Trzy grube świnie

Steve Wade December 29, 2017
Zwierzęta
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

Trzy grube świnie

Dawno, dawno temu, kiedy świnie piły wino
A małpy oglądały Chewbaccę
A kury gdakały, gdakały, zanim zostały oskubane
A kaczki zaczęły kwakać, kwakać, kwakać!

Była sobie stara maciora z trzema tłustymi świniami, które objadały się czekoladą, ciastami i lodami, objadając się kotletami wieprzowymi. Właściwie, od rana do wieczora tylko to robiły. Aż pewnego dnia urosły grube jak księżyc i za duże na rodzinny dom. Matka wysłała je więc w świat, żeby budowały własne domy.
Pierwszy, który wyszedł z domu, spotkał wytwórcę czekolady i powiedział do niego:
„Proszę pana, daj mi wystarczająco dużo czekolady, żebym mógł zbudować zamek z czekolady.
Czekoladownik, będąc bardzo hojny, podarował mu górę czekolady. Ale gruba świnia zjadła jej tyle, że zostało jej tylko tyle, żeby zbudować maleńki domek. Nadszedł wilk leśny i powiedział:
„Gruba świnio, gruba świnio, wychodź.”
Na co świnia odpowiedziała.
„Nie, nie, na chrząknięcie mojego ryjkowatego ryjka.”
Pysk wilka rozciągnął się w uśmiechu, a on rzekł:
„Wtedy zawyję, zacznę warczeć i wyważę twoje drzwi.”
Więc wył, warczał, wyważył drzwi i połknął tłustego wieprza.
Druga gruba świnia spotkała piekarza i rzekła do niego:
„Proszę pana, daj mi wystarczająco dużo ciasta, żebym mogła upiec gigantyczny zamek.”
Piekarz, podobnie jak jego przyjaciel, wytwórca czekolady, był hojnym i szczęśliwym człowiekiem, więc podarował mu górę ciasta.
Jedynym problemem było to, że piec, który drugi gruby prosiak pożyczył do upieczenia zamku, nie był większy od samochodu. Upiekł więc chatkę z ciasta i zjadł resztę ciasta.
Nadszedł wilk leśny i powiedział:
„Gruba świnio, gruba świnio, wychodź.”
„Nie, nie, na chrząknięcie mojego ryjkowatego ryjka.”
„Wtedy zawyję, zacznę warczeć i wyważę twoje drzwi.”
Więc wył i warczał, aż w końcu wyważył drzwi i połknął tłustego wieprza.
Trzecia gruba świnia spotkała sprzedawcę lodów i powiedziała:
„Proszę pana, daj mi tyle lodów, żebym mógł zrobić zamek z lodów.”
Sprzedawca lodów nie był tak hojny jak producent czekolady i piekarz, więc zamiast tego zaproponował trzeciemu grubemu prosiakowi pracę przy sprzedaży lodów z furgonetki z lodami. W ten sposób, jak powiedział, prosiaczek mógłby zarobić kupę pieniędzy na lody i zbudować zamek. Tymczasem furgonetka z lodami mogłaby być jego domem. Trzeci gruby prosiaczek przyjął zlecenie. Natychmiast poczęstował dzieci rożkami lodów przez małe okienko w furgonetce.
Nadszedł wilk leśny i powiedział:
„Gruba świnio, gruba świnio, wychodź.”
„Nie, nie, na chrząknięcie mojego ryjkowatego ryjka.”
„Wtedy zawyję, zacznę warczeć i wyważę twoje drzwi.”
No cóż, wył i warczał, wył i warczał, warczał i wył; ale furgonetka z lodami nawet nie drgnęła. Wkrótce wilk leśny zdyszał się i zrezygnował z prób wyważenia drzwi, mówiąc:
„Gruba świnio, może przyjdziesz i popracujesz dla mnie przy ścinaniu drewna w sosnowym lesie nad rzeką”. Wilk był cieślą i obiecał zapłacić świni drewnem. Wyjaśnił, że z czasem będzie miał wystarczająco dużo drewna, żeby zbudować solidny zamek z drewna. Drewniany zamek był o wiele trwalszy i bezpieczniejszy niż zamek z lodów.
„No cóż, w tym furgonie robi się trochę zimno całymi dniami i nocami” – powiedziała świnia. „Więc tak, będę dla ciebie pracować. O której mam zaczynać rano?” – zapytała świnia.
„Jak tylko słońce zamruga, otwórz oczy” – powiedział wilk. „Przyjdę do twoich drzwi i pójdziemy razem nad rzekę”.
Następnego ranka świnia opuściła furgonetkę, gdy słońce jeszcze chrapało. Zanim wilk dotarł na miejsce, świnia zdążyła już ściąć wiele drzew i pociąć je na deski. Widząc wilka zbliżającego się leśną ścieżką, przestraszyła się.
„Drewno!” – krzyknęła świnia, ostatnim zamachem siekiery uderzając w wysoką sosnę.
Drzewo upadło i roztrzaskało się na leśnej ścieżce, uwięziając wilka leśnego pod jego liściastymi gałęziami. Podczas gdy wilk leśny usiłował się uwolnić, świnia podreptała z powrotem do furgonetki z lodami i zatrzasnęła się w środku.
