Tylko wiatr

Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

Elżbieta naprawdę nie chciała umierać.

To była naturalna skłonność, wywołana krótkim życiem pełnym wojen. Naturalna skłonność, którą zignorowała, gdy zaciągnęła się do misji odkrycia prawdy o tym, gdzie synowie królowej Niny włóczyli się nocą.

Opróżniła puchar z odurzającym winem, który jej przynieśli, do śmietnika i wcisnęła go pod łóżko. Potem oparła głowę o zimny, kamienny mur swojej komnaty, nasłuchując dźwięków dochodzących z sąsiedniego pokoju, gdzie zebrali się książęta. Słyszała szepty, sporadyczne rechoty i prychnięcia. Lecz ich stopy stąpały bezszelestnie pomimo ciężkich butów, zwinnej lekkości zarówno tancerzy, jak i pojedynkujących się.

Drzwi zaskrzypiały, gdy się otworzyły. Równie cicho jak oni, wskoczyła do łóżka, otulona miękkim, niebieskim kocem. Zamknęła oczy, zmuszając się do leżenia nieruchomo, tak jak podczas wojny, gdy ich obozy były atakowane, a ona musiała udawać martwą, by uniknąć rzezi. Ale tym razem przynajmniej mogła oddychać powoli i równomiernie, pozwalając powietrzu spłynąć po języku. Poczuła obecność mężczyzny w swoim pokoju i zmusiła mięśnie, by się nie napinały.

„Wyszła”. Głos księcia Judy, wymizerowany i napięty. Słuchała, jak wychodzi z jej komnaty, powłócząc nogami. Gdy tylko zniknął, usiadła i owinęła ramiona niebieskim kocem. Skrzywiła się, gdy magia zaczęła działać, a jej żołądek zabulgotał, gdy kończyny powoli stawały się niewidzialne. Przez całą wojnę korzystała z wojskowych koców niewidzialności, aby chronić się przed wzrokiem wrogów, ale kodeks wojownika nie pozwalał jej używać ich jako narzędzia do gromadzenia informacji. Teraz nie miała takich skrupułów.

Nie, skoro dwie kobiety już umarły. Ogłoszone przez królową orzeczenie śmierci dla tych, którym się nie udało, szybko wyeliminowało te, które mogłyby spróbować tego dla żartu. Szlachta zabroniła swoim córkom podejmowania prób, pozostawiając zwycięstwo – i tragedie – dziewczętom takim jak Elżbieta.

Na palcach podeszła do komnaty książąt. Zamek w drzwiach dawno już został wycięty. Wślizgnęła się do komnaty bezszelestnie i zamknęła za sobą drzwi.

„Po co ona w ogóle próbuje?” – zapytał Benji, najmłodszy brat.

W duchu Elsabeth odpowiedziała na jego pytanie, mimo że bracia się śmiali: bo w królestwie Reurlise kobiety nie miały zbyt wielu okazji, by zostać bohaterkami. Bo nie miała nic do stracenia. Bo chciała. Bo była żołnierką i wciąż pragnęła walki.

Patrzyła, jak książęta, stękając z wysiłku, odsuwają swoje łóżka, odsłaniając wąską klapę. Razem ją otworzyli i zeszli w ciemność.

Dreszcze przebiegły Elsabeth po plecach. Jeden zły ruch i nie tylko umrze – ale i zrobi miejsce kolejnej zdesperowanej, nieszczęsnej duszy.

Z wyćwiczoną ciszą żołnierza przebiegła po kamiennej posadzce do klatki schodowej. Wpadła do niej akurat w chwili, gdy najmłodszy książę zatrzasnął drzwi tak gwałtownie, że musiała zeskoczyć ze stopnia, by nie uderzyć się w głowę. Nie zdała sobie sprawy, że wylądowała na jego płaszczu, dopóki się nie poruszył. Zerwała stopę z płaszcza, ale on już poczuł szarpnięcie.

„Bracia!” syknął. Dźwięk odbił się echem w skurczonej przestrzeni.

