały kępy glicynii ognistej, na którą natknęła się dawno temu. Jej lśniące, kwitnące pąki delikatnie oświetlały jej sypialnię – akurat na tyle, by mogła podziwiać inne kwiaty rosnące w każdym zakamarku – i oczywiście, by ukoić sen.
Łazienka z małym, zimnym basenikiem rozciągała się obok jej sypialni. Krążyły najróżniejsze plotki o trollach i jak większość innych stworzeń, trolle istniały wszelakiego rodzaju, ale Lussi lubiła dbać o czystość. Nawet jaskrawożółte porosty, tworzące koliste wzory na jej skórze, ceniły sobie higienę i porządne moczenie od czasu do czasu.
Lussi poszła zamieszać karmel malinowo-borówkowy, który gotowała w kotle. Był gęsty i lepki od popołudniowego gotowania, a jej piękny dom wypełnił zapach jagód. Bujany fotel zaskrzypiał z aprobatą. Uśmiechając się do siebie, Lussi posypała go odrobiną szczęścia. Jak się wkrótce dowiedziała, szczęście było czymś, czego wiele królestw potrzebowało więcej – i komu lepiej je podarować niż dzieciom.
Zdjęła kociołek z haka i wylała karmel na talerz. Za pomocą magii trolla uformowała lepki, czerwonobrązowy karmel jagodowy w idealne, okrągłe kulki i owinęła je szeleszczącym papierem cukierniczym.
Gdy jej kosz był pełny, wzięła kąpiel. Zimna woda spływała po jej skórze, a ona myła długie, niesforne włosy. Zimna woda była dla niej dobra – powstrzymywała jej wewnętrzny ogień.
Lussi westchnęła ponownie i niechętnie poszła po białe szaty. Stary skórzany pas ze złotem i rubinami przytrzymywał długą szatę. Z jej czaszki wyrastała świeża zieleń, a łodygi borówek brusznicowych wrastały w jej włosy. Wokół jej oczu wisiały kiście czerwonych jagód – ożywionych po kąpieli.
Wysuszona, ubrana i gotowa, Lussi wzięła swój koszyk z karmelkami i ciężkim krokiem opuściła swoją bezpieczną przystań, niepewna, co przyniesie jej podróż. W jej głowie pojawiły się obrazy krzyczących ludzi i płonących domów. Gdyby tylko mogła ostrzec ludzi wcześniej, żeby jej nie rozgniewali – powiedzieć im, że jej oczy mają moc podpalenia wszystkiego.
„Nie jestem złym duchem” – prychnęła, czując na nowo ból w sercu. „Po prostu potrzebuję darów. Proszę” – dodała, nie zwracając się do nikogo konkretnego.
Wzdychając ponownie, zrobiła pierwszy krok, a potem drugi. Otaczający ją las stał się dziwną plamą, jak zawsze, gdy pokonywała długie dystanse niczym trolle. Potem powietrze stało się rzadsze, aż zimno ugryzło ją w twarz. Pocałunki zimy.
Najdłuższa noc – tylko że nie była. Już nie. Ale nauka i magia czasami ze sobą konkurowały – gdy wiara jest silniejsza, magia zwycięża. Lussi wiedział, że to jeden z filarów magii trolli.
Kraina ludzi wyglądała podobnie do jej własnej, ale powietrze było zupełnie inne. Przypuszczała, że to ma coś wspólnego z magią. Ludzkie królestwa nie były rządzone przez magię tak jak królestwa trolli, więc magia zanikła.
Nad nią gwiazdy migotały w ciemnoniebieskim oku trolla kosmicznego. Wpatrywała się w nie przez chwilę, po czym zapaliła kilka pasm włosów, by oświetlić sobie drogę. Śnieg stopniał na jej drodze, a małe wiosenne kwiaty wykiełkowały tam, gdzie jej stopy dzieliły się ciepłem i magią. Biedactwa umrą nad ranem, bo połowa grudnia jest zbyt nieubłagana, a słońce zbyt daleko, by karmić jej dzieci.
Lussi potrzebowała chwili, żeby dotrzeć do pierwszej wioski z domami rodzinnymi. Jasne światło wpadające przez okna zaskoczyło ją. Może jednak ludzie mają magię.
Zadzwoniła do drzwi, znów zaskoczona, że w świecie ludzi można znaleźć tak wielką magię, i czekała.
Otworzył mężczyzna. „Lucia?” zapytał.
Brzmiało to wystarczająco dobrze, więc Lussi skinął głową.
„Nie jesteś trochę za wcześnie?” – zdziwił się, a Lussi zmarszczył brwi. „Nieważne” – dodał, po czym odwrócił się i zawołał do domu, że przyszła „Łucja”.
Małe stópki szybko skierowały się w stronę drzwi i nagle trójka dzieci spojrzała na nią.
„Wygląda trochę dziwnie” – powiedział sceptycznie środkowy chłopiec o brązowych, potarganych włosach.
„Bzdura, uwielbiam jej interpretację” – powiedział najstarszy.
„Czy zaśpiewasz?” – zastanawiał się najmłodszy.
