W pokoju panował mrok i strach. Ciemność niczym w bezruchu nocy, bez światła nocnego i księżyca. Chłopiec powoli, bez ładu i składu, szedł w jakimś przypadkowym kierunku. Zapomniał nawet, w którą stronę przymocowana jest tablica rozdzielcza. A przynajmniej w stronę głównych drzwi. Nadal nic nie mógł znaleźć. Poza ciemnością rozpościerającą się po całym pokoju. W końcu znalazł drzwi. Powoli je odryglował. Energicznie otworzył. Wtedy zobaczył światło. Takie, jakiego nigdy wcześniej nie widział. Z rozmysłem wyszedł z pokoju i w blasku światła zanurzył się w naturę. Przed nim rozciągał się tysiąc odmian kwiatów, które mogły niedawno zakwitnąć. Uśmiech pojawił się na jego twarzy po jednej stronie i przeniósł się na drugą. I pozostał tam przez chwilę. Chłopiec kontynuował swoje drobne kroki i ruszył naprzód. Tym razem był to duży basen. Skakał i bawił się w nim, aż woda straciła świeżość. Chłopiec zsunął się z basenu i ruszył dalej. Napotkał setki odmian ptaków i zwierząt. Bardzo pięknie z zewnątrz ogrodzenia, chłopiec czuł cichą wolność, w przeciwieństwie do zwierząt przywiązanych w ogrodzeniu. Nakarmił niektóre z nich, całym sercem. Ponownie ruszył naprzód. Ogromny obszar porośnięty licznymi drzewami. Dotknął niektórych z nich i rozbawił się. Przez drzewa dotarł na drugą stronę i stanął przed wychodkiem w głównym ogrodzeniu willi. Otworzył drzwi wejściowe i powoli wszedł do salonu. Jakież tam meble! Bardzo bogato wyglądająca i rzadka kolekcja przedmiotów umieszczonych artystycznie. Przez hipnotyzujące dywany dotarł do jadalni. Duży stół z mnóstwem jedzenia czekał. Na stole jadalnym nie brakowało ani jednej najlepszej potrawy. Chłopiec siedział i jadł, aż dotarł do wąskiego gardła. Po lunchu poszedł dalej i znalazł sypialnię. Nie była najmniej używana przez żadnego z najbogatszych książąt w historii. Łóżko było puszyste jak skóra nowo narodzonego dziecka. Poduszki prosiły go, by mocno się trzymał. Jego oczy się zamykały. Chłopiec zapadł w głęboki sen. Nagle usłyszał głos. Cichy, znajomy. Rzeczywiście, bardzo przyzwyczajony, ten uroczy ton. Chłopiec obudził się gwałtownie i rozejrzał po pokoju. To była ta sama mała chatka, w której spał, a przed nim stała jego matka ze szklanką mleka. Jego sen jednak nie został zakłócony. To było jak rzeczywistość wewnątrz snu snu, czuł chłopiec. Uśmiechnął się na nowo, a uśmiech przeszedł z jednego kącika ust na drugi, cicho i stanowczo.
Sny nie były dla chłopca zaskoczeniem. Były już bowiem częścią jego codziennej rutyny. Mimo to animacja za każdym razem nabierała tempa dzięki nowemu snom, które odbiegały od rutyny.
„Kittu” – powiedziała jego mama, szeroko się uśmiechając – „kolejny sen?”
„Jeszcze jeden, mamo” – powiedział chłopiec z uśmiechem.
„Czy przeszkadzałem?”
„Nie ty, mamo!”
„Co się wczoraj wydarzyło?”
„Bogata willa, a ja byłem w niej jedynym gościem.”
"Jak się czułeś?"
„Najpierw ekscytacja” – powiedział chłopiec energicznie. „A skończyło się nudą”.
„Dlaczego?”
„Nie było tam mamy…”
Kobieta roześmiała się, delikatnie przytuliła syna i podała mu szklankę mleka.
„Więc nie masz najlepszego snu?”