Judah, stojący na czele kolejki, warknął na niego: „O co chodzi, Benjinnie?”

„Mój płaszcz się zaciął! Ale czułem się, jakby ktoś na niego nadepnął!”

„Prawdopodobnie twoja własna stopa, Benjin.” Judah brzmiał irytująco.

„Albo ukochana Judy przyszła i kazała nam przestać chrapać” – wyszeptał jeden z braci. Ktoś prychnął, a reszta wybuchnęła śmiechem.
Elsabeth przycisnęła język do wewnętrznej strony policzka. Znosiła już wystarczająco dużo docinków ze strony towarzyszy broni, więc żarty książąt nie robiły na niej wrażenia. Słuchając jednak śmiechu reszty książąt schodzących po schodach, zastanawiała się, jak to możliwe, że taki człowiek został przeklęty jedenastoma zbuntowanymi braćmi. Nie mogła powstrzymać współczucia dla kawałków królestwa, które pewnego dnia spoczną w ich rękach.

***

Nie spodziewała się tego, co czekało ich u podnóża klatki schodowej. Ciemność wąskich schodów ustąpiła miejsca srebrzysto-niebieskiej poświacie, a oni weszli do lasu. Elsabeth zatrzymała się, a jej szczęka opadła. Lekki, rześki wietrzyk smagał drzewa, grożąc, że zerwie jej koc z ramion. Przytrzymała go mocno i wyciągnęła dłoń, pozwalając palcom musnąć chłodne, śliskie gałęzie. Wydawały się zimne i ciężkie, jakby pokryła je warstwa lodu. Liście miały głęboki, srebrny kolor, przeszyty błękitem. Zastanawiała się, czy odważyć się na odłamanie gałęzi, czy też będzie to wymagało zbyt dużego wysiłku i hałas ją zdradzi.

Gdy tak rozmyślała, śmiech rozległ się z głębi lasu. Benjin, najbliżej niej, rzucił się do biegu, a reszta podążyła za nim.

Wyszli z lasu na wąski pas lądu, który stykał się z jeziorem. Tam czekało dwanaście łodzi, każda z uśmiechniętą kobietą trzymającą wiosła. „Spóźniłaś się” – powiedziała jedna z dziewcząt.

Benjin odpowiedział: „Mamy kolejną cudowną panią, która po prostu nie może się nami nasycić. Nie daje nam spokoju”.

Dziewczyna przewróciła oczami. „Trudno mi w to uwierzyć. Gdybyś nie był tak dobrym tancerzem, Benjin, dawno już byś się odsunął”.

Elżbieta skrzywiła się, widząc łatwość, z jaką młodzi szlachcice wzajemnie się poniżali. W wojsku takie rozmowy były niemile widziane, a wszystko, co mogło wpłynąć na morale oddziału, traktowano z ostrożnością i rozwagą.

Książęta wskoczyli do łodzi i wraz z partnerami na zmianę prowadzili łódź przez jezioro. Benjin i jego partner pozostali na brzegu, szepcząc do siebie, a Benjin głaskał ją po ramionach. Elsabeth skrzywiła się, ale skorzystała z okazji, by wpełznąć do jego łodzi i usiąść na środkowej desce. Kiedy w końcu do niej dołączyli, kobieta zajęła miejsce na dziobie, a Benjin na tyle.

„Nabrałeś masy mięśniowej, Benjin?” zapytała dziewczyna. „Łódź wydaje się cięższa”.

„Może po prostu słabniesz” – powiedział Benjin i sam chwycił za wiosła.

Dziewczyna syknęła jakąś uszczypliwą odpowiedź i wybuchła kłótnia, którą Elsabeth z łatwością zażegnała. Nie tolerowała głupich młodzieńców i ich fatalnych flirtów.

***

Kiedy wylądowali na drugim brzegu jeziora, Elżbieta poczekała, aż książęta i ich partnerzy wysiądą z łodzi, zanim sama wysiadła. Zachwiała się przez chwilę, a potem wyprostowała.

