Czterech Ojców

Katrina Lippolis 23 kwietnia 2019 r.
magia
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

„Jestem człowiekiem, który przywrócił ci życie. Nie mów mi, że nie pamiętasz…”

Miesiąc wcześniej…

„Kolejny dzień, kolejne zajęcia z rzucania czarów. Fuj, to takie nudne… Kiedy w końcu nauczymy się czegoś fajnego? Te zaklęcia są takie dziecinne!”

„Spokojnie, Sabrina, później nauczymy się ciekawszych rzeczy, oni chcą nas nauczyć tylko podstaw”.

„Millie, proszę, przestań nazywać mnie Sabriną. Jej zaklęcia były do ​​bani, tak jak ona. Chcę tylko trochę emocji! Czy to za dużo?”

„O czym ty teraz bredzisz, Korie?”

„O! Hej Tina! Narzeka, że ​​nie ma ekscytującego życia albo ma jakiś taki bałagan” – powiedziała Millie.

„Zamknij się! Narzekam na to, jakie nudne są te zajęcia. Te zaklęcia są po prostu dziecinne! Chcę się nauczyć, jak zamieniać się z ludźmi ciałami albo jak zmieniać kształt. Uczymy się tylko, jak zamieniać wodę w wino, jakbyśmy byli Jezusem czy kimś takim.”

EKHEM!

„Ughhh... Znowu to zrobiłaś, Korie” – wyszeptała Millie.

„Czy jest tu jakiś problem, panie?”

„Nie, nie… Pani Westwich. Tylko rozmawiamy” – powiedziała Tina.

„No to porozmawiaj w swoim czasie. Poćwicz zaklęcie niewidzialnej różdżki, tak jak ci mówiłem.”

„Ale po co mamy się tego uczyć? Kiedy się to w ogóle przyda?”

„Cicho, Korie!” krzyknęła Millie wpadając w panikę.

Pani Westwich odwróciła się i spojrzała Korie prosto w oczy…

„Jeśli ma pani problem z zaklęciami, panno Potter, proszę wyjść z moich zajęć. Wszystko, czego uczę, i tak wydaje się pani zupełnie bezużyteczne, więc nie ma potrzeby tu przychodzić”.

„Przepraszam, ale nazywam się panna Adams, nie Potter.”

Pani Westwich przewróciła oczami i westchnęła głęboko…

„Wiem, panno Adams. Ale skoro zachowuje się pani jak Harry Potter, to równie dobrze mogę mówić do pani Potter. A teraz, idzie pani na trening czy idzie?”

Korie spuściła głowę, wiedząc, że rodzice ją zabiją, jeśli odejdzie.

„Poćwiczę”. Jęknęła.

„Dobrze! Do dzieła!”

„Dobrze... bierz się do roboty” – zaśmiała się Korie.

„Korie, musisz przestać kwestionować panią Westwich. Może kiedyś to ona uratuje ci życie” – powiedziała Tina.

"Cokolwiek."

....

Minął kolejny tydzień – nadszedł weekend. Korie siedziała w swoim pokoju, bawiąc się różnymi zaklęciami z zeszytu ćwiczeń i przeszukiwała internet w poszukiwaniu bardziej dojrzałych zaklęć, które przykuły jej uwagę.

Ponieważ ciężko jej było cokolwiek znaleźć, dała sobie spokój i postanowiła odwiedzić czat przeznaczony specjalnie dla czarownic i czarowników początkujących lub pierwszego poziomu, stworzony przez jej przyjaciela Teda.

Czat Wicked Witlock:

KorieLuvsDorie: „Cześć wszystkim! Impreza już jest!”

MillieRock99: „Hej, Korie!”

TinaRusso: „Korie tu jest!”

TedsNotDancin: „Hurra!”

KorieLuvsDorie: „Coś nowego?”

TedsNotDancin: „Nie do końca. Po prostu się nudzę. Ale cieszę się, że tu jesteście. Mam wam do opowiedzenia pewną historię”.

MillieRock99: „O nie, co ty znowu zrobiłeś, Ted?”

TedsNotDancin: „Co?! Dlaczego myślisz, że coś zrobiłem?”

TinaRusso: „Bo jesteś sobą.”

KorieLuvsDorie: „LOL”

TedsNotDancin: „Hardee har har! Serio, dziewczyny, spodoba wam się ta historia. Chodzi o nowego chłopaka, który zaczął naukę w mojej szkole we wtorek”.

TinaRusso: „Och!”

KorieLuvsDorie: „Zamieniam się w słuch… albo w oczy… cokolwiek, LOL”

TedsNotDancin: „No dobrze, nazywa się YooGi Min. Pochodzi z Daegu w Korei Południowej i ma w sobie coś naprawdę tajemniczego i złego chłopca”.

MillieRock99: „Oczywiście, że tak. Wszyscy tak robią, kiedy są nowi.”

TedsNotDancin: „Tak, ale nie sądzę, żeby to była gra. Myślę, że należy do gangu The Four Fathers”.

KorieLuvsDorie: „Naprawdę? Co cię tak podkusiło?!”

TedsNotDancin: „Ponieważ pojawili się w szkole, a on rozmawiał z nimi, jakby znał ich od lat”.

TinaRusso: „Może to jego krewni. To nie znaczy, że jest w gangu. To niebezpieczni i potężni czarownicy!”

TedsNotDancin: „Wiem, dlatego trochę boję się z nim rozmawiać! A co, jeśli powiem coś nie tak i zamieni mnie w żółwia albo coś?”

MillieRock99: „Hahahahahaha!! Żółw Ted?”

KorieLuvsDorie: „Och! Mogę ci mówić Cecil?”

TinaRusso: „Nie, Slo-mo McGee! LOL”

TedsNotDancin: „Ha ha ha. Bardzo zabawne chłopaki. Ale serio, co mam zrobić?”

KorieLuvsDorie: „Tylko oddychaj, Ted. On cię nie skrzywdzi, a jeśli to zrobi, będzie musiał się przed nami tłumaczyć. Bądź po prostu miłym sobą, a wszystko będzie dobrze. :smile:”

Kilka tygodni później…

Jest 12 stycznia, 18. urodziny Korie. I nie były to zwykłe 18. urodziny, to był dzień jej konfirmacji. Dzień, w którym oficjalnie została czarownicą.

„O mój Boże, Korie, panikujesz czy co?!” zapytała Millie, piszcząc z podniecenia i biegnąc za Korie po chodniku.

„Eee, dla mnie to po prostu kolejny dzień.”

„Daj spokój, zostaniesz pełnoprawną czarownicą. Koniec z amatorszczyzną… To wielka sprawa!”

„Nie dla mnie, Tina. Przecież nie mogę używać zaklęć dla dorosłych. Nadal muszę używać tego dziecięcego gówna”.

