Minął dzień lub dwa, zanim dzieci znów poczuły, że Stary Hendrik jest w nastroju. Ale słodkie pierożki na kolację z sosem cynamonowym złagodziły jego nastrój tego dnia i szybko to zauważyły.
„Ale jak doszło do pierwszego konfliktu między Ou' Wolfem i Ou' Jackalse, Ou' Ta'?” zapytał najstarszy chłopiec.
„Nigdy nie było pierwszego konfliktu”, odpowiedział stary Hotentot z chytrym uśmiechem, przesuwając się na krześle pod starą mimozą, by schronić się w jej cieniu, zanim zaczął mówić. „Nie musiał być pierwszy: to po prostu przyszło naturalnie. Twój szakal po prostu nie mógł się wysyczeć. Dar był naszym wilkiem; cały czas taki cichy, a cały czas pracujący i robiący coś dla siebie. A ten był naszym szakalem; cały czas taki krótki, a cały czas nic nie pracujący ani nie robiący, tylko po to, by wyrwać się z pracy i zrobić coś dla siebie. Nasz wilk polował na to, co musiał zdobyć; a nasz szakal siedział, smażył się na słońcu i planował, co chce zdobyć. Oczywiście, zawsze wypadało od początku: nie było innej drogi.
„Spójrz teraz, kiedy nasz Wilk zbudował swój dom – spójrz, co się stało. Dar był cały rudy, żeby wydać za niego panią Wilk. Ale nie może się ożenić, dopóki nie zbuduje domu, żeby ją w nim umieścić. Więc kiedy pracował nad swoim domem, był tak skupiony na jego ukończeniu, zanim nadejdzie czas, że ledwo starczy mu czasu, żeby upolować wystarczająco dużo jedzenia. Jadł bardzo mało na śniadanie, a po śniadaniu wrzucał resztę mięsa i kości do garnka, żeby się gotowały, gotowe na obiad, podczas gdy on pracował jak szalony.
„No cóż, zabiera się do ssania, aż przychodzi nasz Szakal, i czuje zapach słodkiej zupy w garnku, i zanim zdążysz mrugnąć, już się za to zabiera i podnosi pokrywkę. 'Na Allaha, człowieku!' mówi, 'to pachnie pysznie.'
„Twój Wilk na słupach dachu słyszy podnoszenie się pokrywy i w porę się rozgląda. Powinieneś usłyszeć, jak krzyczy: »Hej! Co za szukanie w garnku z lodem?«, mówi, chwyta obiema rękami belkę i stawia na niej jedną stopę, jakby właśnie miał zejść na dół, lądując na piersi naszego Szakala.
„Mawnin'! Oom Wolf, mówi Ou' Jackalse, tak radosny i pogodny jak wschód słońca. Cieszę się, że to ty. Tak bardzo chciałem zjeść śniadanie, że aż mi brzuch pęka.”
„Ho! Chcesz śniadanie, co?” – pyta Ou' Wolf, strasznie sprytnie. „No to sobie dalej chciej. Nie ma tu śniadań dla nikogo. Jest tylko jeden obiad, i to dla mnie. Mięso w garnku, to jest to. Nie mam czasu na polowanie na innych ludzi do jedzenia: mam coś innego do roboty” – mówi.
„Ou' Jackalse, on bardzo powoli i bardzo żałował, że zamknął pokrywkę (jak mały chłopiec, którego mamusia każe mu odstawić cukierniczkę na śniadanie), i cały czas obserwował Ou' Wolfa kątem oka, żeby sprawdzić, czy on się z tego powodu wścieka, czy nie. Ale Ou' Wolf zawsze wścieka się.
„Ou' Jackalse, on 'strzela', żeby pomyśleć, czy on nie jest strzelbą', żeby w ogóle dostać te śniadania. On tylko wącha ten zapach, i to bez sensu – czterech ludzi i pies nie mogliby go od tego zapachu odpędzić; on po prostu musi zjeść to śniadanie.
