Porcelanowa Księżniczka

Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

Dawno, dawno temu, król i królowa rządzili w blasku. Słynące z mądrości i dobroci królestwo prosperowało. Zboże rolnika rosło wysoko jak oko słonia. Kieszenie kupca brzęczały monetami. Brakowało jednak jednego: król i królowa nie mieli dziecka.

Król i królowa pragnęli dziecka. Modlili się, konsultowali się z lekarzami wszelkiego pokroju, ale bezskutecznie. Dzień po dniu królowa ze smutkiem spoglądała na drewnianą kołyskę z wyrzeźbioną królewską pieczęcią, marząc o maleństwie, które wypełniłoby pustkę na poduszce i w jej sercu.

Pewnego dnia Królowa poszła wykąpać się w swoim ulubionym stawie w lesie. Wychodząc z wody, dostrzegła na skraju polany staruszkę odzianą w wielobarwny płaszcz z piór. Twarz kobiety była pomarszczona jak ślady po powozie, ale jej oczy były łagodne. Królowa skinęła na nią.

„Wybacz mi, Moja Królowo, czy mogłabyś pomóc biednej kobiecie, dając jej kawałek jedzenia?” – zapytała staruszka.

„Oczywiście.” Królowa sięgnęła do koszyka i wyjęła bagietkę. Odłamała kawałek i podała go staruszce.

„Dziękuję, Pani. Okazałaś mi wielką dobroć. Teraz moja kolej, żeby ci pomóc” – odpowiedział starzec.

„Niestety, nikt nie może mi pomóc” – westchnęła królowa i opowiedziała kobiecie o swoim pragnieniu posiadania dziecka.

„Może nie wszystko stracone”. Staruszka, będąca Dobrą Wróżką, wyrwała z płaszcza niebieskie pióro. „Weź je, opiekuj się nim do trzeciego dnia i zobacz, co się stanie”. Podała je Królowej, po czym zniknęła.

Królowa zabrała pióro z powrotem do zamku i położyła je na poduszce w kołysce. Potem zrobiła, jak jej kazano. Rankiem trzeciego dnia królowa wstała i odkryła, że ​​pióra nie ma. Na jego miejscu leżało niemowlę, mała dziewczynka o złotych lokach, pulchnych, różowych policzkach i najbłękitniejszych oczach, jakie kiedykolwiek widziano.

Serce królowej przepełniła radość. Wzięła dziecko na ręce, pocałowała je i mocno przytuliła, wypełniając nozdrza zapachem niemowlęcia. Nie mogła uwierzyć, że ten dzień w końcu nadszedł. Pobiegła więc przekazać królowi dobrą nowinę i pokazać mu swoją córkę.

Król był równie uradowany. Natychmiast zarządził uroczystość z okazji wprowadzenia małej księżniczki do królestwa. Nie szczędzono kosztów. Podano tylko najwykwintniejsze potrawy i wino, na złotych talerzach, z aksamitnymi krzesłami do siedzenia. Zaproszono wszystkich, zarówno tych z bliska, jak i z daleka.

Zdarzyło się, że Król, będąc zapominalski, zapomniał zaprosić siostrę Dobrej Wróżki, Mroczną Wróżkę. Mroczna Wróżka rozgniewała się zniewagą i postanowiła się zemścić. W noc poprzedzającą przyjęcie poleciała do królestwa, aby odszukać nową księżniczkę.

Mroczna Wróżka wylądowała przed oknem księżniczki. Zajrzała do środka i spojrzała na śpiące dziecko, którego rzęsy delikatnie muskały jego puszyste policzki. Usta dziecka wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu, gdy spało. Mroczna Wróżka zacisnęła usta i zaintonowała:

„Mała księżniczka, miękka i słodka
Nigdy więcej uśmiechu na powitanie
Pocałunek smutku będzie twój
Teraz, dopóki nie będziesz w pełni dorosły.”

Po tych słowach Mroczna Wróżka zniknęła.

Przyjęcie dla Księżniczki rozpoczęło się z całą pompą i przepychem. Wino lało się strumieniami, a goście najedli się do syta. Muzycy grali wesoło, a tańce trwały godzinami. Przez cały czas mała księżniczka krzywiła się, siedząc na kolanach matki.