„No cóż, ciesz się dniem, tak czy inaczej. Nie będę mogła przyjść na twoje przyjęcie. Dziś wieczorem czas dla rodziny” – powiedziała Tina.

„O cholera, ja też nie mogę przyjść, Korie. Ted i ja też mamy spotkanie rodzinne” – powiedziała Millie.

„Ty i Ted?”

„Tak, jesteśmy kuzynami, pamiętasz?”

„Wydaje mi się, że nigdy o tym nie wiedziałam”. Korie wzrusza ramionami.

„Och! No cóż, nic wielkiego. Ale przepraszam.”

„Nie ma problemu, chłopaki. Jak mówiłem, to po prostu kolejny dzień.”

„Oto moja mama! Muszę lecieć! Miłego wieczoru, Korie, i jeszcze raz wszystkiego najlepszego! Kocham cię!”

„Ja też cię kocham Millie!”

„Jadę też z jej mamą, więc porozmawiam z tobą później, Kor!”

„Później, Tina!”

Gdy mama Millie odjechała, Korie kontynuowała spacer chodnikiem w stronę domu. Zbliżała się do szkoły dla czarnoksiężników i absolutnie nie cierpiała przechodzić obok niej, bo ci faceci byli takimi dupkami. Ale nie mogła tego uniknąć, więc wzięła głęboki oddech i patrzyła przed siebie.

Gdy tylko minęła bramę wjazdową, rozległy się wilcze gwizdy. Przewróciła oczami i jęknęła, ale przeszła dalej, nie wchodząc w interakcję.

„Hej! Hej, seksowna! Jak masz na imię? Hej!”

Jeden chłopiec wybiegł zza bramy i krzyczał do Korie, podczas gdy ona nadal go ignorowała.

„No dobra… to bądź wiedźmą ab***. I tak jesteś brzydka!”

Korie zatrzymała się w miejscu…

„Co powiedziałeś?” zapytała, odwracając się w jego stronę.

Oczy chłopca rozszerzyły się, co dowodziło, że nigdy wcześniej nie znalazł się w takiej sytuacji, co go zdenerwowało.

„Uh…uh… powiedziałem…”

„Wiem, co powiedziałeś. Chcesz mi to powiedzieć prosto w twarz?” – zapytała, podchodząc do niego, stając teraz twarzą w twarz.

Na czole chłopca pojawiły się kropelki potu. Nie wiedział, co zrobić ani powiedzieć.

„No już, uspokójmy się, mała damo.”

„Nie jestem małą damą” – wycedziła przez zaciśnięte zęby.

„Dobra. Kimkolwiek jesteś, po prostu odsuń się od mojego przyjaciela, a nikomu nie stanie się krzywda. On po prostu żartował. To dzieciak, nie wie, co robić.”

„No to następnym razem powiedz temu dzieciakowi, żeby trzymał język za zębami, skoro nie potrafi powiedzieć nic miłego. Tak się nie rozmawia z kobietami, ty mały gnojku!”

„Dobrze. Słyszałeś tę panią. Teraz ją przeproś.”

„Prze… przepraszam.”

„Widzisz, on przeprasza. Zostawmy przeszłość w spokoju, dobrze?”

Korie spojrzała na drugiego młodego mężczyznę, który cały czas mówił, a wyraz jej twarzy uległ zmianie. Zaczęła się rumienić i ogarnęło ją uczucie zdenerwowania.

„Ojej, jaki on słodki!”

Młody mężczyzna spojrzał na nią z uśmieszkiem na twarzy, co dało jej do myślenia, że ​​być może czyta w jej myślach.

Zakłopotana, szybko spuściła głowę i odwróciła się, żeby odejść.

„Czekaj! Jak masz na imię?!” krzyknął młody mężczyzna.

Szła tak szybko, że była zbyt daleko przed nim, by usłyszeć jego pytanie.

Cztery godziny później…

„Bardzo dziękuję za ciasto i lody, mamo i tato. A kartka była przepiękna. Nie musieliście dawać mi żadnych pieniędzy. Wiem, jak ciężko na to pracujecie. Jestem wdzięczny za dach nad głową.”

„Hahaha. Mamy takie słodkie dziecko. Nie martw się o pieniądze, Korie. Masz już 18 lat, to wielka sprawa dla czarownic!” – powiedział jej tata.

„Czy czujesz już jakąś zmianę?” zapytała jej mama.

„Nie. Ja czuję to samo.”

„No cóż, teraz możesz rzucać dowolne zaklęcia.”

„Nie, nie jestem” – mruknęła.

„Co to było?” zapytał jej tata.

„Hę? Och, nic. Jeszcze raz dziękuję. Kocham cię. Chyba pójdę na spacer do parku. Piękny wieczór.”

„Dobra, kochanie. Uważaj tam na siebie. Słyszałem, że Czterej Ojcowie znowu się tu kręcą. Uważaj na siebie.”

„Pójdę, mamo. Wrócę później.”

....

Będąc w parku, siedziała na huśtawce i w myślach ćwiczyła zaklęcia, naśladując przy tym swój palec jako różdżkę.

„Ugh. Jakie głupie. Nienawidzę tych zaklęć” – pomyślała.

„Ja też nienawidzę dziecięcych zaklęć.”

DECH ZAPIERAĆ ZE ZDZIWIENIA!

Korie położyła dłoń na piersi.

„Kurczę, ale mnie wystraszyłeś!”

„Hmm… cóż, lepiej się umyj.”

„Zabawne. Kim jesteś?”

„Wow. Nie dość, że mnie nie pamiętasz, to jeszcze nie tracisz czasu, żeby zapytać, prawda?”

„Cóż, kiedy jakiś czarownik pojawia się znikąd i czyta mi w myślach, lubię wiedzieć, kto jest w moim towarzystwie”

„Och, proszę wybaczyć, proszę pani. Nazywam się YooGi Min.”

„Miło cię poznać YooGi Min.”

„A jak masz na imię?”

„Korie… Korie Adams.”

„To dla mnie przyjemność, Korie. Naprawdę mnie nie pamiętasz, prawda?”

„Przepraszam, czy powinnam?”

„Ach! Och! Moje serce. Taka piękna dziewczyna je łamie.”

Uśmiechnęła się i powiedziała: „Dobra, muszę już iść”.

Gdy schodziła z piaszczystego placu zabaw i odchodziła od niego, YooGi pojawił się przed nią z prędkością światła.

„Wow! Cholera! Czarownicy. Robicie to wszyscy tylko po to, żeby się popisać?”

„Może. Jesteś pod wrażeniem?” Uśmiechnął się krzywo.

„Dlaczego on jest taki słodki!” pomyślała.

Zachichotał.

„Przestań czytać mi w myślach! Gah! Właśnie dlatego nie umawiam się z takimi facetami jak ty.”

„Faceci tacy jak ja? Jaki jestem?”