Książęta zaprowadzili ją do zamku, którego podwórze było pełne fontann, z których tryskało srebro, i krzewów, na których rosły pióra zamiast kwiatów. Poprowadziła mężczyzn i ich partnerki do zamku, gdzie dotarli do sali tanecznej otwartej na gwiazdy. Blask pochodni i księżyca mieszały się, tworząc złocisto-srebrną poświatę, która omiatała wszystko w pomieszczeniu.

Na samym końcu sali stało podwyższenie, na którym siedział troll. Elsabeth widziała trolle raz czy dwa; zawsze chętnie ugościły gości i zawsze były bardzo hojne, jeśli chodzi o magię i pieniądze. Jeśli poprosiło się trolla w odpowiedni sposób i z największym szacunkiem, można było z łatwością otrzymać w zamian całe królestwa.

Elsabeth zadrżała. Znani byli też z tego, że pili dużo wina, nigdy się nie upijając, ale nie potrafili pić wody bez odczuwania skutków ubocznych. Zauważyła dwanaście złotych pucharów pełnych wina na pobliskim stole i zapragnęła jednego, tylko jednego, małego kufla piwa. Przypuszczała, że ​​trolle cenią złoto bardziej niż srebro, ale arystokracja Reurlise ceniła srebro wyżej, więc nie zdziwiło jej, że Benjin skrzywił się, unosząc puchar i pijąc.

Gdy książęta napili się do syta, troll przemówił wysokim, podniosłym głosem: „Witajcie, przyjaciele Reurlise! Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić”. Wydał krótki okrzyk i muzyka rozniosła się po powietrzu.

„Słyszałeś tego człowieka!” powiedział Benjin.

Tańczyli więc, a Elsabeth zastanawiała się, dlaczego nie zrzuciła koca i nie dołączyła do nich. Partnerzy książąt byli świetnymi tancerzami, ale książęta ich zawstydzili. A co bardziej zaskakujące, zdawało się, że sprawia im to przyjemność. Napięcie opadło z ich ramion; ich sprzeczki ustały, aż słychać było tylko muzykę.

Elsabeth krążyła między tańczącymi parami, wirując w rytm. Jej koc rozpostarł się wokół niej, a gdy mijała Judaha i jego partnera, koc otarł się o jego nogę. Zadrżał i zerknął przez ramię. Elsabeth mocniej owinęła koc i prześlizgnęła się obok niego.

Ponownie zwrócił uwagę na swojego partnera.

Elsabeth trzymała się blisko nich, niezdolna, a może, jak przyznała, niechętna, zostawić ich samych, mimo że otaczały ich inne tańczące pary. Co jakiś czas zerkała na króla trolli, ale on nie robił nic poza tańcem, piciem wina, a potem zasiadaniem na tronie i obserwowaniem ludzi. Mężczyźni i ich partnerzy wchodzili i wychodzili z sali, kierując się do ogrodów, a król trolli nie drgnął, by ich powstrzymać.

Elsabeth sama zasnęła, gdy książęta byli wreszcie gotowi do odejścia. Pożegnali się z towarzyszami i ruszyli przez las, opadając na ramiona. Elsabeth wlokła się za nimi, ziewając i tuląc się do dłoni. Przepłynęli jezioro, a Elsabeth wsiadła do pierwszej łodzi, do której udało jej się wsiąść.

Po drugiej stronie książęta szli przed nią, a ich rozmowy znów zeszły na nią.

„To była świetna zabawa” – powiedział jeden z książąt. „Wino Króla Trolli było dziś pyszne”.

„Uwielbiam te fontanny” – powiedział ktoś inny. „Są takie ciche”.

„Pozwoliłbym umrzeć setce kobiet, żeby to miejsce pozostało naszą tajemnicą” – powiedział Benjin, wypluwając te słowa. Żaden z braci mu nie odpowiedział.

Elsabeth wyciągnęła rękę, chwytając jedną z grubych, ciężkich gałęzi drzewa. Szybkim, zręcznym ruchem oderwała gałąź od drzewa.

