Złapał ją w pułapkę.
Dziewczyna skuliła się w ochronnym zakręcie odsłoniętego korzenia drzewa, z kolanami pod brodą, ledwo podparta chudymi, drżącymi ramionami. Nie odezwała się, gdy uniósł łuk, i zamarł. Spojrzała na niego, jej oczy były wielkie i zacienione, przypominając mu jelonka.
Ustabilizował cel, zaznaczył jej pozycję w okienku celowniczym i naciągnął cięciwę. Jego ręka drżała nietypowo, gdy kontynuowała swoje szeroko otwarte, milczące spojrzenie. Zamknął oczy, wypuszczając strzałę i poczuł ulgę, że nie słychać już żadnych bolesnych odgłosów cierpienia.
Otworzył oczy. Dziewczyna była przygwożdżona do tego samego miejsca. Podszedł do niej i skrzywił się, wciągając się na korzeń drzewa nad jej głową i wchodząc w las.
Jeleń leżał na ziemi, z głową wystającą z jego szyi. Pochylił się, by upewnić się, że zwierzę nie żyje, po czym wyciągnął nóż i zabrał się do pracy. Wiele minut później wskoczył z powrotem do zatoczki, gdzie wciąż siedziała dziewczyna. Ujął serce jelenia w dłoń.
„Mała Śnieżko, zaniosę to królowej jako dowód twojej śmierci” – powiedział, unosząc krwawy organ, żeby mogła go zobaczyć. „Musisz opuścić to miejsce i nigdy nie wracać, bo inaczej źle się skończy dla nas obu. Rozumiesz?”
Dziewczyna skinęła głową, wstała i wygładziła sukienkę. Serce myśliwego ścisnęło się na widok jej maleńkiej postaci i stworzeń, które znał, czających się wokół nich. Dygnęła szybko i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć albo pomyśleć o czymś więcej, zniknęła.
#
Myślała, że umrze z nadmiaru miłości.
Po raz piąty w ciągu kilku minut wyciągnęła rękę w stronę dziecka, ale zadowoliła się delikatnym kołysaniem kołyski, podczas gdy noworodek spał.
„Ty też musisz spać” – przypomniał książę, podchodząc do niej od tyłu. Pocałował ją w kark i objął w talii, patrząc na córkę.
„Ona jest taka mała i bezbronna” – powiedziała.
„Będziemy ją chronić przed wszystkimi zwierzętami, czy to ludzkimi, czy futrzanymi, czy łuskowanymi, czy w jakikolwiek inny, nieznany dotąd sposób” – przysiągł książę.
Królewna Śnieżka uśmiechnęła się cieniem. Była niesamowicie zmęczona, ale też nie chciała spać. Koszmary zaczęły się wkrótce po narodzinach córki i próbowała wszelkich sposobów, żeby się ich pozbyć.
Każdej nocy kładła się spać jako żona kochającego i ukochanego księcia oraz matka pięknej małej księżniczki. Ale w snach była samotna, bezimienna i nieustannie prześladowana.
Wiedziała, że macocha nie stanowi zagrożenia; widziała, jak kobieta tańczyła na śmierć w rozgrzanych żelaznych butach. Coś jeszcze ją ścigało i domagało się rozwiązania. Gdyby tylko mogła sobie przypomnieć szczegóły. Gdyby tylko wiedziała, dlaczego czuła najpierw przerażenie, potem ulgę, a budziła się niespokojna i roztrzęsiona.
#
Ciężkie kroki dochodzące ze sklepu poniżej nie zwiastowały żadnej radości.
„Macie dziś jakichś klientów?” Kobieta z nadzieją podniosła wzrok znad bulionu, który mieszała na kuchence. Płyn był zagęszczony mąką i doprawiony warzywami, ale nie było w nim mięsa, którego nie było od kilku tygodni.
Mężczyzna pokręcił głową, przechodząc przez kuchnię i opadł na chwiejne krzesło w jadalni. To była przygnębiająca rutyna od wielu dni, których nie chciałby pamiętać. Jego życie było proste – zawsze było proste – ale po ponad dekadzie szczęścia, w ciągu ostatnich kilku lat wszystko powoli się popsuło.