„Więc masz coś innego do roboty, co?” – zapytał w swojej norze, coś powolnego i obolałego. „Musisz, powiedziałbym; i musi być strasznie zajęty, skoro tak się wściekasz, skoro taki stary przyjaciel jak ja pomyślał, że chciałbyś, żeby zjadł z tobą kęs śniadania”.
„Ou' Wolf, on czuje się strasznie podle, ale kiedy myśli o pani Wolf, to nic nie da; musi tylko doprowadzić ten dom do końca. „Nie mogę tego zrobić”, mówi, sztywny i owłosiony. „Ten twój dom musi być do końca”. Nie mam czasu na polowanie na obiad, kiedy nadejdzie pora. „Poza tym, będę zbyt głodny”.
„No cóż”, mówi Ou' Jackalse, kręcąc głową, jakby nie uwierzył Ou' Wolfowi, gdyby tego nie widział. „No cóż, skoro tak się czujesz, to musi być coś naprawdę złego. Po co ci się tak śpieszy, żeby skończyć ten dom?”, mówi. „Ou' Wolf, nie lubi się wygadać, ale musi coś powiedzieć, żeby się „przeprosić”. Wyrzuca to z siebie. „Idziesz się ożenić”, mówi ostro i ostro. „To jest to.”
„O, o to chodzi, prawda?” – powiedział Ou' Jackalse, jakby rozjaśniając się i wybuchając jednocześnie śmiechem. „No cóż, to jest coś, o czym można by się trochę ponarzekać. Jeśli o to chodzi, to dlaczego nie mam nic więcej do powiedzenia, ale wystarczy, że się do ciebie zwrócę i od razu do ciebie zadzwonię. Jeśli masz się żenić, to musimy skończyć ten dom” – powiedział, napinając się i wyglądając, jakby miał wygłosić piękną mowę.
„Ale nasz Wilk, on jest naszym Szakalem i nie wierzy w tak dobrą ofertę. 'To nic dobrego', powiedział. 'To mój obiad, a nie ma mowy o śniadaniu dla gnoja'”.
„Ale nie możesz obrażać Naszego Szakala, póki on czuje ten smród. „To nie jest broń palna na moje śniadanie” – powiedział, bardzo energicznie i przyjemnie. „Po prostu bym tego nie chciał – teraz wiem, o co chodzi – nie gdybyś mnie chciał. Będziesz bardzo chciał obiadu, kiedy nadejdzie czas – o wiele bardziej niż ja (a tu Nasz Szakal jakby podskakuje tylną nogą i mruga do niej), „więc po prostu jestem bronią palną, żeby ci pomóc w skończeniu” – po czym zdjął płaszcz i rzucił go na ziemię. „Uważaj na mnie” – powiedział. „Już idę po to”.
„No cóż, Wilku, nie wie, co powiedzieć. Czuje, że to podłe, życzyłby sobie, żeby Nasz Szakal się poślizgnął i złamał sobie kark, wychodząc. Ale Nasz Szakal się nie poślizgnie, póki nie zjadł mięsa z garnka, a wychodzi tak radosny jak zięba na brzoskwini. „No, zaraz go wykończymy” – powiedział i uderzył Wilka w plecy między ramiona, aż mu zmarszczka z twarzy zniknęła.
„Jesteś za wolny, żeby przesunąć własną szopę. Spójrz na mnie teraz. Położę wiązkę na tym dolnym rzędzie, a ty popracujesz nad nią do góry” – powiedział nasz Szakal, rzucając wiązkę trzciny w naszego Wilka i podciągając ją pod własną nogę na krokwi, na której siedzi okrakiem. „Jesteś gorszy od naszej panny Kuraan za stanie i chwianie się, chwianie, chwianie” – powiedział.