„Tak jak ty! Arogancki.”

„Nie jestem arogancki. Ale jeśli odniosłem takie wrażenie, przepraszam i nigdy więcej się tak nie zachowam”.

Nie wiedziała, czy traktować go poważnie, czy nie.

„Szczerze przepraszam. Wybaczysz mi, Korie?”

Jej serce zabiło mocniej, gdy znów wspomniał jej imię.

„Ye-Yeah, wybaczam ci YooGi”. Zarumieniła się.

„Jesteś słodka”. Zachichotał.

Korie jęknęła, przewróciła oczami i odeszła od niego.

„Zaczekaj! Mogę cię odprowadzić do domu?” – zapytał.

"Eskorta?"

„Tak. Co, powiedziałem coś źle?”

„Nie. Po prostu nie słyszę już, żeby ludzie tak mówili. To miłe.”

„Cieszę się, że ci się podoba. Mogę?”

Wyciągnął do niej ramię, aby mogła je chwycić, gdy szli razem, a ona przyjęła jego ofertę.

Poszli wolnym spacerem z powrotem do jej domu, prowadząc zabawną rozmowę, poznając się. Podczas rozmowy myśli Koriego zaczęły błądzić i w końcu uświadomiła sobie, gdzie wcześniej słyszała jego imię.

„YooGi… Jesteś YooGi!”

„Tak, to ja!”

„Nie. Mój przyjaciel o imieniu Ted chodzi do twojej szkoły i wspominał o tobie kilka tygodni temu.”

„O tak! Znam Teda. Fajny dzieciak.”

„Ha! No cóż, kiedy mi o tobie opowiadał, panicznie bał się, że ci się sprzeciwi.”

„Naprawdę? Dlaczego?”

„Powiedział, że przyjaźnisz się z gangiem Czterech Ojców.”

"O."

"Tak."

Korie wahała się, czy zadać kolejne pytanie, ale w końcu uległa...

„Dlaczego się z nimi zadajesz? To znaczy, czy jesteś w gangu?”

YooGi spojrzał na nią z uroczym uśmieszkiem na twarzy.

„Nie musisz mi mówić, jeśli nie chcesz” – powiedziała nerwowo.

„Nie. Ja nie. Mój starszy brat tak. Przeniósł się do tego gangu z Czterech Ojców Daegu, kiedy przeprowadziliśmy się do Ameryki.”

„O rany. Czemu się tu przeprowadziliście? Czemu nie zostaliście w Daegu?”

„Jesteś małą, ciekawską ślicznotką, prawda?” zapytał, szczypiąc ją w policzek.

„Nie… No cóż, tak, ciekawe, ale nie słodkie. Więc dlaczego?”

„Mój brat wpadł w kłopoty, bo użył swoich mocy przeciwko sobie. Taka jest zasada w „Czterech Ojcach”, nigdy nie używaj zaklęć przeciwko sobie, ani na dobre, ani na złe. Nie rób tego. Zabił swojego najlepszego przyjaciela z wściekłości o dziewczynę”.

„O mój Boże! Ale udało mu się dołączyć do gangu America Four Fathers? Czy oni nie wiedzą, co zrobił?”

„Tak. Ale skoro to się stało w innym kraju, to nie ma to znaczenia dla tego gangu. Przyjęli go z otwartymi ramionami i wydają się całkiem w porządku, wbrew temu, co myślą tutejsi ludzie”.

Korie była tak pochłonięta rozmową, że nie zauważyła, że ​​co najmniej dwa razy krążyli w kółko, mijając jej dom.

••••••••••••••••••••••··•••••••••••••••••

„No cóż, dziękuję za „eskortowanie” mnie do domu. Miło było poznać ciebie i twojego brata.”

"Cała przyjemność po mojej stronie."

YooGi widział rodziców Korie przez okno pokoju miłości. Kiedy zauważył jej tatę, omal nie stracił przytomności. Opanował się i położył rękę na głowie. Korie była odwrócona plecami, więc nie widziała jego reakcji.

„Eee, Korie! Zaczekaj, zanim wejdziesz, mogę ci zadać pytanie?”

„No jasne. Proszę bardzo.”

„Skąd pochodzi twój tata?”

„Korea Południowa. Wyemigrował tu jakieś 25 lat temu. Dlaczego?”

"Jak on ma na imię?"

Na twarzy Koriego pojawiło się zmieszanie.

„Dlaczego YooGi? Co się dzieje?”

„Zobaczyłem mężczyznę, zakładając, że to twój tata, przez okno w salonie i wyglądał znajomo ze zdjęć, które widziałem u mojego brata. Zdjęcia należały do ​​naszego taty”.

„Aha, okej. No cóż, mój tata ma na imię Chul Gi.”

{Chul Gi oznacza Żelazne Powstanie}

Oczy YooGi'ego rozszerzyły się…

„Słuchaj, przepraszam, że się spieszę, ale muszę wracać do domu. Jest już tak późno.”

„Och… eee, okej. Zobaczymy się jeszcze raz, prawda?”

„Tak, może. Dobranoc! Wszystkiego najlepszego!”

„Skąd wiedział, że mam urodziny? Fuj! Znów czytał mi w myślach!” – mruknęła.

Pobiegł ulicą, spiesząc się na spotkanie z bratem. Miał mu coś ważnego do powiedzenia.

....

Korie leżała w łóżku i jak zwykle miała problemy ze snem. Od czasu sugestywnego snu o tym, jak ktoś zabił jej ojca, nie mogła zamknąć oczu i się zrelaksować. Wstała z łóżka i podeszła do parapetu, żeby usiąść i popatrzeć na gwiazdy. Księżyc był tej nocy wyjątkowo duży, co napełniło ją podziwem.

Spojrzała na drogę i zauważyła kogoś stojącego przed jej domem i wpatrującego się w drzwi wejściowe. Zaniepokojona tym, szybko odsunęła się od okna, zastanawiając się, czy powinna obudzić rodziców, czy nie.

„Musisz coś zrobić, Korie! A co, jeśli ten facet wyważy drzwi? Co wtedy?!” – pomyślała.

Znów wyjrzała przez okno, tym razem widząc, że facet zniknął. Odetchnęła z ulgą, ale nadal była zaniepokojona.

Następnego ranka…

*BUM! BUM! BUM!*

Korie zerwała się z łóżka, zaskoczona łomotaniem do drzwi wejściowych. Jej matka wbiegła do sypialni i kazała jej się schować.

„Korie! Wskakuj do szafy, kochanie. I nieważne, co usłyszysz, zostań tam!”

„Co-co? Co się dzieje, mamo? Kto tu jest?!”

„Rada jest tutaj–”

„OTWÓRZ! WIEMY, ŻE TAM JESTEŚ! CHCEMY TYLKO CHUL!”

"Mama?!"