Właśnie wtedy służący, nalewając zupę do miski Królowej, wylał kilka kropel gorącego bulionu na Księżniczkę. Dziecko zawyło. Kiedy Królowa je pocieszała, odkryła maleńką białą plamkę na policzku dziecka; fragment skóry Księżniczki zmienił się w porcelanę.

Kilka dni później, kiedy Księżniczka płakała, domagając się jedzenia, wydarzyło się to samo: na jej policzku pojawiła się kolejna biała plamka. Później, kiedy trzeba było ją przebrać, za każdym razem, gdy Księżniczka płakała, kolejna plamka na jej brodzie zamieniała się w porcelanę. Nieważne, jak często ją myli, plamy nie schodziły.

Król i królowa byli zdezorientowani. Wezwali wszystkich lekarzy w kraju, mając nadzieję na znalezienie lekarstwa. Próbowali wszelkiego rodzaju kremów i maści do twarzy, okładów i pudrów, ale nic nie działało. Nic nie mogło odwrócić klątwy Mrocznej Wróżki.

I tak to się potoczyło. Wkrótce Księżniczka stała się małym dzieckiem i zaczęła chodzić. Pewnego dnia, będąc w salonie, wstała i zrobiła tylko dwa kroki, po czym upadła na tyłek. Natychmiast zaczęła płakać, a na jej twarzy pojawiły się dwie kolejne porcelanowe plamki.

Ale na tym się nie skończyło. Zanim skończyła pięć lat, na jej rękach i nogach pojawiły się również plamy porcelany. Każde obtarte kolano, każdy otarty łokieć wywoływały nową falę łez i kolejne plamy porcelany na cerze Księżniczki.

Król i królowa postanowili zrobić wszystko, co w ich mocy, aby uchronić córkę przed krzywdą. Dali jej najmiększe poduszki do siedzenia i najgrubszy materac do spania. Z pokoju dziecięcego usunięto wszystkie zabawki o ostrych krawędziach, aby nie stała się jej krzywda.

Przede wszystkim zabronili księżniczce opuszczać zamek. Królowa nakazała służbie pilnować córki. Księżniczka była jednak dla nich zbyt szybka. Zniknęła w zakamarkach zamku, które tak lubiła eksplorować. W końcu ją odnaleźli i zabrali z powrotem do pokoju dziecinnego.

W końcu król i królowa nie mieli innego wyboru, jak tylko zamknąć księżniczkę w jej pokoju. Podarowali jej piękne sukienki i miękkie, materiałowe lalki do zabawy. Dali jej wszystko, czego mogła zapragnąć, oprócz wolności.

Księżniczka spędzała godziny bawiąc się w swoim pokoju. Kiedy znudziły jej się lalki, siadała przy oknie i wpatrywała się w ogród w dole, w trawę i kwiaty. Wyglądał tak pięknie, że zapragnęła tam wyjść. Gdyby tylko mogła poczuć słońce na twarzy i wiatr we włosach. Westchnęła, a łzy spływały jej po policzkach.

W wieku dwunastu lat Księżniczka stała się całkowicie porcelanowa. Nie rozumiała, dlaczego jest inna, dlaczego Matka kazała jej się ukrywać. Bardziej niż kiedykolwiek pragnęła spacerować po pięknym ogrodzie pod oknem. Kładła okruszki obiadu na parapecie i rozmawiała z ptakami, które przylatywały, będąc jej jedynymi towarzyszami. Tak jak one, tęskniła za niebem.

Aż pewnego dnia Porcelanowa Księżniczka nie mogła już dłużej ignorować pragnienia swego serca. Gdy służąca weszła z tacą z obiadem, Porcelanowa Księżniczka wymknęła się na korytarz i tajnym przejściem do kuchni. Schowała się w kącie, dopóki Kucharka nie zeszła do piwnicy po zioła na kolację. Wtedy Porcelanowa Księżniczka otworzyła drzwi i wyszła na zewnątrz.