Największym marzeniem chłopca było to, które miał sześć miesięcy temu. Było to piękne miejsce i nigdy nie znalazł koloru trawy w żadnym z jego ogrodów ani w parku. Było w kolorze tęczy. A rozmiar ogrodu był taki, że jego końce były niewidoczne, zupełnie jak stanie na plaży i wpatrywanie się w ocean, by znaleźć jego koniec po drugiej stronie. W tym ogromnym ogrodzie częściowo wznosiły się piękne małe góry. Teraz widać było dom. Tylko jeden dom. Och! Ale on unosił się w powietrzu. Jeśli dom tam był, to powinien być… właśnie pojawiła się mała dziewczynka. Była bardzo mała. Miała zaledwie trzy lub cztery lata. Tylko się do niego uśmiechała. Nie mogła jeszcze nauczyć się żadnych słów. Chłopiec odwzajemnił uśmiech. Potem wyjęła coś ze swojego koszyka. Wyglądało to jak malutka pigułka. „Co to jest?” zapytał chłopiec. „To IMRUT” dobiegł ją głos, choć jej usta się nie poruszały. Chłopiec pomyślał, że mógł to przeoczyć. „Do czego to służy?” chłopiec zadał kolejne pytanie. „Aby uczynić cię nieśmiertelnym”, znów rozległ się głos, mimo że jej usta w ogóle się nie poruszyły. Chłopiec zmieszał się. „Nieśmiertelny?” powiedział drżąc na widok dziwnego zachowania dziewczynki. Dziewczynka była najsłodszym dzieckiem, jakie kiedykolwiek widział. „Ile masz lat?” powiedział. „Mam osiemnaście wieków”, dobiegł ją głos. Chłopiec spojrzał na nią dziwnie i z powątpiewaniem. „Więc…” pomyślał, żeby zadać kolejne pytanie. Ale głos przerwał mu i powiedział: „Koniec pytań. Weź tabletkę i połknij ją. I zjedz jedną z tych traw. Będziesz nieśmiertelny, dopóki…” Sen zniknął. Chłopiec zawsze chciał wiedzieć, jaki będzie ciąg dalszy. To był jedyny sen, który matka przerwała mu tego ranka. I ten sen nigdy więcej się nie powtórzył.
„Dzień dobry, synu” – rozległ się głos zza kobiety. To był brodaty mężczyzna, który stał tuż obok.
„Dzień dobry, tato!” powiedział chłopiec i uśmiechnął się.
„Co nowego wczoraj wieczorem?” zapytał mężczyzna.
„Znowu bogaty sen” – zaśmiała się kobieta.
„Czyż nie jesteśmy w tym obecni?”
„Nie, tato.”
„Masz wielkie szczęście, synu, przynajmniej jesteś bogatszy w marzeniach” – powiedział mężczyzna rozbawionym tonem.
„Nigdy nie przychodziliśmy do twoich snów?” zapytała kobieta.
„Tym razem widzę mamę!”
Zakończyli krótką rozmowę i pobiegli do swoich codziennych zajęć. Mały chłopiec w drodze do szkoły, zapracowana gospodyni domowa gotująca jedzenie i czyszcząca naczynia, ciężko pracujący rolnik zbierający plony na swojej małej ziemi. Szczęśliwsza biedna rodzina.
Jest już południe, gdy z pobliskiej fabryki zawyła syrena. Kobieta przygotowała jedzenie i ruszyła w drogę, niosąc je mężowi na pole.
Mężczyzna dotarł do małego stawu, który płynie obok jego pola, umył ręce i nogi, usiadł pod drzewem i czekał na żonę w każdej chwili. Nagle poczuł ukłucie w plecy. Zaniedbywał je, aż w końcu poczuł, że jest silny i martwy. Ukąsił go jadowity wąż. Nie musiał już czekać na żonę.
Kobieta spieszyła się przez chwilę, myśląc, że jej głodny mąż będzie czekał na jedzenie. Spieszyła się jednak za bardzo, więc bez problemu dotarła do męża, bo ta zginęła, poślizgnąwszy się i uderzając głową o ostry kamień.
Minęły godziny. W szkole zadzwonił wieczorny dzwonek. Radosny chłopiec skakał i śmiał się, przypominając sobie, że następnego dnia są wakacje. Wiele planował w drodze powrotnej do domu. Skwierczące dania z kurczaka, przytulny plac zabaw, kolana mamy i uścisk taty. Oczywiście, nowe marzenie.
