Watanabe odcina ramię Oni

William Elliot Griffis 8 kwietnia 2018 r.
Japonki
Średniozaawansowany
6 min odczyt
Dodaj do ulubionych

Zaloguj się, aby dodać opowieść do listy ulubionych

Ukryj

Masz już konto? Zaloguj. Lub Stwórz darmowy Fairytalez konto w mniej niż minutę.

Kiedy stolicą Japonii było miasto Kioto, a mikado mieszkał w nim wraz z całym swoim dworem, żył tam dzielny kapitan straży o imieniu Yorimitsu, należący do słynnej rodziny Minamoto. Nazywano go również Raiko i pod tym imieniem jest najbardziej znany wszystkim chłopcom i dziewczętom w Wielkiej Japonii. Pod dowództwem kapitana Raiko służyło trzech dzielnych strażników, z których jeden nazywał się Watanabé Tsuna. Obowiązkiem tych zbrojnych było strzeżenie bram prowadzących do pałacu.

Doszło do tego, że stolica kwiatów popadła w straszliwy stan, ponieważ strażnicy przy pozostałych bramach zostali zaniedbani. Złodziei było wielu, a morderstwa częste, tak że wszyscy w mieście bali się wychodzić nocą na ulice. Najgorsze ze wszystkiego były wieści o oni, czyli diablikach, grasujących w ciemnościach, by chwytać ludzi za włosy. Potem wywlekali ich w góry, odrywali ciało od kości i zjadali.

Najgorszym miejscem w mieście, do którego rogate diabły przychodziły najczęściej, była południowo-zachodnia brama zwana Rajo-mon.

Na to niebezpieczne stanowisko Raiko wysłał Tsunę, najodważniejszego ze swoich strażników.

Pewnej ciemnej, deszczowej i ponurej nocy Tsuna, dobrze uzbrojony, stanął na straży bramy. Jego niezawodny hełm był zawiązany na brodzie, a wszystkie elementy zbroi starannie zasznurowane. Sandały miał mocno opasane, a za pas wbity w krocze niezawodny miecz, świeżo naostrzony, aż jego ostrze było jak brzytwa, a jego właściciel mógł nim przeciąć włos unoszący się w powietrzu.

Dotarłszy do czerwonego filaru bramy, Tsuna zaczął przechadzać się po kamiennej drodze, z szeroko otwartymi oczami i uszami. Wiatr wiał przeraźliwie, burza wyła, a deszcz lał tak ulewnie, że wkrótce sznury zbroi Tsuny i jego ubrania przemokły.

Wielki brązowy dzwon świątyń na wzgórzach wybijał kolejne godziny, aż pojedyncze uderzenie oznajmiło Tsunie, że wybiła godzina Szczura (północy).

Minęły dwie godziny i wybiła godzina Byka (2 w nocy), a Tsuna wciąż nie spał. Burza ucichła, ale było ciemniej niż kiedykolwiek.

Wybiła godzina Tygrysa (godzina trzecia), a miękkie, łagodne tony dzwonu świątynnego ucichły niczym kołysanka usypiająca pomimo woli i ślubowania.

Wojownik, niemal nieświadomie, zmorzył się sennością i zapadł w drzemkę. Zerwał się i obudził. Otrząsnął się, zadźwięczał zbroją, uszczypnął się, a nawet wyciągnął mały nożyk z drewnianej pochwy sztyletu i ukłuł się jego ostrzem w nogę, by nie zasnąć, ale wszystko na próżno. Nieświadomie obezwładniony, oparł się o słupek bramy i zasnął.

Właśnie tego pragnął diabeł. Cały czas kucał na poprzeczce u szczytu bramy, czekając na swoją szansę. Teraz zsunął się miękko jak małpa i żelaznymi pazurami chwycił Tsunę za hełm, po czym zaczął go unosić w powietrze.

W mgnieniu oka Tsuna się obudził. Chwycił lewą ręką włochaty nadgarstek diabła, prawą dobył miecza, zamachnął nim nad głową demona i odciął mu ramię. Oni, przestraszony i wyjący z bólu, wskoczył na słup i zniknął w chmurach.

Tsuna czekał z dobytym mieczem w dłoni, aby oni nie wrócili, lecz po kilku godzinach nastał świt. Słońce wzeszło nad pagodami, ogrodami i świątyniami stolicy oraz dziewięciokrotnym kręgiem ukwieconych wzgórz. Wszystko było piękne i jasne. Tsuna wrócił, by zdać raport swojemu kapitanowi, niosąc triumfalnie ramię oni. Raiko obejrzała je i głośno pochwaliła Tsunę za odwagę, nagradzając go jedwabnym pasem.

Mówi się, że jeśli odetnie się im rękę, nie da się ich ponownie połączyć z ciałem, nawet jeśli trzyma się je oddzielnie przez tydzień. Raiko ostrzegł więc Tsunę, aby zamknął ją i pilnował dniem i nocą, żeby mu jej nie ukradziono.

Tsuna udał się więc do kamieniarzy, którzy wytwarzali posągi Buddy, moździerze do tłuczenia ryżu i skrzynie do zakopywania pieniędzy w ziemi, i kupił solidną skrzynię wykutą w litym kamieniu. Miała ona ciężką pokrywę, którą wsuwano w rowek i otwierano tylko za pomocą ukrytej sprężyny. Następnie umieścił ją w swojej sypialni i strzegł jej dniem i nocą, trzymając bramę i wszystkie drzwi zamknięte na klucz. Nikomu innemu nie pozwalał oglądać trofeum.

Minęło sześć dni i Tsuna zaczął myśleć, że jego zdobycz jest pewna, bo czyż wszystkie drzwi nie były szczelnie zamknięte? Postawił więc pudełko na środku pokoju i, skręcając frędzle z ryżowej słomy na znak pewnego zwycięstwa i radości, usiadł przed nim wygodnie. Zdjął zbroję i włożył dworskie szaty. Wieczorem, dość późno, rozległo się ciche pukanie, jakby do bramy na zewnątrz, jakby pukała staruszka.

Tsuna krzyknął: „Kto tam?”

Piskliwy głos jego ciotki (jak się wydawało), która była bardzo starą kobietą, odpowiedział: „Ja chcę zobaczyć mojego siostrzeńca, aby pochwalić go za odwagę, jaką wykazał się, odcinając rękę oni”.

Tsuna wpuścił ją więc do środka, starannie zamknął za nią drzwi i pomógł starej wiedźmie wejść do pokoju. Usiadła na matach przed pudłem, bardzo blisko niego. Potem stała się bardzo rozmowna i chwaliła wyczyn siostrzeńca, aż Tsuna poczuł się bardzo dumny.

Przez cały czas lewe ramię staruszki było zakryte suknią, a prawa ręka wyciągnięta. Potem żarliwie błagała, żeby pozwolono jej zobaczyć kończynę. Tsuna początkowo grzecznie odmówił, ale ona nalegała, aż w końcu, czule ustępując, odsunął nieco kamienną pokrywę.

„To moje ramię” krzyknęła stara wiedźma, zamieniając się w oni i wyciągając ramię.

Poleciała pod sufit i w mgnieniu oka wyleciała przez dymny zjeżdżalnię przez dach. Tsuna wybiegł z domu, by strzelić do niej strzałą, ale zobaczył tylko demona w oddali, w chmurach, szczerzącego się straszliwie. Uważnie zauważył jednak, że kierunek lotu chochlików był na północny zachód.

Grupa Raiko zwołała naradę i ustaliła, że ​​kryjówką demonów muszą być góry Oyé w prowincji Tango. Postanowiono wytropić i zniszczyć diabły.