„SCHOWAJ SIĘ!! IDŹ!”

Łzy spływały po twarzy matki, gdy wpychała Korie do szafy.

Ojciec Koriego wyjął różdżkę z biurka i schował ją do kieszeni.

„OTWÓRZCIE DRZWI, ALBO WYWAŻYMY!!”

Matka Koriego otarła twarz i otworzyła drzwi.

„Czy mogę w czymś pomóc?” zapytała, gdy strażnik gwałtownie otworzył drzwi.

„Wiemy, że Chul Gi tu jest. I nie odejdziemy, dopóki go nie przejmiemy” – powiedział radny.

„Co on zrobił?” zapytała mama Korie.

„Został aresztowany za niewłaściwe użycie magii”.

„Co? Kiedy? Nigdy nie nadużywał magii!”

„Czy znasz nazwisko Min Stachi?” zapytał radny.

„Nie. Nie… nie.”

„No cóż, Min Stachi był wybitnym czarownikiem. Był przywódcą Czterech Ojców Daegu w Korei Południowej. Mamy powody, by sądzić, że twój mąż go zamordował, mając nadzieję zająć miejsce Stachiego”.

"Co?"

Tata Koriego ukrywał się w ich sypialni, używając zaklęcia stereo, aby usłyszeć, co jest mówione. Powoli spuścił głowę, gdy radny kontynuował opowiadanie jego żonie o tym, co zrobił 25 lat temu.

Korie, której sypialnia znajdowała się tuż obok salonu, słyszała wszystko, co mówiono, przez cienkie jak papier ściany. Zakryła usta dłonią i płakała. Zrozumiała, dlaczego YoonGi tak dziwnie się zachowywała wobec jej ojca, który zabił swojego.

„Pani Seojoon, przepraszam… Pani Adams, proszę iść po męża i przyprowadzić go tutaj. Im szybciej wyjdzie, tym szybciej odejdziemy. Będzie tak, jakby nas tu nigdy nie było.”

Pani Adams wciąż płakała zmieszana i postanowiła spełnić ich prośbę. Ale zanim zdążyła go dosięgnąć, wyszedł z sypialni z różdżką w dłoni.

„Ach… Panie Adams, a może raczej panie Seojoon – cieszę się, że mógł pan do nas dołączyć.”

„Wszystko słyszałem. Wiem, dlaczego tu jesteś. Jestem gotów poddać się tobie, radny”.

„Dobrze. Oddaj różdżkę swojej śmiertelnej żonie i chodź z nami po cichu.”

Odwrócił się do żony, wręczając jej różdżkę, lecz nie wcześniej, niż objął ją po raz ostatni.

„Czy Korie jest bezpieczna?” wyszeptał do ucha żony.

„Tak” – powiedziała przez łzy.

„Dobrze. Kocham cię. Powiedz jej, że ja też ją kocham.”

Trzymała go mocno i nie chciała puścić.

„No dobra, chodź! Nie mamy całego dnia, panie Seojoon!”

Strażnik chwycił pana Seojoona za ręce, założył mu je za plecy i założył kajdanki, po czym wciągnął go do środka i do radiowozu.

Kiedy Korie usłyszała, jak wychodzą przez drzwi wejściowe, wybiegła z pokoju i z przerażeniem patrzyła, jak jej ojca wrzucają na tylne siedzenie samochodu, skutego kajdankami i płaczącego.

Jej matka objęła ją i obie płakały.

....

„Jak się czuje twój tata?” zapytała Millie.

„Nie wiem. Nie ma go od tygodnia i nic nie słyszałam. Chyba moja mama też nie”.

„Bardzo mi przykro, stary. Rada potrafi być taka bezwzględna. Pamiętam, jak zabrali mojego wujka. Kiedy wrócił do domu, nie był już taki sam. Cokolwiek tam robią ludziom, po wyjściu wpadają w paranoję”.

„Dzięki, Tina. Jakiż to ciężar spadł mi z ramion.”

Millie odepchnęła Tinę.

„Ale naprawdę, chłopaki, mama i ja jesteśmy już w porządku. Po prostu żyjemy chwilą.”

„Słyszałaś coś od YooGi?” zapytała Tina.

„Nie. Od tamtej nocy, kiedy wkurzył się na mojego tatę.”

„Czy kiedykolwiek dowiedziałeś się dlaczego?”

„Nie! Zapytał mnie, jak ma na imię mój tata i powiedział, że wygląda znajomo ze zdjęcia, które należało do jego taty.”

„Hmm… dziwne” powiedziała Millie.

„Nagle w naszym domu pojawili się radni. Ale wiecie co? Poprzedniego wieczoru przed domem stał jakiś dziwny mężczyzna i wpatrywał się w nasze drzwi wejściowe. Nie mam pojęcia, kim on był”.

„Ktokolwiek to był, prawdopodobnie przewodził tam radzie!”

„Może. Po prostu ciągle mam wrażenie, że mój tata został wrobiony. Mój tata nigdy nie użył swoich mocy w złym celu. Jest taki ostrożny i upewnia się, że ja też jestem ostrożny! To po prostu nie ma sensu”.

„Pamiętaj, Korie, to się wydarzyło, zanim się urodziłaś. Kto wie, jaki był twój tata w Daegu” – powiedziała Tina.

„Tak. Masz rację.”

„Napisz do Teda i zapytaj go, czy rozmawiał z YoonGi. Musi coś wiedzieć!”

„Dobry pomysł, Millie.”

Korie napisała wiadomość do Teda z pytaniem o YooGi. Ted natychmiast odpisał, podając jej numer YooGi i prosząc, żeby sama do niego napisała.

Nie była pewna, czy Ted był zdenerwowany, czy po prostu chciał jej pomóc, ale napisała wiadomość do YooGi, pytając, czy wie, co się dzieje.

YooGi: „Spotkajmy się po szkole. Miej różdżkę pod ręką. Może ci się przydać”.

„Co?”

„Co? Co się stało?” – zapytały Tina i Millie.

„Chce się ze mną spotkać po szkole i upewnić się, że mam przy sobie różdżkę.”

••••••••••••••••••••••··•••••••••••••••••

„YooGi? YooGi?! Gdzie jesteś?” Korie dotarł na miejsce spotkania, czyli do alejki za szkołą.

Starała się wypowiedzieć jego imię tak cicho, jak to możliwe, aby nie zwracać niczyjej uwagi.

„YooGi! Yoon-”

Ktoś położył jej dłoń na ustach i pociągnął ją do tyłu, do ukrytego pokoju, który YooGi stworzył za pomocą zaklęcia.

Korie wydała stłumiony krzyk, próbując odeprzeć atak osoby, która ją złapała. Gdy tylko znalazła się w pokoju, puścił ją. Odwróciła się zaskoczona, widząc, że to on.

