Wysoko w inkaskiej wiosce Pisac mieszkała mała dziewczynka o imieniu Yutu. Często zbierała dzikie zioła, podczas gdy reszta jej rodziny pieliła tarasy osiedlowe.
Gdy rolnicy śpiewali, ich głosy zlewały się w piękną pieśń. Jej kroki wkrótce zsynchronizowały się z rytmicznym nawoływaniem muzyki. Kwiat kolby kukurydzy wirował w białej spódnicy, gdy dołączył do niej.
„Ty też lubisz tańczyć?”
Jego wierzchołek kołysał się na wietrze, gdy ona głaskała jego delikatne płatki.
„W takim razie powinieneś wrócić ze mną do domu!”
Yutu przesadziła go przy kuchennym oknie, gdzie mogła go codziennie odwiedzać. Kiedy kwiaty przestawały kwitnąć, liście kołysały się na swoim miejscu. W końcu nadeszła jesień i straciła swojego towarzysza tańca, który pokrył się zwiniętymi żółtymi kocami hibernacji.
„Mam nadzieję, że wrócisz wiosną” – szepnęła, przycinając martwe liście.
Po załatwieniu sprawy skupiła się na pomaganiu bratu w przygotowaniu oki do zimowego przechowywania. Właśnie przeniosła świeżą partię przygotowanej oki na matę do suszenia, gdy usłyszała głośny hałas z przodu domu.
„Sinchi, wszystko w porządku?” zawołała do brata.
„Oczywiście, że tak” – powiedział, wychodząc tylnym wyjściem. „Właśnie szedłem po kolejny koc”.
„Wydawało mi się, że słyszałam trzask” – powiedziała Yutu. Spojrzała na dom ze zdziwieniem.
Sinchi szykował się do śmiechu z siostry, gdy usłyszał również jakiś dźwięk: ciche drapanie, stukanie. Yutu schowała się za bratem.
„C-co się stało?” zapytała.
„Nie wiem, ale zamierzam się dowiedzieć”. Sinchi wziął patyk i powoli wszedł do domu, do kuchni. Jego siostra podążała za nim z bezpiecznej odległości.
Doniczka, w której znajdowała się tancerka Yutu, pękła na podłodze. Roślina zniknęła, a długie, cienkie, brązowe ślady prowadziły od środka ziemi. Sinchi podążał śladami za torbą suszonych papryczek. Wpatrywało się w niego wiele oczu.
Sinchi zatoczył się do tyłu, a za nim skoczyło pojedyncze, brązowe stworzenie. Oczy pokrywały cały tułów, a białe, bezwłose kończyny bezładnie wyrastały z ciała. Ramiona machały w przód i w tył, gdy pędziło w ich stronę.
Sinchi rzucił kijem w potwora i przebił go, ale potwór wyciągnął go jedną ze swoich wielu rąk. Uwolniony, potwór wznowił atak i wkrótce walczył z Sinchim na podłodze. Sinchi wyrwał mu ręce, ale to nie powstrzymało potwora.
Yutu rozejrzała się za czymś, co mogłoby pomóc jej bratu i zobaczyła płaszcz ojca. Zarzuciła go na stworzenie – oślepiając je. Uderzyło o bok materiału, próbując się uwolnić.
Podczas gdy bestia waliła, Sinchi owinął ją linami, aż znieruchomiała. Pociągnął ją w stronę ognia i jednym potężnym szarpnięciem płaszcz dołączył do płomieni.
„Sinchi, byłaś taka dzielna” – powiedział Yutu. „Nie wiem, co bym bez ciebie zrobił!”
Sinchi objął siostrę ramieniem, gdy zaczęła płakać. „Już dobrze, ptaszku. Już jesteś bezpieczna”.
Kiedy kości stworzenia zmiękły i zamieniły się w papkę, Sinchi wyciągnął je z ognia. Sinchi pociął stworzenie na kawałki i podał jej kawałek. „Proszę” – powiedział. „To jedyny sposób, żeby mieć pewność, że nigdy nie wróci”.
Yutu i jej brat zjedli stworzenie w milczeniu — każdy z nich zastanawiał się, ile z nich wciąż tam jest, ale przysięgali, że powstrzymają je, zanim opanują wioskę.