Klienci zamożni po prostu kupowali nowe buty zamiast przynosić stare do naprawy. Klienci bez środków płacili w rozliczeniu. Jednak bez funduszy na podróże, mężczyzna całkowicie stracił kontakt z najnowszymi trendami, więc jego pierwotne zlecenia wyschły.
„Jak mogę zostać szewcem, nie mając butów do robienia?” – żalił się żonie tydzień wcześniej.
Zapewniła go, że może zająć się cerowaniem, żeby złagodzić stres, ale czuła, jak narasta w niej napięcie. Kiedy stawiała miski na stole, uśmiechnął się i podziękował jej. Rozpaliła się miłością do jego dobrego usposobienia. Skromny posiłek mógł im wystarczyć jeszcze przez jakiś czas, ale wiedziała, że nie wystarczy dla dziecka, które nosiła w sobie.
Jeszcze mu nie powiedziała. Próbowali tak długo bezskutecznie, że nie uwierzyła w znaki. Ale wkrótce nie będzie mogła ukryć swojego stanu. I choć czuła, że cuda i magia nie zniknęły ze świata, zastanawiała się, czy coś lub ktoś przyjdzie im z pomocą, zanim będzie za późno.
#
Siedmiu mężczyzn patrzyło na księżniczkę z całkowitym zdumieniem.
„Ona naprawdę nic nie pamięta?” – pytali się nawzajem kilka razy, zanim znów skupili na niej uwagę.
„Pamiętasz co?” zapytała.
Sześciu mężczyzn odwróciło się, by spojrzeć na najstarszego z nich. Westchnął, pogłaskał siwiejące wąsy i westchnął ponownie.
„Kiedy pierwszy raz do nas trafiłeś, nie chciałeś mówić o tym, co cię spotkało” – zaczął. „Zgodziliśmy się cię przyjąć, jeśli będziesz nam pomagał w domu, i uznaliśmy, że twoja historia jest twoją własnością i możesz ją zachować tak długo, jak zechcesz. Ale potem…”
„Więc co?”
„Potem zaczęły się koszmary.”
Rozległo się głośne pukanie do drzwi i wszyscy podskoczyli. Do gabinetu wpadła kobieta i nastawiła serwis do herbaty. Dygnęła, niezgrabnie dygnęła i znów dygnęła, zanim wyszła, a Śnieżka była zdumiona, że po tylu latach znajomości żony wszystkich jej drogich przyjaciółek wciąż denerwowały się w jej obecności.
„Mówiłeś o koszmarach?” – zapytała.
„Po kilku tygodniach, podczas których nie przespaliśmy zbyt wiele nocy, usiedliśmy z tobą i poprosiliśmy, żebyś opowiedział nam swoją historię na swój własny sposób. Może to pomoże”.
„Na swój sposób?”
„Cóż, byłeś jeszcze dzieckiem i brakowało ci słownictwa w zakresie zła. Więc opowiadałeś nam role, rysowałeś inne role i odgrywałeś wiele scen, aż w końcu udało nam się poskładać wszystkie elementy w całość”.
„I koszmary się skończyły?”
„I koszmary się skończyły. Dokładnie tak, jak to, co opisałeś; chodziło głównie o poczucie bycia ściganym i samotnym. Ale opowiedziałeś nam o myśliwym, który cię oszczędził i…”
I nagle księżniczka sobie przypomniała. Zimno, przerażenie i kulenie się pod gigantycznym drzewem w bezkresnym lesie. Połamane gałęzie pod ciężkimi stopami i strach przed końcem wszystkiego. Potem niespodziewana życzliwość i strach przed czymś nowym i nieznanym, aż w końcu znalazła się tutaj, w posiadłości mężczyzn, którzy mieli ją przyjąć, wychować na kobietę i stać się najbardziej nieprawdopodobną z najlepszych przyjaciółek.
Łowca. Był brakującym elementem układanki. To on zaryzykował życie, by chronić bezbronną dziewczynkę przed złą królową. A teraz miała swoją własną, bezbronną dziewczynkę i wiedziała, że nie zazna spokoju, dopóki nie dowie się, jaki los spotkał mężczyznę, który ocalił jej życie.