„Co to, do cholery, było, ty czarnoksiężniku! Mówiłem ci o popisywaniu się!”

„Nie popisuję się, chciałem, żebyś był cicho!”

„No cóż, wystarczyło powiedzieć hej Korie, ĆŚŚ! Nie zasłania się komuś ust ręką, prawie go nie dusząc! Cholera!”

"Przepraszam."

Korie zwróciła uwagę na pokój…

"Co to za miejsce?"

„Wymyśliłem to za pomocą zaklęcia, którego nauczył mnie ojciec przed śmiercią. Powiedział mi, że jeśli kiedykolwiek zechcę uciec i zostać sam, wystarczy użyć tego zaklęcia, a pojawi się mój prywatny pokój. Zawsze się tam chowałem, kiedy chciałem poczytać w samotności albo po prostu przewietrzyć głowę”.

„To niesamowite. Znasz jakieś zaklęcia transportujące?”

„Transport?” Zapytał, unosząc brwi.

„Tak. Jak przeniesienie się na plażę albo do innego kraju – takie tam.”

„Chyba masz na myśli teleportację.”

„Och! No tak. To samo.”

„Tak, wiem jak.”

„Naprawdę? Mógłbyś mnie nauczyć, proszę?” – zapytała, mrużąc oczy.

„Kiedyś. Teraz mamy coś ważniejszego do omówienia”.

„Dobrze. Więc dlaczego chciałeś się ze mną spotkać i przynieść mi różdżkę?”

„Musiałem z tobą porozmawiać osobiście. Chodzi o twojego ojca.”

Korie przełknęła ślinę i czekała na kontynuację wypowiedzi YooGi.

„W Daegu mój tata, Min Stachi, był szefem gangu Czterech Ojców. Twój tata był jego prawą ręką. Niewiele pamiętam o moim tacie, miałem 5 lat, kiedy zmarł, a przynajmniej tak mi powiedziano, ale według mojego brata nasz tata wdał się w konflikt z przywódcą gangu Czarowników, Park Hyungiem. Krótko mówiąc, twój ojciec rzucił na Hyunga zaklęcie, które spowodowało, że się udusił i najwyraźniej zrobił to tylko po to, żeby przestać niepokoić mojego ojca. Niestety, w odwecie mój ojciec został zamordowany przez Czarowników, a twój ojciec kazał mu to wszystko oglądać. Chul Gi, twój ojciec, został pobity i poniósł winę za morderstwo mojego ojca. Kiedy się ocknął, okazało się, że spalili ciało mojego ojca, a kanister z benzyną został w rękach Chula.”

„Wiedziałem! Wiedziałem, że go wrobili!”

„Tak, ale i tak kogoś zabił, po prostu to nie był mój ojciec”.

„No dobrze, ale po co mi moja różdżka?”

„Kilka dni temu nieznani członkowie The Warlocks pojawili się u mnie bez zapowiedzi, pytając, czy wiemy, gdzie znaleźć Chula. Mój brat i ja zaaranżowaliśmy to tak, żeby nasi znajomi udawali radę, żeby wypędzić twojego tatę z domu i go chronić”.

„Czekaj, co? Ty to zrobiłeś?! Czy moi rodzice wiedzą?”

„Tak, zostali o tym powiadomieni wcześniej. Mój brat wpadł poprzedniego wieczoru, żeby opowiedzieć twojemu ojcu o planie.”

„Więc to był ten facet, którego widziałem wpatrującego się w nasze drzwi wejściowe. Rozmawiał z moim tatą!”

"Tak".

„Ale dlaczego nikt mi nie powiedział?”

„To było dla waszego bezpieczeństwa. Nie wiedzieliśmy, kto nas obserwuje, więc musieliśmy sprawić, żeby wyglądało to jak najbardziej realistycznie. Czarownicy mają oczy wszędzie.”

„I co z tego… Czy potrzebuję różdżki dla ochrony, na wypadek gdyby ktoś mnie teraz obserwował?”

„Tak. Kiedy stąd wyjdziemy, musicie być w stanie najwyższej gotowości.”

„Ale nie znam zbyt wielu dobrych zaklęć. Wiem tylko, jak sprawić, by różdżka mojego przeciwnika zniknęła i jak stworzyć ścianę dymu.”

„Cóż, chociaż te rzeczy mogą się przydać, to na wszelki wypadek pójdę z tobą i odprowadzę cię do domu.”

„Okej. Ech, nerwy mi wariują.”

„Po prostu się zrelaksuj. Wszystko będzie dobrze. Nie martw się. Powinniśmy jednak ruszać. Musimy cię zabrać do domu z twoją matką. Jest śmiertelniczką i potrzebuje wszelkiej pomocy, jaką może uzyskać. Czarnoksiężnicy kochają śmiertelników”.

Wziął Korie za rękę i wyprowadził ją z powrotem w ciemną uliczkę.

„No to jedziemy!”

Ostrożnie odprowadzali ją do domu – nieustannie rozglądając się dookoła, kompletnie paranoicznie. Reagowali na każdy dźwięk wydawany przez biegające koty czy grzebiące w koszach na śmieci. Nawet wycie wiatru przyciągało ich uwagę.

„Czekaj. Ktoś nas śledzi” – powiedział Korie.

„Skąd wiesz?” zapytał YooGi.

„Słyszę, jak nasze kroki odbijają się echem.”

„No cóż, działajmy dalej, a kiedy nadejdzie odpowiedni moment, zajmiemy się tą osobą.”

Kontynuowali swój powolny spacer i tak jak powiedział Korie, za nimi podążała kolejna para kroków.

„Kiedy dojdziemy do tego rogu, rozdzielimy się, dobrze?”

„Co? Dlaczego YooGi?”

„Zaufaj mi, okej?”

Spojrzała mu w oczy…

"W porządku."

Gdy dotarli do rogu, YooGi rzucił zaklęcie, które wywołało pojawienie się ich podwójnej wersji i oddzieliło ich od siebie. Prawdziwi Korie i YooGi poszli w prawo, podczas gdy ich alternatywne wersje przeszły przez ulicę po lewej.

Osoba podążająca za nimi zaryzykowała i podążyła alternatywną wersją. Korie i YooGi opierali się o ceglaną ścianę budynku, obserwując mężczyznę.

„Kto to jest? Śmiertelnik?” – zapytał Korie.

„Nie wiem, ale zaraz się dowiemy. Chodź!”

Ostrożnie podążali za mężczyzną, który wciąż ślepo podążał za iluzją.

W końcu iluzja zniknęła tuż przed jego oczami, pozostawiając go w całkowitym osłupieniu. Podrapał się po głowie, a następnie wyjął telefon, żeby zadzwonić do szefa.

„Przepraszam” – powiedział YooGi, klepiąc mężczyznę po ramieniu.