Porcelanowa Księżniczka stała w Ogrodzie Królewskim. Mrużyła oczy w blasku słońca. Powiew powietrza musnął jej policzek, a do jej uszu dotarł słodki ćwierkanie. Z zachwytem patrzyła na rozległą połać błękitu nad sobą, szerszą, niż sobie wyobrażała.

Nagle przez ogród wdarł się potężny podmuch wiatru, tak silny, że zwalił Porcelanową Księżniczkę z nóg. Potknęła się o trawę, uderzając z brzękiem o żelazne poidełko dla ptaków, a szarpnięcie powaliło ją na ziemię. Leżała bezradnie pod ciężarem swojej porcelanowej skorupy, niczym żółw na grzbiecie.

W następnej chwili kruk, dostrzegając lśniącą postać na trawie, wleciał do ogrodu i porwał Porcelanową Księżniczkę. Przeleciała nad polami i górami. Gdy dotarła do bujnego lasu, ciężar Porcelanowej Księżniczki sprawił, że straciła przyczepność. Porcelanowa Księżniczka wypadła z pazurów i upadła na leśne poszycie.

Porcelanowa Księżniczka leżała pod baldachimem drzew. Była nietknięta, ale na myśl o samotności tak daleko od domu szlochała jeszcze mocniej. Porcelana stawała się coraz cięższa, a ona w ogóle nie mogła się ruszyć. Leżała tam nieruchomo jak posąg.

Porcelanowa Księżniczka mogła tylko patrzeć w górę, na punkciki nieba widoczne między gałęziami. Błękit zmienił się w pomarańczowy, a potem w czarny, a ona wpatrywała się w księżyc i gwiazdy przez całą noc. Z pewnością ktoś ją znajdzie i przyprowadzi z powrotem do zamku.

Mijały dni, potem tygodnie i miesiące. Dni stawały się coraz krótsze i zimniejsze. Liście nabierały barw, a potem opadały, okrywając ją szkarłatno-złotym kocem, trzeszcząc, gdy wiewiórka biegła zbierać orzechy, by zgromadzić je na nadejście długiej zimy.

Potem zimowy śnieg zastąpił liście. Dno lasu pokryło się białą kołdrą, a gałęzie obramowały szare niebo. Porcelanowa Księżniczka była prawie niewidoczna pod śniegiem. Nieruchoma i sztywna, czekała, aż śnieg ustąpi i wróci wiosna.

W końcu promienie słońca stopiły śnieg i obudziły kwiaty. Las eksplodował feerią barw. Wyrosły jaskrawozielone liście, wokół Porcelanowej Księżniczki wyrosła trawa. Kwiaty pokryły leśną ściółkę, zwiastując powrót wiosny.

Pewnego dnia zaczął padać deszcz i padał przez cały dzień. Porcelanowa Księżniczka leżała wpatrzona w chmury, a krople deszczu spływały po jej wyblakłej, białej twarzy. W miarę jak deszcz nie ustawał, Porcelanowa Księżniczka rosła, aż osiągnęła rozmiar i kształt kobiety.

Porcelanowa Księżniczka wciąż stała w tym samym miejscu. Zajęła się obserwowaniem jednego drzewa – krzywej brzozy. Wyglądała na pokrewną duszę, zakorzenioną w tym miejscu jak ona. Stała w wietrze, deszczu i słońcu, nawet gdy burza zdzierała jej kawałek kory. Dniem i nocą pozostawała jej nieodłącznym towarzyszem.

Porcelanowa Księżniczka podążała za wdzięcznym stożkowatym kształtem konarów brzozy, która sięgała nieba. Nie była pewna, po co sięga, ale patrząc na samotnego strażnika, poczuła, że ​​przeszukuje wzrokiem niebiosa, błagając kogoś, by ją uwolnił.

W końcu, pewnego dnia, północny wiatr przeleciał przez las i dostrzegł Porcelanową Księżniczkę tam, gdzie leżała. Zaintrygowany niezwykłym widokiem, wiatr podszedł bliżej, by zbadać sprawę. Choć popękana i połamana, z splątanymi włosami, wciąż była śliczna. Wiatr posłał jej pocałunek, a potem wzbił się z powrotem między drzewa.

