Wyjący wiatr szeleścił liśćmi na drzewach w lesie Wirromb, a śnieg cicho chrzęścił, uderzając o ziemię. Cała okolica lśniła bielą, gdy słońce przebijało się przez chmury i przedzierało przez drzewa, odbijając się od warstwy śniegu. Wszystko wydawało się normalne jak na zimę, gdy Rachel wędrowała wzdłuż skraju tej zimowej krainy czarów, wracając do domu z wioski. Jej dom stoi starannie położony obok lasu. Jej rodzice cierpliwie czekają na jej powrót.
Rachel wiedziała, że o tej porze roku przebywanie na dworze w zimnie i deszczu może być niebezpieczne. Na szczęście nie padało, ale wiał przenikliwy wiatr. Jej dłonie marzły nawet w rękawiczkach, a nos miał ciemnoczerwony odcień. Żałowała, że nie jest już w domu. „Och, jak cudownie byłoby być w domu i relaksować się przy kominku. Jeszcze tylko kilka minut”. Zbliżając się do ostatniego zakrętu do domu, zauważyła w pobliżu jakąś ciemną postać. Była wysoka, szeroka i zdawała się wpatrywać prosto w nią. Nie potrafiła określić, co to było, ale z pewnością nie był to człowiek i nie przypominał żadnego zwierzęcia, które widziała. Zaciekawiło ją to i postanowiła zbadać sprawę, zbliżając się do gęstego, ciemnego lasu.
Po dwóch i pół godzinach nieobecności Rachel rodzice wiedzieli, że coś jest nie tak. Ogarnął ich strach. Żadne z nich nie wiedziało, co robić. Ojciec Rachel zasugerował, żeby wyruszyli na jej poszukiwania i tak też zrobili. Najpierw pobiegli w stronę wioski, a kiedy dotarli na miejsce, zapytali wszystkich, czy widzieli Rachel. Odpowiedź zawsze była ta sama: „Wyszła jakiś czas temu i wraca do domu”. Teraz rodzice wiedzieli, że musi być gdzieś w lesie, ale gdzie w rozległym lesie Wirromb. Nie dałoby się przeszukać całego miejsca.
Wtedy usłyszeli przenikliwy krzyk i od razu wiedzieli, że to ich ukochana córka jest w wielkim niebezpieczeństwie. Musieli jej pomóc i natychmiast zaczęli biec w kierunku hałasu. Żadne z nich nie czuło stóp z powodu zimna, co utrudniało ucieczkę. Wielokrotnie się potykali, ale w końcu ją zobaczyli, stojącą tuż przed nimi. Mokrą i zmarzniętą, ale całkowicie zdrową. „Kochana, jak się tu znalazłaś?” – zapytał ojciec, gdy matka objęła ją w potężnym uścisku. „Przepraszam, wydawało mi się, że coś zobaczyłam i poszłam w stronę lasu. Nie mogłam znaleźć drogi wyjścia”. „To już nie ma znaczenia, jesteś cała i zdrowa, a teraz zabierzemy cię do domu” – powiedziała matka.
Resztę wieczoru spędziła przed kominkiem, ogrzewając się po kilku godzinach spędzonych na dworze. Rachel wiedziała, że od tego dnia nigdy więcej nie odejdzie, zwłaszcza w środku zimy.