#
„To jest śmieszne i obraźliwe”.
Kilku pozostałych mężczyzn skinęło głowami, zgadzając się z twierdzeniem przyjaciela. Najstarszy z nich uciszył wszystkich i poprowadził ich w stronę drabiny, aby mogli dotrzeć do wysokich okien z tyłu warsztatu szewskiego i wejść do środka.
Wdrapywali się do środka, jeden po drugim, aż ostatnich kilku wciągnęli pozostali. Rozejrzeli się po pustych półkach wystawowych i kilku dużych skrawkach wysokiej jakości, ale mało efektownej skóry.
„Jesteśmy krasnoludami, nie elfami. Elfy robią buty. Wydobywamy skarby. Z pewnością nie ma tu żadnego skarbu” – powiedział mężczyzna, który wcześniej narzekał.
„Gdyby nie ten szewc, nigdy nie poznalibyśmy jednego z największych skarbów naszego życia” – napominał najstarszy.
Pozostali wyglądali na zażenowanych. Najmłodszy, najbardziej przedsiębiorczy z nich, niedawno wrócił z podróży do innych krajów. Zaczął rysować eleganckie i egzotyczne buty, które tam zobaczył, a potem mężczyźni wspólnie wzięli elementy z tej i tamtej pary i zaprojektowali zupełnie nowy rodzaj buta.
Ci, którzy nie byli tak kreatywni, zabrali się do pracy, rysując wykroje, wycinając kształty i zaczynając szyć. W sumie stworzyli sześć par butów, jakich nikt nigdy nie widział. Miały niepowtarzalne kształty i zaskakujące kształty. Niektóre, męskie, wyszły z naturalnym pięknem miękkiej skóry. Inne pomalowali lub ozdobili kokardkami lub piórami znalezionymi w kątach sklepu.
Słońce wschodziło, gdy układali buty na środkowym stole warsztatowym i zostawiali szkice na półce poniżej. Usłyszeli poruszenie w pokojach na górze, co oznaczało, że para również się obudziła. Wkrótce ktoś zejdzie na dół do niegdyś opuszczonego sklepu, a krasnoludy nie chciały, żeby je odkryto.
Szybko pozbierali wszelkie resztki i inne ślady swojej pracy. Potem cicho wyszli przez frontowe drzwi, zadowoleni z siebie i chętni, by wrócić do swojego królestwa i opowiedzieć Śnieżce o swoim sukcesie. Tylko czas pokaże, czy to wystarczy, by uratować szewca.
#
To był najbardziej spektakularny bal, jaki ktokolwiek kiedykolwiek widział.
Niektórzy mogliby twierdzić inaczej, po prostu żeby się sprzeciwić, ale gdy ich przycisnąć, nawet oni musieli przyznać, że był to z pewnością najbardziej wystawny bal debiutancki. (Przewyższał nawet bale koronacyjne i ślubne rodziców dziewczyny).
Pierwszymi gośćmi, którzy przybyli, byli rodzice chrzestni młodej księżniczki – siedmiu krasnoludków i ich siedem żon. Ich stroje balowe, jak na swój wiek przystało, lśniły równie olśniewająco, co ich skarby złota i srebra. Tłumy innych, hucznie przybyłych gości napływały do zamku, aż sala balowa wyglądała jak eksplozja kwiatów z najpiękniejszego ogrodu świata.
Następnie trębacze unieśli lśniące rogi, a herold oficjalnie przedstawił Jej Królewską Wysokość zgromadzonym członkom rodziny królewskiej i szlachty ze wszystkich okolicznych ziem. Księżniczka zeszła po ozdobionych różami schodach pałacu w sukni lśniącej niczym gwiazdy. Gdy weszła na parkiet, wypuszczono dziesiątki śnieżnych gołębi, a muzyka rozbrzmiała, gdy goście przeszli w kolejce powitalnej, a następnie przechadzali się wśród pawi i łabędzi, podziwiając rozwieszone po sali stacje z jedzeniem i napojami.
„Przepraszam, Wasza Wysokość?”