„Cóż, mój Wilku, on chyba wcale nie czuje, że mu się to podoba; zna naszego Szakala zbyt długo, żeby to wiedzieć; ale wciąż nie potrafi znaleźć wyjścia, jeśli zajdzie taka potrzeba. Im dłużej pracuje, tym ciężej musi się uczyć, co nasz Szakal ma na myśli; i myśli tak wiele i tak głęboko, że zupełnie zapomniał obserwować, co robi nasz Szakal.
„A co robił Nasz Szakal przez cały czas, rozumiesz? Czemuż to, co robiłby nasz wilk, jak nie robienie wilka. Na pierwszym sznurku, który położył się pod krokwiami, był bardzo wesoły i bardzo zajęty. Na drugim sznurku, który położył się, widać, jak cała radość spływa mu z twarzy, a uśmiech zaczyna migotać tam, gdzie wcześniej był wesoły. Na trzecim sznurku, który położył, radość zaczęła mu się wlewać do oczu jak suchy piorun w letnią noc, i nie mógł już dłużej wytrzymać. Chwycił się korzeni ogona i zaczął nim machać w kółko, aż prawie brzęczał, czuł, jak w środku się śmieje. I przez cały ten czas Nasz Wilk stał do niego tyłem, studiując i zastanawiając się, co psoty sprawiają, że Ou' Jackalse chce go zaatakować. Ale jakoś nie chce się rozglądać, żeby popatrzeć.
„Na czterech strunach nasz Szakal pracuje tak cicho i szczupło, jakby chciał go ukraść; i myśli, że to ma w głowie, że już czas to zrobić? Nasz Wilku, on wciąż się uczy i wciąż się uczy, aż po chwili słyszy, jak pokrywka garnka się podnosi, czuje zapach tak przyjemny, że aż czuje jego smak.
„Odwrócił głowę i zobaczył naszego Szakala z podniesioną powieką, poruszającego nosem i węszącego parę. Czy nasz wilk nie krzyknął: »Hej! Jak tam, znowu na obiedzie?«
„O, Szakal, on się stroi, żeby usłyszeć, a jedno oko zadziera, żeby zobaczyć. 'O, to w porządku', mówi, całkiem wygodnie. 'To wcale nie jest ten ziołowy towar. To nie obiad, to tylko śniadanie. W ogóle nie masz w tym nic do gadania.'
„Ty Wilku, nie powiedziałeś ani słowa, a jednak skoczyłeś i wylądowałeś prosto na szyi Naszego Szakala.
„Ale on nie ląduje. Zamiast tego myśli, że wpadł prosto na syk i wywrócił się na drugą stronę. W każdym razie wie, że syczy, zwisając głową w dół, między krokwiami, drapiąc się i trzaskając w powietrzu. Kiedy nasz szakal łapie za czwartą strunę, łapie mocno za ogon naszego wilka, a nasz wilk wisi teraz za ogon, głową w dół i walczy, i nie może się wycofać.
„I nie krzycz! »Wypuść mnie stąd«, powiedział. »Słyszysz mnie teraz! Wypuść mnie, bo wywalę ci to z głowy!«
„Twój Szakal uśmiecha się tak zadziornie. »Po co ci to w ogóle wygrzebać?« – pyta, wydłubując kawałek mięsa z garnka – i co! Powinieneś go widzieć, jak oblizuje wargi. »Nic nie mam z tobą zrobić. Twój obiad, wiesz, a to śniadanie, sam to widzisz, bo jem, a pora śniadania«. I połyka mięso z pół tuzina kości.
„Zejdźcie mnie już!” krzyczy Ou' Wolf, robiąc się cały czarny na twarzy. „Pokażę wam tylko, co to za śniadanie, a co za obiad. Nauczę was, czy to moje, czy nie!”
„Spójrz no, Oom Wolf” – mówi Ou' Jackalse, a jego oczy błyszczą świeżo, gdy zdziera ostatnie mięso z pierwszego żebra. „Powiem ci, co zrobię: podzielę się z tobą – to całkiem sprawiedliwe. Więc oto twoja porcja” – rzuca czystą kość w Ou' Wolfa i trafia go w szczękę.