Wkrótce potem wilk wrócił z ranną tylną łapą. Był bardzo zły. Ale ponieważ chciał oszukać świnię, uśmiechnął się i opowiedział jej o pracy następnego dnia.
„Jutro mamy pracę w lesie świerkowym obok wielkiego jeziora” – powiedział.
„Cóż” – powiedziała świnia. „Nie jestem pewna. Nie zapłaciłeś mi jeszcze za dzisiejszą pracę”.
„Połowa drewna, które dziś ścinasz, jest twoja” – powiedział wilk. „To twoja zapłata”.
Świnia chrząknęła z podniecenia, słysząc to. „Dobrze” – powiedziała. „O której zaczynamy jutro pracę?”
„Godzinę przed tym, jak słońce otworzy swoje zaspane oczy” – powiedział wilk. „Koniecznie poczekaj na mnie, pójdziemy razem”.
Następnego ranka, dwie godziny przed wschodem słońca, świnia udała się do świerkowego lasu nad jeziorem i zaczęła rąbać. Pracowała tak ciężko, że straciła poczucie czasu, aż zobaczyła wilka leśnego, kulejącego wzdłuż brzegu jeziora. Będąc zbyt daleko od świerkowego lasu, by ściąć drzewo na wilku, świnia musiała szybko myśleć.
„Nie podchodź za blisko rzeki” – krzyknęła świnia do wilka. „Trawa jest dość mokra po wczorajszym deszczu. Możesz wpaść do wody”.
„Ach, znowu próbuje mnie oszukać” – powiedział wilk do siebie. Podszedł bliżej brzegu jeziora, gdzie poślizgnął się na trawie i wpadł do wody.
„Pomocy. Pomocy!” – krzyknął wilk, ponieważ z bolącą nogą trudno mu było pływać. Na szczęście woda na brzegu jeziora nie była zbyt głęboka i wilk wyczołgał się na brzeg. Świnka zdążyła już pobiec do domu, do bezpiecznego miejsca, przy furgonetce z lodami.
Wpadnięcie do zimnego jeziora spowodowało silne przeziębienie wilka leśnego. Zatrzymując się, by kichnąć, i powoli idąc z powodu zranionej nogi, długo zajęło mu dotarcie z powrotem do drzwi świni. Z trudem panował nad gniewem, że świnia po raz drugi go oszukała, ale zraniona noga i przeziębienie sprawiły, że potrzebował pożywienia, by odzyskać energię i siłę.
„Przyszedłem ci powiedzieć, tłusty świnio, o specjalnym zadaniu, które mamy jutro. Wiele starych drzew w dąbrowie nad morzem jest spróchniałych i niebezpiecznych. Naszym zadaniem jest je wyciąć”.
„Nie potrzebuję zgniłego drewna” – powiedział gruby wieprz. „Jak mógłbym użyć starego i bezużytecznego drewna do budowy mojego zamku?”
„Powiem ci co” – powiedział wilk, który był już kompletnie zdesperowany głodem. „Całe drewno, które dziś ściąłeś w świerkowym lesie, jest twoje, jeśli jutro przyjdziesz ze mną do pracy w starym dębowym lesie”.
Gruba świnia się zgodziła. Z dwoma porcjami drewna z lasów sosnowego i świerkowego miał dość, żeby zbudować swój drewniany zamek. „Świetnie” – powiedziała gruba świnia. „Powiedz mi, o której zaczynamy, a wstanę i będę gotowa”.
Wilk nie dał się nabrać grubej świni po raz trzeci. „Trzy godziny, zanim słońce przetrze mu oczy ze snu” – powiedział. „Będę tu o tej porze rano”. Ale tak naprawdę wilk planował przybyć cztery godziny przed wschodem słońca. W ten sposób spotka grubą świnię wychodzącą z furgonetki z lodami. Niemal czuł na języku smak steków i kiełbasek.
Gruba świnia miała jednak inne plany. Nie spała całą noc, budując swój drewniany zamek nad brzegiem morza z drewna, które pociął i przywiózł z lasów sosnowych i świerkowych. Noc jednak szybko zapadła i jeszcze nie skończył pracy, gdy zobaczył wilka kichającego, kaszlącego i ciągnącego nogę po plaży w porannym świetle.
Przerażony gruby świniak pobiegł do lasu z siekierą.
„Aha” – powiedział wilk. „Teraz cię mam. Tym razem nie uciekniesz mi”.
„Drewno!” krzyknął gruby wieprz z ciemnego lasu, uderzając potężnym ciosem siekierą w stare drzewo.
Wilk leśny zaśmiał się. „Nie, grubasie, już mnie nie oszukasz. Myślisz, że wpadnę do morza?”
Gruba świnia, spiesząc się, by uciec przed pędzącym wilkiem, wbiegła pod walące się drzewo. Drzewo z hukiem runęło na leśną ściółkę, gdzie zmiażdżyło świnię niczym mrówkę zmiażdżoną kciukiem chłopca.
Wilk pożarł świnię, tak jak to zrobił z jej braćmi. Następnie odpoczywał przez tydzień, aż jego noga się zagoiła, a przeziębienie ustąpiło. Następnie wilk zabrał się do pracy i dokończył dach drewnianego zamku, który świnia już prawie ukończyła. I żył długo i szczęśliwie.