Czarownica i Mały Książę

Templeton Moss 16 czerwca 2017 r.
Humor, magia
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

Dawno, dawno temu żyła sobie zła stara wiedźma o imieniu Hermia, która mieszkała samotnie w chacie w lesie, mając za jedyne towarzystwo jednookiego, trójnogiego czarnego kota o imieniu Creepers. Ponieważ była brzydka, zdeformowana i zła, była wyrzutkiem i musiała żyć w ciemności. Pewnego dnia wpadła na pomysł, by zostać królową świata.

Najpierw musiałaby przygotować magiczny eliksir zawierający kilka trudno dostępnych składników. Pióro z ogona rajskiego ptaka, ziemię z ogrodu przedszkolnego, sok z fasoli, dwa płatki z lewkonii, grzywę dandysa, dwie łuski rybika cukrowego (który tak naprawdę jest owadem) i wreszcie Łzy Królewskiego Dziecka.

Hermia spędziła osiem lat na zbieraniu pozostałych składników, a w królestwie, w którym mieszkała, wiele się w tym czasie wydarzyło. Książę wrócił z długiej podróży, a jego ojciec, król, wydał na jego cześć wielki bal, na który zaproszono wszystkie panny w królestwie, które nadawałyby się na żonę. Miał nadzieję, że syn znajdzie sobie żonę i miał rację. Książę natychmiast zakochał się w pięknej, tajemniczej kobiecie. Ale tuż o północy nagle uciekła i mogła zniknąć na zawsze, ale zostawiła jeden ze swoich butów na schodach, a co zabawne, but był zrobiony z… och, przepraszam, to już inna historia.

To było jakiś czas temu, a król zmarł, czyniąc księcia i jego nową żonę-księżniczkę (to też inna historia, ale dobra, jeśli macie okazję) nowym królem i królową. Mieli dziecko i nadali mu imię Maverick, co w starożytnym, zapomnianym języku królestwa, w którym rozgrywa się ta historia, dosłownie tłumaczy się jako „Ten, który chichocze przez cały dzień”.

Nie, naprawdę tak jest.

Chodzi o to, że moment był idealny, bo teraz Hermia wiedziała, jak wydobyć łzy z Królewskiego Dziecka! Włożyła płaszcz, który zakrył jej brzydką twarz i udała się do zamku Brandt, gdzie mieszkali król i królowa. „Jestem wróżką z dalekiej krainy!” powiedziała. „Słyszałam, że ten zamek niedawno został pobłogosławiony przyjściem na świat maleństwa. Chcę ofiarować moje błogosławieństwo”.

Król i królowa zaprowadzili Hermię do królewskiego łóżeczka. Spojrzała złośliwie na dziecko, po czym zdjęła kaptur i krzyknęła: „Bu!”. Spodziewała się, że jej brzydota doprowadzi dziecko do płaczu… ale ono tylko chichotało. Zrozumiała, że ​​doprowadzenie księcia Mavericka do płaczu będzie trudniejsze, niż myślała. „Ależ!” powiedziała głośno (pamiętajcie, udaje wróżbitkę, a wróżbici zawsze mówią prawdę), „Widzę długie i szczęśliwe życie dla tego maluszka. I prawie nie ma szans, żeby czarownica go porwała i użyła jego łez do eliksiru, który uczyni ją królową świata”.

„No cóż, to ulga” – powiedziała Królowa. „Bo naprawdę nie chcielibyśmy, żeby tak się stało, prawda, kochanie?”

„Nie, zdecydowanie nie” – powiedział Król.

Ale wychodząc z zamku, Hermia rzuciła na drzwi zaklęcie, dzięki któremu mogła je otworzyć (i tylko ona), nawet po zamknięciu. Tej nocy, pod osłoną ciemności, włamała się, zabrała dziecko i pobiegła z powrotem do swojej chaty w lesie.

Hermia, nie będąc typem „matczynym”, nie miała kołyski ani niczego, w czym mogłaby położyć Baby Mavericka, więc po prostu położyła go w wygodnym fotelu przy kominku. Ku jej zaskoczeniu (i niemałej frustracji), spał smacznie przez cały czas porwania, ale teraz się obudził.

„Tak!” powiedziała Hermia. „Dzieci zawsze płaczą, kiedy się budzą!”