„Twój Wilku, on to wygaduje; wielkie słowa; słowa, które sprawiają, że lata stają ci na głowie. I cały czas, ty Szakalu, maczasz i nabijasz na włócznie w garnku, i opowiadasz ty Wilku, jaki brzęczący kawałek mięsa wyciąga, i jak pysznie smakuje, i jak ma nadzieję, że twój Wilk będzie miał równie dobry obiad, kiedy nadejdzie czas – bo mówiłeś, że teraz masz obiad w garnku gdzieś w okolicy, prawda?” mówi i uderza go drugą kością, stary!
„Ostatnie mięso zostało zjedzone, a ostatnia kość zerwana, a nasz Szakal przyszedł z długą trzciną i strzelbą, żeby połaskotać naszego Wilka w czubek nosa, na którym wisi. Ale nasz Wilk jest tak wściekły, że kłapie i szczeka w tę trzcinę, aż cała konstrukcja domu zaczyna się trząść, a nasz Szakal myśli, że najwyższy czas się wycofać. I tak czy inaczej nie ma się gdzie zatrzymać – równie dobrze może iść dalej. I tak zrobił.
„No cóż, nasz Wilku, on jest po prostu taki szalony, że nie zawoła Naszego Szakala, żeby go spuścił, i nic więcej o tym nie powiedzą. Nie on; on tylko będzie wisiał i grzechotał, a on pierwszy go zdmuchnie. Ale młoda pani Wilk... no cóż, wy, członkowie, nie chcieliście jeszcze wyjść za mąż, dopóki dom nie będzie ukończony, i przypuszczam, że jakoś nie mogła się wydostać, ale po prostu przechadzała się między drzewami i tak sobie podglądała, jak się miewa dom. I wtedy zobaczyła Naszego Wilka wiszącego, z opuszczoną głową i czarną twarzą.
„Takiego dostała smrodu, a taki krzyk z siebie wydała! I po jakichś dwóch tyknięciach była już w ramie domu, żeby go podtrzymać. Za pierwszym razem nie mogła dosięgnąć jego głowy, ale za drugim razem skoczyła tak wysoko, że dosięgła go na całe lata i oto jest, wisząc na nim – żeby go podtrzymać! A Ou' Wolf, on jest taki zły, że nie chce o tym mówić – ale czuje, jak jego ogon wystaje mu z korzeniami.
„W końcu powiedział: »Lepiej wejdź na dach i uwolnij mój ogon. Może zejdę szybciej tą drogą«, powiedział.
„Gdy tylko go usłyszy – 'Och, on jeszcze nie umarł, on jeszcze żyje' – mówi. I po prostu cieszy się, że wisi i huśta się, dopóki Nasz Wilk nie powie czegoś. 'Ale mój ogon nie wytrzyma dłużej' – mówi.
„To trochę ją zaniepokoiło, zatrzymała się i spojrzała. „O, to o to chodzi?” zapytała, ale spojrzała, jakby to nie było nic wielkiego, żeby się z nim tym zająć. „Czy mógłbyś po prostu podejść i to odczepić?” zapytał.
„Hump!” powiedziała, ale nie mogła jeszcze nic powiedzieć, więc poszła w górę. Ale kiedy weszła na dach i zobaczyła, jak szybko jego ogon jest przyklejony do reszty, uderzyło ją, że zastanawia się, jak to możliwe, że jego ogon tak się odczepił, i nie zdążyła go odczepić, a już zaczęła go ciąć. Jak to możliwe?
„Ou' Wolf, on się wcale nie spieszy, żeby jej o tym wszystkim opowiedzieć, ale nie jest dobry w opowiadaniu wiesz-co. Więc co miał zrobić, to wstał i zrobił, i opowiedział jej całą historię.