Brzmiało to tak, jakby ktoś pstryknął palcami, a Benjin odwrócił się, rozglądając się po lesie. Choć była niewidzialna, Elsabeth schowała się za drzewem na wszelki wypadek.

„Słyszałeś to?” syknął Benjin.

Reszta mężczyzn się zatrzymała.

„Co się stało?” zapytał Juda.

„Coś słyszałem!”

„To tylko wiatr” – powiedział Judah ze swojego miejsca na przodzie. „Przestań zachowywać się, jakby wszystko nas goniło”.

Benjin zmarszczył brwi, patrząc na najstarszego brata. Elsabeth pobłogosławiła ignorancję Judy, mijając mężczyzn i idąc przed nimi do zamku. Właśnie wskoczyła z powrotem do łóżka i zerwała koc z ramion, by znów stać się widzialną, gdy przybyli książęta. Jeden z nich zajrzał do jej pokoju, ale tym razem bez trudu zasnęła.

***

Kiedy nie biegała nocą za książętami, Elsabeth zajmowała się ogrodami. Żonkile zaczynały eksplodować kolorami, tworząc jasny, radosny kontrast dla jej myśli. Podczas służby w wojsku Elsabeth odprężała się, wykupując każdą spokojną chwilę na sen, gdyż jej ciało było zbyt wyczerpane, by podjąć jakikolwiek wysiłek fizyczny.

Teraz jej umysł był wyczerpany, a ciało pragnęło wysiłku.

Przeczesała dłońmi ziemię, rozkoszując się ciemnymi, błotnistymi grudkami i splątanymi korzeniami wokół palców. Kwiaty były narodowym symbolem Reurlise i bardzo uważała, żeby przypadkiem żadnego nie wyrwać, wykopując żonkile, które uwielbiały zagrzebywać się w ziemi. Choć nie szkodziły roślinom, mogły być niebezpieczne dla ludzi ze względu na swoje użądlenia. Używając grubych rękawic, obracała jaskrawe, żywe owady w dłoni. Wyglądały jak maleńkie, syczące klejnoty.

Coś zaszeleściło za nią. Spięła się, gdy Judah usiadł obok niej na trawie.

„Dobrze spałaś?” zapytał.

„Tak” – powiedziała. Wrzuciła jednego z żonkili-smoków do wiadra obok siebie. Zadzwonił o dno. Judah wzdrygnął się na dźwięk.

Poruszył się, otwierając usta, jakby chciał przemówić. Zamknął je z powrotem i wyciągnął palce, by przeczesać ziemię. Potem zapytał: „Dlaczego próbujesz to zrobić?”

„Co, ogrodnictwo?” Uważała, że ​​jej praca wygląda o wiele lepiej niż zwykła „próba”.

„Nie, próbuję dowiedzieć się, dokąd idziemy” – powiedział.

„Dlaczego się wymykasz?” zapytała.

„Jesteś pewien, że nie wiesz?”

Sięgnęła i zerwała żonkil. Gdyby to był ktoś inny niż członek rodziny królewskiej, czyn byłby zbrodnią. Ale wręczyła kwiat księciu. „Co byś mi zrobił, gdybym to zrobiła?”

Wziął kwiat i wpatrywał się w niego. Obrócił łodygę między kciukiem a palcem wskazującym, marszcząc brwi. „Nie jestem pewien”.

Uśmiechnęła się. „A ty nie?”

Pokręcił głową. „Po co dawać facetowi kwiat? Wczoraj dałeś moim braciom i mnie żonkile”.

„Zapominasz, że byłam żołnierzem na wojnie” – odpowiedziała. „A ofiarowanie żonkila przez żołnierza innej osobie to nasz hołd”.

Jego oczy rozszerzyły się na jej odpowiedź. Potem wsunął kwiat do kieszeni na piersi tuniki.