Delikatny wietrzyk przecinał ciszę lasu. Drzewa kołysały się radośnie w blasku słońca, a towarzyszył im śpiew ptaków. Wiewiórka wychyliła głowę z nory, żeby zobaczyć, o co całe to zamieszanie. A Porcelanowa Księżniczka zrobiła coś, czego nigdy wcześniej nie robiła: roześmiała się.

Nagle rozległ się głośny trzask. W następnej chwili porcelana roztrzaskała się w białej chmurze. Pył rozwiał się, odsłaniając ludzką kobietę. Długie, złote loki spływały kaskadami po jej ramionach, a jej prawdziwe, błękitne oczy patrzyły na drzewo, a skóra miała barwę brzoskwini. Była tak piękna, jak tylko księżniczka może być.

Księżniczka zamarła ze zdumienia. Po raz pierwszy od dawna poczuła ciepło na twarzy i ramionach, gdy słońce na nią padało. Zapach kwiatów łaskotał ją w nos, a trawa ocierała się o skórę. Potem ogarnęło ją wielkie zmęczenie i zapadła w głęboki sen.

Wokół Księżniczki las wyrósł, by ją chronić. Wyrosła ściana cierni, która otoczyła polanę i utworzyła kopułę nad śpiącą postacią. Księżniczka leżała tam, nietknięta ręką śmiertelnika.

Tak się złożyło, że w tym samym momencie książę przejeżdżał obok lasu. Dostrzegł ptaka o wielobarwnych skrzydłach krążącego na niebie i zatrzymał się. Z jakiegoś powodu poczuł potrzebę wejścia do lasu. Zsiadłszy z konia, zostawił go przywiązanego do pnia drzewa przy drodze i wjechał do lasu.

Książę minął drzewa. Podążając za ptakiem nad głową, przeskakiwał przez korzenie i kamienie, przedzierając się przez las. Szedł, aż dotarł do miejsca, gdzie drogę blokowała ściana cierni. Jednak gdy tylko uniósł miecz, by przeciąć sobie drogę, zielone liście rozstąpiły się, pozwalając mu wyjść na polanę.

Przedzierając się przez ciernie, dotarł do miejsca, gdzie leżała śpiąca księżniczka. Włosy jak przędzone złoto, suknia w kolorze nieba, leżała w idealnym śnie na łożu kwiatów. Książę wpatrywał się z zachwytem, ​​dostrzegając elegancką księżniczkę śpiącą w środku lasu. Nie mogąc się powstrzymać, pochylił się nad nią i pocałował ją.

Przez chwilę czas zdawał się stać w miejscu. W następnej chwili oczy Księżniczki otworzyły się szeroko. Wpatrywała się, usiadła, rozglądając się dookoła zmieszana. Potem jej wzrok padł na Księcia i uśmiechnęła się uśmiechem jasnym jak promień słońca.

„Och, ale długo czekałam na twój przyjazd” – powiedziała.

„Nie bój się. Jesteś ze mną bezpieczna” – odpowiedział.

Książę usiadł obok Księżniczki i opowiedział jej historię o tym, jak ją znalazł. Rozmawiali godzinami – po tak długim odpoczynku Księżniczka nie była senna – i zgodzili się, że chcą się lepiej poznać. Książę wyciągnął rękę i pogłaskał ją po twarzy, a Księżniczka zachwycona dotykiem jego palców na jej policzku.

Książę zabrał księżniczkę z powrotem do swojego królestwa, gdzie zostali radośnie powitani przez poddanych. Wiadomość dotarła do jej rodziców, którzy natychmiast przybyli; serdecznie ją uściskali, przepełnieni radością z powrotu córki do zdrowia. Spędzili wiele szczęśliwych godzin, nadrabiając zaległości i poznając się na nowo. Księżniczka nie mogła być bardziej zadowolona.

Z czasem książę i księżniczka wzięli ślub. Nigdy w królestwie nie widziano wspanialszej uroczystości. Trwała ona kilka dni, wypełniona muzyką, pieśniami i wszelkiego rodzaju rozrywkami. Każdy śmiech księżniczki sprawiał, że z jej ust spadała róża. I żyli długo i szczęśliwie w ogrodzie pełnym kwiatów.

KONIEC