Odwrócił się, a YooGi uderzył go w twarz, nokautując go.

On i Korie zanieśli mężczyznę do pobliskiej alejki, gdzie YooGi użył zaklęcia ukrytego pokoju, wrzucając nieprzytomnego mężczyznę do środka, nie dając mu możliwości ucieczki.

„Dobrze. A teraz odwieziemy cię do domu.”

••••••••••••••••••••••··•••••••••••••••••

„YooGi?”

"Tak?"

„Czy to wszystko jest w ogóle konieczne? To znaczy, dlaczego to się wciąż dzieje? Czemu po prostu nie zabili mojego ojca 25 lat temu, kiedy mieli szansę?”

„Twój tata ma coś, czego pragną… władzę.”

„Co?”

„Kiedy mój tata zmarł, Czarownicy ukradli mu różdżkę. Ta różdżka miała w sobie tyle mocy, że trudno było komukolwiek zbliżyć się do mojego taty, kiedy trzymał ją w dłoniach. Twój ojciec im ją odebrał i od tamtej pory go ścigają”.

„To ta różdżka, którą mój tata trzymał w szklanej gablocie!”

"Przepraszam?"

„Mój tata… trzymał różdżkę w szklanej gablocie na ścianie ich sypialni. Zawsze mówił, że dostał ją od dobrego przyjaciela”.

„Jest w sypialni twoich rodziców!? Musimy zdobyć tę różdżkę, zanim oni to zrobią! Szybko!”

Pobiegli resztę drogi do domu Korie i gdy tam dotarli, zauważyła, że ​​drzwi wejściowe są otwarte.

„To dziwne. Dlaczego moja matka zostawiła drzwi tak szeroko otwarte?”

YooGi czuł, że coś jest nie tak.

„Zaczekaj tu, Korie. To może być niebezpieczne.”

"Ale-"

„Proszę! Zaczekaj tutaj, dobrze? Zaufaj mi.”

„Dobrze. Uważaj.”

Wspiął się po schodach na palcach, wchodząc do domu. Rozejrzał się, uważając, żeby nie narobić hałasu. Gdy zbliżał się do sypialni, podłoga zaskrzypiała, przez co zatrzymał się w miejscu. Szybko obejrzał się za siebie, mocno ściskając różdżkę.

Kontynuował stąpanie na palcach, aż w końcu dotarł do miejsca, które wyglądało na sypialnię jej rodziców. Rozejrzał się po ścianach, dostrzegając szklaną gablotę, która była teraz pusta. Westchnął głęboko, spuszczając głowę z rozczarowaniem.

Nagle z kuchni dobiegł głośny hałas. Brzmiał, jakby coś się przewróciło.

„Halo? Pani Adams?”

YooGi ponownie zachował ostrożność, idąc na palcach w stronę kuchni.

„Pani Adams? Wszystko w porządku?”

*KRZYCZY*

Ktoś wyglądający jak włóczęga rzucił się na niego z rękami w pozycji duszącej… YooGi wycelował różdżką…

„Disparium!”

Ta osoba zniknęła.

Złapawszy oddech, kontynuował poszukiwania.

„Pani Adams?! Gdzie pani jest?”

Podszedł do legowiska. Zajrzał do środka i nic nie znalazł. Wyjął telefon, żeby napisać do Korie i sprawdzić, czy wszystko w porządku.

YooGi: „Nie mogę znaleźć twojej matki, a różdżka mojego ojca zniknęła. Nic ci nie jest?”

Poczekał kilka minut i nie otrzymał odpowiedzi.

YooGi: „Korie?”

Minęło kilka minut i nadal nic się nie działo.

Podbiegł do dużego okna w salonie – Koriego tam nie było.

"O nie!"

Wybiegł na zewnątrz wołając jej imię.

„Korie?!… Korie!!… Gdzie jesteś?… Kor-”

Poczuł w kieszeni wibracje telefonu… Sprawdził wiadomość.

Korie: „No, no, no. Skoro to nie reinkarnacja Stachi, to nie powinieneś opowiadać wszystkim tego kłamstwa o byciu swoim synem. Kim do cholery jest YooGi?”

YooGi: „Co? Kto to jest?”

Korie: „Jestem człowiekiem, który przywrócił ci życie. Nie mów mi, że nie pamiętasz. Tsk, tsk, tsk. I po tym wszystkim, przez co przeszliśmy. Zostajesz porażony na śmierć i spalony przez mój gang bez mojej zgody – przywróciłem cię z powrotem”.

„Co?” pomyślał YooGi.

YooGi: „Gdzie jest Korie i jej matka? Co z nimi zrobiliście?”

Korie: „Nie martw się o nich. Są bezpieczni. Chcę tylko porozmawiać ze Stachi”.

YooGi: „Czemu ciągle nazywasz mnie Stachi?!”

Korie: „Bo jesteś Stachi!!”

*Wspomnienie*

„Wow, Stachi! Spalili cię na popiół. Nie możemy na to pozwolić, musimy przywrócić cię do dawnej postaci. Nadal masz coś, czego chcę, a kiedy powiesz mi, gdzie to jest, wtedy i tylko wtedy cię znowu zabiję!”

Miesiąc później, po przywróceniu zdrowia YooGi/Stachi, rozpoczęło się przesłuchanie…

„Kłamiesz! Gdzie to jest?!”

„Nie wiem, o czym mówisz! Czemu nie zapytasz Chula?!”

„Nie wiemy, gdzie jest Chul. I po co go pytasz, skoro jesteś jego właścicielem?!”.

„Nie wiem. Nic nie pamiętam!”

*drwi* „Jak do cholery on nie pamięta? Czy ten pożar namieszał mu w pamięci? Może kłamie, żeby chronić przyjaciela…?” – zastanawiał się.

„Wyjdę na zewnątrz, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Kiedy wrócę, lepiej, żebyś miał dla mnie odpowiedź! Taką, którą chcę usłyszeć!”

YooGi/Stachi został w prowizorycznym pokoju przesłuchań z kilkoma członkami Warlocks, rozważając ucieczkę. Spojrzał na jednego z chłopaków – próbując zwrócić jego uwagę…

„Psst! Hej! Hej ty!”

"Co?"

„Czy mógłbyś podać mi moją różdżkę, proszę. Nie lubi być zbyt długo nietknięta. Nie słyszysz, jak płacze?”

„To jest ten irytujący dźwięk? *jęczy* Jeśli trzymanie go ucisza, to tutaj!”

Niezdarny idiota dał YooGi/Stachi swoją różdżkę, dając mu szansę na ucieczkę zgodnie z planem.

....

Kiedy przesłuchujący wrócił i spojrzał w dół, aby zapiąć spodnie, ze zdumieniem stwierdził, że wszyscy jego ludzie, którzy znajdowali się w pokoju, rozpłynęli się w powietrzu.