***

Następnej nocy ponownie wylała wino do miski na śmieci, ale to nie Judah ją odwiedził. Zamiast niego pojawił się Benjin. Nasłuchiwała, wytężając zmysły, lecz jej oddech wciąż był głęboki i równy. Usłyszała, jak książę coś kręci, a potem jego oddech lekko syknął. Zaklął. Jedną ręką chwycił ją za kostkę.

Mięśnie jej ramion napięły się, ale pozostała nieruchoma. Jeden wdech, jeden wydech, pomyślała, wyobrażając sobie siebie na polu bitwy, gdzie ból mógł rozpraszać uwagę i kosztować życie. Kiedy igła wbiła się w jej stopę, nawet nie drgnęła. Skóra na jej stopie pokryła się silnymi odciskami i była tak gruba, że ​​zdziwiła się, że igła się nie odbiła.

Najwyraźniej przekonany, że rzeczywiście jest pod wpływem narkotyków, Benjin mruknął coś do siebie i dołączył do braci. Wstała, potarła stopę i poszła za nim, niewidzialna.

„Już wyszła” – oznajmił Benjin.

Bracia poklepali się nawzajem po plecach, wszyscy oprócz Judy.

Benjin zdawał się wyczuwać przyczynę nastroju Judaha. „Bracie, rozumiem twoje wahanie” – powiedział. „Ale mama nie może się dowiedzieć, bo ryzykujemy utratę dostępu do tego pięknego miejsca”.

„Czy jednak nasza radość jest warta życia kogoś innego?” – zapytał Juda.

Benjin wzruszył ramionami. „Pokój, o który walczyliśmy, był wart naszego życia” – powiedział. „Dlaczego więc nie mielibyśmy żądać tego samego?”

„Nie chcę, żeby stała jej się krzywda” – powiedział Judah.

„To nie nasza wina, że ​​Matka popada w skrajności” – powiedział Benjin. „Może po tym, jak Matka ją zabije, zda sobie sprawę, że jej osąd jest niesłuszny i wymyśli inną karę dla kolejnej dziewczyny. Wrzucenie jej do lochu mogłoby być dobrym rozwiązaniem”.

„Powinienem cię wrzucić do lochu” – warknął Judah.

„Przestań, Judo” – powiedział kolejny z książąt. „To tylko jakaś żołnierka z niewiadomego źródła. Odpłaciliśmy się, prowadząc nasz kraj do bitwy. A teraz czy nie powinniśmy cieszyć się chwilą wytchnienia, cieszyć się tym, za co walczyliśmy, bez zmartwień?” – mruknęli jego bracia z aprobatą.

„Po prostu nie chcę, żeby stała jej się krzywda” – nalegał Judah. ​​„Nie spodziewałem się, że mama naprawdę…” Jego głos ucichł.

Benjin westchnął. „Skoro tak się tym martwisz, zawsze możemy po prostu dać jej wino Króla Trolli i ją zaczarować. Wtedy mógłbyś ją zatrzymać w królestwie Króla Trolli i odwiedzać, kiedy tylko zechcesz”. Rzucił bratu ukradkowe spojrzenie. „I tańczyć do upadłego”.

Odpowiedzią Judy było kamienne milczenie.

Odezwał się kolejny brat. „Chodźmy” – powiedział. „Nie drażnij go, Benjin. Nie, skoro ma zostać kolejnym królem i może cię unieszczęśliwić”.

Benjin prychnął i objął Judasza ramieniem. „Nie może nikogo z nas unieszczęśliwić” – powiedział. „To jego jedyna porażka jako brata”.

„Ależ z ciebie komiczek” – powiedział Judah. ​​Strząsnął ramię brata i podszedł do klapy. „No to chodź” – powiedział i zaczął ją otwierać. Stał przy drzwiach, czekając, aż każdy z braci przez nie przejdzie.

Potem wstał, rozglądając się po pokoju z marsową miną. Elsabeth na palcach podeszła do niego. Miała wrażenie, że drgnął, gdy go mijała, ale wtedy pokręcił głową, wskoczył na klatkę schodową i zamknął drzwi tak szybko, że o mało nie straciła przytomności. Przywarła płasko do schodów, uważając, by nie zostać na boku, żeby nie nadepnąć.