Ale nie Maverick. Spojrzał na Hermię i uśmiechnął się. Gdyby była mniej zła, być może krzyknęłaby „och!”. A tak, była po prostu zirytowana. „Dobra, to może… to?!” I wystawiła język, przewróciła oczami i zrobiła do Mavericka brzydkie miny… ale to tylko go rozbawiło. „Wyraźnie się mnie nie boisz, ale może się rozpłaczesz, kiedy zobaczysz mojego chowańca”. Kot Creepers był dość przerażający, kiedy zobaczyło się go po raz pierwszy. Mangy, bez oka i zwykle w złym humorze, syczał i warczał na Mavericka… ale po prostu się uśmiechał.

Przez resztę nocy Hermia robiła wszystko, co w jej mocy, by doprowadzić małego księcia do płaczu. Wydawała głośne dźwięki, wyczarowywała obrazy dzikich zwierząt, opowiadała mu straszne historie, pocierała balony, przejeżdżała paznokciami po tablicy, mówiła mu, że Święty Mikołaj nie istnieje, a nawet pokazała mu „Labirynt Fauna”, ale nic, co robiła, nie zasmuciło go, nie rozgniewało, nie zdenerwowało ani nie przestraszyło. Gdy słońce zaczęło wschodzić, Hermia musiała stawić czoła faktowi, że poniosła porażkę.

Sfrustrowana i pokonana Hermia zabrała Mavericka z powrotem do zamku. Nawet nie próbowała go przemycić. Po prostu podeszła do głównej bramy i powiedziała strażnikowi: „Przyszłam, żeby przyznać się do porwania księcia”. Została doprowadzona przed oblicze króla i królowej, którzy, co zrozumiałe, byli zdezorientowani.

„Porwałeś księcia?” zapytał król. „Dlaczego?”

„Potrzebowałam Łez Królewskiego Dziecka do mikstury, nad którą pracowałam” – powiedziała Hermia. „Ale ten głupi bachor nie chciał płakać! To dziwak!”

„Widzisz, dlatego wy, czarownice, nie macie przyjaciół” – powiedziała Królowa. „Większość ludzi uważałaby, że dziecko nie płacze to coś dobrego. Ale ciebie to po prostu denerwuje. Serio, co się z tobą dzieje?”

„Hej! Jestem zły! Czego się spodziewasz? W każdym razie, mikstura jest zniszczona, namieszałem, więc wrzuć mnie już do lochu”.

Król wydał rozkaz i strażnicy ruszyli, by zabrać Hermię. Zanim jednak dotarli daleko, wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał:
Maverick zaczął płakać.

„Co się stało, kochanie?” zapytała Królowa. „Nie chcesz, żeby czarownica trafiła do lochu?” Maverick dalej lamentował. „Chyba dlatego nie mogłaś go rozpłakać, czarownico. On cię lubi”.

„On… on mnie lubi?” Nikt wcześniej nie lubił Hermii, więc to było dla niego wielkie wydarzenie.

„Chyba nie możemy jej już wrzucić do lochu, prawda?”

„Porwała naszego syna!” krzyknął król. „Musi zostać ukarana!”

„Oczywiście” – zgodziła się Królowa. „Ale nie w ten sposób. Musi być coś, co możemy zrobić, żeby dać jej nauczkę, poza wrzuceniem jej do lochu”.

Jakby specjalnie po to, by odpowiedzieć na to pytanie, w pobliżu księcia Mavericka wyczuto silny zapach. I nagle wszyscy wiedzieli, jak należy ukarać Hermię za porwanie dziecka.

Od tamtej pory Hermia była Oficjalną Królewską Przewijaczką Księcia. Była to, powiedzmy sobie szczerze, brudna i śmierdząca robota, ale lepsza niż spędzenie reszty życia w lochu. Poza tym, Hermia mogła spędzać więcej czasu z Maverickiem, pierwszą osobą, która ją polubiła, co oznaczało, że po raz pierwszy w życiu była naprawdę szczęśliwa.

Gdy Maverick nauczył się korzystać z nocnika, Hermia awansowała na guwernantkę. Była już wtedy zupełnie nową kobietą. Miłość do Małego Księcia roztopiła jej okrutne serce i teraz nie była wcale zła. Tylko trochę zła, naprawdę. Jak na przykład wypicie ostatniego mleka i schowanie pustego kartonu z powrotem do lodówki. Albo przejście przez skrzyżowanie, gdy ktoś inny ma pierwszeństwo, tylko dlatego, że się spieszysz. Wiecie, takie codzienne zło, które wszyscy od czasu do czasu popełniamy.

No, no, nie zaprzeczaj!