„Umiem śpiewać” – zgodziła się Lussi, oszołomiona, że nikt nie krzyczy. I tak zaśpiewała starą piosenkę, którą śpiewała swoim dzieciom, gdy były małe.
„Trolling, trolling z długim, długim ogonem,
Trolling, trolling z długim, długim ogonem.
Zranił czubek i nastąpił na niego,
Zawsze na drodze,
Dopóki mama nie zawiązała jej w kokardę.
„Trollowanie, trollowanie” – śpiewało z entuzjazmem najmłodsze dziecko.
„Dla was po jednym” – powiedziała Lussi, wyciągając do mnie koszyczek z karmelkami.
„O, słodycze!” zawołało środkowe dziecko.
„To bardzo miłe” – powiedział ich ojciec, jak przypuszczał Lussi. „Czekaj”. Zniknął, a potem szybko wrócił. „Weź kilka bułeczek… Mam ich za dużo”.
Wyciągnął żółte bułeczki, każdą złożoną w kształt litery S i udekorowaną rodzynkami.
„Chleb Lusse” – uśmiechnęło się najmłodsze dziecko, a Lussi przyjęła bułki jak prawdziwe skarby. Żółte bułki trzeszczały magią – magią wymiany prezentów.
Lussi podziękował tej miłej rodzinie i pożegnał się.
Z zachwytem Lussi chodziła od domu do domu, oferując karmelki młodym i starym, otrzymując w zamian imbir i chlebek lusse, a czasem nawet kubek gorącego grzanego wina jagodowego z migdałami i rodzynkami. Wielokrotnie oczekiwano od niej śpiewania piosenek lub recytowania wierszy, a Lussi z radością spełniała te prośby. Stare twarze uśmiechały się, radując się z towarzystwa, a młode rozświetlały się ciekawością. Oczywiście, zdarzały się domy, w których nikogo nie było, ale w sumie tych było zaledwie kilka. Najdłuższa noc w folklorze minęła.
Gdy pierwsze promienie słońca rozsunęły zasłony nocy, Lussi zgasiła płonące pasma włosów. Jej karmelki z jagód i szczęście trafiły w ręce zasłużonych osób, a jej koszyk był pełen bułeczek i magii. Bułeczki pachniały pysznie, ale nie były przeznaczone do jedzenia – przynajmniej nie dla niej. Chciała ich tylko ze względu na ich magię.
„Pracujesz dziś wieczorem?” – zapytał złowrogi głos, gdy Lussi szykowała się do przekroczenia linii uskoku i powrotu do domu. „Nikt dziś nie pracuje”.
Lussi rzuciła duchowi wody – który lubił paradować w postaci nagiego mężczyzny – ostre spojrzenie. Nie takiej reakcji się spodziewał, wiedziała to – zwłaszcza po tym, jak uniósł brwi.
A potem kilka elementów wskoczyło na swoje miejsce. Przechyliła głowę na bok, przyglądając mu się.
„Ty” – powiedział Lussi. „Dlaczego sądzisz, że ta noc należy do ciebie?”
„Bo tak. To noc duchów”. Duch wody zawahał się. „No cóż, jedna noc duchów…” – poprawił się.
„A trolle nie są duchami?” zapytał Lussi.
„Nie wyglądasz na trolla” – rzucił oskarżycielskim tonem duch wody.
„No cóż, oczywiście, że nie. Magia trolli, rozumiesz. Nie mogę tu wejść z porostami na skórze i oczekiwać, że ludzie pomyślą, że trolle to mit, prawda?”
Duch wody prychnął.
„Sabotowałeś moją pracę już wcześniej, prawda?” – rzucił Lussi.
„Nie wiedziałem” – powiedział duch wody, krzyżując ramiona w geście obronnym – a ten duch podobno wabił kobiety do wody. Która kobieta zainteresowałaby się tym hipokrytą?
„Przyjrzyj się uważnie następnym razem” – ostrzegł Lussi. „Albo mogę cię przekląć”.
Duch wody wyjąkał coś na zgodę i szybko zniknął. Nic dziwnego, że ludzie nie pracowali w najdłuższą noc w folklorze. Ale nawet głupi duch wody nie mógł sprowadzić chmur na swoje niebo – nie, gdy jej kosz był pełny. Z radosnym uśmiechem na twarzy Lussi przekroczyła linie uskoków i skierowała się prosto do góry, gdzie mieszkał król trolli z siódmego królestwa trolli. Z zewnątrz z pewnością wyglądała jak góra, ale w środku kryła komnaty i skarby.
Lussi dumnie wkroczył do sali tronowej.
„Dobrze ci poszło” – pochwalił Król Trolli, a na jego starej, zniszczonej twarzy odmalowała się ulga. Jego oczy zabłysły, gdy obejrzał zawartość koszyka Lussiego.
„Dziękuję” – powiedziała Lussi, ostrożnie umieszczając żółte bułeczki w wielkiej skrzyni z magicznymi podarunkami.
„Spodziewałem się szynki i bułki tartej… Ale to… To jest zrobione z szafranu. Takie prezenty przetrwają długo” – powiedział król trolli.