„Teraz może dużo myśli o Ou' Wolf, a może raczej o tym, że wyjdzie za mąż i będzie miała własny dom, w którym będzie mogła zarządzać. Ale tak czy inaczej, dużo myśli o sobie i wścieka się na niego, że jest tak głupi, że nie może tego znieść. Przestaje po prostu gadać i rzuca się w dół po pół krokwi, żeby do niego dosięgnąć i uderza go w żebra. „Zabierz to!”, powiedziała, „i to! Za to, że jesteś takim tępym głupcem!”
„Ouk! Ouk!” – krzyknął Wilku, a potem kopnął go tak mocno i tak się wkurzył, że uciekł, że ledwo go dosięgnął, i nagle puścił, i spadł mu prosto na głowę. Ale pani Wilk jest taka wściekła i ruda, że próbuje go złapać i utrzymać w górze, aż upadnie, aż wreszcie może go uderzyć; i złapała go za daleko, i chybiła, i spadła, uderzając go głową w brzuch, aż wiatr go wyrzucił.
Między głową a brzuchem, Ou' Wolf, myślał, że zaraz umrze, ale w ciągu zaledwie dwóch tyg. Pani Wilczyca wstała i rzuciła się na niego. Wtedy wiedział, jak bardzo nie umarł, bo podskoczył z wyciem i wyciem, i pobiegł z tym w krzaki, aż ją zgubił. Usiadł tam, ale nie mógł trącać głowy, bo czuł, i nie mógł trzeć głowy, bo trącał o brzuch, ani brzucha, bo trącał o głowę.
„Ale on wszystko wyłożył Ou' Jackalse. 'Poczekaj tylko, aż będę miał uczciwą szansę', powiedział, 'a wtedy zobaczę, czy nie będę się z nim tak równał, że to będzie odstawać z drugiej strony. To wszystko.'
„Cóż, tak to trwało, aż pewnego dnia nasz Wilk kręcił się po drodze i kogo innego zobaczył na drodze, jak nie naszego Szakala, siedzącego i polerującego ostatni kawałek biltongu wyjęty z torby; piękny, tłusty, pyszny biltong.
„Teraz go mam! Zobaczysz, jeśli teraz czegoś nie zrobię” – mówi Ou' Wolf i sadza go na chwilę, żeby zobaczyć, jak najlepiej to zrobić.
„Ale Ou' Jackalse widział go już dawno temu gotowego, a on nie musi siadać i zastanawiać się, jak to zrobi. Wie o tym i robi to. Nie czeka, aż go dorwie. Po prostu wstaje i podskakuje do Ou' Wolfa, jakby nie widział go od niepamiętnych czasów, i nigdy nie był tak zadowolony. „Proszę bardzo” – mówi. „Tylko jeden i tylko w porę. Proszę, spróbuj tego” – mówi i podaje mu ostatni kawałek biltongu. „Wiszę ci dobre śniadanie, a teraz muszę ci za nie zapłacić pół tuzina”.
„Twojego Wilka on nie zna. Jest strasznie podstępny wobec Naszego Szakala, kiedy tylko zechcesz, a jeszcze bardziej, gdy oferuje dobre przysługi. Cofa się trochę. Ale ten biltong wygląda tak czerwono i słodko w środku, tam gdzie jest przecięty, a Nasz Szakal oblizuje wargi z takim cmoknięciem, że Nasz Wilk bierze ten mały kawałek i pożera go żarłocznie.
Ten kawałek smakuje tak dobrze, że nie może go zjeść – musi zjeść jeszcze trochę. Gdzie jest więcej tego? – pyta. – Powiedz mi szybko, zanim się tym zajmę.
„Uśmiechnij się jak Szakal. No cóż, powiedział, zjadłem tyle, że sam nie mogę biec wystarczająco szybko. Gdybym tego nie zrobił, pojechałbym z tobą. Ale i tak nieważne – to zbyt proste, żeby się tym przejmować”.
„Ani jednego, ani drugiego. Gdzie to jest?” – pyta krótko Ou' Wolf.