„Ona nie może tu być” – mruknął do siebie Judah. ​​„A pytanie brzmi… czy ja chcę, żeby tu była?”

„Co tam do siebie mruczysz, Judah?” – zawołał Benjin z dołu.

„Nic wielkiego” – odpowiedział Judah.

A może to nic takiego. Ale Elsabeth nie mogła powstrzymać uśmiechu.

***

Tej nocy porzuciła łódź Benjina i wdrapała się na łódź Judy. Podobnie jak partnerka Benjina, kobieta Judy miała cięty język, który sprawiłby, że wyleciałaby z wojska już po pierwszym wyroku.

„Jesteś dziś ciężki” – powiedziała młoda kobieta. „Mam nadzieję, że twoje stopy nie są tak ciężkie jak reszta ciała”.

„Co za dowcip” – powiedział Judah.

„Nie musisz się na mnie złościć. To nie moja wina, że ​​nie możesz skorzystać z gościnności Króla Trolli. To było bardzo hojne z jego strony, że użyczył swojego dworu tobie i twoim braciom na wasze huczne zabawy”.

„Prawie tak hojny, jak ten, który pozwolił tobie i twoim siostrom dołączyć do nas?” – zapytał Judah łagodnym tonem.

Młoda kobieta wzruszyła ramionami. „Wiem, że obawiasz się kontaktów z członkami rodziny królewskiej innych królestw poza oficjalnie zatwierdzonymi salami państwowymi, ale niepotrzebnie się martwisz. Myślisz, że któraś z moich sióstr rozpocznie wojnę, bo Benjin odmówił z nią tańca?”

„Nie chodzi o to, że myślę, że to się stanie – całkiem dobrze bawię się z tobą i twoimi przyjaciółmi… Po prostu nie chcę myśleć, jak zareagowałyby królestwa, jak by cię osądzały i lekceważyły…”

Księżniczka pochyliła się do przodu, zasłaniając usta Judahowi dłonią. „Nikt się nie dowie” – powiedziała. „Nasz czas w królestwie Króla Trolli jest tylko dla nas, dla naszej przyjemności, tylko dla nas”. Oparła się wygodnie, opierając dłonie na kolanach. Jej wzrok padł na żonkila wystającego z kieszeni na piersi Judaha. „Och, jaki śliczny…” Wyciągnęła rękę.

Dłoń Judy uderzyła w jej dłoń, przyciskając ją do swojej piersi. Jej oczy się rozszerzyły.

„Czy nie powinnaś najpierw zapytać?” powiedział cicho.

Młoda kobieta wpatrywała się w niego. Potem cofnęła dłoń, a ten ruch zakołysał łodzią. Elsabeth wciągnęła głęboko powietrze, opierając dłonie o burtę łodzi, żeby uspokoić umysł.

„Co w tym takiego wyjątkowego?” zapytała. „Twoja ukochana ci to dała?”

Judah pokręcił głową. „W moich snach” – powiedział. „Pani, która mi to dała, chciałaby, żebym został stracony pierwszy”.

„Biedactwo. Nie oczekuj ode mnie współczucia.”

„Moja matka—”

„Słyszałam wszystko o twojej matce” – powiedziała. „Jeśli te kobiety zgodzą się na warunki twojej matki, może zasłużyły na to, co je czeka”.

"Przepraszam?"

Młoda kobieta wzruszyła ramionami. „Nie miej do mnie o to pretensji, Judo, ale nie poświęciłabym życia dla ciebie i twoich braci. Chciałabym, żeby każda kobieta miała tyle rozumu, co ja”.

„No cóż, czyż nie jesteś mądra?” – rzucił cierpko Judah. ​​Resztę rejsu łodzią spędziliśmy w ciszy, choć młoda kobieta uderzała butami o dno łodzi w dziwnym rytmie. Zacisnęła usta i pogwizdywała cichą, śliską melodię, która sprawiała, że ​​Elsabeth czuła się, jakby jej ciało było zbudowane z zimnej, lśniącej wody, po której wiosłowali.