„AHHHHHHHHHHHHH!!!”

*Koniec retrospekcji*

„Jestem Stachi?” – pomyślał YooGi.

Korie: „Hej, odpadły ci palce? Spotkajmy się w Dragon's Den w Chinatown. Tam porozmawiamy. Korie i jej matka będą gdzieś bezpiecznie schowane na zapleczu klubu. A, i „YooGi”, na twoim miejscu nie mówiłabym bratu. Postarajmy się, żeby to wszystko odbyło się w cywilizowany sposób. Oboje wiemy, jaki potrafi być porywczy.”

YooGi/Stachi ścisnął telefon, powstrzymując się przed jego zniszczeniem.

„Ten sukinsyn…” – powiedział gniewnie pod nosem.

••••••••••••••••••••••··•••••••••••••••••

YooGi zamknął oczy, po czym zatoczył różdżką koło, wypowiadając zaklęcie teleportacji. Po kilku sekundach pojawił się przed klubem Dragon's Den. Złożył różdżkę i schował ją do tylnej kieszeni dla bezpieczeństwa.

Gdy zbliżył się do wejścia, zatrzymało go dwóch ochroniarzy, którzy chcieli sprawdzić, czy nie ma przy sobie broni. Znaleźli jego różdżkę, ale mężczyzna, z którym rozmawiał przez SMS, krzyknął, że może ją zatrzymać. Nieznajomy uznał, że bez swojej różdżki nie stanowi większego zagrożenia.

„Skoro pozwala mi zatrzymać moje, to ciekawe, czy Korie ma swoje?” – pomyślał YooGi.

„Wejdź, Stachi – ups, to znaczy YooGi. Usiądź.”

„Gdzie jest Korie? A ty kim jesteś?” – zapytał YooGi.

Mówiłem ci, że ona i jej matka są bezpieczne.

„Daj mi słowo, że oni naprawdę są bezpieczni!”

„Aha… Dobra. Jako członek Czarowników, daje ci słowo, że ani Korie, ani jej matce nie stała się żadna krzywda”.

„Dobrze. A kim ty jesteś?”

„Stachi, nigdy nie przestajesz mnie zadziwiać. Jak to możliwe, że nie poznajesz własnego kuzyna?”

Zmrużył oczy, żeby lepiej widzieć. W klubie panował tak słaby półmrok, że trudno było kogokolwiek dostrzec.

Jego kuzyn umieścił przed jego twarzą świecznik, ujawniając mu jego prawdziwą tożsamość.

*DECH ZAPIERAĆ ZE ZDZIWIENIA*

„Park Hyung! Ja… ja myślałem, że nie żyjesz. Czy Chul Gi cię nie zabił?”

„Stachi, jesteśmy czarownikami, a zatem nieśmiertelni. Nic nas nie zabije… chyba że zostaniemy spaleni LUB użyjesz tej swojej specjalnej różdżki”.

„Więc… czego ode mnie chcesz?”

„Chcę, żebyś mi powiedział, gdzie jest ta różdżka.”

„Nie wiem, gdzie to jest. A nawet gdybym wiedział, naprawdę myślisz, że bym ci powiedział?”

Park Hyung zaśmiał się i uśmiechnął diabolicznie.

„Heh heh… Jeśli chcesz uratować Korie i jej matkę, powiedz mi, gdzie to jest. Nie będę więcej pytać.”

„Mówię ci Hyung… Nie wiem gdzie to jest!”

„Dobra. Jak sobie chcecie. PANOWIE!”

Nagle strażnicy skierowali się w stronę ciemnego pomieszczenia…

„Co… Co robisz?!” zapytał YooGi/Stachi przerażonym głosem.

„Och, nie zawracaj sobie głowy tą swoją śliczną główką. Zaraz wszystko się skończy.”

Z tyłu klubu dobiegały krzyki…

„KORIE!!”

Stachi rzucił się na Park Hyunga, ale dwóch strażników go powstrzymało.

„Puść go” – rozkazał Park Hyung, wyciągając różdżkę.

„Nie rób im krzywdy, draniu!”

Rozległo się więcej krzyków.

Stachi wściekle wyciągnął różdżkę i skierował ją w stronę Park Hyunga, który zrobił to samo.

Zdaniem Stachi'ego była to teraz walka na śmierć i życie.

„Zabiję cię tam, gdzie stoisz, Hyung... powiedz swoim ludziom, żeby zostawili ich w spokoju.”

„Myślisz, że skoro jesteś tym, kim jesteś, możesz mi mówić, co mam robić? JA KONTROLUJĘ, CO SIĘ TU DZIEJE! JESTEM SZEFEM! JESTEM GŁOWĄ! JESTEM ALFĄ I OMEGĄ W TYM SKURWYSYNKU! NIE TY TU DECYDUJESZ, JA! A teraz… zanim powyrywam ci kończynę po kończynie, powiedz mi… gdzie. jest. ta. różdżka?”

Stachi wciąż trzymał różdżkę wymierzoną w Park Hyunga, pełen wściekłości. „Pokaż mi je, a ci powiem”.

Park Hyung westchnął i zirytowany opuścił rękę, w której trzymał różdżkę…

„Ugh! Stachi, oszczędź mi tych banalnych kompromisów! Ale dobra!… WYNIEŚ ICH!”

Strażnicy wypchnęli Korie i jej matkę z ciemnego pokoju, w którym je przetrzymywano, do słabo oświetlonego pomieszczenia.

„Nie widzę ich, Hyung!”

Park Hyung zirytowany machnął różdżką, włączając jaśniejsze światło.

„Yoongi?! YooGi! Pomóż nam! Proszę!” – błagała Korie.

„Nie martw się, Korie, zrobię to! Obiecuję, że was z tego wyciągnę! Ale muszę wiedzieć, gdzie jest moja różdżka!”

„Twoja-Twoja różdżka? Trzymasz ją w dłoni, YooGi” – powiedziała Korie ze łzami w oczach.

Opuścił głowę, a potem powoli ją podniósł, wahając się, czy powiedzieć coś więcej...

„Nie, Korie. MOJA różdżka. Ta, o której mówiłeś, że twój ojciec trzymał ją na ścianie w szklanej gablocie.”

„Ale to nie twoje, to należało do twojego ojca, Stachi. Nie mówiłeś tego?”

„Tak, wiem, co powiedziałem, a rzecz w tym, że… Jestem… Stachi.”

Oczy Koriego rozszerzyły się. „Co? Nie. Stachi nie żyje. Twój ojciec nie żyje. Mówiłeś mi to. Mówiłeś, że mój tata został fałszywie oskarżony o morderstwo. Jesteś uczniem szkoły czarnoksiężników, YooGi! Gdybyś był Stachi, byłbyś za stary, żeby uczyć się w tej szkole!”