„Na tej drodze”, powiedział Ou' Jackalse. „Na tej drodze widzisz ślad wozu, który niedawno tędy jechał. Wystarczy, że trochę się rozejdziesz i wyprzedzisz wóz. Potem położysz się na drodze i będziesz udawał trupa – zbyt trupa, żeby go tak szybko obdzierać ze skóry. Wóz nadjedzie, a kiedy cię zobaczy, powie: »Cześć! Oto martwy wilk. Z jego skóry będzie świetna mata dla mojej żony. Zabiorę go do domu i obedrę ze skóry«”.
„Wtedy cię podniesie i wrzuci na wóz, a tam jest cały biltong – worki i worki. Wystarczy, że poczekasz chwilę, aż facet nie będzie patrzył, a potem, hop! – wyrzucisz worek najpyszniejszego biltongu i sam się zsunie. Chciałbym tylko mieć więcej miejsca” – mówi i pociera brzuszek, jakby był w siódmym niebie.
„Twój Wilku, spojrzał na Twojego Szakala i zaczął się zastanawiać, co ten zamierza zrobić. Ale smak tego biltongu sprawił, że jego usta zaczęły biec, i nie mógł czekać. „Czy tak masz swoje?” – powiedział, bystry i kudłaty.
„To jest droga do piekła”, powiedział Ou' Jackalse, „i jeszcze mi się nie śniło, że tak powiem — to takie proste”.
„Ou' Wolf, on nie chce uchodzić za zbyt miękkiego, ale ten bimber sprawia, że błaga o więcej. „No cóż” – mówi – „zobaczymy” – i rusza, by nadjechać swoim wozem.
„W międzyczasie on już wyprzedza, a potem skręca na drogę, kładzie się i robi to samo, jakby był martwy.
„Wóz nadjeżdża, a człowiek widzi naszego Wilka leżącego jak martwy na drodze. »Halo!« mówi, zjeżony, »jest ktoś na nich, prawda? Tylko jeden był draniem. I ten też wpadnie do wozu, prawda, i ukradnie jeszcze drugi worek mięsa? Ale zobaczymy, co z tym zrobimy. Oto ty!« mówi, i wali prosto w żebra naszego Wilka – łomot!
„Wou-uk!” krzyczy Ou' Wolf i próbuje uciec.
„Więc jesteś anoderem, tak?” krzyknął mężczyzna i od razu na niego rzucił się.
„Nie zrobiłem tego. Puść mnie!” – krzyczy na niego Nasz Wilk.
„Ukradnij drugi worek, dobrze?” krzyknął mężczyzna i — bach! — zaczął na niego jeszcze mocniej wierzgać.
„Ale nasz Wilk ma już dość. Jeśli nie wydostanie się stamtąd natychmiast, jeśli nie wcześniej, to będzie martwy bardziej niż przed chwilą. Zanim zdążysz powiedzieć nóż! Po prostu się podrapał i uciekł, i wybiegł na drugą stronę linii horyzontu, a mężczyzna obrzucał go kamieniami przy każdym kroku. „Może wrócisz od razu”, powiedział mężczyzna.
„Kiedy naszemu wilkowi udało się doczołgać do grzbietu, obejrzał się i zobaczył, jak mężczyzna uderza batem w swoją drużynę, krzycząc, jakby czuł się świetnie i mądrze. „Allah Crachty! Spójrz na to teraz” – syknął do siebie nasz wilk, ale nie poruszył żadnego miejsca, bo nie mógł się zdecydować, które jest najboleśniejsze.
„Wtedy spojrzał wzdłuż grzbietu i zobaczył Naszego Szakala, skaczącego i tarzającego się ze śmiechu. Patrzył na Naszego Wilka, a Naszego Wilka myślał. Ale Naszego Wilka też wciąż coś czuł, a on po prostu padł na ziemię i nic nie powiedział. Nie chciał nic więcej powiedzieć. Ale kręcił głową: mówię ci, że kręcił głową” – zakończył Stary Hendrik, kręcąc głową na te słowa.