Królowa się odwróciła. Bogato ubrany starszy mężczyzna skłonił się nisko. Kiedy wstał i spojrzał na nią, uśmiechnęła się, widząc znajomą dobroć w jego oczach.
„Przyszedłeś” – powiedziała do niego Śnieżka. „Cieszę się”.
„Jestem zaszczycony, że mnie znasz i wdzięczny za zaproszenie” – odpowiedział.
„Jesteś sławnym szewcem szlachty w trzech krajach. Trudno byłoby to oczywiście przeoczyć” – przyznała.
„Ale tak, znam cię. Bez twojego odważnego aktu dobroci jakieś trzy dekady temu nie byłoby mnie tutaj. Nie byłoby mojej córki, naszego gościa honorowego. I za to właśnie jestem dozgonnie wdzięczny”.
Zaprowadziła mężczyznę na balkon z widokiem na dolinę rzeki. Było tam o wiele mniej hałasu, o wiele mniej rozpraszaczy i o wiele mniej osób, które mogłyby podsłuchać ich rozmowę.
„Przez długi czas nie pamiętałam, co przydarzyło mi się tamtego dnia i dni, które nastąpiły potem” – kontynuowała. „Jestem wdzięczna za te wszystkie lata, kiedy moi przyjaciele się mną opiekowali, za księcia, który uratował mnie przed ostatnim podstępem królowej, i za te wszystkie lata spędzone u jego boku. I to wszystko wraca do ciebie”.
„Jak szybko nam uleciał czas!” – wykrzyknął mężczyzna. „Sam próbowałem zapomnieć o tym dniu. Martwiłem się, że zostawiłem cię w tym lesie na pastwę losu. Po dostarczeniu królowej fałszywego serca uciekłem. Nigdy więcej nie wziąłem do ręki łuku i stworzyłem sobie nowe życie.
„Wyobraź sobie moje zdziwienie, gdy dostarczyłem buty na dziwne i pilne zlecenie i zobaczyłem ciebie (jestem pewien, że mnie nie widziałeś, widziałem cię przelotnie) – tę młodą, przestraszoną dziewczynę z lasu, która jest teraz młodą kobietą, która niedawno wyszła za mąż za księcia”.
„To ty zrobiłeś te żelazne buty na ostatni taniec mojej macochy?”
„I podejrzewam, że miałeś coś wspólnego z moim ponownym sukcesem wiele lat temu?”
Królowa spojrzała do środka i przez salę balową na tańczących krasnoludków. Uśmiechnęła się, ale nic nie powiedziała.
„Moja żona była w ciąży, kiedy dostąpiliśmy tego cudu” – powiedział. „Potem przyszedł kolejny dar – mieliśmy bliźniaczki”.
„Och, jakież to cudowne!” wykrzyknęła Królowa. „Są więc w podobnym wieku co moja ukochana córka?”
„Rzeczywiście. I…” mężczyzna nieśmiało spuścił wzrok i zamilkł, niepewny, jak jego wiadomość zostanie odebrana. „Nazwaliśmy jedną z naszych córek twoim imieniem”.
Mężczyzna wskazał na inny kąt sali balowej, gdzie stała przystojna starsza kobieta w towarzystwie swojego pięknego potomstwa.
„Oto… Królewna Śnieżka. A oto jej siostra, Różyczka” – promieniał dumny ojciec.
„Oboje są bardzo mili i czuję się zaszczycona tym eponimicznym gestem” – zapewniła go. „Chodź, wejdźmy do środka, żebym mogła ich poznać”.
Łowca, który został szewcem, podał ramię, a dziewczyna, która stała się księżniczką, a następnie królową, przyjęła je. Wymieniła pozdrowienia i śmiała się z jego rodziną, a następnie zebrała swoją, by powitać ich – swoją córkę, księżniczkę, jej męża, króla, i krasnoludy, które pomogły wszystkim pokierować losami na jaśniejsze ścieżki.
Jedli, pili i tańczyli do późnej nocy. Młode damy szybko się zaprzyjaźniły i pisały do siebie codziennie. A raz w roku królowa specjalnie odwiedzała szewca, żeby kupić kilka par królewskich pantofli.
I wszyscy żyli długo i szczęśliwie.