***

W lesie panował chłód, a Elsabeth, skulona głęboko w kocu, podążała za książętami do zamku po tańcach. Jej umysł był zamglony zarówno brakiem snu, jak i mglistą, duszącą atmosferą magii. Kiedy bez namysłu sięgnęła po kolejną gałąź, echo trzasku tak ją zaskoczyło, że wymknęło jej się przekleństwo.

Benjin i Judah byli najbliżej niej i oboje odwrócili się, słysząc hałas. Zamarła, zapominając, że jest niewidzialna, ściskając gałąź palcami.

„Co do…” zaczął Benjin.

„To tylko silny wiatr” – powiedział Juda. Zadrżał i potarł nagie ramiona.

Elsabeth przedzierała się przez leśne poszycie, wyprzedzając książąt.

***
Elsabeth prawie spała, kiedy Benjin przyszedł ostatniej nocy. Zdrzemnęła się, gdy wbijał jej igłę w kostkę, po czym ziewnęła i przewróciła się na drugi bok, cmokając dla ozdoby. Oszalała, nawet cicho zachrapała.

Prychnął. „Nie jesteś damą, co?” mruknął. „Śmierdzący żołnierz”.

Znów chrapała i słuchała cichego odgłosu jego kroków, gdy się cofał. Baw się dobrze tej nocy, pomyślała. Nie będziesz już miał okazji wbić mi igły w serce.

***

Tym razem wzięła jeden ze złotych pucharów. Judah dopił wino jako ostatni, stawiając puchar na krawędzi jednego ze stołów. Gdy tylko się odwrócił, upewniła się, że nikt nie patrzy i chwyciła go. Plamy wina wciąż lśniły na dnie, ciemne jak krew. Zacisnęła palce na nóżce i wepchnęła puchar do worka.

Król trolli przechadzał się pomiędzy tancerzami, co jakiś czas zakradając się do środka, by zakręcić którąś z księżniczek.

Czekała przy wejściu, aż książęta skończą swoją zabawę. Wskoczyła do pierwszej napotkanej łodzi i była wniebowzięta, gdy odbiła od brzegu przed innymi. To była łódź jednego z bardziej umięśnionych braci, który zdawał się nie zauważać jej dodatkowego ciężaru. Napierał na wiosła, jakby sprawiało mu to przyjemność.

Byli daleko przed innymi mężczyznami, gdy wysiadł z łodzi, by przeciągnąć ją przez płytką wodę. Elsabeth śledziła jego ruchy, stąpając, gdy to robił, pluskając, gdy to robił, aż w końcu potknęli się na trawie. Podczas gdy on czekał na braci, ona pobiegła przodem, ściskając przy piersi dowody swojego prawa do tronu.

Wepchnęła worek pod łóżko, obok miski na śmieci, i zmusiła się do zamknięcia oczu. Książęta byli coraz bardziej przygnębieni, gdy wracali, rozmawiając cicho i wkrótce kładąc się do łóżek. Wkrótce usłyszała ich chrapanie. Przewracała się z boku na bok, oszołomiona podnieceniem i poczuciem zwycięstwa. Może nie udało jej się pomóc w dokończeniu wojny, ale odnalazła swoją własną bitwę i zwyciężyła.

***
Następnego dnia królowa Nina odwiedziła Elżbietę. Starsza kobieta pochyliła głowę, wchodząc do komnaty, w której miały się spotkać. „Co masz mi do powiedzenia?” – zapytała królowa Nina. Książęta poczłapały za nią, Judasz ich prowadził. Benjin, uśmiechając się złośliwie, podążył za nim. „Mam nadzieję, że masz trochę rozumu”.