Chłopiec dotarł do domu. Chata była spokojna i zamknięta od zewnątrz. Chłopiec czekał chwilę. Potem pobiegł w stronę pola, skacząc i śmiejąc się. Z daleka zobaczył bezwładnie leżące ciało kobiety. Pobiegł w jego kierunku, pospiesznie. I tak znalazł siebie, a nie kogokolwiek innego – zwłoki swojej matki.
To był ostatni skok. Więc śmiech. Był niewinny – nie wiedział nawet, co robić w tej chwili? Przynajmniej płakać czy krzyczeć? Może jednak – nigdy nie musiał płakać, aż do tej pory? Pomimo biednego pochodzenia? No dobrze. To było w porządku – marzenia były bogatsze.
Przecież jego podświadomość znała ludzkie emocje, prawda?
Aż do ostatniej kropli łez płakał, trzymając w ramionach zmarłą matkę. Ludzki smutek należało dzielić z kimś podobnym. Zwłaszcza z kimś, kto w równym stopniu dzielił utraconą relację. Za ojcem pobiegł na pole. Smutek za smutkiem. Nic do podzielenia. Nic do podzielenia. Tylko smutek. Tylko przygnębienie. Nie zostawił nawet kropli dla biednego zmarłego ojca, by ukoić jego duszę.
Biedny chłopiec. Stracił wszystkie łzy dla swojej matki?
Szkoda tego chłopca. Nie ma tam Boga?
Biedny chłopiec.
Kto go teraz obudzi ze snu?
Kto pomaga mu odnaleźć jego marzenie?
A kobieta nigdy nie dowie się o swoim mężu. Jej dusza spoczywa w pokoju, myśląc o chłopcu – nie ma zmartwień, bo jego ojciec się nim opiekuje.
Albo mężczyzna nigdy nie odnajdzie swojej biednej żony. Jego dusza również spoczywa w pokoju, marząc o chłopcu – bez zmartwień, bo jego matka się nim opiekuje.
Biedny chłopiec – Kittu.
Kogo obchodzi nazwa?
Kto to znowu nazywa tak czule?
Ciała pochowano z pomocą mieszkańców wioski. Chłopcu zaoferowano jedzenie. Nie mógł odmówić. Czy smutek zastępuje głód? Chłopiec wiedział, że nie. Smutek zastępuje smutek. Tak samo głód. Tak samo sen.
Sen? Tak, chciał sprawdzić chłopiec, czy sen da się zastąpić? Choć wiedział już, że snu nie da się zastąpić.
Spał w środku nocy.
Tak, nowy sen. Otaczały go góry, pokryte warstwą śniegu. Było tam bardzo zimno. Ale to był najpiękniejszy krajobraz, jaki chłopiec kiedykolwiek widział. Część śniegu zamieniała się w kropelki i spadała ze szczytu najwyższej, błękitnej góry. I jedna z tych małych kropelek spadła na niego. Jak świeża była? Jak czysta? Zupełnie jak serce jego matki? A może jak miłość jego ojca?
Znów jest tam sam… Och! Nie. Ktoś krył się za górą. Nie… Nie. Dwóch stało po obu stronach najwyższej góry. Uśmiechali się i prosili chłopca, żeby podszedł. Kim oni byli?
Chłopiec raz na zawsze uświadomił sobie twarze. Teraz wspinali się na szczyt najwyższej góry. Więc chłopiec poszedł za nim. Szczyt był zbyt wysoki, by go dosięgnąć. Ale dotarli. Stąd chłopiec.
„Mamo… Mamo!” – krzyknął. „Tato… Tato!” Obaj podeszli do niego i mocno go uściskali. Nagle chłopiec usłyszał głos. Znajomy głos. Obudził się gwałtownie. To był pies szczekający z zewnątrz.
„Czy sen został zakłócony?” Nikt nie zapytał chłopca. Ale on sam o to pytał. „Tak, tak” – odpowiedział sobie. Wiedział, że to niekończący się sen. A jeśli to był sen, to czyż nie?
Tego dnia chłopiec pomyślał sobie: „to, co się nigdy nie zdarza, jest snem, a to, co się zdarza, nigdy nie było snem”.