„Nigdy nie powiedziałem, że jestem tam uczniem, Korie. Twój przyjaciel Ted powiedział, że jestem tam nowy. Co może oznaczać cokolwiek – w tym przypadku oznacza to, że uczę w szkole.”

„Co?! Jesteś nauczycielem?!”

"Tak".

Korie była oszołomiona.

„Dobra! Przestań pieprzyć! Gdzie jest różdżka!” Park Hyung zaczynał tracić cierpliwość.

„Ja też nie wiem, gdzie to jest. Przysięgam” – powiedział Korie, wyraźnie wstrząśnięty.

„A co z panią Adams tam? HEJ!”

Pani Adams podskoczyła, gdy usłyszała jego krzyk.

„Wiesz, gdzie jest różdżka?” kontynuował.

Odwróciła głowę…

Nagle rzucił się na nią.

„Wiesz, gdzie to jest, prawda?” zapytał, rzucając na nią urok, który zmuszał ją do patrzenia na niego.

Teraz była w transie.

„Zostawcie ją w spokoju” – powiedziała Korie, próbując oderwać się od trzymających ją strażników.

Park Hyung spojrzał na Korie. „Nic nie robię. Po prostu zadałem jej pytanie” – powiedział z tym swoim chytrym uśmieszkiem.

„Odwal się, Hyung!” krzyknął Stachi.

Park Hyung delikatnie pogłaskał różdżką policzek pani Adams, sprawiając jej jak największy dyskomfort, tylko po to, by zmusić ją do mówienia.

„Powiesz mi, czy nie, pani Adams? Gdzie to jest?”

Starała się jak mogła trzymać język za zębami.

„GDZIE?!” krzyknął.

W tym momencie Stachi rzucił się na Park Hyunga i powalił go na ziemię.

Strażnicy ruszyli do ataku, ale Stachi machnął różdżką i wypowiedział zaklęcie, które sprawiło, że mężczyźni zamienili się w słupy soli, rozpadające się na oczach wszystkich.

Strażnicy, którzy trzymali Korie i jej matkę, puścili je i przyłączyli się do ataku.

Gdy rzucili się na Stachiego, który walczył na ziemi z Park Hyungiem, natychmiast stanęli w płomieniach.

Stachi, Hyung i pani Adams byli zszokowani widokiem płomieni. To Korie je podpalił.

Korie również była zaskoczona, widząc, że posiadała taką moc. Następnie zwróciła uwagę na Park Hyunga, który przygwoździł Stachi.

„Zejdź z niego” – powiedziała do Hyunga.

„Haha. A co jeśli nie chcę?”

Wycelowała różdżką w bar, powodując eksplozję. Szkło, płyn i odłamki drewna poleciały wszędzie.

„Jeśli nie chcesz, żeby to samo przydarzyło się tobie, to zejdź z niego… TERAZ!”

Park Hyung powoli puścił Stachi, podnosząc się z podłogi i unosząc ręce.

„Odejdź” – powiedziała Korie, wciąż celując w niego różdżką.

Pani Adams pomogła Stachiemu podnieść się z podłogi, pociągając go za Korie, która nie spuszczała wzroku z Park Hyunga, który wciąż miał uniesione ręce.

„Stachi. Naprawdę zostawiasz mnie w takim stanie… Po tym, jak przywróciłem cię do życia? Jesteś mi winien przysługę!”

„Co ci jestem winien, Hyung? Przywróciłeś mnie tylko po to, żeby odebrać mi moc. Chciałeś być przywódcą Czterech Ojców, ale na własnych warunkach! Dlatego założyłeś Czarowników. Chciałeś mieć kontrolę nad wszystkimi. A twoi bezmyślni słudzy posłusznie ci się poddali. Nie możesz mieć mojej różdżki, Hyung, i dopóki żyję… nigdy jej nie dostaniesz.”

Na twarzy Park Hyunga pojawił się grymas, gdy Stachi, Korie i jej matka odwróciły się, by odejść.

Nagle Park Hyung pobiegł podnieść różdżkę z podłogi... ale Korie szybko się odwrócił...

„ELEKTROMUS!!!”

Park Hyung został porażony prądem przez zaklęcie Koriego, które sprawiło, że zaczął świecić i eksplodował, zamieniając się w nicość.

Pozostała po nim jedynie różdżka, która nie miała już żadnej mocy.

Stachi podszedł do Koriego od tyłu. „Chodź, wychodzimy stąd”.

Złożyła różdżkę i schowała ją z powrotem do kieszeni, a Stachi zrobiła to samo.

Rok później…

„Dobra klasa! To wszystko na dziś. Uczcie się i nie zapomnijcie poćwiczyć prawidłowego używania różdżek! Miłego weekendu!”

„Do widzenia, panie Min!”

„Panie, panie Min!”

Uczniowie opuścili klasę, gdy Stachi spakował teczkę, aby wyjść.

„Dzień dobry, panie Min.”

Korie spojrzała na drzwi klasy i stanęła z uśmiechem na twarzy, ze skrzyżowanymi ramionami.

„Hej! Już tu jesteś?” – zapytał żartobliwie.

„Cóż, dla czarownicy ruch uliczny nigdy nie jest wielkim problemem.”

„Jasne” – powiedział, całując ją w policzek. „Czy dziś wieczorem jemy kolację z twoimi rodzicami?” – zapytał.

„Och, myślałem, że jemy z twoim bratem i paczką?”

„Nie, musiał odwołać. Wydarzyła się jakaś nagła sytuacja, którą musiał się zająć”.

„Mam nadzieję, że nic ważnego?”

„Czytałam w jego myślach przez telefon… to nieważne. Właśnie umówiłam się z dziewczyną, która mu się podoba, więc dał mi numer „to nagły wypadek”.

„Och! Och, jakie słodkie.”

Stachi przewrócił oczami.

„Miłego weekendu, panie i pani Min!” krzyknął uczeń ze swojej szafki.

„Dzięki kochanie, tobie również!” odpowiedziała Korie.

Stachi i Korie wychodzą ze szkoły trzymając się za ręce…

„Cieszysz się, że tata oddał ci różdżkę całą?” Korie zaśmiała się cicho.

„Śmiejesz się, ale on na początku nie chciał mi tego dać, bo z tobą chodziłam.”

„Tak, cóż, uważa, że ​​jesteś dla mnie za stara. Ale to było takie miłe z jego strony, że zwrócił mi to jako prezent ślubny”. Uśmiechnęła się.

„Haha. Jasne. Okej, trzymaj się mocno.”

Korie mocno trzymał Stachi'ego za ramię i machał różdżką, teleportując ich poza teren szkoły.

„Kiedy mnie tego nauczysz?” zapytał Korie.

„Kiedy będziesz wystarczająco dojrzały”. Zaśmiał się.

Żartobliwie uderzyła go w czoło i zniknęli.

Koniec.