Elsabeth pomyślała o partnerce tanecznej Judy, o jej rzekomym „rozsądku” i uporze, że nigdy nie zmarnuje życia. Elsabeth zdała sobie sprawę, że to, co zrobiła, było ryzykowne i że inne kobiety, być może o wiele bardziej utalentowane od niej, próbowały i poniosły porażkę w tym samym. Dlatego też bez słów wyciągnęła zebrane przedmioty, dowody, których, jak wiedziała, będzie potrzebowała królowa Nina. Dwie srebrne gałęzie i złoty puchar – puchar, który w tym królestwie nie miałby żadnego znaczenia i najwyraźniej pochodziłby z innego świata.

Benjin syknął. „Byłeś pod wpływem narkotyków!”

„Nigdy nie lekceważ zdolności żołnierza do uśmiechania się pomimo ciosu” – powiedziała Elsabeth.

Królowa podniosła złoty puchar, a jej usta skrzywiły się, gdy go obejrzała. „Złoto” – mruknęła. „Bardzo przewartościowane”. Przerzuciła go przez ramię. Chwyciła srebrne gałązki, które trzymała Elsabeth. Potrząsnęła nimi, nasłuchując szelestu liści; potarła je palcami, marszcząc brwi. „Nigdy w życiu nie widziałam czegoś takiego”.

„Pochodzą z krainy króla trolli” – mruknęła Elsabeth. „Zapadnia, do której prowadzi pokój twoich synów”. Zaprowadziła królową Ninę do komnaty książąt i po kolei rozsuwała wszystkie łóżka. Chwyciła klamkę zapadni i, wykorzystując całą swoją siłę i przewagę, zdołała ją podnieść. Schody ziały na nich ziewnięciem.

Królowa Nina uniosła twarz, a jej synowie odsunęli się od niej. Zwróciła się do Elżbiety. „Najserdecznie dziękuję” – powiedziała, ściskając ramiona Elżbiety. „Oferuję ci jednego z moich synów za męża”.

Elsabeth zarumieniła się pod wpływem pochwały królowej i pokręciła głową. „Trudno byłoby wybrać między nimi, wszystkie są takie podobne”.

„Naprawdę?” wyrzucił z siebie Judah.

Elsabeth się uśmiechnęła. „Naprawdę?”

Benjin wpatrywał się w nią z lekko otwartą buzią. „Naprawdę ryzykowałaś gniew dwunastu braci?”

„Jedenaście” – powiedział Judah, podchodząc do niej. „Tylko jedenaście”. Dotknął palcem żonkila w kieszeni tuniki.

Królowa Nina zwróciła się do Elżbiety: „Czy to tego mojego syna wybierasz?”

Elsabeth zerwała żonkil z rąk Judy i podała go jego matce. „Tak, Wasza Wysokość”.

Królowa Nina wzięła żonkil, powąchała go i uśmiechnęła się delikatnie.

***

Elżbieta i Juda pobrali się w ciągu dwóch tygodni. Wszelkie kontakty z królem trolli i księżniczkami zostały zerwane, a królowa Nina nie rozmawiała jeszcze z żadnym ze swoich synów.

Elsabeth poprosiła ją o jeden wieczór tańca, który miała uczcić ich ślub, i została mu przyznana. Nie była pewna, czy jej szwagrowie docenią ten gest, ale Judah tak. Zatańczyli wyczerpani, a potem poszli spać.

„Pewnie nienawidzisz tańczyć po tym wszystkim” – powiedział, ściągając buty i pozwalając im spaść na podłogę. Kopnął je pod łóżko. Potem włożył wygodniejszą parę butów i dołączył do Elsabeth na korytarzu.

„Nie, ale myślę, że na jakiś czas mogę tego unikać.”

„I będę unikał trolli”. Pokręcił głową. „Cieszę się, że udało ci się odkryć nasz sekret”.

„Czy… czy wiedziałeś, że to ja?” zapytała.

„Podejrzewałem” – powiedział po chwili. „Właśnie dlatego obwiniłem wiatr”. Wyciągnął rękę, muskając palcami jej policzek. Pochylił się, żeby szepnąć jej do ucha. „Ale nawet ja wiem, że wiatr nie potrafi rzucać klątw”.

Uśmiechnęła się. „On też nie może całować”.